Jak manipuluje mały Kazio czyli: „Wy, chrześcijanie powinniście nam wybaczyć – gdzie jest (wasze) chrześcijańskie miłosierdzie ?”


maly-kazio-fot-interW odpowiedzi na swą polemikę ze znanym artystą przeczytałem: „…a gdzie jest chrześcijańskie miłosierdzie….”

Pisane to było w odpowiedzi na moją uprzednią krytykę jego postawy. Ten fragment jego listu wywołał moją spontaniczną, niepohamowaną wesołość. Czyżby ten uznany artysta był na tak żałosnym poziomie intelektualnym, by nie zdawać sobie sprawy ze śmieszności tego, co napisał? Przecież nasza polemika nie dotyczyła żadnych imponderabiliów – wiary, wartości czy zasad. Tak zwyczajnie,- dotyczyła sztuki. Wyrwał się z tym chrześcijańskim miłosierdziem jak Filip z Konopii. Pasowało do reszty naszej polemiki, jak kwiatek do kożucha. A jednak się z tym wyrwał. Dlaczego? W pierwszym odruchu pomyślałem o jego poziomie intelektualnym. Po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że jest coś jeszcze. Wiara. Nie moja wiara. Jego wiara. I wcale nie o wiarę religijną tu chodzi.

Chodzi o wiarę we własną wyższość. Kultywowana latami – zaślepia, przyćmiewa jasność spojrzenia, czyni rozum bezużytecznym. Naraża na śmieszność. Ukazuje gawiedzi, że król jest nagi. W przypadkach skrajnych – obezwładnia instynkt samozachowawczy.

Ale – po kolei.

Napisał – on – obywatel polski, do mnie – też obywatela polskiego. Jako Polak i tylko jako Polak – deklarowałem się uprzednio. Każdy z nas ma prawo – niezależnie od narodowości z jakiej się wywodzi – czuć się Polakiem. Nie znam go osobiście – więc on też mnie nie zna. Nie wie, czy wyznaję jakąś religię, czy też nie. W Polsce funkcjonuje szereg wyznań.

A gdybym był muzułmaninem? Polakiem, Tatarem z pochodzenia? Islam – to nie chrześcijaństwo. A gdybym był przybyszem z Arabii, wahabitą? Zwolennikiem dżihadu albo przybyłym z Iranu wykonawcą fatwy? Słowo „dżihad” w Europie budzi lęk. Słowo „fatwa” – sieje istny postrach. Pamiętacie Salmana Rushdie ? Tego od „Szatańskich wersetów”? Gdzież on teraz? W mysią norkę się schował. I tak już do końca jego dni. Oczekiwanie chrześcijańskiego miłosierdzia od zwolennika dżihadu lub wykonawcy fatwy brzmiałoby jak ponury żart.

A gdybym był wyznawcą wiary mojżeszowej, talmudystą? Wyznawców Talmudu znalazłoby się w Polsce kilku. Niekoniecznie osób. Niektórzy piszą o kilku milionach osób. Prawdopodobieństwo trafienia byłoby większe. Ale w Talmudzie – chrześcijańskiego miłosierdzia nie uświadczysz. Choćbyś ze świecą szukał. I znowu byłoby kulą w płot.

Mój polemista strzelał więc na chybił – trafił.

Wyszło, że trafił.

Tak, jestem Polakiem, chrześcijaninem, katolikiem. Taka była wiara w mej rodzinie od pradawnych czasów. Taka była wiara mych pradziadków, dziadków i rodziców.

Taka jest moja wiara, moich dzieci i wnuków. Jestem Poznaniakiem w czwartym pokoleniu, a Wielkopolaninem – od czasów prehistorii rodu. Noszę typowo wielkopolskie nazwisko – z końcówką na: -„ak”. Żaden z mych antenatów po mieczu nazwiska nie zmieniał. Nazwiska zmieniały antenatki. Przyjmowały, tradycyjnym zwyczajem, nazwisko męża przy zamążpójściu.

Do mojego chrześcijańskiego miłosierdzia apelował mój polemista.

Wie, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele. Miasto duże. Kościołów też sporo. Pogubił się doszczętnie. Widocznie nie czytał starannie. Albo zapomniał. Dla przypomnienia:

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

Znieważono mnie całkiem niemiłosiernie. Nie przeproszono nigdy. A teraz żądają (tak, tak – żądają, bo przecież nie proszą) – miłosierdzia! Od ofiary swej własnej niemiłosierności! Cóż za bezgraniczny tupet !!! Jakaż bezczelna manipulacja !!!

Cwaniacka manipulacja na poziomie małego Kazia, który gra na uczuciach rodziców, by wydusić z nich na lody.

Rozejrzyjmy się wokół. Małych Kaziów ci u nas dostatek. Manipulacja uczuciami, wartościami, religią – to ich specjalność. Manipulują cudzymi – czyli naszymi – uczuciami i wartościami. Sami tych wartości nie uznają. Są przecież światowi, postępowi, – a nie jakiś tam ciemnogród i zaścianek. Pociągają za sznurki naszych wartości. To ich ulubiona zabawa. Patrzą, – jak my – pajacyki – fikamy rączkami i nóżkami. A przecież teatr kukiełkowy na poziomie małego Kazia jest właśnie!

Zaślepieni ułudą blichtru, zaaferowani pogonią za sukcesem, zaprzęgnięci w kierat codzienności – nie dostrzegamy manipulatorów.

Coraz szybciej, coraz szybciej, coraz szybciej – aż do utraty tchu!

A może by tak zatrzymać się na chwilkę? Może tak rozglądnąć się wokół?

Dostrzeżemy wówczas, że to nie żadne wiatry postępu zmuszają nas do fikania rączkami i nóżkami w coraz szybszym tempie. Dostrzeżemy, że rączki i nóżki nie reagują na bodźce z naszego mózgu, a fikają w rytm sznureczków pociąganych przez małego Kazia. Kazia,- cwaniaczka – manipulatora.

To on wydusza z nas na lody. Coraz więcej, coraz więcej, coraz więcej – aż do utraty sił !

Gdy to już zauważymy, to może tak po prostu – damy mu klapsa ?

Wacław Adamczak, Poznań, 16 lipca 2011

P.S. Ze swej strony – dałem mu klapsa. W przypadku recydywy – dam mu po łapach.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek