Waldemar Janed: Czy przyjdzie nam zapłacić za zieloną wyspę?


zielona-wyspa-tuska-garnekplNie chcę wirtualnej księgowości i samozachwytu rządzących. Chciałbym poznać prawdę o stanie finansów publicznych.

Nie jestem ekonomistą, ale jakieś przemyślenia mi towarzyszą. Nazwijmy je przemyśleniami na chłopski rozum i mam nadzieję, ze poseł Hofman nie wciągnie mnie na listę tych, co to zbaranieli.

Kryzys szaleje na świecie i każdy zdaje sobie sprawę, że nie ma gospodarek krajowych odpornych na to zjawisko. Światowa gospodarka działa na zasadzie naczyń połączonych. Chiny, które w tej chwili zgromadziły nadwyżki finansowe obawiają się kryzysu w USA, bo mają ogromne pieniądze zainwestowane w obligacjach amerykańskich i straty mogą być poważne, a jednocześnie w co tu inwestować. Posiadanie pieniędzy w charakterze wkładu do materaca nie ma sensu. Pieniądz musi krążyć.

Teraz przypatrzmy się naszej sytuacji

Obraz serwowany przez partię rządzącą w kampanii wyborczej był dość optymistyczny z nutką lekkiego ostrzegania o zbliżającym się kryzysie. I powiem szczerze, że bardzo chcę wierzyć, iż nie grozi nam gwałtowne tąpnięcie, a ta ekipa rządowa jest przygotowana na nowe wyzwania. Nie hołduję zasadzie, im gorzej tym lepiej mimo, że ten rząd to nie moja bajka. Takie myślenie pozostawiam wybitnym publicystom pokroju Waldemara Kuczyńskiego. Nie umiem zapomnieć mu felietonu z życzeniami dla rządu PiS-u, gdzie modlił się o porażki gospodarcze, by wyborcy otwarli oczy i zagłosowali na PO.

Pytanie na jakie trzeba sobie odpowiedzieć brzmi – co powoduje, że nasz wzrost gospodarczy jest w miarę przyzwoity?

Czy za tym stoi mądrość i odwaga ekipy Tuska? Wszyscy widzą, że ta ekipa jest bardzo zachowawcza. Czy jakieś wielkie reformy zostały przeprowadzone? Nic z tych rzeczy! Nawet wielcy zwolennicy tego rządu twierdzą, że Tusk musiał skupić się na przeprowadzeniu kraju suchą stopą przez burzliwy czas, ale teraz jak ruszy z kopyta to tylko iskry pójdą. Na dziś pozostaje nam uzbroić się w cierpliwość i czekać do 6 grudnia, by premier wyłonił nam się z ukrycia. Więc zasługi rządu sobie odpuszczę.

Postawię tezę, że wzrost gospodarczy to zasługa boomu inwestycyjnego. Na wzrost inwestycji w Polsce złożyły się dwa czynniki. Zastrzyk kasy z Unii Europejskiej i zbliżające się mistrzostwa Euro 2012. Wiele tych inwestycji wiąże się ze sobą. Budowa dróg i stadionów oraz inwestycje miejskie napędzają wzrost gospodarczy. Należy jednak zdać sobie sprawę, że każda inwestycja sfinansowana ze środków unijnych wymaga nakładów. I wcale nie chodzi mi tu o wkład własny, ale o konieczność utrzymania tych inwestycji. Przecież jeśli w jakimś mieście powstanie kompleks basenów i nawet jeśli koszty budowy tego obiektu zostaną pokryte w 80 proc. przez Unię to wcale nie oznacza, że to już koniec wykładania kasy. Utrzymanie tych obiektów zostanie na barkach samorządów, a te jak widzimy ledwo zipią.

Dodatkowo widzimy takie cichutkie przerzucanie kosztów funkcjonowania państwa na samorządy. Ostatni przykład to obowiązek partycypowania samorządów w kosztach wypłacania świadczeń socjalnych ludziom ubogim. Po rozporządzeniu rady ministrów 1/5 tych środków maja znaleźć gminy w swych budżetach. Jednak rząd łaskawie zostawił samorządom furtkę w postaci dowolności ustalania poziomu podatków lokalnych.

To wszystko jest świetnym zagraniem. Rząd odsuwa od siebie jak najwięcej wydatków, by móc ciągle wirtualnie balansować na granicy 55 proc. zadłużenia, a wszelkie podwyżki spadną na rajców miejskich.

Jednak i tak już zapowiedziano podwyżki cen benzyny, gazu i papierosów, ale to jest tłumaczone koniecznością dostosowaniem polskich przepisów do europejskich.

Podsumowując – Donald Tusk mógł stać na tle mapy z Polską zaznaczoną na zielono w morzu czerwonych latarni. Jednak czy nie grozi nam zjawisko przegrzania inwestycyjnego? Oby to nie nastąpiło czego i sobie i wam życzę.

Waldemar Janed
7.11.2011

Zrodlo: Wiadomosci24.pl

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek