Remigiusz Włast-Matuszak: Żydówka z pomarańczami wyrwana z niemieckich łap


Zydowowka-z-pomaranczami-Aleksander-Gierymski-fot-wikiPrzez „wzgląd” na tradycyjną przyjaźń polsko-niemiecką powinienem napisać, że rzeczona przekupka została wyrwana z łap nazistów, ale ponieważ od zakończenia Procesu w Norymberdze w 1946 r., prawdziwych nazistów już nie ma, więc zostały w tytule „niemieckie łapy”, a ściślej – dokładnie wyszorowane ręce ich spadkobierców.

W Niemieckiej Republice Demokratycznej, powołanej do życia z Radzieckiej Strefy Okupacyjnej przez Stalina w 1949 r., i do końca jej istnienia w 1990 r., obchodzono 8 maja jako Rocznicę Wyzwolenia Narodu Niemieckiego od Nazizmu. Później ten sam chwyt socjotechniki politycznej i społecznej przejęła od NRD Republika Federalna Niemiec.

Po denazyfikacji zakończonej w 1950 r. naziści przestali oficjalnie istnieć. A wszystkie winy za wywołanie II wojny światowej, ludobójstwo i obozy koncentracyjne ponoszą nie Niemcy, tylko właśnie owi nieistniejący naziści. Dzisiaj, kiedy dawno ludzi z NSDAP nie ma, – (ani też „ludzi radzieckich” z KPZR)-, za wszystkie „incydenty historyczne”, które zdarzyły się niewątpliwie na polskiej ziemi, można szarpać Polaków, no bo tylko myśmy fizycznie zostali.

Wnikliwie oglądałem i analizowałem na powtórkach w Internecie akt wyzwolenia "Żydówki z pomarańczami" i wysoko oceniam pijarowskie zagrywki redaktorów TVP i TVN, te wszystkie łamańce logiczne, logistyczne i lingwistyczne, by nie powiedzieć głośno z czyich rąk obraz Aleksandra Gierymskiego zrabowany w 1944 z Muzeum Narodowego w Warszawie, został -(drogą wykupu)- odzyskany.

Podatnik polski, czyli MY zapłaciliśmy spadkobiercom niemieckich złodziei i paserów 4.400 EU za przejęcie obrazu Gierymskiego. Obraz w czasach II RP został zakupiony przez Muzeum Narodowe za 9.250 zł od spadkobierców przyjaciela Gierymskiego. (nowy Buick kosztował wówczas 8.500 zł) Obraz Aleksandra Gierymskiego ma niezwykłą wartość –(bywa mylony z „Żydówką z cytrynami” ocalałą i eksponowaną w Muzeum bytomskim)-. Jedynie dzięki obrazom Gierymskiego wiemy jak wglądało ówczesne Powiśle, piaskarze, Żydzi z Czerniakowa i Podwala, handlarki pomarańczy – Warszawa końca XIX w.

W trakcie Powstanie Warszawskiego, w ostatnim akcie grabieży Muzeum Narodowego, niemieccy i turkmeńscy esesmani rozgrabili resztki zbiorów „z metali szlachetnych”, a obrazy „luzem” załadowali na ciężarówki, które odjechały na zachód. W ten sposób „Żydówka z Pomarańczami” znalazł się na teranie powojennych Niemiec, gdzie zgodnie z aktualnym niemieckim prawem, każde dzieło sztuki po 30 latach „bycia” w rękach jednej rodzin, staje się jej niekwestionowaną własnością! W ten sposób warszawska Żydówka stała się Niemką.

Biedny „Młodzieniec” z portretu Rafaela Santi zrabowany w 1940 r. z Muzeum Czartoryskich w Krakowie – dzisiaj ma już obywatelstwo niemieckie i pewnie myśli i mówi po niemiecku, reprezentując „obszar kultury niemieckiej” w UE. Podobny los spotkał 2,8 tys. obrazów malarzy europejskich i ponad 11 tys. obrazów czysto polskich – do dzisiaj są zaginione i stracone dla Polski. Łączna wartość zagrabionych w Polsce przez Niemców dzieł sztuki opiewa na przeszło 12 mld ówczesnych USD.

Kończąc ten „bolesny” dla Niemców i przedstawicieli warszawskiego Salonu wątek, wspomnę tylko i odeślę zainteresowanych do tomu pt. „Straty wojenne – zabytkowe dzwony utracone w latach 1939 – 1945 w granicach Polski po 1945 (!)” – a więc bez Lwowa, Wilna itd. – t. I woj. krakowskie i rzeszowskie. Jest tam dokładny udokumentowany opis losów 1179 dzwonów polskich bezpowrotnie zrabowanych na przetop!

Niemcy ukradli nawet tak zabytkowe obiekty jak dzwon z 1549 r. z cerkwi greko-katolickiej w Barwinku pow. krośnieński, dzwon z 1504 roku (!) z kościoła pw. Niebowzięcia N.M.P. w Bestewie pow. bielski. Był to unikat nawet jak na Europę Zachodnią! Zrzucono go na ziemie 21 lipca 1941 roku! Litanię zakończę przypomnieniem 5 dzwonów z Wadowic, w tym z klasztoru OO. Karmelitanów Bosych i kościoła pw. Ofiarowania N.M.P. – przepraszam, że naiwnie zapytam biegłych w temacie – czy przypadkiem w tym kościele nie ochrzczono Karola Wojtyły?

Z całej Polski wywieziono około 20 – 30 tys. dzwonów. Niemcy nie wypłacili za nie Polsce złamanego feniga odszkodowanie. Dziwne, że nasi bracia Czesi głośno i dobitnie w 2001 r. zażądali zwrotu swoich dzwonów lub wypłaty równowartości. Niemcy z oporami wypłacili wszystko co do eurocenta. Prowadzenie polityki na kolanach – tak jak to robi nasze min. kultury nie prowadzi do niczego. Prezydent Komorowski zamiast pokazywać Pani Kanclerz Niemiec plażę w Sopocie, powinien pokazać podmurówkę okalającą Ogród Saski przy ul. Królewskiej, a pozostałą po wspaniałym metalowym ogrodzeniu ukradzionym przez Niemców w 1942 roku!
Żydówkę z pomarańczami spotkał też zaszczyt stania się uczestniczką i godnym tłem medialnego powrotu min. kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego do urzędowania na Krakowskim Przedmieściu. Miesiąc i parę dni wcześniej był raczył w swoje wrocławskiej rezydencji, utrudzony pracą dla Kraju i Narodu, spaść ze szczytu schodów, łamiąc kości pięt i jeden z kręgów kręgosłupa (co zadało kłam, że politycy nie mają kręgosłupa).

Oczywiście gawiedź internetowa szydziła tysiącami wpisów, iż był w sztok znieczulony ulubionym armaniakiem itd. itp. (Przy okazji sondaże różnych OBOP.ów ogłaszające Pana Ministra jako „najlepszego” i najbardziej godnego zaufania polityka PO, okazały się lekko zawyżone). Ja po prostu sądzę, że to filmowcy z reż. Holland przesadzili ze smarowaniem schodów wazeliną.

Fatalna nadgorliwość, ale to pewnie z tej radości, że jako „Komitet Obywatelski Mediów Publicznych” i „Obywatele Kultury” dostali nagle dodatkowe 200 mln zł na swoją tfurczość, a ich społeczne ciała stały się de facto nieusuwalnym i niewybieralnym ośrodkiem decyzyjnym na okres kilku pokoleń. Bo to Agnieszka Holland & Beata Chmiel – (nominatka na v-dyr. Muzeum Narodowego ds. społecznych) – zdobyły niekontrolowany wpływ na dystrybucję i redystrybucję państwowych (naszych) funduszy „w sferze nadbudowy”!

Minister siedział w fotelu na podium, -(w szatach maskujących elastyczne gorsety XXI w. medycyny, a szlachetne wychudzenie twarzy czyniło go łudząco podobnym do postaci z portretów Henri Toulouse-Lautrec’ka)-, jego kobiety przemawiały, dziękowały i przekazywały, Żydówka spokojnie „sztrykowała” na drutach pończochę, a naród wpadał w podziw mając możność uczestnictwa na żywo w heroicznym akcie odzyskanie.

Oczywiście minister Zdrojewski nie byłby sobą, gdyby przy okazji Wielkiego Powrotu nie poskarżył się, na swój niesprawiedliwy i ciężki los, oto Premier zabronił jego żonie Barbarze zostania SENATORKĄ w najbliższych wyborach. Pan Minister stwierdził, iż: "Żona ma ograniczone prawa obywatelskie tylko dlatego, że jest moją żoną. Taką płaci cenę." Faktycznie – straszny jest los rodziny Zdrojewskich – wieczne zalania, upadki i ograniczenia.

Co do samego obrazu, to nie wiem dlaczego ministerstwo kultury i media z uporem nazywały obraz "Pomarańczarką" – rozumiem, że dalej obowiązuje poprawność polityczna, ale śmieszność czai się tuż za progiem. Co z "Żydówką z cytrynami"? Zostanie przechrzczona na „Cytryniarkę”? Co z „Bitwą pod Grunwaldem”? Będzie teraz „Bitwa Mazurska z fanatykami maryjnymi”? A „Batory pod Pskowem” – „Rozmowy z sąsiadami w plenerze”?

Remigiusz Włast-Matuszak

Zrodlo: Prawica.net, 21.09.2011

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci