Stanisław Michalkiewicz: Do żyme ydże


stanislaw-michalkiewicz-foto1-inter– Panie Piperman, pan znasz Lady Gaga?

– Co takiego, panie Biberglanz? Dlaczego ja miałbym znać Lady Gaga? Od kiedy pan masz tych objawów?

– Jakich znowuż objawów? Pan, panie Piperman, powinieneś znać Lady Gaga. Pan sam mnie mówiłeś, że pan walczysz z globalnym ociepleniem, że pan robisz interes na limitów dwutlenku węgla, co to goje sobie kupują i ony sze czeszą i machają rękamy i krzyczą: yes! yes! yes! – i pan mnie teraz mówisz, że pan nie znasz Lady Gaga? Pan sobie myślisz, że ja jestem ein myszygene Kopf?

– Uj, panie Biberglanz, co ja sobie myszlę, to ja sobie myszlę – ale dlaczego pan myślisz, że skoro ja walczę z globalnym ociepleniem, to ja muszę znać Lady Gaga, to ja już nie wiem, co myśleć. To ja na wszelki wypadek już wolę nic o panu nie myśleć.

– Ja wiem, panie Piperman, co pan sobie myślisz. Pan sobie myślisz, że pan jesteś wielki puryc. I ja pana coś powiem; pan jesteś wielki puryc – ale dlaczego pan nie chcesz się przyznać, że pan znasz Lady Gaga? Chyba pan się nie boisz, że ona zechce pożyczyć od pana pieniędzy? Jak ona by chciała, to ona by pana mogła pożyczyć pieniądze. To co pan udajesz Greka?

– Ja Greka? Panie Biberglanz, co pan mówisz takie rzeczy! Pan wypluj to słowo. Ja – Greka? Niech Bóg zabroni! Ale powiedz mnie pan, co panu przyszło do głowy z tą Lady Gaga? Ona przecież nie robi w dwutlenku węgla! Ona wychodzi na scenę w majtkach, a jak czasami i tego zapomni, to goje jeszcze bardziej sze czeszą i piszczą i klaszczą i nawet nie potrafią powtórzyć, co ona im śpiewa. Powiedz mnie pan spokojnie, dlaczego ja miałbym znać Lady Gaga?

– Panie Piperman, pan nie udawaj, że pan nie wiesz, co powiedział główny spośród tych 17 oskarżonych w procesie o limitów dwutlenku węgla. On powiedział, że dwutlenek węgla to było w interesach coś w wymiarze Lady Gaga!

– Aaaa, to tak mi pan mów! Mnie od tego kamień spadł z serca, bo ja pana szczerze powiem, że ja już zaczynałem myszleć… – no mniejsza o to. A to co powiedział ten w Paryżu, to pan wiesz – to tylko taka, jakby tu powiedzieć – ooo – to tylko taka przerzutka poetycka. Ony, te oskarżone, teraz różne rzeczy mówią, specjalnie takie przerzutki, żeby goje się nie zorientowały, jak ony robiły interes na tych limitów. Mówiąc między nami, te goje, to ony chyba naprawdę się nie orientują, bo zrobiły im proces o 51 milionów euro, a tymczasem francuski skarb powiada, że stracił chyba półtora miliarda. To powiedz pan sam, panie Biberglanz, – ony wiedzą, czy ony nie wiedzą?

– Pewno, że nie wiedzą – ale powiedz mnie pan, panie Piperman, jak ony robiły interes na tych limitów, że ony teraz mają proces tylko o 51 milionów, jak straty są na półtora miliarda?

– Pan naprawdę nie wiesz, pani Biberglanz? To ja pana powiem; to proste, jak drut, a nawet – jak histadrut. Pan wiesz, że nie ma takiego kraju, gdzie nie mieszkałyby biedne Żydki. A jak ony gdzieś mieszkają, to ony potrzebują zarobić parę złotych, no nie? A jak ony potrzebują zarobić parę złotych, to ony zakładają firmę. A jak ony już w jakimś kraju założą firmę, to wtedy przez tę firmę, co to ona jest za granicą, można kupić limitów dwutlenku węgla i nie płacić VAT. I ony, te oskarżone, kupowały limitów dwutlenku węgla za pośrednictwem takich firm i potem sprzedawały w Paryżu – ale już z VAT-em – z tym, że tego VAT-u już nie odprowadzały. I biznes może by sze kręczył, ale ten największy puryc nie mógł wytrzymać, żeby się nie pochwalić ile on ma pieniędzy. On nawet zegarek miał za 60 tysięcy euro, a jakby mógł, to i kalesony uszyłby sobie ze złota. Co tu dużo mówić; za mądry to on nie był! Jakby on był taki mądry, jak na przykład generał Kiszczak, czy choćby jak generał Czempiński, to biznes by sze kręczył kto wie, czy nawet nie do dzisiejszego dnia.

– No tak, no tak, panie Piperman; co to sze dzisiaj robi nawet z ludźmi, a cóż dopiero mowić o gojach? Ony to już całkiem wariują; ja pana powiem. Weźmy tu w Polsce; im w ostatnie 20 lat ubyło o 10 procent dzieci – a ony chcą do szkół wziąć książkę tej Szczukówny – taki podręcznik, jak się abortować. Że Szczukówna pisze takie książki dla gojów, to i pan rozumisz i ja rozumię – ale żeby tego uczyć po szkołach i jeszcze za to płacić?

– A co sze pan tak, panie Biberglanz przejmujesz gojami? Niech ony sze abortują, co to pana szkodzi? Jak ony w szkołach będą uczyć sze abortowacz, to ony nie nauczą sze innych rzeczy i ony bez nas nie potrafią nawet kiwnącz palcem w bucze. I o to właśnie chodży. Pan nie masz większe zmartwienie?

– Ja wcale nie mam żadne zmartwienie, panie Piperman – ja sze tylko dżywię. Ale masz pan rację – o to właśnie chodży. No dobrze, ale skoro na limitów tak sze paskudnie skawaliło, to na czym robicz tu interes?

– Jak to – na czym? Toś pan nie słyszał, panie Biblerglanz, że prezydent Sarkozy z Naszą Złotą Panią Anielą uradzili, żeby dokapitalizować kluczowe unijne banki na ponad 106 miliardów euro? Pan rozumisz – ony mówią: dokapitalizować. Ale tak naprawdę, to co? Tak naprawdę, to wziąć europejskich gojów, żeby ony musiały złożyć sze na banków. Znaczy – trzeba będzie teraz wyciągnąć z gojów ponad 100 miliardów euro. Ony nawet nie będą wiedzieć że składają sze na banków. No bo po co wiedzieć im takie rzeczy? Pan czujesz, jaki to może być interes, czy pan nie czujesz?

– A dlaczego ja nie mam nie czuć, panie Piperman? Ja pana powiem więcej; ja czuję, że pan już wykombinowałeś, jakby tu się do tych 100 miliardów euro podłączyć.

– A żebyś pan wiedział – ale na razie o tym sza! Niech ony, znaczy się – te goje myszlą, że ony sze ratują z kryzysu. Ony będą urządzacz marsze oburzonych – i niech urządzają – bo pan wiesz, panie Biberglanz, kto tymi marszamy kręci? Z jednej strony – dokapitalizowanie banków, a z drugiej – marsze oburzonych. Pan wiesz, co to za interes? To jeszcze lepszy interes, niż globalne ocieplenie! Zresztą, powiedz pan sam – jak tu gadać o globalne ocieplenie, kiedy przecież do żyme ydże?

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Nasza Polska”.

Zrodlo: Blog autorski – Stanisław Michalkiewicz – Felieton • tygodnik „Nasza Polska” • 4 listopada 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek