Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński: Wybory i Polonia


Piotr JaroszynskiPerspektywa odbioru wydarzeń, jakie mają miejsce w naszym kraju, jest inna w Polsce, a inna za granicą. Wpływa na to wiele okoliczności, ale najważniejszą nie jest już dziś odległość, ponieważ w zasadzie niezależnie od miejsca zamieszkania korzystać możemy z tych samych mediów dzięki łączom satelitarnym czy Internetowi. W grę wchodzą elementy propagandy i socjotechniki. Chodzi o to, że nadawca nie tylko dobiera “fakty”, ale również odpowiednio je ze sobą zderza, by uzyskać zamierzony efekt u różnych odbiorców z podziałem na wiek, płeć, stopień wykształcenia, preferencje polityczne, a także kraj zamieszkania. Właśnie ten ostatni czynnik odgrywa ważną rolę szczególnie przed wyborami. Jeżeli bowiem w wyborach (prezydenckich lub parlamentarnych) bierze udział około połowa uprawnionych do głosowania mieszkańców Polski (poniżej 15 milionów), to przecież poza granicami znajduje się kilka, jeśli nie kilkanaście milionów wyborców, których głos przy odpowiednio wysokiej frekwencji może mieć znaczenie wręcz kluczowe. Na przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego potrzeba, przy połowicznej frekwencji, mniej niż milion głosów, a partię, która wygra, dzielić może od drugiego rywala nawet jeden głos, choć ze względu na sposób przeliczania głosów na mandaty wygrywający może mieć o kilkadziesiąt mandatów więcej. W sumie ta cała arytmetyka wyborcza pokazuje, jak ważny jest udział w wyborach, aż do jednego głosu. Ale równocześnie tym, którzy tę kabałę opracowali i rozumieją w najdrobniejszych szczegółach – w odróżnieniu od wyborców niefrasobliwych, mało lotnych lub obojętnych – sytuacja przedwyborcza spędza sen z powiek. Owi kabaliści wiedzą, że każdy głos się liczy; wiedzą, że sytuacja koalicji rządzącej nie nastraja optymizmem, a nawet, być może, jest fatalna, bo prowadzi do klęski, więc ich zadanie polega nie tylko na przykrywaniu lub pomijaniu niewygodnych faktów, takich jak astronomiczne zadłużenie, wzrastające bezrobocie, emigracja młodych, sprzedaż wszystkiego, co tylko da się sprzedać, antypolska polityka kulturalna, totalitarne reformy w edukacji i nauce, zawłaszczanie mediów – ale również na tym, aby uśpić lub unieczynnić elektorat negatywny. Jednym słowem, chodzi o to, żeby pewna grupa wyborców do wyborów nie poszła. Taką grupą, i to znaczącą, jest Polonia. To jest właśnie kilka lub może nawet kilkanaście milionów głosów, które mogłyby zmienić wyniki wyborów w sposób diametralny. W takim razie trzeba tę grupę zneutralizować. Do tej pory skutecznym i wypróbowanym sposobem były ograniczenia biurokratyczne (ważny paszport, rejestracja), ale także lokalowe: niewiele punktów wyborczych, takich jak ambasady czy konsulaty, uciążliwość dojazdu, długie kolejki. W tym roku to ostatnie utrudnienie może być pokonane, ponieważ głosy można oddać korespondencyjnie. Jest to olbrzymia szansa dla Polonii, ale pod dwoma warunkami: że głosy będą zliczane uczciwie, a ludziom będzie się chciało głosować. Gdy chodzi o pierwszy warunek, to nie można szczędzić wysiłku i zaangażowania na poziomie lokalnym, aby w komisjach znaleźli się mężowie zaufania. To jest minimum, bez którego wybory przerodzić się mogą w farsę. Lewica, aktywnie działająca dotąd w służbach dyplomatycznych (jak wiadomo, zostały one zdekomunizowane jedynie w minimalnym stopniu), posiada bogate doświadczenie, sięgające początków PRL, w fałszowaniu wyników. Teraz też trzeba im patrzeć na ręce i zaglądać do komputerów, bo każdy moment nieuwagi, to zmienione, unieważnione lub dorzucone głosy. Gdy chodzi o warunek drugi, to media polskojęzyczne nadające z Polski stosują obecnie dość prosty chwyt, który dla Polaków w Polsce jest niewidoczny, natomiast mocno działa na emigrantów. My w Polsce zdajemy sobie sprawę, jak wybory mogą pogorszyć naszą sytuację, jeśli obecna koalicja utrzyma się przy władzy. Nie bez powodu ludzie zaczęli wprost śpiewać: “Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”, odpowiadając w ten sposób na cynizm polityków zajmujących najwyższe stanowiska w państwie. Ale Polonia tego nie musi aż tak odczuwać, nie musi rozumieć, że ważą się nasze losy, porównywalne do rozbiorów, gdyż zamiast suwerennej polityki niepodległego państwa, oddawani jesteśmy pod wpływy Rosji i Niemiec, a na czele rządu stoi człowiek, który oskarżał polskość, że jest nienormalna. Tego wszystkiego Polonia nie musi wiedzieć i nie będzie wiedzieć, jeśli swoją wiedzę czerpać będzie tylko z krajowych mediów polskojęzycznych. Zamiast odczytać powagę sytuacji, myślą, że w Polsce politycy wyłącznie się kłócą, a jeśli się kłócą, to są niepoważni, myślą tylko o stołkach i swoich interesach. Wniosek? Nie ma na kogo głosować, więc do wyborów nie idę. Taką właśnie sztuczkę socjotechniczną stosują proreżimowe media, chcąc zniechęcić Polonię do brania udziału w wyborach.

Warto więc, aby w środowiskach i mediach polonijnych szczególnie mocno akcentować, że to nie są kłótnie, że to kolejna bitwa o Polskę, której przegrać nie wolno.

Piotr Jaroszyński

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" nr 36 (826) z 6 sierpnia 2011 r.

Zrodlo: NASZAPOLSKA.PL, 6.09.2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek