Andrzej Solak: Przyśniła się dzieciom Polska


Cmentarz-Orlat-Lwowskich-fot-AFP
Cmentarz Orląt Lwowskich, część Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. / Fot. AFP

„W chwili, gdy wykreślano granice Europy, biedząc się nad pytaniem, jakie są granice Polski,
Lwów wielkim głosem odpowiedział: Polska jest tutaj!”

Ferdynand Foch, marszałek Polski i Francji

 

Jesienią 1918 r., gdy świat z ulgą żegnał się z okropnościami Wielkiej Wojny, na wschodzie Europy buchnęły płomienie nowych konfliktów. Rozpadały się stare monarchie, a na ich gruzach ujarzmione dotąd narody prowadziły zajadłą walkę o swe terytoria. W Małopolsce Wschodniej skoczyli sobie do gardeł Polacy i Ukraińcy. Jedni i drudzy uważali się za prawowitych gospodarzy tych ziem. „Rozsądzi nas krew i żelazo!” – wzywały ukraińskie odezwy.

Lwi Gród

Królewskie Stołeczne Miasto Lwów od 1340 r., z przerwą na podrozbiorową noc, znajdowało się w granicach Polski. Wielokrotnie odpierało najazdy wrogów – Turków, Tatarów, Kozaków, Moskwicinów, Szwedów… W latach austriackiej niewoli (1772-1918) było jednym z najważniejszych centrów polskości.

W 1918 r., gdy nastał czas kolejnej próby, sześciu na dziesięciu mieszkańców Lwowa było Polakami. Tak wysokiego odsetka Lechitów nie miały wtedy Warszawa, ani Poznań… Dalszych 30 proc. lwowian stanowili Żydzi. Ledwie co dziesiąty obywatel grodu podawał się za Rusina (co wcale nie musiało być równoznaczne z ukraińskością). Nie procenty jednak były najważniejsze, a gotowość do walki, do poświęcenia.

1 listopada 1918 r. nad ranem Ukraińcy zaatakowali miasto. Pierwsze weszły do akcji oddziały austriackiego wojska zdominowane przez ukraińską kadrę – 15 Pułk Piechoty, 19 Pułk Strzelców, batalion asystencyjny 41 Pułku Piechoty, 50 Batalion Wartowniczy. Napastnicy opanowali większość gmachów publicznych, w tym gmachy Sejmu, Namiestnictwa, Dyrekcji Policji, Ratusz i Pocztę Główną. Polacy, zaskoczeni, początkowo nie stawiali oporu. Jednak wkrótce miał nastąpić kres bezkarnego podboju.

W Szkole Sienkiewicza przy ulicy Polnej od kilku dni formował się batalion polskiego wojska. 1 listopada nad ranem było tam zaledwie 34 żołnierzy, niemal bezbronnych. Skoro świt, tuzin młodych junaków, z jednym rewolwerem, szablą i scyzorykami skautowymi, dokonało wypadu do koszar policji austriackiej przy rogatce Gródeckiej. Tam zdobyli 20 karabinów wraz z amunicją. Kolejny skład broni przejęto na Dworcu Czerniawskim.

Oręż bardzo się przydał, bo o godzinie 10.00 Ukraińcy uderzyli na Szkołę Sienkiewicza. Polska załoga, której liczebność wzrosła już do 80 ludzi, odpowiedziała ogniem. Rozpoczęła się bitwa o Lwów.

Wierny pies Rzeczypospolitej

W mieście rozwijała się żywiołowa akcja powstańcza. Grupy obywateli samorzutnie zamieniały się w zbrojne hufce. Z domowych arsenałów wydobyto strzelby myśliwskie i archaiczne pistolety; nowszą broń przeważnie zdobywano na wrogu. Przybywało punktów oporu. Ulice i place przecięły prowizoryczne barykady. Wkrótce powstała Naczelna Komenda Obrony Lwowa z kapitanem Czesławem Mączyńskim na czele. Nastąpiła koordynacja działań, chaotyczna partyzantka miejska nabrała cech regularnej wojny.

Tymczasem Ukraińcy otrzymali wsparcie. Po ich stronie opowiedziały się niektóre oddziały lwowskiej milicji żydowskiej. Po paru dniach nadciągnął wyborowy Legion Ukraińskich Strzelców Siczowych (dwa bataliony piechoty z moździerzami i granatnikami). Przybyły grupy ochotników ze Złoczowa, Rawy Ruskiej i Kamionki Strumiłowej. Dołączyły do nich posiłki z Ukrainy Naddnieprzańskiej, w tym bitny, acz wsławiony okrucieństwem Zagon im. Gonty pod atamanem Dołudem.

Walka stawała się coraz bardziej zacięta. W czwartym dniu boju Ukraińcy ogłosili, że rozstrzelają co dziesiątego mężczyznę z każdej kamienicy, z której padną strzały. 12 listopada hajdamacka artyleria ostrzelała szpital na Politechnice. Dwa dni później na Zamarstynowie „kozacy” Dołuda dokonali masakry polskich jeńców.

Ginęli nie tylko uczestnicy walk. Na ulicy Zyblikiewicza ukraiński patrol wyszarpnął z rak matki czternastoletniego Adasia Michalewskiego i zastrzelił go pod murem. Wymordowano całą rodzinę Michalewskich (5 osób) – tylko dlatego, że byli Polakami…

A Lwów – „miasto to straszliwe, ten Rzeczypospolitej pies wierny i czujny” (Makuszyński) trwał w nieustępliwej obronie.

Orlęta

W latach Wojny Światowej ogromną większość lwowian zdolnych do służby wojskowej wcielono do armii austriackiej. Gdy przyszedł czas ukraińskiego najazdu, wciąż przebywali na odległych frontach we Włoszech i Serbii, bądź w obozach jenieckich. Miasto wydawało się być pozbawione obrońców. I wtedy Lwi Gród ofiarował, co miał najlepszego – swoje dzieci.

W szeregach polskich formacji zaroiło się od młodziutkich ochotników. Zaciągali się u boku rodziców bądź starszego rodzeństwa, albo samowolnie uciekali z domów. Niespełna czternastoletni gimnazjalista Jurek Bitschan pisał pożegnalny list: „Kochany Tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę tyle sił, by służyć i wytrzymać…”

Rok młodszy Antoś Petrykiewicz stanął do walki na Górze Stracenia. Nie brakło nawet dziesięciolatków (co najmniej siedmiu). Najmłodszy z obrońców, Jaś Kukawski, szedł do boju dźwigając większy od siebie karabin, w dziewiątej jesieni swego życia…

Potem nazwano ich Orlętami Lwowskimi. Na 6.022 zweryfikowanych obrońców miasta, aż 1.421 nie miało skończonych 17 lat. Generał Roman Abraham – w tamtych dniach młody oficer, komendant pododcinka Góra Stracenia – pisał o Lwowskich Orlętach:

„Gdybym był dyrektorem gimnazjalnym, dałbym im świadectwa dojrzałości summa cum laude [z najwyższą pochwałą] z wyszczególnieniem z historii ojczystej.”

Ordery i Krzyże

Wreszcie, po blisko trzech tygodniach walk, nadeszła odsiecz. W nocy z 21 na 22 listopada Ukraińcy wycofali się. Nad ranem porucznik Abraham zajął ze swymi „straceńcami” budynek miejskiego ratusza, zdjął powiewającą na nim ukraińską flagę, i na jej miejscu zatknął biało-czerwoną chorągiew.

I chociaż walki wokół Lwowa trwały jeszcze długie miesiące, choć dopiero w kwietniu następnego roku odepchnięto wroga od granic miasta, największe zagrożenie minęło. Potem przyszły zaszczyty, Krzyż Virtuti Militari nadany miastu 11 listopada 1920 r., w oficjalną drugą rocznicę odzyskania niepodległości, i 162 Krzyże, przyznane indywidualnym obrońcom. Ale najważniejsze krzyże wyrosły na lwowskich cmentarzach.

Wśród żywych nie było już młodego Jurka Bitschana. Poległ na Łyczakowie, trafiony dwoma pociskami ekrazytowymi, w ostatnich godzinach walk.

Padł na ulicy Bema szesnastoletni Kazik Konopka. Jego rówieśnik, Ludwik Pyzik, poległ pod Cytadelą. Piętnastolatka Wilhelma Haluzę ukraińska kula dosięgła pod Kulparkowem. Tadzik Jabłoński, czternastolatek, padł w ataku na Szkołą Kadecką. Zginęli trzynastolatkowie Tadzik Loewenstamm i Ksawery Wąsowicz, dwunastolatek Jaś Dufrat, i wielu innych.

Trzynastoletni Antoś Petrykiewicz doczekał odsieczy; dalej bronił swego miasta z karabinem w ręku. Ciężko ranny na Persenkówce, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, zmarł w szpitalu; podobnie jak śmiertelnie ranna w tym samym boju sanitariuszka, osiemnastoletnia Stefania Franiszynówna. Antoś przeszedł do historii jako najmłodszy w całym Wojsku Polskim kawaler Orderu Virtuti Militari.

Semper fidelis

Najpiękniejszy hołd poległym Orlętom złożył Kornel Makuszyński, pisząc:

„Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi, by się uczyć miłości do Ojczyzny. Powinni tu przychodzić ludzie małej wiary, aby się napełnić wiarą niezłomną, ludzie miałkiego ducha, aby się nadyszyć bohaterstwa. A że tu leżą uczniowie w mundurach, przeto ten cmentarz jest jak szkoła, najdziwniejsza szkoła, w której dzieci jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym, że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie.”

„Wzrastanie” listopad 2009

Andrzej Solak
www.krzyzowiec.prv.pl

 

  • Ilustracja tytułowa: Fot. za Życie podkarpackie – zbiory własne.  Lwy ponownie strzegą Orląt Lwowskich. Być może kiedyś odzyskają także historyczne tarcze. Na jednej z nich był herb Lwowa i napis „Zawsze wierny”, na drugiej godło Polski oraz inskrypcja „Tobie Polsko”. 26.12.2015

 

2011.11.05. /  Akt. 2018.05.14.

Avatar

Autor: Andrzej Solak