Józef Szaniawski – Rosja – wróg czy zły sąsiad?


Jozef-Szaniawski-foto-interRaport komisji ministra Millera trudno jest nazwać oficjalnym i końcowym raportem w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. w Rosji pod Smoleńskiem, niedaleko Katynia. Zawsze należy podkreślić to szczególne miejsce, a także fakt, że nie była to zwyczajna katastrofa lotnicza, ale katastrofa narodowa! Zginął w niej nie tylko prezydent, ale znacząca część elity Rzeczypospolitej, w tym całe dowództwo Wojska Polskiego! Dokument określany mianem raportu absolutnie nie zasługuje na to określenie z wielu powodów. Fundamentalnym jego brakiem jest fakt, że nie ma w nim szeregu danych, które są w rękach Rosjan, a których strona rosyjska albo nie chciała Polakom udostępnić, albo nimi manipulowała.

To jest zła wola! Rosjanie nadal nie chcą nadal oddać Polsce szczątków wraku rozbitego samolotu, w tym czarnych skrzynek. Nie chcą oddać oryginalnych dokumentów. Nie ułatwiają, tylko utrudniają, gdzie mogą, śledztwo smoleńskie. Dlatego dokument sporządzony przez komisję kierowaną przez polskiego ministra spraw wewnętrznych i administracji trudno nazwać rzetelnym i wiarygodnym raportem. Według raportu przyczynami katastrofy były zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg.

Jedną z przyczyn, wedle dokumentu, miały być błędy w korzystaniu z wysokościomierza. Załoga posługiwała się urządzeniem radiowym, a nie barometrycznym, i to wprowadzało ją w błąd. Co więcej, według raportu winą strony rosyjskiej było niedopełnienie przygotowania lotniska w Smoleńsku na przyjęcie samolotu z polską delegacją. Dokument w ogóle nie bierze pod uwagę możliwości, że była to rosyjska pułapka, a nie nieprzygotowanie lotniska. A wskazuje na to "brak decyzji o zamknięciu lotniska", co raport jednak wyraźnie podkreśla.

Najważniejszym merytorycznie fragmentem jest ta jego część, gdzie stwierdza się jednoznacznie, iż rosyjscy kontrolerzy z wieży lotniska podawali załodze błędne komunikaty, że jest na ścieżce i kursie, jeszcze długo przed katastrofą! Rosyjski kontroler potwierdzał, że Tu-154 jest na dobrym kursie i wysokości, gdy w początkowej fazie był powyżej ścieżki, a w końcowej – poniżej. Potem utwierdzał w tym załogę!

Raport ma kilkaset stron, zawiera liczne załączniki, analizuje fakty, wiele razy myli skutki z przyczynami. Analiza faktów, a tym samym przyczyn katastrofy, jest nierzetelna, a wnioski raportu niewiarygodne. Bo przecież raport stwierdza, że dowódca i załoga Tu-154 popełniali błędy i podejmowali złe decyzje przy podchodzeniu do lądowania. No tak, ale te jakoby błędne decyzje polskich pilotów były konsekwencją fałszywych, mylnych i nieprawdziwych informacji, jakie otrzymywali oni od oficerów armii rosyjskiej, którzy naprowadzali polski samolot z wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku. To nie była jedna mylna informacja, ale cały szereg fałszywych danych, które doprowadziły samolot z polskim prezydentem i delegacją Rzeczypospolitej do katastrofy. Dlaczego raport polskiej komisji kierowanej przez ministra Millera eufemistycznie określa mianem "kontrolerów" oficerów armii rosyjskiej? Dlaczego nie zbadano, komu ci oficerowie podlegali i kto im wydawał rozkazy? Dlaczego polska komisja daje wiarę Rosjanom, uznając ich z góry za ludzi dobrej woli?

Na podstawie tych samych faktów zawsze można wyciągnąć różne wnioski. Tak np. jeszcze dzisiaj o 17 września 1939 r. niektórzy piszą, że nie była to agresja Rosji sowieckiej, tylko że do Polski wkroczyła Armia Czerwona. Szukając prawdy o katastrofie z 10 kwietnia 2010 r., nie można pomijać dotychczasowej 300-letniej polityki Rosji wobec Polski. Należy zdefiniować, czy Rosja jest dla Polski sąsiadem, złym sąsiadem, wrogiem czy odwiecznym wrogiem. Można stawiać pytanie o sens i cel katastrofy pod Smoleńskiem. Pytanie, czy Rosja Putina mogłaby zaplanować zamach. Wiemy, jakie cele miała Rosja w okresie rozbiorów Polski. Znamy historię katorgi milionów Polaków na Syberii, rosyjskie szubienice dla największych polskich bohaterów. Pamiętamy o 17 września, o Katyniu, a nawet o stanie wojennym. I nawet jeżeli prawda o katastrofie smoleńskiej na zawsze pozostanie w sejfach moskiewskiego Kremla, to i tak całe tzw. śledztwo związane z katastrofą pokazuje nie tylko złą wolę, ale wolę najgorszą obecnych władców Kremla. I proszę nie mieć złudzeń, że to polski premier Tusk, jego minister Miller albo rosyjska generał Anodina decydują na temat prawdy o katastrofie z 10 kwietnia. Tak jak wszystkie mroczne tajemnice Kremla, także ta o losie polskiego samolotu znajduje się w osobistej gestii tego, kto aktualnie rządzi Rosją.

Józef Szaniawski
Nasz Dziennik, 2011-08-03

Za: Radio Maryja, artykuly

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek