Jan Kalemba: Co wytropili chłopcy z "bezpieczeństwa"


Donald-Tusk-foto4-interWiarygodność oświadczeń i dokumentów, będących dziełem organów władz wszelakich III RP proponuję traktować tak, jak to czynią niemieccy urzędnicy. Nawet pan premier Donald Tusk chyba nie zaneguje, iż wzorowanie się na „braciach starszych” z Unii Europejskiej powinno być ze wszech miar pochwały godne…

Ostatnio miałem okazję poznać opracowaną przez Niemców procedurę przyznawania kredytów hipotecznych przez Deutsche Bank w Polsce. Dla ustalenie parametrów nieruchomości nie wystarczy im akt notarialny i wypis z rejestru gruntów. Żądają jeszcze: 1) mapy geodezyjnej posesji; 2) wyrysu z rejestru gruntów; 3) decyzji o wymiarze podatku od nieruchomości; 4) wypisu z planu zagospodarowania przestrzennego, z którego dowiadują się przy okazji, czy zezwolenie na budowę nie zostało uzyskane za łapówkę wbrew temu planowi…

Przypomniało mi to klasyczną zasadę BND (Bundesnachrichtendienst), wedle której informację przyjmuje się za prawdziwą dopiero wtedy, gdy jest potwierdzona z co najmniej 3 różnych źródeł.
Co z tego, że powaga każdego z wymienionych dokumentów poświadczona jest okrągłą pieczęcią z godłem państwowym. Niemcy skłonni są uznać dane za prawdziwe dopiero wtedy, gdy potwierdzają się w kilku urzędowych „kwitach”.

Tak to wyraża się szacunek sąsiadów zza Odry do tego – jak to określił poseł Szejnfeld z PO – „fajnego państwa”, w którym nic nie trzeba zmieniać, poza znoszącą suwerenność poprawką w konstytucji, podobnie jak to uczyniono w PRL w roku 1976…

Za przykładem owych Niemców też powinniśmy być gotowi do poklepania pana premiera Tuska po plecach, ale – „Achtung, bitte Papiere!” – czyli „kwity” na stół! I to nie tylko ze strony rządu, ale też co najmniej od sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych po wyłączeniu z niej posłów koalicji.

A czemu od razu do pana premiera po te „kwity”? Ano temu, że od czasu powstania rządu PO-PSL, to z mocy własnej decyzji premier wyłącznie i niepodzielnie nadzoruje wszystkie służby specjalne. Nikt przeto nie uwierzy, że można było założyć „teczkę” Prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej bez decyzji Donalda Tuska.

Państwa Olejnik, Paradowskiej, Żakowskiego, Lisa i profesora Krzemińskiego pewno zadowala orzeczenie prokuratury mówiące o tym, iż prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie inwigilowano, bo prokuratorzy z Płocka – notabene badający niebywale intensywnie tragedię rodziny Olewników – nie stwierdzili czegoś takiego w dniach 26 i 27 listopada 2008 r., a baza danych Centrum Antyterrorystycznego ich nie interesowała(!?)…

Nie podejrzewam agentów służb specjalnych o łamanie prawa, to jest czyny przestępcze. Warto przy tym pamiętać, że legalnie podsłuchiwać, podglądać i gromadzić pozyskiwane informacje można: 1) podejrzanego na wniosek prokuratora za zgodą sądu rejonowego; 2) prewencyjnie na wniosek prokuratora generalnego za zgodą Sądu Okręgowego w Warszawie.
Natomiast gdy już smród poszedł w świat, to ktoś musi rzetelnie wyjaśnić – w jakim celu w bazie danych Centrum Antyterrorystycznego (CAT) – kierowanego przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – utworzono dnia 28 października 2008 r. rekord pod hasłem Lech Kaczyński?

Nawet jestem skłonny uwierzyć w to, że czynności podjęte przez służby specjalne, dokumentowane w bazie danych CAT, miały na celu zapewnienie bezpieczeństwa konstytucyjnemu „najwyższemu przedstawicielowi Rzeczpospolitej Polskiej”.

Jeśli jednak tak pilnie obserwowali warunki tego bezpieczeństwa, to czemu przeoczyli ten burdel – za przeproszeniem – w kwestii organizacji lotu do Smoleńska przewidzianego na dzień 10 kwietnia 2010 r.? Czemu nie dostrzegli burdelu na zamkniętym i rozszabrowanym lotnisku przewidzianym do lądowania, na które żaden rejsowy samolot pasażerski z cywilizowanego świata by nie poleciał?

Jeśli agentom służb noszących tak górnolotne nazwy nie udało się wytropić faktów, których nie przeoczyłby przeciętny zjadacz chleba, to czy to towarzystwo nie zasługuje na rozgonienie na cztery wiatry? A może stwierdzili nieprawidłowości i zagrożenia, ale w takim razie powinny być raporty skierowane do koordynatora, to jest do pana premiera.

„Kwity” na stół prosimy!

Jan Kalemba

Zrodlo: BLOGMEDIA24.PL, Jan Kalemba – blog, 2 wrzesnia 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek