Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Niezadowolenie społeczne w Polsce!


sliwinski-artur-prof_foto_interWbrew zmasowanej promocji „sukcesów gospodarczych” rządu, kryzys w Polsce potęguje się. Jak w kilku innych krajach europejskich, przechodzi on obecnie w fazę oburzenia społecznego.

Wiedzą o tym nie tylko dociekliwi komentatorzy ekonomiczni. Każdy może sięgnąć po roczniki statystyczne, aby zobaczyć narastanie niezadowolenia społecznego w Polsce. W 2006 roku odnotowano 8 strajków, w których uczestniczyło 1.600 osób; rok później liczba strajków wzrosła ponad dwustukrotnie, zaś strajkujących było już ok. 60 tysięcy. W 2008 roku strajków było 12.765, a strajkujących 209.030. Obecnie GUS podaje, że w 2009 roku ilość strajków znacząco zmalała, lecz świadczy to jedynie o zmianie systemu rejestracji (GUS nie informuje o sposobie kwalifikacji i metodzie liczenia strajków, więc prawdopodobnie większość strajków uznano za „dzikie”). Z innych źródeł wynika, że utrzymuje się tendencja wzrostowa oraz poważne nasilenie strajków w pierwszej połowie 2011 roku.

Są także ogólnie dostępne mniej wymierne sygnały o rosnącym niezadowoleniu i napięciach społecznych w Polsce. Widać silny wzrost krytycznych wypowiedzi prasowych i szybki rozwój opozycyjnych portali internetowych. Większa jest również mobilność strajkowa związków zawodowych, chociaż są one dalekie od kwestionowania sytuacji ekonomicznej i nadal koncentrują się na działaniach obronnych. Hasło „Polityka wasza, bieda nasza” może jednak zapowiadać nowy etap.

Jest to już wiedza o napiętej sytuacji społecznej trudna do zakwestionowania i docierająca powoli do krajowych i zagranicznych czynników politycznych. Obawy związane z narastającym niezadowoleniem społecznym nie są wyssane z palca. Są wynikiem przede wszystkim poważnych trudności gospodarczych, widocznych zarówno w skali makro- jak i mikroekonomicznej. Toteż obserwujemy gorączkowe przygotowania do nadchodzącej kulminacji. Jak dotąd, polegały one na próbach zneutralizowania narastającego w Polsce oporu społecznego, izolowaniu ognisk zapalnych oraz na unikaniu tematów drażliwych, szczególnie problemów wynikających z dalszego pogarszania się sytuacji materialnej polskich rodzin.

Jednak od 2010 roku dają o sobie znać przygotowania „infrastruktury prawnej” dla siłowego pokonywania demonstracji niezadowolenia i protestów społecznych. Do tego dochodzi podejmowanie bardziej agresywnych akcji wobec opozycji politycznej, środowisk katolickich, mediów kontestujących politykę rządu oraz patriotycznych ugrupowań opiniotwórczych. To w istocie rzeczy prowokacyjne „zrzucanie maski”, które może bardzo zaognić sytuację w Polsce.

System polityczny w Polsce jest nie tylko słaby, lecz wykazuje wszystkie ułomności autorytarnych rządów. Jest to zarazem system nieskuteczny, nawet w zakresie realizowania podstawowych zadań publicznych i praw człowieka.
Widać psychiczne zużycie polityków, wyczerpywanych nie tylko przez konflikty wewnątrzpartyjne, lecz także przez narastający niepokój przed reakcjami społeczeństwa na ujawnienie olbrzymiej skali ukrywanych dotychczas skutków kryzysu ekonomicznego. Do tego dochodzi wyczerpanie powodowane silną presją zagraniczną, aby za wszelką cenę kontynuować politykę ekonomiczną sprzeczną z polskim interesem. Toteż zaznacza się krótkowzroczne dążenie do „przetrwania”, przynajmniej do najbliższych wyborów parlamentarnych.

Wkrótce siły te będą niezdolne do panowania nad sytuacją. Pole manewru politycznego jest bardzo wąskie. Kontynuowanie dotychczasowej „linii politycznej” i układów ekonomicznych staje się nierealne. Ideologiczne podstawy obecnej polityki społeczno- ekonomicznej zostały skompromitowane. Neoliberalizm, który wyznaczał dotychczasową linię usprawiedliwiania działania rządów w sferze gospodarczej i socjalnej, jest już „trupem w szafie”.

Obciążanie społeczeństwa kosztami dotychczasowej polityki gospodarczej doszło do progu wytrzymałości. Zachodzi realna obawa, że społeczeństwo polskie nie wytrzyma ono dalszych restrykcji finansowych, kolejnego ograniczania podstawowych usług socjalnych i ograniczania praw obywatelskich.
Stosowanie propagandy medialnej z pewnością nie wystarczy do zatuszowania rozwiniętych do granic absurdu patologii systemu politycznego. Mimo, iż działania na rzecz zachowania władzy politycznej cechuje silna pokusa sięgania w szerokim zakresie po ostre środki represji politycznej, będą one coraz mocniej antagonizować władzę i społeczeństwo. Jeszcze trochę, a utraci ona pozory legitymizacji.

Konsekwencje braku suwerenności

Istotnym problemem są międzynarodowe reperkusje wzmagającego się w Polsce niezadowolenia społecznego. W sytuacji dalszego potęgowania się tego niezadowolenia pełną kontrolę przejmują czynniki zagraniczne. To jest najbardziej prawdopodobna konsekwencja utraty suwerenności (lub postawienia w tym zakresie „kropki nad i”).

Czynnikiem zapalnym staje się rozpad – z coraz większym trudem podtrzymywanego – mitu suwerenności politycznej i gospodarczej Polski, a zarazem pogorszenie się jej sytuacji geopolitycznej (o czym więcej napiszemy w następnym numerze EEM). Zapewnienia czołowych polityków rządowych oraz orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o utrzymaniu suwerenności rażą ogólnikowością i tendencyjnością. Warto przypomnieć, że mit ten był zbudowany z dwóch elementów. Pierwszym i podstawowym była konieczność uczestnictwa w procesie integracji europejskiej oraz przewidywane z tego tytułu korzyści ekonomiczne. Drugim elementem było stanowisko, jakoby przekazywanie niektórych atrybutów suwerenności Polski na zewnątrz nie naruszało podstaw suwerenności.

Rozpad mitu suwerenności jest przede wszystkim związany z kwestionowaniem pierwszego elementu. Mówiąc zwięźle, Unia Europejska stała się obecnie swoistym pasem transmisyjnym służącym do przekazywania polskiej suwerenności politycznej rządom najsilniejszych państw europejskich, w tym zwłaszcza Niemiec. Na uwagę zasługuje fakt, że dzięki traktatowi lizbońskiemu ten proces pośredniczenia został już praktycznie zinstytucjonalizowany.

Jednocześnie suwerenność ekonomiczna, która w decydującym stopniu jest określana przez relacje własnościowe (między kapitałem narodowym i zagranicznym), wskutek celowo prowadzonej polityki ekonomicznej od 1989 roku została „zglobalizowana”. Utrata suwerenności ekonomicznej (w najbardziej żywotnych dla gospodarki dziedzinach: finansów, handlu, przemysłu, energetyki i wykorzystania zasobów naturalnych) jest faktem bezspornym.

Także drugi element mający świadczyć o podtrzymaniu suwerenności jest coraz wątlejszy. Nie chodzi tylko o aspekt formalno-prawny, co czego skłaniają się niektórzy politycy. Chodzi przede wszystkim o realne, polityczne i ekonomiczne konsekwencje zachodzącego od wielu lat procesu znoszenia nadrzędności przepisów konstytucyjnych nad dyrektywami i decyzjami unijnymi. Ten proces także w przeważającym stopniu zależy od tego, co dzieje się w obrębie Unii Europejskiej, czyli w jakim stopniu (oraz w czyim interesie) wykorzystywane są przekazane uprawnienia.
Niestety, trudno nie zauważyć, że są one często wykorzystywane do osłabiania politycznego i gospodarczego Polski, której interesy są nagminnie lekceważone.

Pod tym względem kryzys w Europie stanowi czas przełomu. Unia Europejska została poważnie osłabiona przez obecny kryzys, który działa silnie dezintegrująco. Jednocześnie kryzys został politycznie wykorzystany do umocnienia pozycji silniejszych członków wspólnoty (Niemiec, a także cofającej się pod ich naciskiem Francji) kosztem krajów słabszych ekonomicznie i politycznie. Zasadnicza zmiana nie polega bynajmniej na tym, że dają o sobie znać nowe formy protekcjonizmu, lecz na nieformalnym przekształceniu strategii europejskiej. Strategiczny cel, jakim pierwotnie była integracja krajów europejskich dla wielostronnych korzyści, został zastąpiony innym celem: uzyskaniem pozycji dominującej przez najsilniejsze państwa europejskie. To zwrot o 180 stopni. Przekształcona strategia nie tylko sankcjonuje działania naruszające interesy poszczególnych krajów, lecz także dopuszcza i wspiera działanie na ich szkodę. Przykład kryzysu w Grecji powinien być rozpatrywany w takim kontekście, a nie jako kryzys spowodowany przez czynniki wewnętrzne. Stopień dotychczasowego uzależnienia słabszych krajów od Unii Europejskiej podważa zasadność traktowania ich jak „czarne owce”.

Polska jest również krajem silnie kontrolowanym przez czynniki zewnętrzne (polityczne i finansowe), chociaż jej potencjał ludnościowy i ekonomiczny jest stosunkowo duży. Przejawów tej kontroli jest dostatecznie wiele, aby pozbyć się złudzeń co do niezależności decyzyjnej rządu i parlamentu.

Dotychczasowe złudzenia uniemożliwiają rozpoznanie istniejącego stanu rzeczy i rzeczywistej skali problemów. Ktokolwiek sądzi, że można przezwyciężyć obecne, najpoważniejsze od czasu rozbiorów i wojen światowych, egzystencjalne trudności Polski bez odzyskania kontroli politycznej i ekonomicznej, jest w wielkim błędzie.

Trudne pytania

Trwają coraz bardziej widoczne roszady polityczne, mające na celu wymianę skompromitowanej ekipy rządowej na nową, o „czystych rękach” (przynajmniej pozornie). Zarówno w zabiegach nastawionych na przeciwdziałanie wobec oporu zdeterminowanej części Polaków, jak i na rekonstrukcję władzy politycznej, realizowane są posunięcia zbliżone do zastosowanych wobec Grecji. Wielokrotnie pisaliśmy, że „wariant grecki” może mieć zastosowanie także do Polski, ponieważ stanowił udany eksperyment ataku spekulacyjnego (w stylu argentyńskim) oraz włączenia w orbitę nacisków politycznych Unii Europejskiej (za pośrednictwem Niemiec). Przypomnijmy, że wiązał się on z przestawieniem władzy politycznej od skompromitowanej formacji liberalnej („Nowej Demokracji” Kostasa Karamanlisa) do formacji socjalistycznej („PASOK” Jeoriosa Andreasa Papandreu). Podobny „model polityczny” eliminujący formacje konserwatywne i narodowe montowany jest w Polsce.

Stawiamy więc kilka ważnych i trudnych pytań. Pierwsze dotyczy przedstawiania sytuacji społecznej i gospodarczej w Polsce w fałszywym świetle. Czy fakt, że najsilniejsze międzynarodowe ośrodki opiniotwórcze (media, ale także MFW, Bank Światowy, Unia Europejska) realizują jednolitą politykę informacyjną w sprawach polskich jest przypadkiem?

Mamy tutaj na myśli kilka istotnych aspektów tej polityki. Pierwszy: faktyczne embargo na informacje społeczne i ekonomiczne o Polsce. Ilość i jakość tych informacji jest żenująco skromna (jest ich znacznie mniej, aniżeli o Słowacji czy Czechach). Jednocześnie występuje podobne embargo informacyjne o sytuacji geopolitycznej i ekonomicznej o świecie w Polsce. Drugi: tolerowanie fałszowania statystyki makroekonomicznej w Polsce. Znane są liczne przykłady nadużyć metodologicznych w rachunku narodowym. Oficjalne interpretacje publikowanych danych są jaskrawo nieobiektywne. Jest to nie tylko przyjmowane bez zastrzeżeń przez międzynarodowe organizacje statystyczne, a nawet przez te organizacje autoryzowane i upowszechniane. Trzeci: ożywienie antypolskiej propagandy. Z jednej strony widać dużą aktywność antypolską w Niemczech, coraz mniej skrycie wspieraną przez niemieckie czynniki rządowe; kolejną falę antypolonizmu żydowskiego, również mającego wsparcie ze strony rządów niektórych krajów zachodnich (zwłaszcza USA i Francji), a także pewne zgranie obydwu sygnalizowanych nurtów. Wprzęgnięcie polityki rządów zachodnich w działania antypolskie jest częściowo jawne, szczególnie na niwie dyplomatycznej. Z drugiej strony, widać wzrost roli politycznej popierających antypolonizm środowisk w Polsce.

Pytanie następne dotyczy skali jawnych i ukrytych działań zmierzających do utrzymania politycznych wpływów przez czynniki zagraniczne. Jest ono jasne: czy nastąpiła konsolidacja interesów politycznych i gospodarczych w Polsce ze strony Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Rosji?

Jest mało prawdopodobne, aby dalsze utrzymywanie wpływów politycznych i ekonomicznych w Polsce przez rządy Niemiec i Stanów Zjednoczonych mogło liczyć na szanse powodzenia. Sytuacja dla nich jest podwójnie trudna. Wyczuwa się narastającą w Polsce świadomość niekorzystnych relacji politycznych i ekonomicznych z tymi krajami oraz coraz słabszą sympatię (dyktowaną głównie względami sentymentalnymi). To będzie znacznie utrudniać zachowanie dotychczasowych wpływów. Stany Zjednoczone, ale także Niemcy (choć dotychczas w mniejszym stopniu) wskutek światowego kryzysu szybko tracą silną pozycję polityczną i ekonomiczną w świecie, co stopniowo przekłada się na możliwość osłabienia ich pozycji w Polsce. Będzie to znacznie utrudniać utrzymanie status quo w Polsce. Warto też przypomnieć, że w pierwszej dekadzie wprowadzania politycznego i ekonomicznego „patronatu” w Polsce przez te kraje, Rosja (jelcynowska) była faktycznym uczestnikiem przejmowania od niej przez te kraje wpływów w Polsce. Wiele więc wskazuje, że niezależnie od innych wektorów polityki tych krajów, które nie muszą być zbieżne, pytanie o konsolidację interesów politycznych i gospodarczych wymierzonych w Polskę nie jest zupełnie bezpodstawne. Sytuacja ta sprawia, że w orbitę uzależnienia politycznego i ekonomicznego Polski ponownie włącza się rząd Rosji, zasilając rządy Niemiec i Stanów Zjednoczonych zachowanymi jeszcze wpływami postsowieckimi.
Rząd i Prezydent RP, to lustra, w których odbija się silne uzależnienie Polski.

Kolejne pytanie dotyczy sprawy szczególnie bolesnej, ale niezwykle istotnej dla Polski. Czy tragiczne wydarzenie w Smoleńsku było elementem omawianej konsolidacji? Jak sygnalizowały to zaraz po tym wydarzeniu niektóre źródła informacyjne, przeprowadzenie zamachu na samolot wiozący polskiego prezydenta nie mógł być dokonany z zachowaniem nieodzownej w takich przypadkach tajemnicy. Jest to mało prawdopodobne, gdy uwzględni się istnienie nowoczesnych technik i silnych sieci wywiadowczych.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Wiecej artykulow prof. Sliwinskiego na stronie: Europejski Monitor Ekonomiczny

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny, 2011-07-29

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek