Ewa Zarzycka: Kaplica cudów


Kaplica-cudow-Lublin-foto-interChociaż Lublin ostatecznie Europejska Stolicą Kultury nie został, to właśnie w tym mieście, na wzgórzu zamkowym, znajduje się budowla w skali nie tylko europejskiej, ale światowej unikatowa – kaplica Świętej Trójcy. Bizantyńsko-ruskie malowidła we wnętrzu tej gotyckiej, katolickiej świątyni to spotkanie i współistnienie dwóch wielkich kultur europejskiego średniowiecza – chrześcijańskiego Zachodu i Wschodu.

Do zamku i kaplicy trafić bardzo łatwo – każdy, kto wysiada z autobusu na dworcu głównym PKS w Lublinie już praktycznie jest u stóp wzgórza. Wystarczy przejść ulicę.

Nie warto jednak planować krótkiego wypadu do kaplicy, między jednym autobusem a drugim, bo jej zwiedzanie to uczta dla oczu i ducha. Trzeba się delektować, nie połykać w pośpiechu. Najlepiej też przyłączyć się do grupy z przewodnikiem, by poznać znaczenie i treść przedstawień.

Bizancjum w Lublinie

Skąd w katolickiej świątyni bizantyńsko-ruskie malowidła? Kościół Świętej Trójcy powstał za czasów Kazimierza Wielkiego, najstarsze od niej wzmianki pochodzą z 1326 roku. W 1407 roku został, z inicjatywy Władysława Jagiełły, przebudowany. A że król ten, jak pisał Długosz ( który zresztą mieszkał na lubelskim zamku, gdy był wychowawcą synów Kazimierza Jagiellończyka) przedkładał sztukę wschodnią nad zachodnią, wnętrze kaplicy kazał udekorować malarzom ruskim. Kierował nimi mistrz Andrzej i to on był głównym autorem malowideł.

Kiedy mistrz przystąpił do pracy, nie wiadomo. Wiemy jednak, że ukończył dzieło na świętego Wawrzyńca (10 sierpnia), Roku Pańskiego 1418. Datę i imię artysty zapisano bowiem na tablicy inskrypcyjnej, której fragmenty zachowały się na wewnętrznej ścianie łuku tęczowego, łączącego nawę z prezbiterium. To rzadkość, w owych czasach bowiem twórcy na ogół nie sygnowali swych prac, wszak pracowali na chwałę Bożą.

Kultura Rusi wywodzi się z Bizancjum a tam z kolei istniała ścisła spójność ideowa malowideł z architekturą. Kościół odzwierciedlał kosmos stworzony przez Boga – przy czym kopuła symbolizowała niebo, nawa świat ziemski. Tę symbolikę dopełniały obrazy. W lubelskiej świątyni kopuły nie ma. Łączność świata ziemskiego i boskiego wyraża filar, czyli kolumna niebios, ustawiona w centrum kościoła. Ruscy malarze przyozdobili katolicką kaplicę zgodnie z bizantyjskim kanonem ikonograficznym, który ściśle określa tematy malowideł oraz ich rozmieszczenie we wnętrzu kościoła. Malowidła układają się w cykle tematyczne.

W południowo-zachodnim narożniku, na beczce okalającej wejście na chór oraz w przejściu do prezbiterium, na wewnętrznych polach łuku tęczowego, przedstawiono sceny związane z fundatorem malowideł. W najbardziej rozbudowanej kompozycji z tego cyklu Władysław Jagiełło, ze św. Mikołajem i Konstantynem Wielkim po bokach, klęczy przed Marią. Scenę dopełnia symboliczny portret Jagiełły namalowany w górnej części wewnętrznej ściany łuku. Król pędzi na rumaku a nadlatujący z góry anioł wkłada mu koronę na głowę, wręczając jednocześnie krzyż. Prawe ramię władcy osłania tarcza z namalowanym podwójnym krzyżem – godłem Jagiellonów.

Od kaplicy królewskiej do więziennej

Gdy w 1569 roku w Lublinie potomek tak sportretowanego władcy podpisał unię Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim i powstawała Rzeczpospolita Obojga Narodów, w zamkowej kaplicy odprawiono z tej okazji dziękczynne nabożeństwo. Do dziś na ścianie zachodniej świątyni, na filarze podtrzymującym sklepienie w nawie oraz za obudową schodów prowadzących na chór widnieją ślady obecności jego uczestników – graffiti zawierające imiona, daty, miejscowości pochodzenia oraz stwierdzenie faktu zawarcia unii.

Stopniowo jednak kaplica podupadała. Wizytujący ją biskup w roku 1800 zastał ją w opłakanym stanie. A gdy w latach 1823-1826 w miejscu zrujnowanego zamku władze carskie wzniosły więzienie, do świątyni od strony południowej dobudowano jego skrzydło i kaplica z królewskiej stała się więzienną. Tynk zasłonił bezcenne malowidła i przez prawie 100 lat nikt nie wiedział o ich istnieniu.

Powrót króla

Odkryto je przypadkiem. W roku 1899 podczas wizyty w kaplicy malarz lubelski Józef Smoliński dostrzegł pod kawałkiem odpadającego tynku fragment malowidła. Po odsłonięciu ukazała się scena fundacyjna – jakby sam Jagiełło dopominał się o obecność.

Smoliński napisał o swym odkryciu do Akademii Umiejętności w Krakowie. Raportem zainteresowały się rosyjskie władze i do Lublina przyjechała Carska Komisja Archeologiczna. Pracowała pospiesznie i niedbale, niszcząc w niektórych miejscach oryginalną warstwę malarską, zapoczątkowała jednak konserwację fresków, a proces ten trwał, z przerwami, do 1997 roku.

Konserwatorzy pracujący w kaplicy w roku 1917 zamurowali w skrytce pod napisem fundacyjnym butelkę z „Gazetą Krakowską” oraz list. (Jego kopię można zobaczyć na wystawie obok kościoła). Wiele lat później ich koledzy po fachu, po zakończeniu ostatniego etapu prac, do ich listu dołączyli swój i zamurowali w tym samym miejscu.

Nowe życie

Mało znaną atrakcją kaplicy jest stwierdzone przez radiestetów promieniowanie. Źródło energii znajduje się w krypcie. Skąd się wzięło? Może stąd, że w średniowieczu obiekty sakralne budowano głównie na wzniesieniach w miejscach „czystych”, gdzie nie było żadnych żył wodnych ani innych źródeł szkodliwego promieniowania.

Przy zejściu do krypty, gdzie niegdyś grzebano zmarłych, namalowano siedzącą na jajach sowę. Nie przypadkiem. Sowa jako ptak nocny symbolizuje poznanie nadnaturalne. Jaja to narodziny do nowego życia. Przedstawienie to jest więc symbolem odrodzenia przez śmierć do nowego życia.

Nowe życie otrzymała też kaplica. Swój blask odzyskała w roku 1997, jednak 10 lat później robotnicy pracujący przy renowacji zamku odkryli, że deszczówka wypłukała grunt spod fundamentów świątyni. Kaplica mogła zwyczajnie osunąć się ze wzgórza. Aby do tego nie dopuścić pod fundamenty wbudowano betonowe podstawy a w spękania wstrzyknięto 2 tys. litrów specjalnej substencji klejącej – mieszaniny białego cementu i ciasta wapiennego. Świątynię uratowano.

Ewa Zarzycka

Zrodlo: Salon24.pl, Tygodnik Solidarnosc, 11 sierpnia 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek