Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Kto Ci kradnie życie?


sliwinski-artur-prof_foto_interPremier i prezydent RP chyba mieszkają w innym kraju. W Polsce oficjalnie rejestrowane bezrobocie wśród młodych ludzi w wielu 15-24 lat wynosi 23,7 % ogółu osób w wieku aktywności zawodowej, zaś co najmniej drugie tyle jest niepewnych zatrudnienia. Ale to tylko ułamek egzystencjalnych problemów młodych Polaków.

Trzy problemy zmieniają „łagodny” obraz sytuacji w Polsce, który wynika z analizy porównawczej bezrobocia w krajach Europy. W kilku krajach statystyka 2010 roku ukazuje większy procent bezrobocia wśród młodzieży (najwyższy w Hiszpanii (41,6%) i na Litwie (35,1%).Należy jednak odróżniać prawdę od fałszu. Stopa bezrobocia młodzieży jest w Polsce dwuipółkrotnie wyższa od ogólnej stopy bezrobocia, zaś w rzekomo „przodującej” Hiszpanii – dwukrotnie wyższa. Jednak nie jest to jedyne zastrzeżenie. Bezrobocie młodzieży w Polsce jest „wentylowane” przez odpływ młodych ludzi w celach zarobkowych za granicę, co ma niezwykle istotne znaczenie. Z naszych szacunków wynika, że zatrzymując tych ludzi, w kraju bezrobocie młodzieży wynosiłoby ok. 63%. Spór dotyczący takiej korekty wydaje się jałowy. Bezrobocie i emigracja zarobkowa mają wiele negatywnych cech wspólnych. Przede wszystkim są odzwierciedleniem braku elementarnych warunków rozwoju zawodowego, intelektualnego i rodzinnego tych osób. To przede wszystkim.

Drugim problemem jest duża ilość młodzieży biernej zawodowo. Spośród krajów UE Polska ma najniższy udział ludności aktywnej zawodowo (ok. 45%), podczas gdy w większości krajów przekracza on 50%). Za ogólnymi informacjami GUS możemy przyjąć, że ponad 3 miliony Polaków jest biernych zawodowo z tytułu nauki i uzupełniania kwalifikacji (co dotyczy głównie młodzieży). Jest to bierność w znacznej części wymuszona przez trudności zatrudnienia i niezwykle kosztowna. Co się jednak kryje za parawanem edukacji? Czy rzeczywiście zwiększa ona szanse zatrudnienia, czy raczej wzmaga „wyścig szczurów”? Pytania te wymaga szczegółowej odpowiedzi, wykraczającej poza prosty schemat mówiący o edukacji jako czynniku zwiększającym szanse zatrudnienia.

Trzeci problem korygujący „łagodny” obraz sytuacji odnosi się do sprzężenia zwrotnego między bezrobociem i warunkami zatrudnienia. Na wstępie warto zaznaczyć, że istnieją znaczne dysproporcje wynagrodzeń ze względu na wiek pracowników, co w świetle potocznej wiedzy ekonomicznej wydaje się naturalne (staż pracy uznaje się za jeden z ważniejszych czynników wynagrodzenia pracowników). Z przeprowadzonych dla 2010 roku Ogólnopolskich Badań Wynagrodzeń (www. wynagrodzenia.pl) wynika, że różnice wynagrodzeń osób w zależności od liczby przepracowanych lat są w Polsce znaczne i dotyczą wszystkich kategorii pracowników. Na to nakładają się jeszcze duże różnice regionalne. Tak więc mamy potwierdzenie, iż młodzi pracownicy mają stosunkowo niższe zarobki niż ludzie starsi stażem pracy. Nie byłoby to może godne uwagi, gdyby nie fakt, że przeciętne zarobki w Polsce są jednymi z najniższych w Europie. Tak więc do bezrobocia ludzi młodych dochodzą możliwie najniższe wynagrodzenia, a także (z reguły działające na ich niekorzyść) duże dysproporcje płacowe.

Z drugiej strony, koszty utrzymania młodych gospodarstw domowych są znacznie wyższe od kosztów „starych” gospodarstw, ponieważ muszą one dokonywać początkowych inwestycji. Są to fakty podstawowe i zgodne z powszechnym odczuciem. Wystawiają one politykom złe świadectwo.

Okowy „rynku pracy”

Niewielu ludzi biorących do ręki Rocznik Statystyczny GUS zauważy, że dokonano w nim znaczącej manipulacji. Otóż tytuł rozdziału „Rynek pracy. Warunki pracy” zastąpiono prostym określeniem „Rynek Pracy”. Nie zasługiwałoby to na uwagę, gdyby nie był to jeden ze sposobów wprowadzenia do świadomości Polaków przekazu, iż złożone problemy pracy, zatrudnienia, warunków pracy i bezrobocia zostały sprowadzone do podrzędnych wobec kwestii rynkowych. Praca jest towarem i tyle.

Otóż w tym przekazie – wulgarnym i fałszywym z ekonomicznego punktu widzenia – dochodzi do wyrugowania podstawowego znaczenia pracy jako czynnika rozwoju osobowego człowieka, jego rodziny, społeczności. Tylko dzięki wyrugowaniu tego znaczenia ze świadomości ludzi możliwe jest ignorowanie istotnego znaczenia pracy, szczególnie dla ludzi wkraczających w wiek aktywności zawodowej, zakładających rodziny i wychowujących dzieci.

Z pewnością coś jest nie w porządku: od towaru nie wymaga się wysiłku, myślenia, kreatywności i dyscypliny. Praca jest wszechstronną aktywnością człowieka. Jeśli pomija się zasadniczy fakt, że „Praca stanowi podstawę kształtowania życia rodzinnego, które jest naturalnym prawem i powołaniem człowieka. Te dwa kręgi wartości — jeden związany z pracą, drugi wynikający z rodzinnego charakteru życia ludzkiego — muszą łączyć się z sobą prawidłowo i wzajemnie się przenikać” (bł. Jan Paweł II) lub fakt ten akceptuje się jedynie werbalnie, zrozumienie ograniczoności myślenia w kategoriach rynku pracy jest niemożliwe, a bez tego zrozumienia niemożliwa jest poprawa sytuacji ludzi młodych. Jeśli możliwości zatrudnienia i warunki pracy są zredukowane do minimum, to ludziom tym odbiera się możność kształtowania życia rodzinnego.

Jednak nie każda praca „stanowi podstawę kształtowania życia rodzinnego”. Praca niskopłatna blokuje lub degraduje funkcjonowanie rodziny. Głośne argumenty za obliczaniem kosztów pracy (czyli zmniejszaniem wynagrodzeń pracowniczych) są szkodliwe społecznie. Są również szkodliwe z ekonomicznego punktu widzenia, gdyż nie wyrażają zainteresowania rozwojem gospodarczym, lecz jedynie troskę o wzrost dochodów kapitałowych. Teza, iż wzrost dochodów z kapitału (zwłaszcza zagranicznego) jest niezawodnym czynnikiem rozwoju gospodarczego jest wyssane z palca.

Pokaźna część zatrudnionych przechodzi od umów o pracę na czas nieokreślony lub na inne krótkookresowe formy zatrudnienia. I tutaj daje znać o sobie kłamliwa propaganda, jakoby takie wprowadzenie „elastycznego rynku pracy” zmniejszało bezrobocie. Nikt jednak nie potrafił tego wykazać. Podaż miejsc pracy z tego powodu nie rośnie; jeśli wodę czerpie się kubkami zamiast kubłami, wody nie przybywa.

Jeśli wierzyć Ministerstwu Pracy problem pracy dorywczej dotyczy ponad 3,5 mln zatrudnionych w Polsce, z czego ponad połowa, to pracownicy w wieku do lat 25. To by oznaczało, że jest to dominująca obecnie forma zatrudnienia ludzi młodych. Nie ulega wątpliwości, że jest to forma zatrudnienia wyjątkowo szkodliwa. Nie tylko ogranicza ona w szczególny sposób prawa pracownicze ludzi młodych , ale także obciąża ich wysokim ryzykiem znalezienia się na bruku. Nie tylko powoduje zmniejszenie zarobków i zawężenie świadczeń socjalnych, ale silnie ogranicza ich perspektywy zawodowe oraz możliwości rozwoju rodziny.

Nieprzypadkowo tę formę zatrudnienia określa się mianem „umów śmieciowych”. Młodych ludzi traktuje się jak śmieci.

(c.d.n.)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny, 2011-08-25

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek