Prof. Ryszard Terlecki: Polityka historycznej niepamięci


ryszard-terlecki-foto2-interPrzez ponad 20 lat trwania III Rzeczypospolitej usiłuje się nam wmówić, że Polski należy się wstydzić

Polityka historycznej niepamięci

Od 20 lat rozmaici medialni łgarze usiłują nam wmówić, że historia wywiera zbyt duży wpływ na polską politykę i że pod tym względem różnimy się od innych narodów. Wierzą w to ci, którzy albo nie znają świata, albo w swoich biografiach mają coś wstydliwego do ukrycia. Przed kilkoma laty jedna z partii, która chciała swoją kompromitującą przeszłość wymazać z naszej pamięci, używała wyborczego hasła: "Wybierzmy przyszłość". Ale w przeciwieństwie do przyszłości, której nie ma, bo dopiero będzie, przeszłość realnie istnieje i na co dzień odciska się na naszej teraźniejszości.

Z historią, zarówno odleglejszą, jak i całkiem niedawną, zmagają się Niemcy, Francuzi, Anglicy czy Amerykanie. Starają się jednak wiedzę o niej tak uporządkować, aby dla kolejnych pokoleń stała się fundamentem narodowej czy państwowej wspólnoty, aby niezależnie od przekonań politycznych, religii, stanu majątkowego, a nawet miejsca zamieszkania umożliwiała wzajemne zrozumienie, przywiązanie do wspólnej tradycji, poczucie jedności, potrzebne szczególnie w chwilach zagrożenia. Budowaniu takiej wspólnoty służy polityka historyczna.

Jej uprawianie nie oznacza bynajmniej ograniczania badań naukowych, stosowania cenzury czy manipulowania historycznymi faktami. Państwo stara się jednak, aby do młodzieży docierały treści, które nauczą ją szacunku dla poprzednich pokoleń, wpoją dumę z ojczyzny, skłonią do ofiarności na rzecz własnego państwa. W systemie demokratycznym nie oznacza to szowinizmu ani wrogości czy pogardy dla obcych. Raczej przywiązanie do tych wartości, z którymi kojarzy się patriotyzm.

Wolna Polska i zniewolona PRL

W przeszłości różnie bywało z polską polityką historyczną. Po okresie zaborów niepodległa Rzeczpospolita starała się eksponować tradycję walki o wolność, kult narodowych powstań, świeżą jeszcze pamięć o zasługach Legionów. Szczególne miejsce w najnowszej historii zajmowała wówczas wojna z bolszewicką Rosją, a zwłaszcza dramatyczna Bitwa Warszawska. Symbolem poświęcenia Polaków dla sprawy odbudowy własnego państwa stała się obrona Lwowa i bohaterstwo najmłodszych jej uczestników.

Nic dziwnego, że pokolenie wychowane w II Rzeczypospolitej nie pogodziło się z utratą niepodległości i walczyło o nią w 1939 roku i w następnych latach. Ale II wojna światowa zakończyła się katastrofą polskiego państwa i przez kolejne 10 lat trwała sowiecka okupacja, tylko maskowana pozorami samodzielności. Z polityką historyczną był wówczas kłopot, bo miejscowi kolaboranci nie mogli powoływać się na doświadczenia polskich komunistów, skoro Komunistyczna Partia Polski (KPP) została uznana za niemiecką agenturę. Gdy po śmierci Stalina karna kolonia przekształciła się w państwo satelickie, przystąpiono do tworzenia historycznych korzeni komunistycznej dyktatury. Przywoływano i Ludwika Waryńskiego, i Feliksa Dzierżyńskiego, dopisując do tej tradycji także Tadeusza Kościuszkę, Ignacego Daszyńskiego czy Macieja Rataja, chociaż z komunizmem nie mieli oni nic wspólnego. PRL-owska polityka historyczna pełna była dziwacznych zakrętów: za Władysława Gomułki zakazana była pamięć o Bolesławie Bierucie, za Edwarda Gierka przypomniano Bieruta, ale wymazano z historii Gomułkę, z kolei za Wojciecha Jaruzelskiego wykreślono dekadę Gierka.

Stronnictwo zdrady

Jednak Naród pamiętał. Większość nie uznała za swoich bohaterów Marcelego Nowotki, Wandy Wasilewskiej czy Hilarego Minca. Komunistom nie udało się narzucić aprobaty dla dokonań PPR czy "utrwalaczy" władzy ludowej. Nawet u tych, których historyczna wiedza ograniczyła się do lektury komunistycznych podręczników, gdzieś w zaułkach pamięci pozostały symbole ofiary i chwały: Katyń, Powstanie Warszawskie, Armia Krajowa. Tylko jedno powiodło się chirurgom historii: na pół wieku skutecznie zakłamali pamięć o powojennej partyzantce, o heroicznej Wyklętej Armii.
Antykomunistyczna opozycja lat 70., a potem "Solidarność", sięgnęły do historii, żeby przywrócić Polakom świadomość dumnej przeszłości. Już po upadku komuny wydawało się, że wreszcie będzie okazja do przezwyciężenia skutków propagandy kłamstwa. Ale szybko u boku komunistów, przemianowanych na demokratyczną lewicę, stanęło nowe stronnictwo zdrady, usadowione w różnych organizacjach i mediach, upatrujące w polskiej tradycji i historii zagrożenia dla swoich lewicowych sentymentów, a przede wszystkim dla łapczywego pragnienia władzy i majątków. Przez ponad 20 lat III Rzeczypospolitej to stronnictwo usiłuje nam wmówić, że Polski należy się wstydzić.

Spór o Polskę

W ostatnim 20-leciu bywały chwile, gdy Polska zwyciężała. Wystarczy przypomnieć zasługi prezydenta Lecha Kaczyńskiego: upowszechnienie pamięci o Powstaniu Warszawskim, przywrócenie uroczystej defilady z okazji Święta Wojska Polskiego i rocznicy Cudu nad Wisłą, uznanie dla rzeczywistych bohaterów "Solidarności", domaganie się rozliczenia zbrodni w Katyniu. Instytut Pamięci Narodowej – dzięki setkom naukowych publikacji, tysiącom wystaw, prelekcji i konkursów – przypomniał walkę Polaków przeciwko komunistycznej niewoli, a także pokazał przykłady prosowieckiej kolaboracji i narodowego zaprzaństwa.

Po stronie przeciwników pamięci łączono wszystkie siły, które stawiały sobie za cel zniszczenie naszego przekonania, że warto być Polakami. Zohydzano tradycję, wyśmiewano przywiązanie do narodowej kultury, przedstawiano wykoślawiony obraz historii. Rozmaite miernoty, z tytułami zdobytymi za wierną służbę PRL, rozmaici nieudacznicy, promowani za występy w chórze politycznej poprawności, różne medialne i naukowe beztalencia – wszyscy prześcigali się w obnażaniu polskich wad, wytykaniu polskiej ksenofobii, opluwaniu wszelkich wartości i zasad. W tym towarzystwie dawni agenci bezpieki i obecni agenci wschodnich służb cieszyli się szczególnym prestiżem.

Niemcy i Rosja

Tymczasem nasi sąsiedzi zdobyli się na energiczną i konsekwentną politykę historyczną. Niemcy, którzy przez całe powojenne dziesięciolecia przekonywali Europę, że poczuwają się do winy za kataklizm II wojny światowej i szczerze żałują za swoje grzechy, po zburzeniu muru berlińskiego w 1989 roku wyeksponowali w swojej historii zupełnie nowe wątki. Po pierwsze, ogłosili, że nie tylko niegdyś ulegli pladze totalitaryzmu, ale także z nim odważnie walczyli. W setkach publikacji przypomniano antyhitlerowskie spiski, z zamachem Clausa von Stauffenberga na czele, a także antykomunistyczne powstanie w 1953 roku oraz antyreżimowe manifestacje w Lipsku i innych miastach NRD w 1989 roku. Po drugie, Niemcy skutecznie wpoili młodemu pokoleniu przekonanie, że ich naród był nie tylko sprawcą, ale także ofiarą ostatniej wojny, ponieważ ich dziadkowie zostali "wypędzeni" ze swojej ojczyzny.

Taka koncepcja historii, upowszechniana w podręcznikach, w mediach, w kinie i w internecie, uwalnia młodych Niemców od kompleksu winy, pozwala z dumą odnosić się do narodowej tożsamości, z satysfakcją zauważać, że ich państwo znów stało się największą potęgą w Europie.

W tym samym czasie Rosja wycofała się z demokratycznych kaprysów z okresu rządów Borysa Jelcyna, przywróciła symbole sowieckiej potęgi i urządza wielkie fety z okazji zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, którego efektem było zniewolenie połowy Europy. Młodzi Rosjanie dowiadują się w szkole, że chociaż za Józefa Stalina i Leonida Breżniewa nie wszystkim żyło się dostatnio, to rekompensatą była świadomość, że cały świat bał się Związku Sowieckiego. Skoro dziś większość Rosjan żyje w biedzie, jakiej my nie znamy już od dziesięcioleci, to pocieszenia dla nich można szukać już tylko w historii minionego mocarstwa.

Zmora "Czterech pancernych"

A w Polsce? Czy młodzi Polacy wiedzą, z czego mogą i powinni być dumni? Najczęściej nie mają pojęcia o własnej historii, wypieranej ze szkół, ograniczanej do epizodów, których ocena wciąż przedstawiana jest jako niejednoznaczna. Nudzi ich literatura, bo nie nauczono ich czytania książek, a w testach maturalnych ważniejsza jest porcja sprytu niż wiedza, która w logiczną całość ułoży telewizyjne obrazki. Zresztą, czegoż można wymagać od kolejnych pokoleń od dzieciństwa ogłupianych historycznymi knotami w rodzaju "Czterech pancernych i psa" czy "Stawki większej niż życie"?

Wielki rozgłos nadaje się publikacjom, które w złym świetle, a często wręcz kłamliwie, przedstawiają losy Polaków w II wojnie światowej oraz po jej zakończeniu. Ostatnio można było nawet usłyszeć, i to od przedstawiciela rządu, że w czasie wojny sami Polacy stwarzali dla siebie większe zagrożenie niż niemieccy okupanci. Z kolei okres komunistycznej dyktatury prezentuje się młodzieży jako serię zabawnych skeczów, a życie w PRL jako "ubaw po pachy". Marginalna w Polsce kolaboracja z Niemcami jest wyolbrzymiana i hałaśliwie potępiana, ale równocześnie kolaboracja z Sowietami, a nawet współpraca ze służącą Sowietom zbrodniczą bezpieką, uznawana jest za epizod w życiorysie, który nie ma wpływu na dzisiejszą ocenę byłego funkcjonariusza czy konfidenta.

Przez ostatnie 20 lat ilu doczekaliśmy się filmów o Armii Krajowej, o cichociemnych, o akcji "Burza" na Kresach, o Powstaniu Warszawskim? Pierwszy film fabularny o żołnierzach wyklętych "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" został zablokowany przez telewizyjnych decydentów i nie może trafić do masowej widowni. A te nieliczne, które zdołały powstać, jak "Generał Nil", "Czarny Czwartek" lub film o ks. Jerzym Popiełuszce, czy są odpowiednio rozpowszechniane w szkołach i promowane w telewizji?

Czas na zmiany

Polityka historyczna nie powinna służyć manipulacji czy wypaczaniu historii. Powinna upowszechniać wiedzę o tych wydarzeniach z przeszłości, które współczesnym pokoleniom mogą dostarczyć wzorów do naśladowania. Młody człowiek może z tych wzorów nie skorzystać, ale musi mieć szansę zapoznania się z nimi, bo inaczej zubożymy jego wychowanie. To historia oraz odwołująca się do historii literatura i sztuka pozwolą mu zrozumieć, co znaczy służba ojczyźnie i wierność słusznej sprawie, jaką cenę ma honor i kto zasługuje na uznanie potomnych.

W Polsce przez pół wieku fałszowano i zakłamywano historię. Przez ostatnie dwadzieścia lat ideowi spadkobiercy tamtej epoki usiłują nam narzucić historyczną niepamięć, której efektem ma być zażenowanie, że przyszło nam urodzić się "w tym kraju" i należeć do "tego Narodu". Na szczęście nie wszystkim zdołali zaszczepić myślową pustkę i moralny nihilizm. Teraz, gdy wahadło historii powoli odchyla się w drugą stronę, musimy być gotowi wykonać wielką pracę przywracania Polakom poczucia narodowej więzi i obywatelskiej godności.

Prof Ryszard Terlecki

Autor jest historykiem, posłem PiS, byłym dyrektorem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Zrodlo: Nasz Dziennik, 10 sierpnia 2011, Nr 185 (4116)

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek