Bielscy, czyli jak wygrać wojnę


seawolf-logoJakoś tak się złożyło, że obejrzałem najnowszą epopeję wojenną o braciach Bielskich. Nie jest to gatunek rozwojowy, ta epopeja wojenna, bo wszyscy już nakręcili tych epopei o swoich przewagach tuzinami, a niektórzy liczyli je w setkach, lub tonach. My też, a jakże, że wspomnę „kierunek Berlin”, czy „Czterech pancernych”. No, każdy kraj ma ich na kopy, oczywiście każdy o swoich bohaterach i o nikczemności wrogów, ma się rozumieć, jak przegrywamy, to z powodu zdrady, lub miażdżącej przewagi.

„Tamci”, to przeraźliwe głupki i tchórze, no, ale mieli przewagę liczebną i samoloty. Jak się ogląda tego typu filmy, to tak to przeważnie wygląda, czy to kręcą nasi o Niemcach, Sowieci o Niemcach, albo Białopolakach, Rumuni o Rzymianach, albo Amerykanie o Wietcongu ( ci nie maja samolotów, ale tyle ich, że nie ma jak ich odpędzić, lezą i lezą), albo Wietnamczycy o Amerykanach i tak dalej. Niemcy mieli gorzej, bo każda taka produkcja z definicji podpadała pod neofaszyzm, więc nikt nie miał odwagi.

No i Izrael, choć do opiewania ma niesamowite zwycięstwa po 45, z czasów wojny może jedynie opłakiwać swoich zaszlachtowanych, jak barany idące na rzeź rodaków. Same straszliwe opowieści, wagony, selekcja, komory gazowe, krematoria, selekcja, głód, strach, selekcja, wagony, komory gazowe, dym z krematoriów i tak dalej.
Ostatnio, zatem, ja się zdaje, postanowili chłopaki trochę się podbudować, również nakręcają c parę filmów heroicznych, w których bija Niemców, że hej, kładą pokotem całe plutony przy użyciu jednego naboju i drutu stalowego, aż dziwne, że ta wojna trwała tak długo.
Jeden z takich przykładów, to „Demony Wojny”, straszliwa, kosmiczna, brednia, ale nakręcona mistrzowską ręką Tarantino- od tej pory wszyscy będą pamiętać, że głównym zajęciem Żydów w czasie wojny było wycinanie błagającym o litość tchórzliwym Niemcom swastyk na czołach, no i ów film o braciach Bielskich, to z kolei o tym, że partyzantkę na tyłach frontu prowadziły oddziały żydowskie i radzieckie, otoczone wrogim morzem miejscowych kolaborantów.

Jak był kto uczciwy, znaczy, pomagał Żydom, to go kolaboranci zabijali, więc ci, co zostali, to już tylko bandyci i antysemici, a tych nie żal. Tymi z kolei zajmowali się partyzanci, rozwalając ich, jak płazy pełzające im o stóp i błagające o litość.
Może ja jestem jakiś paranoik, ale wyraźnie widzę tu jakąś zbiorową autoterapię, katharsis, patrzcie, ginęliśmy, ale, jak im daliśmy przy tym popalić?! Patrzcie, jak Szwab skamle o litość, zanim go nasi zatłuką kolbami!

Zresztą, my mamy to samo, żeby nie było, że jakiś antysemita jestem, nasze filmy są takie same.
W jeden ze scen dzielni bracia zatrzymują na leśnej drodze dziadka- mleczarza, zabierają mu żywność, bańkę mleka i na dodatek kożuch, w następnej scenie dziadek prowadzi na nich obławę, dostaje kulkę. Potem bracia robią sobie wyrzuty, że nie mieli siły zrobić tego, co było słuszne i co powinni byli zrobić na samym początku, to znaczy zabić dziadka po obrabowaniu.

Pomijam już względy praktyczne, zabity dziadek daje się obrabować jedynie raz, zatem bracia na próżno czekaliby na leśnej drodze na następną dostawę mleka. To tak, jakby podrzynać owcy gardło po ostrzyżeniu, zamiast poczekać, aż wełna odrośnie.

Ale paradna była ta zaduma, no tak, ręka zadrżała, nie mieli siły zrobić tego, co powinni, czyli zabić goja, którego wartość na tym świecie polegała na jednorazowym nakarmieniu oddziału Żydów i odzianiu jednego z braci kożuszkiem. Po tym mógł już podlegać utylizacji.
No, ale to tylko dalekie echo tego, co owi dzielni bracia Bielscy, banda rabusiów i gwałcicieli, robili naprawdę, bo postaci są to autentyczne, choć, oczywiście nie te ze scenariusza.

W „realu” wcale im te palce na cynglach nie drżały. Oczywiście, walka z Niemcami była na ostatnim miejscu listy priorytetów, uchowaj Boże, jeszcze by się im co złego mogło przytrafić. Ich wrogiem była okoliczna ludność, która z jakichś nieznanych powodów, zapewne z powodu antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki nie chciała się dzielić z setkami koczujących w okolicy uciekinierów żywnością, której nadmiar w czasie wojny, jak wiadomo, powodował powszechną otyłość i kłopoty gastryczne. Nie chciała się dzielić, nie szkodzi, zabierali wszystko.

W odróżnieniu od polskiej partyzantki, która zabierała żywność ludności, ale w zamian zapewniała im ochronę, oni tylko zabierali. A jak jakaś wioska była szczególnie zuchwała i nie chciała umrzeć z głodu, albo, jako szybsza alternatywa, zostać spacyfikowana przez Niemców za sabotaż obowiązkowych dostaw, to się dzielni bracia Bielscy dogadywali z towarzyszami z sowieckiej partyzantki, otaczali polską ( znaczy- endeckofaszystowską) wioskę i mordowali wszystko, co się ruszało.

No, ale o tym w Hollywood filmu nie nakręcą. Sequela epopei o Bielskich pod tytułem „ Świt w Nalibokach” raczej nie ma, co się spodziewać. Centrum Wiesenthala też się chyba nie zainteresuje. Niestety, najsmutniejsze jest to, że nasi też o tym filmu nie nakręcą. Dlaczego nie nakręcą w Hollywood, ani w Mosfilmie , wszyscy rozumiemy. Ale dlaczego nie nakrecą u nas, pozostaje zagadką.

Seawolf

http://www.wsieci.rp.pl/opinie/seawolf
http://freepl.info/seawolf
http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/
http://niezalezna.pl/bloger/69/wpisy
http://seawolf.salon24.pl/

Zrodlo: NIEPOPRAWNI.PL – seawolf – blog -  8 lipca 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek