Tymczasowy: Niezwykle skromny czlowiek


Adam-Michnik-foto1-interTrudno znalezc tak skromnego czlowieka jak Pan Adam Michnik, naczelny redaktor "Gazety Wyborczej". Uczestniczyl w kilku waznych dla historii Polski wydarzeniach i nawet nie chcial sie pochwalic. To jest po prostu cnota braku pychy, tak typowej dla ludzi o niskich lotach.

Pierwszym dowodem moze byc wizyta A.M. w Moskwie w lipcu 1989 r. Historyk Antoni Dudek ujawnil w ksiazce pt. "Reglamentowana rewolucja" (2004 r.), ze jak sie okazuje z szyfrogramow szefa dzialajacej w Moskwie Grupy Operacyjnej "Wisla", podlegajacej departamentowi II MSW, czyli kontrwywiadowi, jesienia 1988 r. A.M. podjal – przy pomocy A.Wajdy (to tez budzi duzy znak zapytania) – starania o pozwolenie o wyjazd do Moskwy. I tak zgode A.M. uzyskal. A nawet Pan Adam Michnik szczesliwie mial spotkanie w Wydziale Zagranicznym KC KPZR. A taki sekretarz KC PZPR Grabski i Wsiewolod Wolczew (nieznany stopien sluzbowy) nie pozyskali dla swej sprawy towarzyszy radzieckich w 1981 r. choc byli jak klony Husaka. A Pan Adam Michnik mial szczescie (CHOC NIE FART – koledzy kryminalisci kumaja) i spotkal sie z kim trzeba i sie dogadal. Zanim jednak to nastapilo, ktos musial dac mu LEGITYMACJE. Nie mozna przeciez tak sobie pojechac do samej Moskwy i zaproponowac sobie to czy tamto. A ktoz to dal legitymacje przeslawnemu Opozycjoniscie, Ktory Ksiazke w Pierdlu napisal, TAKI BYL ZMYSLNY ONY. A ktoz to byl, ktoz to? Ten od wystawiania legitymacji? Jaki stanowisko slubowe, czy stopien wojskowy czy w SB, on mial? Gubernialnej rangi musial to byc czelawiek.

Moze warto szukac zrodel szczesliwej reki Pana Adama Michnika w innym wydarzeniu, ktoremu dajmy dla porzadku numer dwa. Opisuje to tow. prof. Janusz Reykowski, ktory, akurat byl w tamtym czasie czlonkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR."’Dwa dni po wyborach czerwcowych w 1989 r. Jozef Czyrek, na spotkaniu KC PZPR spytal mnie co by bylo, gdyby rzad przejela "Solidarnosc". Zapytalem Michnika, co mysli, czy "Solidarnosc" jest gotowa przejac rzady, a gdyby tak, to kto bylby premierem. Michnik powiedzial, ze musi zapytac Lecha [Walese]. Po 30 minutach przyszedl i powiedzial, ze "Solidarnosc" jest gotowa rzadzic, a premierem bylby prof. Bronislaw Geremek". I tak na polecenie/sugestie samego sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyszedl projekt o nazwie, posluguje sie slowami Pana Adama Michnika: "Wasz prezydent, nasz premier". Choc to byl plagiat Czyrka, sekretarza Kumitetuuuu Centralnegooo, jak by nie bylo. Dlaczego by sie tym nie pochwalic? Jak czlowiek wykonuje polecenie sluzbowe, to powinien byc dumny z dobrze wykonanej, za przeproszeniem, roboty. W sensie stalinowskim, oczywizda! Przeciez to trzebaopisac w stu, nawet tysiacach madrych felietonow.

A jak juz "wadze" wzieli ci, ktorzy musieli, nastapil nastepny incydent dowodzacy wielkiej skromnosci Pana Adama Michnika. Jakos tak sie stalo, choc pewnie nie musialo, ze Inny Wielki Pan Wielmozny, Wiceminister Spraw Wewnetrznych tej troche dziwnej Polski, o nazwisku: Krzysztof Kozlowski-ten od sektora niby katolikow wystawiajacych dupe szympansow, zupelnie przypadkowo, wychodzac z posiedzenia Rady Ministrow Czcigodnego Mazowieckiego (dano mu robic wlasnie za premiera, z czego padajacy na morde, cherlawiec skorzystal), zagadnal tak sobie do do ministra prof. Samsonowicza i tak sobie, po prostu, przedstawil osobista prosbe. Jak to minister, ministrowi polskiemu w rzadzie Mazowieckiego – niewatpliwie przeciez premiera. Dowcipo goni dowcip. Zdrowy Rozsadek chyli sie zasrozony nad przebiegiem tych wydarzen.

Mianowicie, szlo mu o to, by Pan Minister Edukacji Narodowej wystawil po prostu cztery zaproszenia dla osob wskazanych przez Wiceministra Kozlowskiego, na narade w siedzibie MSW. Szlo o pierwsze osoby zaslugujace na przeprowadzanie lustracji. No i jakos tak sie stalo, ze spotkala tego akurat wiceministra, tamtego akurat ministra, zgoda. Lud pospolioty mial takie powiedzenie: "Kurwa kurwie lba nie urwie". Tak to wtedy bywalo u zarania nowoczesnej, europejskiej i demokratycznej Polski.

A dzieki takiemu staremu mistrzowi Maxowi Weberowi, juz na poczatku XX w. wiadomo bylo,ze nowoczesne panstwo rzadzi sie pewnymi zasadami. A wsrod nic nich jest zasada zapisywania na pismie wazniejszych informacji. Jak sie ma do tego dwustronicowy swistek? Oprocz tego, obowiazuje zasada impersanolnosci. Zadne tam kumoterstwo! A tu tymczasem:"Podszedl do min. Samsonowicza i przedstawil mu osobista prosbe". A jakis tam inny wiceminister czegos tam, w rzadzie tuszczanym, podejdzie sobie do ministra finansow i przedstawi mu osobista prosba, np. dwie walizki czegos tam. Ja sobie zartuje, ale tak w tuszczanej Polsce bywa.

Jako pierwsi do lustracji dorwali sie ludzie "Komisji Michnika". Sami historycy: B.Kroll ( dyrektor Archiwum Akt Nowych), prof. J. Holzer, prof. Ajnenkiel. Tylko Pan Adam Michnik troche nie pasowal, bo byl prostym politykiem, a nie profesorem historii, tylko Najwyzszym Redaktorem "Gazety Wyborczej". Nie bylo innych gazet w Polsce tego czasu?

Na jakiej zasadzie sie tam ONAKI znalazl? Oczywizda! Na zasadzie kaduka! I to prawo ma rzadzic do dzisiaj, Polski 2011 r.? Kto tu nie ma wstydu?

Wszarze powini byc odeslani na odpowiednie miejsce! Tam ich wszarskie miejsce! Ja nawet bym nie wy… ich w …! Mam swoje zasady, ktorych wszarze nie maja.

Komisja pracowala ciezko w dniach 12 IV-27 VI 1990 r. Ponad trzy miesiace. W rezultacie, napisala dwustronicowy raport. Czyli jedna strona na 45 dni pracy. Bardzo oszczednie to jakos wyszlo. Jak pozniej pisano: "Nie zachowaly sie zadne informacje o tym, kto zazadal jakiej teczki, kiedy je otrzymal, kiedy zwrocil, co skopiowal lub wynosil – co nie powinno zachodzic przy korzystaniu z tego typu zbiorow. Michnikowi zarzucano, ze m.in. i to, ze wynosil akta z archiwum MSW". Jak Mistrz Walezy, wzial swoje akta i wsiakly.

W tym miejscu, nie wypada nie wyrazic szacunku dla Pana Adam Michnika. Gdyby byl czlowiekiem malych lotow, jakims Ciemnogrodem, to przeciez moglby laskawie, czego nie uczynil, udac sie na ten przyklad, do Mennicy Panstwowej. I powtarzac proceder przez ponad trzy miesiace. I wychodzic sobie z pekata teczuszka za kazdym razem, czego nikt by nie odnotowal, bo w koncu to Bohater Tej Nowej Polski.

Jak wiadomo, jedna kopia materialow dotyczacych agentow znajdowala sie w Polsce. Dwie pozostale ulokowano przezornie wczesniej poza granicami kraju. Czyli, ze tamci wiedza, kto byl i jest agentem wplywu w Polsce. A sam agenciak musi byc bardzo grzeczny, przymilny i wobec mocodawcow usmiechniety. A polska publicznosc wcale nie musi byc durna, ograniczona i wcale nie musi tego tolerowac, choc to skwapliwie robi.

Na pochwale zasluguje rowniez niezwykla skromnosc w odniesieniu do ksiazki traktujacej o historii "Gazety Wyborczej" autorstwa uczestnika wydarzen, Stanislawa Remuszki ("Gazeta Wyborcza i okolice (kalejdoskop)"). autor ksiazki pokazuje jak Gazeta Wyborcza i Spolka Agora SA przywlaszczyly majatek przeznaczony na stworzenie gazety opozycyjnej. Moze warto zrobic pare przedrukow ze sztywnymi okladkami? I zachecac czytelnikow do czytania PRAWDY.

Tymczasowy

Zrodlo: Blogmedia24.pl, Tymczasowy – blog, 02.08.2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek