Stefan Kabat: Rosja kończy ze złudzeniami – co na to świat?


miedwiediew-putin-photo1-internetZmiana bez zmiany, stagnacja; decyzja, której treść była jasna od dawna, kwestią dyskusyjną pozostawał termin ogłoszenia. A może rozczarowanie, zawiedziona nadzieja, odwrót z rysującej się nieśmiało właściwej ścieżki?

W telegraficznym skrócie w takim podziale mieści się większość opinii, z którymi spotykali się czytelnicy prasy po ogłoszeniu na zjeździe partii Jedna Rosja decyzji o kandydowaniu Władimira Putina na prezydenta Federacji Rosyjskiej w przyszłorocznych wyborach.

24 września ostatecznie rozstrzygnięta została kwestia jedynej słusznej – bo wystawionej przez miłościwie panującą partię – kandydatury w marcowym „wyścigu” o Kreml. Co do tego, że same wybory będą czystą formalnością wątpliwości nie miał w zasadzie żaden obserwator. Pytanie brzmiało jedynie – Putin, czy Miedwiediew? Umówili się, czy nie? Rywalizują, czy tylko pozorują tarcia? A jeżeli jednak Miedwiediew, to czy pójdzie dalej, niż tylko w deklaracje dotyczące liberalizacji?

Z nieskrywaną, choć chyba jednak gorzką satysfakcją podsumowują zapowiedź powrotu obu polityków na właściwe miejsca obserwatorzy tradycyjnie sceptyczni tak wobec Rosji w ogóle, jak i wobec Miedwiediewa jako potencjalnie samodzielnego gracza. Satysfakcja ta wynika z tego, że uważali oni za oczywisty fakt, iż obecny prezydent jest jedynie figurą przejściową, pretekstem dla Putina, by w zgodzie z konstytucją powrócić na fotel prezydenta. Do tych opinii należy zaliczyć tę Marka Magierowskiego z „Rzeczpospolitej” – Wielu zachodnich polityków i ekspertów znów dało się nabrać na potiomkinowską grę Kremla: nowoczesny, proeuropejski, posługujący się iPhone’em Miedwiediew miał być przeciwwagą dla autorytarnego kagebisty Putina. Nic z tego – pisze dalej Magierowski – Wspólną ideologią obu polityków jest po prostu władza.

Dość podobne zdanie w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” przedstawił rosyjski komentator Leonid RadzichowskiDla mnie jest to absolutnie logiczne – odpowiedział na pytanie o to, jak to się stało, że zagadka na której rozwiązanie czekać mieliśmy do grudnia rozstrzygnęła się już teraz. „Rotację” na szczytach władzy podsumowuje tyleż prześmiewczym, co prawdziwym stwierdzeniem – [Miedwiediew] zrobił swoje i teraz należy mu się nagroda[stanowisko premiera – przyp. SK] . Radzichowski narzeka też na generalnie niski poziom rosyjskiego życia publicznego, który jest głównym czynnikiem czyniącym Putina polityka będącego rzeczywiście poza zasięgiem ewentualnych konkurentów, a także krytycznie ocenia obu polityków w kontekście ich kompetencji odnośnie walki z kryzysem.

„Zmianę” zdawali się przewidywać również obserwatorzy z zachodu – Wiedzieliśmy od dawna, kto pozostaje w Moskwie samcem alfa. Teraz dostaliśmy oficjalne potwierdzenie, ale trudno nazwać to niespodzianką – stwierdza cytowany przez „GW” Tim Ash z Royal Bank of Scotland. Zobaczyliśmy, jak Rosja jest daleko od otwartej, demokratycznej konkurencji o władzę. Jednak nie spodziewam się żadnej zmiany w kierunkach rosyjskiej polityki. Władimir Putin dzierżył główną władzę także jako premier – twierdzi z kolei cytowany w tym samym artykule szef komisji ds. zagranicznych w Bundestagu, Ruprecht Polenz.

W mediach brytyjskich pojawiły się głosy sięgające nieco głębiej. Na łamach „The Telegraph” Con Coughlin pisał o powrocie Putina jako o „złej wiadomości dla Wielkiej Brytanii”, przyznający tym samym, że widzi między jednym a drugim politykiem różnicę i nie uważa Miedwiediewa za w pełni zależnego od swojego poprzednika i następcy zarazem. Coughlin pisze o „kulturze gangsterki”, której realizatorem ma być Putin, a która przejawia się operowaniem w relacjach z Brytyjczykami kwestią ekstradycji przebywających na wyspach Rosjan będących w konflikcie z Moskwą. W innym artykule dla „Telegraph”, o wszystko mówiącym tytule „Perpetual Putin”(Wieczny Putin) możemy przeczytać – To, co było przewidywane od dawna, zostało oficjalnie potwierdzone. Dziennikarze gazety zwracają też uwagę na fakt, że choć Rosja pod rządami Putina pozostanie niewygodnym partnerem, to jej rola jako światowego dostawcy energii i stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ zmusza do dalszych z nią relacji – co istotne w kontekście niedawnej wizyty premiera Davida Camerona w Moskwie. Wiara w polityczną odrębność Miedwiediewa i Putina zdaje się również być obecna na łamach tygodnika „The Observer”, gdzie znów tytuł tekstu – „Prezydenckie ambicje Putina oznacza powrót autokracji” – na dobrą sprawę wyręcza czytelnika przed podjęciem decyzji, czy czytać jego całość.

Ostatnim przykładem faktycznego rozróżnienia między oboma politykami jest wywiad z Jewgienijem Gontmacherem z Instytutu Rozwoju Współczesnego na łamach „GW” który stwierdza – Powtarzaliśmy, że prawdopodobieństwo, iż po roku 2012 Miedwiediew pozostanie prezydentem, nie jest wielkie, ale jest. Jestem przekonany, że Miedwiediew miał szansę na przedłużenie prezydentury Gdy dziś słyszę ludzi opowiadających w mediach, że cztery lata temu Putin i Miedwiediew dogadali się, że po upływie kadencji zamienią się miejscami, to twierdzę, że nie jest to prawda.(…)

W czasie ostatniej wizyty Miedwiediewa w Niemczech kanclerz Angela Merkel zwracała się do niego publicznie per "panie kandydacie" i nie był to tylko przyjacielski żarcik. Barack Obama też wolał kontaktować się z Miedwiediewem niż z Putinem. Gontmacher przekonuje, że Miedwiediew był szansą dla Rosji na rzeczywistą zmianę w Rosji. Jak jednak stwierdza, szansa na jej przeprowadzenie przepadła wraz z ogłoszeniem decyzji 24 września.

Z kolei na łamach „Heralda” w tekście Angusa Roxbourgha główny nacisk zostaje położony na cynizm, jakim wykazali się przywódcy Federacji Rosyjskiej – Przez wiele miesięcy, gdy tylko któryś z nich został zapytany czy wystartuje w wyborach prezydenckich w roku 2012, każdy odpowiadał, że w odpowiednim czasie „usiądą razem i zadecydują”.Koncept dwóch panów „siedzących razem” i decydujących o przyszłości państwa bez wątpienia byłby wystarczająco cyniczny. Ale w zeszły weekend obaj przyznali, że nawet to nie było prawdą – wszystko zostało umówione już kilka lat temu. Miedwiediew został wpuszczony na Kreml tylko po to, by utrzymać Putinowski fotel ciepłym. Roxbourgh zwraca uwagę na problem całkowitego zawłaszczenia państwa, prowadzącego do psucia jego instytucji.

O rozwianych wątpliwościach przeczytamy w internetowym serwisie telewizji „Fox News” – Nominacja Putina na kongresie Jednej Rosji kończy miesiące spekulacji nad tym czy zdecyduje się on powrócić na Kreml, czy też pozwoli łagodniejszemu i skłonnemu do reform Miedwiediewowi pełnić drugą kadencję po przyszłorocznych wyborach. Także za oceanem, tym razem na łamach gazety o zgoła odmiennym profilu politycznym niż „Fox News”, mianowicie w „New York Times” czytamy o zakończeniu „okresu niepewności” .

Jednym głosem przemawiają Marek Menkiszak i Jadwiga Rogoży na stronie Ośrodka Studiów Wschodnich oraz Daniel Treisman , profesor politologii z UCLA na łamach internetowego serwisu telewizji CNN. Polscy autorzy piszą typowym dla instytucji eksperckiej surowym językiem o jedynie pozornej zmianie – Zamiana miejscami obu polityków służy przedłużeniu władzy tej samej elity rządzącej – jej lider Władimir Putin ma możliwość pozostawania na Kremlu przez dwie 6-letnie kadencje (do roku 2024). Elita ta nie ma woli wdrożenia zmian systemowych potrzebnych do zainicjowania procesu kompleksowej modernizacji Rosji, te bowiem prowadziłyby do erozji jej władzy. Eksperci Ośrodka piszą też o „końcu tandemu”, wynikającym z powrotu wszelkich potrzebnych kompetencji w ręce Putina.

Treisman może pozwolić sobie na język nieco barwniejszy, z czego też korzysta – W powieści „Lampard” autorstwa Giuseppe di Lampedusy, której akcja osadzona jest na XIX-wiecznej Sycylii, młody szlachcic mówi do swojego konserwatywnego wuja, że samym przywiązaniem do przeszłości nie osiągnie celu. „Jeżeli chcesz, żeby rzeczy pozostały takimi, jakimi są, musisz coś zmienić”.Kremlowska gra to jedna z tych zmian, których celem jest tylko i wyłącznie pozostawienie wszystkiego takim samym.

Powtarzające się w licznych komentarzach opinie o grze wewnątrz rosyjskich elit władzy, od których wbrew pojawiającym się niekiedy pozorom zależy w Rosji absolutnie wszystko, a także regularne (oraz, jak się zdaje, celne) porównywanie dzisiejszej sytuacji do czasów choćby breżniewowskich wskazując na taki sam, wieloletni charakter rządów dzisiejszej dominującej grupy każe raz jeszcze się zastanowić, jaką właściwie drogę przebyła Rosja od czasów upadku Związku Radzieckiego? I czy przypadkiem nie była ona zbyt krótka?

Stefan Kabat

Student politologii na Collegium Civitas na specjalizacji marketing polityczny. Interesuje się najnowszą historią Polski i jej wpływem na współczesną scenę polityczną, a także problematyką wschodnią – przede wszystkim ukraińską. Od niepamiętnych czasów zakochany w piłce nożnej, od stosunkowo niedawnych – dobrej kuchni, sam niekiedy przywdziewając fartuch. Biegle operuje językiem angielskim.

Za: Mojeopinie.pl, 2011-10-09

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek