Gra sondażami- rozmowa z Marcinem Palade, politologiem i założycielem Polskiej Grupy Badawczej


sondaze-foto-naszapolskaplZ Marcinem Palade, politologiem i założycielem Polskiej Grupy Badawczej, rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz

– Z Pańskiej najnowszej prognozy wynika, że PiS minimalnie ustępuje PO. Chciałbym zapytać nie tyle o to, która z tych partii wygra, ale od czego to będzie zależeć?

– Istotnie, przewaga PO nad PiS wynosi kilka punktów procentowych i utrzymuje się na obecnym poziomie od kilku miesięcy. Ze stabilizacją mamy też do czynienia w przypadku notowań SLD i PSL. Jeżeli spojrzeć szerzej, można dojść do wniosku, że od 4 lat scena polityczna jest zabetonowana, a “wielka czwórka” cieszy się sympatią od 85 do 90 proc. osób o sprecyzowanych preferencjach wyborczych. Na ostatniej kampanijnej prostej obserwujemy zatem zabiegi partii Tuska i Kaczyńskiego służące dokładnemu policzeniu tzw. twardego elektoratu oraz próbie dotarcia do niezdecydowanych. Ale pole manewru PO i PiS jest mocno ograniczone. Wynika to zarówno z częściowego “zużycia się” głównej partii rządzącej, jak i niemożności wykreowania się przez PiS na alternatywę wobec PO, zdolną do przejęcia władzy. O swoje walczą też SLD i PSL, ale także dwa inne komitety ogólnopolskie – Ruch Palikota i PJN. Odpowiedź na pytanie, czy wygra PO, czy PiS, zależy w dużej mierze od efektywności kampanii SLD, Ruchu Palikota i PJN w kontrze do partii Tuska, oraz PSL i PJN – w opozycji do partii Kaczyńskiego. Jak na razie lepszą skutecznością na styku elektoratu centroprawicowego może pochwalić się PiS, przy jednoczesnej częściowej utracie sympatii przez PO na rzecz Ruchu Palikota, a w mniejszym stopniu SLD i PJN. Ale wyborów pozostały dwa tygodnie, więc wszystko może się jeszcze zmienić.

– A zatem jeśli stanie się tak, jak Pan powiedział, czyli PO i PiS zdobędą podobną liczbę głosów, będzie to za mało, by któraś z tych partii samodzielnie lub z PSL stworzyła rząd. Czy wówczas scenariusz rządu PO, SLD i ewentualnie z PSL, np. z premierem Aleksandrem Kwaśniewskim na czele, wydaje się Panu realny?

– Przy wyniku Platformy na poziomie trzydziestu kilku procent nie ma ona najmniejszych szans na samodzielne rządzenie. Do tego dochodzi wynik PSL, porównywalny z wyborami z 2007 r. Razem nie daje to arytmetycznej większości w Sejmie. Dlatego nie wykluczam, że do koalicji będzie musiał być zaproszony Ruch Palikota, jeśli zdoła przekroczyć próg wyborczy. Wyobrażam sobie także inny scenariusz, w którym tworzy się koalicja PO, PSL i SLD, a nawet ta złożona z PO, PSL i części SLD. Co do udziału Aleksandra Kwaśniewskiego jako premiera w nowym rozdaniu, na dziś ten scenariusz wydaje mi się bardzo mało realny. Były prezydent mógłby – moim zdaniem – wkroczyć do gry, gdyby interesy środowisk “okrągłostołowych” były mocno zagrożone. Na razie jednak nic na to nie wskazuje.

– Czy Ruch Palikota i PJN będą pierwszymi formacjami, które po raz pierwszy od lat przełamią mur stworzony przez dotychczasowych monopolistów sceny politycznej?

– Zarówno Ruch Palikota, jak i PJN stoją przed niezwykle trudnym zadaniem. Stare partie czują zagrożenie. Wiedzą, że trwająca obecnie kampania jest prawdopodobnie ostatnią, w której większość społeczeństwa będzie akceptowała stworzoną przez PO i PiS od 2005 r. polaryzację. Tusk i Kaczyński czują oddech zmienników – nie SLD czy PSL, ale Ruchu Palikota i PJN. Dlatego dzięki olbrzymiej przewadze finansowo-medialnej “grają” przeciwko sobie, lekceważąc pozostałych uczestników batalii. Tyle tylko, że happeningowy sposób prowadzenia kampanii przez Palikota już dał mu podejście pod pięcioprocentowy próg wyborczy, a PJN – pomimo niszczenia w sondażach – próbuje zaistnieć w przestrzeni publicznej. Jeśli nawet Palikot czy PJN nie wejdą do Sejmu, a zdobędą prawo do subwencji budżetowej, w nieodległej perspektywie mogą mieć swój udział w stopniowym przełamywaniu owego muru dotychczasowych monopolistów. Wcześniej czy później, czeka nas scenariusz włoski z początku lat 90. A to oznacza, że koniec PO-PiS-u jest już bliżej niż dalej.

– Jak ocenia Pan publikowane ostatnio sondaże dużych pracowni?

– Manewry wokół sondaży wyborczych w Polsce obserwuję i analizuję od prawie 20 lat. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że w tej kampanii wyborczej mamy do czynienia z niespotykaną dotychczas grą badaniami preferencji wyborczych. W tym chaosie uczestniczą politycy, media i – mniej lub bardziej świadomie – firmy sondażowe. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której czołowa partia decyduje się na wydanie kilku milionów złotych na wewnętrzne pomiary. Realizują to dwie firmy, bardzo znane na rynku. Sondaże na potrzeby kampanii tej partii trafiają do sztabowców. Ale równocześnie w badaniach tych dwóch pracowni, publikowanych w mediach, największa konkurencja partii-płatnika, wypada bardzo blado. Do tego dochodzi niezbyt fortunna wypowiedź przedstawiciela partii-zleceniodawcy przed rozpoczęciem jednego z programów radiowych. Dziennikarz mający poprowadzić program zapoznaje gości w studiu z wynikami najnowszego pomiaru. W badaniu jeden z dwóch konkurentów dużej partii zyskuje. Wspomniany polityk, nie mogąc powstrzymać emocji, mówi półgłosem do siebie: “to następnej transzy nie będzie”. Proszę zgadnąć w jakim kraju przytoczone zdarzenia miały miejsce? Jeśli tak wygląda “ważenie próby”, to nic już nas w tej kampanii w temacie sondaże nie powinno zdziwić. Ani to, że w dwóch opublikowanych tego samego dnia sondażach różnica między PO i PiS wynosi od 2 do 15 punktów procentowych. Ani to, że badane są komitety, które nie startują w wyborach. Ani to, że wyniki sondaży jednej z najstarszych firm badawczych w Polsce podlegają totalnej blokadzie medialnej. Mam tylko nadzieję, że Polacy okażą się odporni na grę sondażami. Tzw. renomowane firmy badawcze w obawie przed zupełną kompromitacją skorygują w ostatnim momencie wyniki. Jednak uporządkowanie patologii wokół sondaży wymaga zmian systemowych. A na to trzeba zgody tych, którzy obecnie rozdają karty w polskie polityce. Tylko że ani PO, ani PiS nie są zainteresowane normalnością w tej materii.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 39 (830) z 27 września 2011 r.

Zrodlo: NASZAPOLSKA.PL

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek