Sędzia Ryszard Furman w sprawie uznania za niepoczytalneto domniemanego mordercy Eugeniusza Wróbla: Zdaniem biegłych objawy chorobowe znoszące pełną poczytalność były tak oczywiste, że nie wymagały decyzji o zarządzeniu obserwacji


eugeniusz-wrobel-zabojstwo-domniemany-zabojca-fot-ne-interDomniemany morderca Eugeniusza Wróbla uznany za niepoczytalnego…

Ta informacja przemyka się niezauważona – domniemany morderca, syn Eugeniusza Wróbla, został uznany za niepoczytalnego i skierowany na leczenie. Śledztwo w sprawie śmierci zostało umorzone.

„Ojcobójca niepoczytalny. Sprawa Wróbla umorzona

"OBJAWY BYŁY OCZYWISTE"

TVN24

Grzegorz W., podejrzany o zabójstwo swojego ojca Eugeniusza, jest niepoczytalny i zostanie skierowany na przymusowe leczenie w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym – zdecydował rybnicki sąd. Postępowanie w głośnej sprawie morderstwa byłego wiceministra transportu zostało umorzone.

Sąd Okręgowy w Rybniku podjął tę decyzję po wysłuchania drugiej opinii – biegłych psychiatrów z Wrocławia, którzy zbadali podejrzanego. – Zdaniem biegłych objawy chorobowe znoszące pełną poczytalność były tak oczywiste, że nie wymagały decyzji o zarządzeniu obserwacji – powiedział sędzia Ryszard Furman.

Grzegorza W. odwieziono z powrotem do aresztu we Wrocławiu, gdzie przez kilka tygodni będzie oczekiwał na decyzję specjalistów odnośnie tego, w którym zakładzie zamkniętym będzie leczony.

W październiku 2010 córka Eugeniusza Wróbla zgłosiła jego zaginięcie. Jego zwłoki, poćwiartowane na 11 części, znaleziono w zalewie rybnickim. Jego syn, 31-letni Grzegorz, najpierw przyznał się do zamordowania ojca, później jednak odwołał te zeznania. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa.”

kaw//kdj

 

Nieoceniony Seawolf tak napisał o tym i innych przypadkach tajemniczych śmierci, jeszcze 14 kwietnia br.:

„…ostatnio mamy tyle przykładów bardzo zagadkowych śmierci, chorąży Zielonka, Minister Wróbel, chociażby, czy szef grupy archeologów czekających tygodniami na zezwolenie na wyjazd do Smoleńska…

Z ustaleń prokuratury wynika, że Eugeniusz Wróbel został zamordowany we własnym domu, a jego ciało wrzucono do Zalewu Rybnickiego. Do zabójstwa przyznał się jego syn Grzegorz, który złożył obszerne wyjaśnienia, jednakże później w prokuraturze odwołał swoje zeznania.

OK., tyle, że syn ministra jest niezwykle drobnej postury, był znacznie słabszy od swego ojca, że nic nie wskazywało na jego chorobę przed tragedią, że , jak na osobę niepoczytalną, zdumiewająco sprawnie i szybko poćwiartował zwoki, usunął z mieszkania ślady krwi ( no, to jest dopiero praca, na miarę Heraklesa, pamiętacie, jak wyglądało czyszczenie samochodu w „Pulp Fiction”, albo „Teksańską masakrę piłą tarczową”? Wybaczcie niestosowne porównania, ale przecież czyszczenie mieszkania z krwi po użyciu piły tarczowej to niesłychanie trudne i żmudne zajęcie!), przewiózł szczątki, usunął ślady… I to wszystko sam jeden, drobny, słaby fizycznie, niepoczytalny człowiek. Czemu potem odwołał swoje zeznania?

Ale tego wszystkiego nie będzie się już badać. Śledztwo w sprawie śmierci Eugeniusza Wróbla zostało zakończone. Nie będzie aktu oskarżenia. W opinii biegłych psychiatrów i psychologa ( przy czym NIE DOKONANO obserwacji) sprawca, syn byłego wiceministra, jest całkowicie niepoczytalny.

Grzegorz W. nie zdaje sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Trafi on trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Biegłym nie udało się ustalić, kiedy rozwinęła się u niego choroba psychiczna. Oczywiście jest możliwe, ze syn nagle zwariował, zabił i poćwiartował ojca. Naprawde, moglo tak byc i piszę to bez ironii. Chociaż prawdopodobienstwo jest niezbyt wielkie. Właściwie żadne.

No, ale minister Wrobel mógł równie dobrze wpaść pod TIRa na białoruskich numerach, wypić kawę i dostać udaru, ulec wypadkowi samochodowemu, jak szef ekipy archeologów mających pojechać na poszukiwania szczątków, albo, jak swego czasu kapitan Hutyra, który, po zderzeniu z walcem drogowym zdołał zadzwonić do kolegi i powiedzieć o wypadku, potem się okazało, jak przyjechała policja, że jednak ma zmiażdżoną i urwaną głowę, więc musiał mieć spore trudności z tą rozmową telefoniczną. Mógł, jak wielu świadków w sprawie morderstwa księdza Popiełuszki, umrzeć po wypiciu duszkiem kilku litrów spirytusu alkoholu, bądź wstrzyknięcia sobie tegoż bezpośrednio do krwi, co, jak sugerują wyniki badania krwi, było pewnym okresie bardzo modne… Mógł się powiesić nad Wisłą, jak chorąży Zielonka, uprzednie zapakowawszy do wododopornej torby kilka wydruków ze swoim nazwiskiem, żeby już się policja tak strasznie nie męczyła ze zgadywaniem. Albo się powiesić, jak dyrektor Michniewicz, uprzednio zadzwoniwszy do żony, by sobie pogadać i się umówić na następny dzień.

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich spraw jest to, że są umarzane i koniec, nic więcej się nie dzieje…” (całość tutaj: Wróbel i Michniewicz….)

I właśnie o to chodzi…

Zdjecie:http://m.orange.pl/ics/ics/binaries/PL/Binary2/1964659/cp24/4023623598.jpeg?v.imgProtocol=http&v.imgPort=80&v.width=750&v.imgHost=wap.orange.pl&v.height=9999&v.dc=ARgvAAAA

    Raven59
Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek