Andrzej Solak: Liczenie wojennych mogił


Polska-1939-1945Andrzej Solak na łamach “Myśli Polskiej” z 9-16 maja 2010 roku opublikował artykuł “Liczenie wojennych mogił” w którym szeroko omówił pracę “Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami” napisaną pod red. Wojciecha Materskiego i Tomasza Szaroty wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2009 r. Wrzesień jest miesiącem kiedy dobrze jest przypomnieć zawarte tam liczby. Tym bardziej, że jeżeli sami o to nie zadbamy to nasze straty będą zaniżane a nawet zapominane. Wg

 

 

Liczenie wojennych mogił

Ile polskich ofiar pochłonęła II wojna światowa? Okazuje się, że nawet dziś, 65 lat po jej zakończeniu, nadal trudno znaleźć precyzyjną odpowiedź na to pytanie.

W ubiegłym roku ukazała się praca pod red. Wojciecha Materskiego i Tomasza Szaroty, „Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami”, stanowiąca podsumowanie badań prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej oraz Ośrodek KARTA. Na tom składają się teksty blisko 30 historyków, którzy podjęli się trudu oszacowania rozmiarów strat poniesionych przez nasz kraj w tragicznych latach wojny.

Każdy z zamieszczonych w pracy kilkudziesięciu artykułów zasługuje na szczegółowe omówienie; niestety, szczupłe ramy niniejszego tekstu wymuszają skoncentrowanie się na wybranych zagadnieniach.

Sześć milionów?

Autorzy wskazują, że przyjmowana przez ostatnie kilkadziesiąt lat liczba sześciu milionów ofiar jest wysoce niepewna (co wcale nie musi oznaczać, że zawyżona). Jak stwierdza Andrzej Chmielarz, prawdziwy bilans strat może zamknąć się równie dobrze liczbą 4,5 miliona, jak i 8 milionów zabitych obywateli. Warto prześledzić, za autorami „Polski 1939-1945…”, dzieje badań rozmiarów strat poniesionych przez Rzeczpospolitą.

Waldemar Grabowski przypomina w swym artykule, że już we wrześniu 1944 r. Ministerstwo Prac Kongresowych szacowało straty polskie na 4.114.000 poległych i zamordowanych – licząc wyłącznie zabitych przez Niemców i to tylko w okresie czterech pierwszych lat wojny. Po wojnie, w grudniu 1946 r., Jakub Berman wydał dyrektywę: „Ustalić liczbę zabitych na 6 milionów ludzi.” W następnym roku Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów obliczyło wojenne straty na 6.028.000 (w tym ok. 3.000.000 obywateli narodowości żydowskiej).

Liczba ta przyjęła się w obiegu naukowym i w publicystyce, jak również w świadomości społecznej, choć od początku wzbudzała kontrowersje. Po pierwsze, nie było jasne, czy obejmowała ona również ofiary terroru sowieckiego (a należy pamiętać np. o lansowanej po wojnie tezie o odpowiedzialności Niemców za zbrodnię katyńską). Poza tym w obliczeniach uwzględniono jedynie straty obywateli II RP narodowości polskiej i żydowskiej. Całkowicie pominięto ofiary wśród polskich Ukraińców, Białorusinów, Litwinów i Rosjan (razem 6,3 mln, tj. prawie 20 proc. ludności II RP!), uznanych zgodnie z powojennymi wytycznymi za obywateli ZSRS, a także (co wszakże łatwiej wytłumaczyć) straty mniejszości niemieckiej (liczącej przed wojną 0,8 mln).

Na przestrzeni lat pojawiały się nowe szacunki, np. w 1951 r. w raporcie komisji przy Ministerstwie Finansów podano informację o śmierci 5.085.000 obywateli, w tym 1.706.700 Polaków i aż 3.378.000 Żydów. W opracowaniach sporządzonych dla ONZ mówiono o zagładzie 5.800.000 osób, w tym 2.600.000 Polaków i 3.200.000 Żydów. Jak widać, znów ograniczono się do podania strat jedynie tych dwóch narodowości, choć np. Andrzej Gawryszewski w swych badaniach szacował straty poniesione przez mniejszości narodowe (poza żydowską) na 800.000.

W 1993 r. Czesław Łuczak określił straty bezpowrotne wszystkich grup narodowościowych II Rzeczypospolitej na 5.900.000 – miało być wśród nich 2.000.000 Polaków (z tego 500.000 na Kresach), 2.900.000 Żydów oraz 1.000.000 pozostałych.

Zbliżone wyliczenia przedstawili historycy niemieccy Hans-Jürgen Bömelburg i Bogdan Musiał, oceniając straty II RP na 5.500.000 do 6.000.000, w tym jako ofiary niemieckiego terroru wskazali 1.550.000 Polaków i 2.700.000 do 3.000.000 Żydów. Ponadto zginąć miało ok. 1.000.000 przedstawicieli mniejszości innych niż żydowska. Terror sowiecki miał pochłonąć poniżej pół miliona ofiar wśród Polaków oraz „wiele dziesiątek tysięcy” Ukraińców, Białorusinów, Rosjan i Litwinów. Kolejnych 100.000 Polaków zamordowali nacjonaliści ukraińscy. Szacunki badaczy zza Odry zawierały również dane wątpliwe (informacja o 15.000 do 20.000 Ukraińców zgładzonych ponoć przez Polaków podczas akcji odwetowych) czy wręcz kuriozalne (rzekome „wiele dziesiątków tysięcy” Niemców zabitych jakoby we wrześniu 1939 r.).

Terror niemiecki

W ostatnich latach można zaobserwować tendencje do pomniejszania rozmiarów strat zadanych ludności Rzeczypospolitej. Wedle skrajnych ocen, straty miały wynieść co najwyżej 4.000.000 ofiar, z tego ofiary wśród samych Polaków „zaledwie” poniżej 1.000.000 (i to po uwzględnieniu ofiar działań wojennych oraz zamordowanych przez Sowietów i UPA!).

Wyniki badań autorów prezentowanej tu pracy przeczą tym twierdzeniom. W ich artykułach dane jest nam prześledzić rozległą panoramę terroru, jaki zafundowali nam nasi zachodni sąsiedzi na wielu płaszczyznach. Autorzy przyjmują, że podczas II wojny światowej tylko z rąk niemieckich straciło życie ogółem 2.770.000 Polaków oraz 2.700.000 do 2.900.000 polskich Żydów – razem 5.470.000 do 5.670.000 osób.

Jednak poprzestanie na powyższym szacunku oznaczałoby powielenie grzechu opracowań PRL-owskich – uwzględnienia strat jedynie polskiej i żydowskiej grup etnicznych. Wiadomo, że w wyniku terroru niemieckiego straciło życie 50.000 polskich Cyganów oraz setki tysięcy przedstawicieli innych mniejszości narodowych, przede wszystkim Ukraińców i Białorusinów. Jeżeli powyższe wyliczenia są prawidłowe, nie wydaje się, aby liczba 6 milionów obywateli RP zabitych przez samych Niemców była zawyżona.

Terror sowiecki

Blokada informacyjna nałożona przez Sowietów w czasie wojny i w następnych dziesięcioleciach, fakt, iż martyrologia Kresów stanowiła w PRL jeden z tematów tabu zaowocowały znacznie wyolbrzymionymi, nieoficjalnymi szacunkami liczby ofiar komunistycznej (również banderowskiej) przemocy. Wedle skrajnych ocen, w wyniku terroru sowieckiego zginąć miało nawet 1.600.000 – 2.000.000 Polaków (zaś liczbę zamordowanych prze UPA niektórzy autorzy podawali na ponad 500.000).

Odtajnienie archiwów przez władze rosyjskie wywołało prawdziwy wstrząs. Oficjalne dane mówiące, że np. cztery wielkie akcje deportacyjne w latach 1940-1941 objęły ok. 320.000 (od 313.000 do 330.000) osób, a nie 1.000.000 –1.700.000, jak obliczali niegdyś historycy emigracyjni, przyjęto początkowo z niedowierzaniem. Badacze podejmujący trud dotarcia do prawdy spotykali się niekiedy z oskarżeniami o… brak patriotyzmu.

Niewątpliwie w badaniach wskazana jest ogromna ostrożność, tym niemniej z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, że rozmiary sowieckiego terroru były dotąd znacznie przeszacowane. Zdaniem autorów „Polski 1939- 1945…” rozmaitym represjom komunistycznym poddano (od 17 września 1939 do końca 1945 r.) do 1.800.000 obywateli RP, z tego poniosło śmierć co najmniej 150.000.

Trzeba tu podkreślić, że owe 150.000 śmiertelnych ofiar okupacji bolszewickiej to szacunek minimalny. Niewykluczone, że w razie odtajnienia lub odnalezienia kolejnych dokumentów może on nieco wzrosnąć. Nawet jednak, gdyby okazał się ostateczny, nie oznacza to w żadnym wypadku deprecjonowania męczeństwa Polaków na Wschodzie. 150.000 zabitych i zmarłych jest przecież liczbą straszną.

Terror banderowców

Szkoda, że temat zbrodni ukraińskich nacjonalistów potraktowany został w pracy po macoszemu. Jedynie na marginesie wspomniano, że ofiarą UPA padło „ponad” 100.000 Polaków (w tym 60.000 na Wołyniu). Z grubsza pokrywa się to z szacunkami organizacji i środowisk kresowych, operujących najczęściej liczbą 120.000 zamordowanych Polaków.

Informacja ta wymaga jednak uzupełnienia. Z rąk banderowców zginęło również tysiące obywateli Rzeczypospolitej – przedstawicieli mniejszości narodowych. W tej kategorii ofiar najbardziej poszkodowaną była społeczność… ukraińska (w której imieniu rzekomo występowały rezuny Bandery i Szuchewycza). Liczba polskich Ukraińców zamordowanych przez banderowców nie jest dokładnie znana – kiedyś Ewa Siemaszko uznała za prawdopodobny rząd kilkunastu tysięcy, podczas gdy Wiktor Poliszczuk mówił o aż 80.000 zgładzonych!

Trzeba pamiętać też o Żydach (tylko podczas niesławnych „dni Bandery” we Lwowie w lipcu 1941 r. ukraińscy nacjonaliści zabili kilka tysięcy Żydów – choć dochodziło również do spontanicznych pogromów, wielką rolę odegrały ounowe bojówki i milicja); o Czechach (z rąk UPA zginęło co najmniej 342 Wołyniaków narodowości czeskiej); o Rosjanach i Cyganach.

W wyniku terroru banderowskiego zginęło więc łącznie (ostrożnie licząc) sto kilkadziesiąt tysięcy Polaków i obywateli RP. To wielkość porównywalna z rozmiarami terroru sowieckiego (150.000)! Zdumiewać musi fakt, że OUN-B osiągnęła ten przerażający wynik nie dysponując ułamkiem sił i możliwości, jakie posiadało NKWD, w znacznie krótszym czasie, na nieporównanie mniejszym obszarze działania. Łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądałaby samostijna Ukraina pod rządami banderowskich atamanów…

Osobną kwestią, wartą zbadania, byłoby ustalenie liczby ofiar działań „obcoplemiennych” formacji na żołdzie III Rzeszy, szczególnie jednostek ukraińskich i litewskich, odpowiedzialnych za współudział w eksterminacji setek tysięcy ludzi, gł. obywateli Polski i ZSRS.

Burzenie mitów

Trzeba powiedzieć jasno: wiele dawnych szacunków jest już nieaktualnych. Starsi Czytelnicy pamiętają zapewne „cztery miliony ofiar KL Auschwitz”, jakie przez dziesięciolecia figurowały w podręcznikach. Dzięki zamieszczonemu w prezentowanym tomie artykułowi Franciszka Pipera poznajemy zawiłą drogę dochodzenia do prawdy. Autor oblicza, że ofiarą największego niemieckiego obozu zagłady padło najpewniej 1.100.000 ofiar, w tym ok. 1.000.000 Żydów, 70.000-75.000 Polaków, 21.000 Cyganów, 15.000 jeńców sowieckich i 10.000 do 15.000 innych (Czechów, Białorusinów, Rosjan, Ukraińców, Jugosłowian, Francuzów). Są to liczby minimalne; w przyszłości nie da się wykluczyć nieco wyższego oszacowania, o ile pojawią się ku temu wiarygodne przesłanki. Nadmieńmy, iż dr Piper w innych swych publikacjach poddał merytorycznej krytyce usiłowania niektórych zachodnich historyków dalszego obniżania liczby zamordowanych w Auschwitz (do 500.000-800.000).

Andrzej Kunert obszernie omówił straty bezpowrotne poniesione w Powstaniu Warszawskim. Zamykają się one najpewniej liczbą ok. 150.000 ofiar śmiertelnych. Dawne wyliczenia – 200.000 – 700.000 zamordowanych i poległych Polaków – były przesadzone.

Z drugiej strony, niektóre dotychczasowe szacunki okazały się zaniżone. Np. raport Biura Odszkodowań Wojennych z 1947 r. mówi o śmierci 66.300 żołnierzy polskich we wrześniu 1939 r. Tymczasem Waldemar Grabowski przytacza informację, iż w obecnych granicach państwa polskiego zlokalizowano 70.520 grobów żołnierzy Września, zaś na Kresach jeszcze co najmniej 974.

Biuro Odszkodowań Wojennych określiło straty wojskowe w Powstaniu Warszawskim na 13.000 – tymczasem od dawna przyjmuje się, że straty formacji powstańczych wyniosły 16.000 do 18.000 poległych i zamordowanych; ponadto zginęło 2.000 żołnierzy 1 Armii Wojska Polskiego.

Upaść musi kolejny mit, lansowany od pewnego czasu w niektórych środowiskach, jakoby po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej (w czerwcu 1941 r.) istniała szansa na porozumienie Polaków z III Rzeszą, czego dowodem miało być rzekome zelżenie hitlerowskich prześladowań. Tymczasem np. z rozprawy Waldemara Grabowskiego wynika, że w latach 1942-1944 niemiecki terror wymierzony w etnicznych Polaków znacznie się nasilił! Przykładowo, jeżeli zsumować zaprezentowane w artykule kategorie ofiar: „zamordowani w obozach i w pacyfikacjach”, „zmarli w więzieniach i obozach”, „zmarli poza więzieniami i obozami”, to liczba rdzennych Polaków, którzy stracili życie w wyniku działań Niemców wyniesie (tylko dla tych kategorii):

– 144.000 w okresie 1939/1940,

– 352.000 w okresie 1940/1941

– 407.000 w okresie 1941/1942

– 541.000 w okresie 1942/1943

– 681.000 w okresie 1943/1944

Jeżeli nawet prawdą jest, że niektóre, co światlejsze środowiska niemieckiego establishmentu szukały pod koniec wojny porozumienia z ludnością krajów podbitych (w tym z Polakami), to trzeba powiedzieć, że nieśmiałym gestom dobrej woli towarzyszyły coraz potężniejsze strumienie krwi.

Rzuca się w oczy brak symetrii między wielkością zbrodni niemieckich i sowieckich. Trudno dzielić okupantów na „lepszych” i „gorszych”, ale jest faktem, że rządy niemieckich narodowych socjalistów w Polsce spowodowały kilkadziesiąt razy więcej ofiar (!), niż równoległa okupacja sowiecka. Terror sowiecki był krwawy i brutalny, ale jeżeli przedstawione wyżej obliczenia historyków IPN są prawidłowe, zbrodnie sowieckie popełnione na obywatelach RP to mniej więcej 2 – 2,5 proc. wielkości zbrodni niemieckich.

Kontrowersje

Próba rzetelnego oszacowania strat prowadzi czasem do pytań zaskakujących. Czy w wyliczeniach strat poniesionych przez państwo polskie należy uwzględnić ofiary poniesione przez mniejszość niemiecką, obliczane na ok. 100.000 zabitych?

Pomińmy litościwie osobliwe stwierdzenie historyków zza Odry o „wielu dziesiątkach tysięcy” niemieckich ofiar we wrześniu 1939 r. (teza bazująca chyba na… goebbelsowskim micie „58.000 zamordowanych Volksdeutschów”). Jak stwierdza Grabowski, podczas kampanii wrześniowej faktycznie zginęło 5437 przedstawicieli tej społeczności. Dodajmy – wielu z nich w szeregach V Kolumny. Pod koniec wojny oraz po jej zakończeniu w sposób gwałtowny rozstało się z życiem jeszcze kilkadziesiąt tysięcy niemieckich cywilów – dawnych obywateli II RP – podczas ewakuacji, walk, represji sowieckich oraz w obozach internowania.

To prawda, że wśród ludności niemieckiej zamieszkującej obszar II RP zdarzały się przypadki wyjątkowej, heroicznej lojalności wobec polskiej Ojczyzny. Chyba najbardziej jaskrawym, znanym mi przykładem jest postawa Daniela Geringa z Wawra, który w grudniu 1939 r. stanął wraz z polskimi sąsiadami przed plutonem egzekucyjnym, a na ofertę ocalenia życia (z dokumentów jasno wynikało jego niemieckie pochodzenie) odpowiedział krótko: „Jestem Polakiem!”.

Z drugiej strony w latach wojny aż 60.000 „polskich” Niemców poniosło śmierć na frontach lub w krajach okupowanych, jako członkowie sił zbrojnych lub policyjnych III Rzeszy. Raczej trudno zaliczyć do „strat polskich” zabitych terrorystów z Freikorpsu, ochotników Waffen-SS czy policyjnych oprawców z Selbschutzu…

Na tym nie koniec wątpliwości. Waldemar Grabowski podaje, że 50.000 obywateli polskich narodowości ukraińskiej zgłosiło się pod sztandary Hitlera. Wielu z nich zginęło na froncie lub podczas walk z partyzantami. Badacz ten przyjmuje również za prawdziwą liczbę 7.500 Ukraińców zabitych podczas walk z Polakami, nie precyzując jednak, ilu było wśród nich żołnierzy i policjantów formacji proniemieckich, ilu członków UPA, ilu cywilów. O ile niewinne ofiary polskich akcji odwetowych możnaby uznać za efekt tragicznej logiki tego rodzaju konfliktów, to jednak nie sposób zaszeregować do strat państwa polskiego… rezunów UPA ubitych przez naszą partyzantkę i samoobronę, albo esesmanów z Dywizji „Galizien” zlikwidowanych przez obrońców Huty Pieniackiej. Przecież w takim razie wśród „strat polskich” należałoby uwzględnić również konfidentów Gestapo, szmalcowników i zwykłych bandytów, unieszkodliwionych przez Podziemie!

Powstaje również pytanie, jak zaszeregować straty poniesione przez Polaków przymusowo wcielonych do Wehrmachtu (250.000 powołanych pod broń) i Armii Czerwonej (od 100.000 do 300.000)? Autorzy dotarli do informacji, iż 50.000 do 60.000 naszych rodaków służących w Wehrmachcie, po wzięciu do niewoli sowieckiej zostało wysłanych do łagrów, gdzie spędzili często wiele lat (podobnie jak inni wehrmachtowcy). Jednak umieszczenie tej kategorii więźniów wśród ofiar represji sowieckich wymierzonych w naród polski możliwe byłoby tylko jako ogromny skrót myślowy. Przecież nie nazwiemy wehrmachtowców narodowości polskiej poległych na Froncie Zachodnim „ofiarami represji anglosaskich wobec narodu polskiego”, podobnie jak strat wśród Polaków zmobilizowanych do Armii Czerwonej w okresie Wojny Zimowej nie uznamy za efekt „antypolskich działań fińskich”.

Milczenie szkieletów

Kiedyś Zbigniew Herbert protestował przeciw „haniebnemu” słowu – „około”, niezmiennie towarzyszącemu oszacowaniom liczb ofiar wojen i terroru:

„…a przecież w tych sprawach konieczna jest akuratność

nie wolno się pomylić

nawet o jednego…”

(„Pan Cogito o potrzebie ścisłości”)

W podobnym, gorzkim duchu pisała Wisława Szymborska:

Historia zaokrągla szkielety do zera.
Tysiąc i jeden to wciąż jeszcze tysiąc.
Ten jeden, jakby go wcale nie było…”

(„Obóz głodowy pod Jasłem”)

Niestety, wciąż skazani jesteśmy na owo haniebne „około”. Podsumujmy: jeśli nawet przyjmiemy liczbę 2.770.000 Polaków zgładzonych tylko przez Niemców, to już w przypadku polskich Żydów margines błędu wynosi aż 200 tysięcy ofiar (2,7 do 2,9 mln). Nie znamy dokładnej liczby zamordowanych wśród pozostałych mniejszości narodowych (za wyjątkiem 50 tys. Cyganów), z pewnością idącej w setki tysięcy.

Ofiary terroru sowieckiego to „co najmniej” 150 tysięcy obywateli.

Z rąk banderowców zginęło „ponad” 100 tysięcy Polaków, również wiele tysięcy przedstawicieli mniejszości.

Omawiana tu praca jest niezmiernie ciekawa, dostarcza ogromnej porcji informacji – a przecież pozostawia niedosyt. W trakcie lektury mamy bowiem świadomość (autorzy przypominają o tym na każdym kroku), że prezentuje ona stan wiedzy na dzisiaj. Że przeciera ona szlaki, wskazuje kierunki do dalszych badań – ale często nie daje gotowych odpowiedzi. Straty poniesione przez Polskę podczas II wojny światowej wciąż nie są dokładnie oszacowane.

„Polska 1939-1945. Straty osobowe i ofiary represji pod dwiema okupacjami”, pod red. Wojciecha Materskiego i Tomasza Szaroty, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2009.

„Myśl Polska” z 9-16 maja 2010 r.

Andrzej Solak

Zrodlo: www.krzyzowiec.prv.pl

Avatar

Autor: Andrzej Solak