Homilia Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszona podczas Mszy świętej w dniu Święta Niepodległości w Bazylice Mariackiej w Gdańsku 11 listopada 2011 r / Video


Video za YT kuriagdanska: http://www.youtube.com/watch?v=bCTdJIyvU6A


abp_leszek_glodz_01

Niech będzie z nami Pan, nasz Bóg
jak był z naszymi przodkami"
(1 Krl 8,57)

Panie Wojewodo Pomorski!
Panie Prezydencie Miasta Gdańska!
Proboszczem Bazyliki Mariackiej!
Czcigodni Kombatanci dróg ku Niepodległej!
Poczty sztandarowe!
Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych!
Bracia z Solidarności!
Drodzy uczestnicy Najświętszej Ofiary
sprawowanej w dniu Święta Niepodległości!

Niespełna dwa tygodnie temu, w Uroczystość Wszystkich Świętych i w dniu Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych, rozbłysła nad Polską szczególna łuna – pamięci i miłości. Blask tysięcy cmentarnych zniczy i lampionów. Staliśmy pogrążeni w modlitwie i zadumie przy grobach bliskich, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności. Powracały wspomnienia wspólnych dni. Miejsc, gdzie biegło nasze życie – czasem na zawsze utraconych. Wydarzeń, które formowały dzieje naszych rodzin, wspólnot, środowisk. W tych obrazach i wspomnieniach zda się wychodziła nam na spotkanie ojczyzna. Tamtego dnia – w ciszy rozświetlonych cmentarzy – uświadamialiśmy sobie, że nie możemy się od niej odwrócić, przekreślić ją, zlekceważyć. Bo jeśli to uczynimy, stracimy siebie. Bo przecież w niej i dzięki niej staliśmy się tym, czym jesteśmy. Synami i córkami polskiej ojczyzny. Dziś, zda się, doświadczamy tego wszystkiego, o czym w tak wymowny sposób przypominała nam niedawno obchodzona Uroczystość Wszystkich Świętych.

I. Dzień narodowego dziękczynienia

Bowiem to dzień pamięci o tych, co już odeszli, zanurzyli się w Bożej Miłości, ale trwają w pamięci polskiej wspólnoty.

To dzień szczególnej pamięci, odwołującej się do wydarzenia, które ma wymiar symbolu. Święto Niepodległości!

Wspomnienie pamiętnego dnia, 11 listopada 1918 roku, kiedy Polska, po latach niewoli, powstała, by żyć. Wolna wśród wolnych, równa wśród równych. Niepodległa!

Przychodzimy tego dnia do naszych świątyń, aby Chrystusowi, który jest królem ojczyzn, podziękować za dar niepodległości i wolności.

"Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będzieciejako święto dla uczczenia Pana" (Wj 12, 14) – to słowa z Księgi Wyjścia.

To dzień naszego narodowego dziękczynienia!

To dzień wezwania do wierności wobec Pana, o czym tak obrazowo mówi pierwsze czytanie z Księgi Królewskiej.

Bo przecież nie byłoby Polski, w jej kształcie duchowym i kulturowym gdyby nie ten Boży siew, na który otworzyli się praojcowie nasi, zaprosili Chrystusa do domu polskiej ojczyzny.

Inny byłby także bieg dziejów naszej pomorskiej krainy i jej historyczna tożsamość, gdyby nie odcisnął się na niej ślad Wojciechowych, apostolskich stóp, nie wzrósł plonem urodzaju Jego ewangeliczny siew…

Inny byłaby historyczna droga naszego narodu, gdyby ominęła źródło Ewangelii, przykazań Bożych i nauczania Kościoła.

Kto tej oczywistości zaprzecza, pomniejsza ją, nie dostrzega wydaje sam sobie wydaje świadectwo ignorancji i złej woli.

Umiłowani!

W dniu Święta Niepodległości do modlitewnego apelu pamięci wzywamy tych, których walka, praca i modlitwa, torowały drogę do polskiej wolności. To oni stali się narzędziem Bożej Opatrzności. W obliczu nieszczęść i klęsk nie zgasili ducha. Nie poddali się pod jarzmo niewoli (por. Ga 5,1).

Nie ma już pośród żyjących tych, tych, którzy byli świadkami pamiętnego dnia 11 listopada 1918 roku. Kiedy Polacy świętowali zakończenie wojny. Rozbrajali austriackich i niemieckich żołnierzy. Kiedy zwierzchnictwo nad formującym się wojskiem zostało przekazane w ręce Józefa Piłsudskiego.

Dzień – symbol długiej, trudnej ale zwycięskiej drogi. Od tamtego dnia poczęło się liczyć czas polskiej wolności. Wywalczonej, wymodlonej, wymarzonej.

"Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką" (Iz 9,1). "Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom" (2Tm 2, 11).

W trudzie, znoju, niepokoju, społecznych napięciach, walkach o granice, powstawała, by żyć – Polska, ojczyzna Polaków. Najjaśniejsza Rzeczypospolita.

To zmartwychwstanie do życia wolności było – powie po latach błogosławiony Jan Paweł II – "dojmującym owocem duchowego dojrzewania oraz heroicznych poświęceń wielu".

II. "Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi"

W taki dzień jak ten – dzień Święta Niepodległości – otwieramy nasze serca na ten ewangeliczny obraz ojczyzny, o którym mówi czytana dziś Ewangelia: domu utwierdzonego na skale. Nie zburzą go wichry, nie zaleją rwące potoki, nie zniszczą zabory, nie zrujnują najezdnicze potęgi. Bowiem wzniesiony został na skale ludzkich serc, na fundamencie nadziei, tej, która zawieść nie może. Nadziei i pewności kolejnych polskich pokoleń, o której pisał wieszcz Narodu Zygmunt Krasiński: Cokolwiek będzie, cokolwiek się stanie/ Jedno wiem tylko: sprawiedliwość będzie? Jedno wiem tylko: Polska zmartwychwstanie".

Przywołujemy dziś postaci tych sług nadziei, wolności i niepodległości. Często "wiernych aż do śmierci" (Ap 2,10).

"Nigdy z królami nie będziem w aliansach, Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi" – w latach stanu wojennego często rozbrzmiewała ta słynna pieśń Konfederatów Barskich. Tych, co stanęli u Chrystusa na ordynansach – sług Maryi. Pierwszych obrońców zagrożonej uzurpacją rosyjską wolności i wiary świętej, o którą wsparł się los Polski! Jakże wielką cenę trzeba było zapłacić, aby znowu w świątyniach naszych rozległ się "wolnego ludu śpiew" i popłynął – przepełniony wdzięcznością – przed Boży tron. Aby bieg polskich dziejów począł kształtować duch 11 listopada. Duch miłości Ojczyzny i patriotyzmu wspartego o uporządkowaną miłość społeczną.

"Za wpojoną miłość ojczyzny, płacę miłością serca". To słowa z testamentu ks. Ignacego Skorupki, symbolu zwycięskiej bitwy z Armia Czerwoną pod Warszawa w sierpniu 1920 roku. Miłością serca płaciły wtedy tysiące ochotników – żołnierzy "uświęconej nadprzyrodzoną wiarą armii narodowego zbawienia". Zgasili żagiew bolszewickiej rewolucji, co miała podpalić Europę.

To z ducha 11 listopada powstało to nowoczesne miasto na bałtyckim wybrzeżu Gdynia – symbol tamtej Polski, która podjęła trud budowy niepodległego państwa, likwidację spuścizny rozbiorów. Potrafiono wtedy wychowywać młode pokolenie – ku Polsce, ku wartościom ojczystym. "Wszystko co nasze Polsce oddamy/W niej tylko życie więc idziem żyć" – śpiewały harcerskie zastępy.

Ileż tego ducha 11 listopada – ducha wolności i niepodległości – uzewnętrzniło się w czasie II wojny światowej. Także tu, u nas, na Pomorzu Gdańskim. Westerplatte, Oksywie, Poczta Polska w Gdańsku… Epopeja żołnierza-tułacza na tylu frontach świata… Epopeja konspiracji niepodległościowej w okupowanym kraju. Etos tamtego pokolenia – kamieni rzucanych na szaniec ojczyzny, w Powstaniu Warszawskim, w leśnych oddziałach… Walka o Całość, Wolność, Niepodległość Rzeczypospolitej. Zdradzonej w Teheranie i Jałcie.

Z nienawistnego pragnienia zdławienia ducha 11 listopada powstał Stuthoff i Piaśnica. Pomorskie stacje misterium iniquitatis – misterium zła i nieprawości. Skierowanego przeciwko Bogu i człowiekowi.

Umiłowani!

Powojenny czas nie stłumił dziedzictwa 11 listopada. Choć ten dzień ten zniknął z kalendarza świąt narodowych. Zastąpiła go inna data – 22 lipca.

III. Światło z Jasnej Góry

Nie zgasły przecież światła wolności. Janczarzy komunistycznej ideologii, słudzy państwa, które stało się własnością marksistowskiej partii, przegrali.

Nie udało się zgasić światła, co biło z Jasnej Góry, od domu Matki, "która nas zna". Na progu dziejowego starcia królestwa Chrystusa z mocami ciemności i szatana, Prymas August Kardynał Hlond, poświecił polski naród Niepokalanemu Sercu Maryi.

Pielgrzymował do jej jasnogórskiego tronu Naród. Umacniał tam moce ducha. Składał Jasnogórskie Śluby Narodu, których tekst zredagował uwięziony wtedy Prymas Tysiąclecia. W odrodzeniu moralnym, w duchowym wzrastaniu, w cementowaniu wspólnoty wiary wyzbytej lęku, idącej ufnie Bożymi drogami, widział drogę prowadzącą ku zwycięstwu.

"Niech będzie z nami Pan, nasz Bóg jak był z naszymi przodkami" (1 Krl 8,57).

To była droga Prymasa Tysiąclecia – wierności, nadziei, życia.

Wpisane w nią było także dziedzictwo 11 listopada – nieujarzmiony duch wolności. Bowiem "ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5,1).

W dniu Święta Niepodległości do apelu pamięci wzywamy tych, którzy nie zeszli z drogi 11 listopada. "Żołnierzy wyklętych" antykomunistycznego podziemia. Więźniów "dla miłości ojczyzny" – jakże wielu ich było. Tych, co w powojennych latach upominali się o chleb i ludzką godność. Także tu, na Wybrzeżu, w tragicznym grudniu 1970 rok. Uczestniczą a tej Mszy świętej weterani tych polskich dróg ku Niepodległej. Są stoczniowcy i portowcy z 1970 roku.

Żołnierze i słudzy ojczyzny. Przyjmijcie, Czcigodni Bracia i Siostry, słowa szacunku i wdzięczności. Dobrze zasłużyliście się ojczyźnie.

Ale czy ojczyzna o was pamięta?

Umiłowani!

Z dziedzictwa 11 listopada czerpał wicher wolności, wicher Solidarności, którego tchnienia doświadczyło wielu z was. Solidarność nie jest – jak wielu by tego chciało – zapisana do końca karta polskiej historii. To zadanie, które wciąż trzeba podejmować. Także dlatego – mówił o tym Jan Paweł II na Skwerze Kościuszki w Gdyni w 1987 roku – "ponieważ należy ona do stałego przesłania społecznej nauki Kościoła". Dziedzictwo Solidarności, tej która rodziła się tu, na naszej gdańskiej ziemi, w sierpniu 1981 roku, to wciąż podejmowana walka " o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Wtedy bowiem to życie ludzkie na ziemi staje się "bardziej ludzkie", kiedy rządzi się prawdą, wolnością, sprawiedliwością i miłością (Jan Paweł II, Gdynia 1987).

IV. Cena miłości Ojczyzny

Umiłowani!

W źródle Bożej miłości trwają imiona tych naszych Braci i Sióstr, co szli przez swe życie drogami miłości, wierności, służby ojczyźnie – drogami 11 listopada.

Jak co roku przywołujemy nazwiska tych, którzy stanęli u początku tej drogi. Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Witos, Haller, Korfanty… Żołnierze, mężowie stanu. Ci, co budowali zręby polskiej państwowości. To dzięki nim ziścił sie sen polskich pokoleń o wolności. Jak co roku, w duchowy sposób nachylamy się nad żołnierskimi mogiłami. Tyle ich. W ojczyźnie, w różnych miejscach Europy i świata.

Wśród tych obywateli ojczyzny, wiernych dziedzictwu 11 listopada, są także ci, których imiona utrwalił pomnik, który stanął w kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej Mariackiej świątyni. Ofiary tragedii smoleńskiej. Uczestnicy narodowej pielgrzymki podjętej pod przewodnictwem Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego do katyńskich mogił. Do tamtego miejsca, które wciąż stanowi niezakrzepłą ranę polskiego narodu. Przypomina o kainowej zbrodni. O cenie, jaką przyszło zapłacić naszym braciom, tylko za to, że byli synami polskiej ojczyzny. Wkrótce powstanie Muzeum II wojny światowej.

Umiłowani!

Z wędrówki drogami dziedzictwa 11 listopada powracamy w nasz czas, pod polskie jesienne niebo Anno Domini 2011 roku. Synowie i córki polskiego narodu, dzieci polskiej ojczyzny. Błogosławiony Jan Paweł II przypomina nam, że Naród i Ojczyzna wciąż "pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia" ("Pamięć i tożsamość).

Trzeba to przypominać, trzeba o tym mówić.

Biegnie przez Europę zabójczy i wrogi nurt permisywizmu, obojętności na wartości o wymiarze duchowym, które niegdyś cementowały ludzkie wspólnoty. Słychać dziś często głosy, że naród i ojczyzna to pojęcia już anachroniczne. Zawadzające na drodze przemian. Nie przystające do norm współczesnego świata; bez granic i bez własności. Podobnego w formach cywilizacji, w obrazie kultury, w ideologii wyzbytej trwałych wartości…

Takie poglądy zaczynają mieć prawo obywatelstwa w polskim domu. Jakże często polskość jest dziś wyszydzana i krytykowana. Z jaka łatwością i niesprawiedliwością stawiana pod pręgierzem. Rzekomo ksenofobiczna, rzekomo nacjonalistyczna, rzekomo zaściankowa. Przynosi wstyd w salonach Europy.

A przecież, gdyby tej rzeczywistości narodu i ojczyzny zabrakło, w jaki sposób zostanie utrwalona tożsamość kulturalna i historyczna społeczeństw? W jaki sposób przetrwa historyczna pamięć, bez której narody trącą życie? Przestrzegał Prymas Tysiąclecia: "Naród, który odcina się od historii, który się jej wstydzi, który wychowuje młode pokolenia bez powiązań historycznych – to naród renegatów (Warszawa, 1972).

Jesteśmy tymi, którzy dobrze wiedzą, że Naród i Ojczyzna "pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia". Że winniśmy szacunek przeszłości historycznej. Szacunek i wiedza o niej osadza nas w rzeczywistości narodu i ojczyzny. Pomaga dokonywać dobrych wyborów. Formuje w nas poczucie i dumę z tego, że jesteśmy Polakami.

Rozumiecie to dobrze wy, gdańscy robinsonowie lub ich potomkowie – przybysze z różnych stron ojczyzny. Często z tych utraconych, oddzielonych nowymi granicami. Na ścianach świątyń gdańskich utrwalonych zostało wiele imiona ludzi i pamięć miejsc, z których przybyliście na Wybrzeże. Z jakże wielu nurtów ukształtowało się duchowe oblicze powojennego Gdańska – rozpoznawalne, swoiste, otwarte na różne wątki przeszłości, tradycje. To w nim odczytać można ten najgłębszy rytm ojczyzny: wiary, prawdy, duchowego piękna. Niech trwa!

Niegdyś Prymas Tysiąclecia, podkreślał, że z szacunkiem dla przeszłości, "musi łączyć się wiązanie całego narodu przez miłość". Szczególnie aktualne, kiedy pęka tak wiele społecznych więzi, kiedy w miejsce altruizmu, coraz mocniej wpycha sie pozbawiony moralnej sankcji egoizm. I przed lata, i dziś, i jutro. Kościół będzie nieustannie przypominał, że największym i pierwszym przykazaniem dla każdej wspólnoty narodowej i politycznej jest prawo: "Będziesz miłował Pana Boga twego. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego".

V. W tym znaku jest Polska

Umiłowani!

Tegoroczne Święto Niepodległości przypadło na szczególny czas. Niedawno miały miejsce wybory sejmowe. Obywatele ojczyzny poszli wybierać tych, którzy mają prawa stanowić, wyrażać jej potrzeby aspiracje. Być reprezentantami wspólnoty ojczyzny. W dniach poprzedzających wybory parlamentarne z wielu środowisk, także od ludzi Kościoła, słychać było wołanie: obudź się Polsko! Weź udział w wyborczym akcie! Stań się – przez uczestnictwo w wyborach – odpowiedzialna za bieg spraw publicznych.. Znamy społeczną odpowiedz. Znamy frekwencję wyborczą, zawstydzającą. Dlatego wołanie: obudź się Polsko! nie powinno ustać.

Dziś ulice naszych miast zostały przybrane flagami. Uczestniczymy w różnych formach celebracji narodowego święta.

Msze święte, parady, apele pamięci, wystawy, akademie… Odsłaniają twarz ojczyzny. Pokazują jej drogę. Rozświetlają to, co ważne i wielkie w jej historii.

A przecież dzisiejszy dzień, jego piękno, duchową siłę, przytłumia cień, mąci niezrozumiały hałas.

Znowu krzyż Chrystusowy staje się znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. Tu na polskiej ziemi. Więcej: w polskim parlamencie.

Krzyż – znak Chrystusowej męki.

Krzyż – znak największej miłości. To przecież na nim Syn Boży "Umiłowawszy swoich… do końca ich umiłował" (J 13,10). Swoją najświętszą męka na drzewie krzyża wysłużył nam usprawiedliwienie" (Sobór Trydencki).

Krzyż – znak ojczyzny. Znak Polski. Związany z jej dziejową droga, drogą ludzi, narodu, państwa. Od początku. Jak ten drewniany krzyż odkryty przez archeologów w warstwach najstarszego Gdańska, który był świadkiem pierwszego ewangelicznego siewu św. Wojciecha.

Jak tan krzyż na Giewoncie, którego ramiona – zda się – ogarniają Polskę całą.

"Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym". Nie umilkło wołanie i zadanie, jakie Polakom naszego wieku postawił – patrząc 6 czerwca 1997 roku właśnie na krzyż na Giewoncie – błogosławiony Jan Paweł II. Staniemy w jego obronie! My wszyscy, którzy zawierzyliśmy krzyżowi – nadziei jedynej.

Wszyscy, dla których ten krzyż jest znakiem wiary i znakiem chrześcijańskiej ojczyzny, która wie, skąd przychodzi, jakie wiano niesie. Dość tej walki z krzyżem, dość negowania wartości chrześcijańskich, dzielenia obywateli na awangardę i tych, co stoją przy Kościele i przy tym, co Polskę stanowi. Niech zwycięża rozum, miłość, dobro, duch służby narodowej.

Jakże wspaniale potrafili te prawdę o związku dziejowej drogi chrześcijaństwa z narodem wyrazić nasi węgierscy pobratymcy. Wobec laicyzującej się Europy, tracącej ducha, sprzeniewierzającej się, jakże często chrześcijańskiemu dziedzictwu swej przeszłości wyznają z godnością w preambule do swej Konstytucji: "Jesteśmy dumni, że nasz pierwszy król, święty Stefan, przed tysiącem lat osadził węgierskie państwo na trwałych fundamentach, a naszą ojczyznę uczynił częścią chrześcijańskiej Europy". W preambule Konstytucji narodu Konstytucji narodu, którego doświadczenia i droga – w minionym półwieczu – były podobne do naszych doświadczeń, do naszej drogi…

Przed laty zabrakło tego ducha, prawdy i sprawiedliwości wobec naszych dziejów, wobec odwiecznych związków polskiego losu z Chrystusem, kiedy powstawała Konstytucja III Rzeczypospolitej,

Pamiętamy jak wielki opór wywoływało Imię Boże w jej preambule.

Dziś w dniu Święta Niepodległości wyznajemy naszą wiarę w Chrystusa Obecnego. Wyznajemy nasza miłość do Chrystusowego krzyża. Jesteśmy świadomi jego fundamentalnych związków z drogami naszej ojczyzny: drogami ludzi, drogami polskiej wolności. "Bo wolność krzyżami się mierzy, historia ten jeden ma błąd" – to słowa Czerwonych maków spod Monte Cassino.

Umiłowani!

"Chrześcijaństwo czuje się poddane nietolerancyjnej presji, która najpierw je ośmiesza (…) a następnie w ramach pozornej rozumności chce ograniczyć przestrzeń jego życia i działania" – to słowa Benedykta XVI.

Polsce dzisiejszego czasu nie jest potrzebna sekularyzacja, agresywny, nie przebierający w środkach antyklerykalizm, postulaty i projekty, aby zlikwidować to, co było przejawem normalności, na przykład naukę religii w szkołach, stopnie z religii na świadectwie.

Polsce nie jest potrzebne burzenie ładu społecznego, atakowanie wartości religijnych, znerwicowanie tkanki społecznej, usprawiedliwianie bluźnierstw z tego, co dla nas chrześcijan jest święte. "Nie dawajcie miejsca diabłu! (Ef 4,27) – aktualna dziś jest ta przestroga św. Pawła Apostoła. Polsce potrzeb pokoju serca, sumienia, pomocy rodzinom wielodzietnym, chleba… rozwiązania wielu naglących problemów codziennego życia…

Przed Polską wciąż stoją do rozwiązania wielkie problemy społeczne: służba zdrowia, system emerytalny, opieka społeczna, polityka rodzinna, szkolnictwo. Nie można ich ukrywać, nie można ich odkładać, w swoisty sposób zagłaskiwać i zakłamywać. Poznaliśmy już przed laty opłakane skutki propagandy sukcesu…

Polsce potrzebna jest prawda w życiu publicznym. A nie gra pozorów propagandowych gestów. Szczególnie teraz, w dobie nadciągającego kryzysu światowego. "Bytu Polski ryzykować, jej przyszłości przegrywać nie wolno, ani jednostkom, ani organizacji jakiejkolwiek, ani nawet całemu pokoleniu. Bo Polska nie jest własnością tego czy innego obozu, ani nawet jednego pokolenia" – powtarzam przestrogę jednego z twórców Niepodległości, Romana Dmowskiego.

Kościół jest przyjacielem ojczyzny. Jest zatroskany o jej dobro, rozwój, ten duchowy i materialny…

Marginalizacja Kościoła w wymiarze publicznego życia. Odmawianie mu należnego szacunku – to droga donikąd. Na szacunek zasłużył Bożym źródłem swego pochodzenia, a także wiernością ojczyźnie, pracą na rzecz ładu moralnego, służbą wartościom, także przerwanym życiem tylu kapłanów, ofiar komunistycznego systemu…

Niespełna miesiąc temu około 700 kapłanów byłych żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, otoczyło grób swego dawnego kolegi żołnierskiej służby, błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę na polskiej ziemi. Byłem jednym z nich. Jednym spośród około 3 tysięcy kleryków, których wbrew Porozumieniu miedzy komunistycznym rządem a Episkopatem, wcielono do służby wojskowej. Nie po to, aby szkolić w żołnierskim rzemiośle, ale po to, aby złamać nasze powołanie.

To jeden tylko z przykładów kapłańskiego losu w tamtych czasach. Tam przy grobie kapłana – męczennika, błogosławionego Księdza Jerzego, mogliśmy wyznać, że dochowaliśmy wierności naszemu powołaniu, Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Nie przełożyliśmy zwrotnicy poglądów i opcji na kolejnym zakręcie polskich dziejów. Mamy prawo iść drogami ojczyzny z podniesionym czołem.

Umiłowani!

Przechodzą godziny tego szczególnego dnia – Święta Niepodległości. Dnia modlitwy, refleksji na drogami ojczyzny, pytań, także tych, zaprawionych goryczą, ale przecież potrzebnych – dyktowanych sercem. To także dzień nadziei. Tej wybiegającej w przyszłość. Nadziei i ufności pokładanej w Bożej Opatrzności, w Matce Pana, która towarzyszy dziejom narodu – Panny Wiernej, i Zwierciadła Sprawiedliwości.

Powierzamy los ojczyzny w Jej macierzyńskie dłonie. Niech nas prowadzi do Syna, drogami Ojczyzny. Ich kierunek wytycza Jego Krzyż – znak nadziei, która zawieść nie może.

Niech na tej drodze naszej gdańskiej diecezjalnej wspólnoty, naszą nadzieję umacnia wstawiennicza modlitwa błogosławionych męczenników za świętą sprawę wiary i Ojczyzny: księży Bronisława Komorowskiego, Mariana Góreckiego, Franciszka Rogaczewskego, duszpasterzy gdańskiej Polonii, błogosławionej siostry Alicji Kotowskiej, zmartwychwstanki z Wejherowa, ks. kmdr ppor. Władysława Miegonia – kapłana, kapelana marynarzy.

"Przed twe ołtarze zanosim błaganie. Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie, Ojczyznę naszą pobłogosław Panie" Ojczyznę Polskę – dom wzniesiony na skale!

Amen.

Arcybiskup Sławoj Leszk Głódz
Metropolita Gdański

Za: RadioMaryja.pl

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek