Krzysztof Kraśnicki: Pierwsza kobieta, która pokonała La Manche


Gertrude-Ederle-photo-web-msu-eduFale stają się niebezpiecznie wielkie. Bardzo silny przeciwny prąd spycha płynącą dziewczynę na pełne morze. Brzeg zamiast się przybliżać, oddala się. Woda zmyła już resztki pokrywającego ciało tłuszczu. Zaczyna marznąć. Z towarzyszącego jej niewielkiego holownika dobiegają okrzyki ojca i trenera. Mocno zdenerwowani stanowczo domagają się przerwania próby. Dziewczyna nie słyszy, ale domyśla się treści krzyczanych słów. Zaciska zęby, odmawia. Zamyka oczy, stara się nie patrzeć w kierunku brzegu. Wreszcie nogi trafiają na grunt. Z plaży dobiegają okrzyki radości. Minęło 14. godzin i trzydzieści minut jak zanurzyła się w morskiej toni. Cel został osiągnięty!

Od czasu do czasu daję wytchnąć polskim herosom bieżni, ringu, planszy czy kortów. Sięgam do wydarzeń historycznych, które zwróciły uwagę całego, nie tylko sportowego, świata. Wyciągam z zapomnienia heroiczne, przełamujące stereotypy, postaci. Sięgające, wydawałoby się, niedostępnych celów. Ogromną odwagą i determinacją pokonujące piętrzące się przeszkody. I taką postacią była Amerykanka Gertruda Ederle.

Gertruda przyszła na świat 23. października 1905 roku w New Jersey, na przedmieściach Nowego Jorku, jako córka rzeźnika. Ojciec zachęcał ją do uprawiania sportu. Pływać nauczyła się mając dziewięć lat. W wieku trzynastu lat została przyjęta do WSA (Woman’s Swimming Assiciation), a jako piętnastolatka zwyciężała z najlepszymi zawodniczkami amerykańskimi. Mając lat dziewiętnaście wystąpiła na igrzyskach olimpijskich w Paryżu (1924 r.), gdzie zdobyła złoty medal w sztafecie 4 x 400 m i dwa medale brązowe – w wyścigach indywidualnych. Była tym osiągnięciem… mocno zawiedziona, liczyła bowiem na złoto we wszystkich trzech konkurencjach.

Szukała kolejnych wyzwań. Wreszcie postanowiła dokonać czegoś, czego nie osiągnęła żadna kobieta na świecie; przepłynąć kanał La Manche! Takiego wyczynu dokonało zaledwie pięciu mężczyzn, żadna kobieta nie odważyła się zaryzykować tak niesamowitego przedsięwzięcia. Nie dawano wiary, iż Gertruda jest w stanie tego dokonać. Kiedy więc w 1925 roku podjęła próbę zakończoną niepowodzeniem, została siłą wyciągnięta z wody przez trenera, wbrew jej woli, sceptyczni eksperci triumfowali.

Ale Ederle nie odpuszcza. W rok później ponawia próbę. Rankiem 6. sierpnia 1926 roku o godzinie 7.06, zanurza się w morzu, w Cap-Gris-Nez we Francji. Pokryta mającą chronić przed zimnem wielką ilością tłuszczu, oliwy i wazeliny. Towarzyszy jej mały holownik; zabrał się na niego ojciec Gertrudy, siostra Małgorzata oraz doświadczony trener Burgess, który wcześniej sam przepłynął La Manche. Nie wyrażają zgody na uczestnictwo dziennikarzy; starają się zapewnić dziewczynie jak najwięcej spokoju. Bardzo niezadowoleni przedstawiciele mediów zajmują miejsca na pośpiesznie wynajętym statku.

O godz. 9. Ederle jest już całe trzy mile od brzegu. Statek reporterów dopływa do zawodniczki, dziennikarze próbują z nią rozmawiać, robią pierwsze fotografie, które motorówka natychmiast dostarcza do Londynu. Morze, początkowo przychylne, nagle staje się niespokojne. Ale Gertruda nie przejmuje się niespodziewaną zmianą warunków. Płynie miarowo, jednostajnie, uśmiecha się do podpływających ze statku motorówkami fotoreporterów i operatorów kamer filmowych. Dziennikarze zaczynają się zakładać, na której mili panna Ederle skapituluje – niewielu wierzy że uda jej się pokonać La Manche. Zbliża się południe. Pływaczka pije trochę pożywnego bulionu, zjada niewielki kawałek kurczaka. Holownik opuszcza Małgorzata, podpływa do siostry, próbuje dodać jej otuchy. Ale już po chwili wraca na pokład. Nie daje rady, woda jest zbyt zimna.

Mijają kolejne trzy godziny, morze robi się coraz bardziej wzburzone, na statku kilku dziennikarzy zapada na chorobę morską. Ojciec dziewczyny dodaje jej sił odczytując krzepiący telegram matki. W rzeczywistości napisany przez niego samego.

W odległości 6. mil od celu zaczynają się przeciwne prądy, fale są coraz wyższe Na powierzchni wody pływają dające się mocno we znaki wodorosty. Na domiar złego zaczyna padać rzęsisty deszcz. Gertrudzie robi się niedobrze. To skutek wypitej morskiej wody. Wymiotuje. Dla złagodzenia otrzymuje kawałek cukru.

W towarzyszącym pływaczce holowniku zainstalowano gramofon, który teraz odtwarza, dodające energii, żwawe melodie. Dziewczyna próbuje się uśmiechać, choć nie jest jej do śmiechu; morskie fale stają się groźne. Trener Burgess wychyla się z pokładu i nakazuje Gertrudzie zrezygnować, sytuacja staje się bardzo niebezpieczna. Zawodniczka równie zdecydowanie – odmawia.

Jakby mało było przeciwności natury, mściwi reporterzy próbują przeszkodzić ustanowieniu rekordu, podpływają tak blisko, że Gertruda omal nie dotyka burty statku. Co w efekcie może skończyć się dyskwalifikacją i fiaskiem przedsięwzięcia.

O siódmej, po dwunastu godzinach spędzonych w wodzie, pływaczka mija latarnię morską w Goodwin. Do brzegu pozostały jeszcze tylko dwie mile. Tylko? Brzeg zamiast się przybliżać, oddala się. Woda zmyła już resztki pokrywającego ciało tłuszczu. Zaczyna marznąć. Z holownika dobiegają okrzyki ojca i trenera. Mocno zdenerwowani stanowczo domagają się przerwania próby.

Dziewczyna nie słyszy, ale domyśla się treści wykrzykiwanych słów. Zaciska zęby, odmawia. Zamyka oczy, stara się nie patrzeć w kierunku brzegu. Wreszcie nogi trafiają na grunt. Z nabrzeża angielskiego miasta Dover dobiegają okrzyki radości. Minęło 14. godzin i trzydzieści dziewięć minut jak zanurzyła się w morskiej toni. Cel został osiągnięty! Gertruda Ederle jako pierwsza kobieta pokonuje La Manche – blisko 56 kilometrów. W dodatku bije dotychczasowy rekord, który wynosił 16 godzin i 33 minuty. Ustanowiony przez mężczyznę!

Pierwszą osobą, która wita na brzegu rekordzistkę jest brytyjski oficer imigracyjny. Gratuluje sukcesu i… prosi o paszport.

Pod koniec sierpnia Gertruda Ederle przybywa do Nowego Jorku. Wita ją rozentuzjazmowany, dwumilionowy tłum wielbicieli. To najwspanialsze przyjęcie, jakie miało miejsce w Ameryce. W miejskim ratuszu spotyka się z burmistrzem Jimmy Walkerem, jest zaproszona przez prezydenta Coolidge. Prasa całego świata zabiega o wywiady, w niemal każdej gazecie widnieją fotografie niepozornej dziewczyny o skromnym, dobrodusznym uśmiechu.

Gertruda zaczęła występować w renomowanych kabaretach, pływała w ustawionym na scenie basenie, zagrała w filmie. Ale sława trwała krótko, a przyrzeczone przez koncern prasowy miliony nie pojawiły się w ogóle. Jedyne pieniądze, jakie dzięki swojemu osiągnięciu zarobiła, to było – po opłaceniu podatków, menedżerów i innych kosztów – 50 tysięcy dolarów.

– Sława jest doprawdy dziwną sprawą. Kiedy byłam dzieckiem marzyłam o niej. I stałam się sławna. Ale mówiąc między nami, było to wyczerpujące. Czasem jestem zadowolona, że już nie jestem sławna. Poza tym trwało to zaledwie jeden rok. Może nie zdążyłam przywyknąć – powiedziała po latach Gertruda.

– Pewnego dnia policjant zatrzymał mnie za zbyt szybką jazdę samochodem. Sędzia, który prowadził sprawę nie skazał mnie, gdyż uznał, że za bardzo mnie podziwia, uważa za najwspanialszą kobietę świata. Ta krótka scena w sądzie jest moim najpiękniejszym wspomnieniem z dni sławy – wspominała pływaczka.

Rzeczywiście, o Ederle było głośno przez niespełna rok. W dziewięć miesięcy później, w maju 1927 r. Charles Lindbergh jako pierwszy przeleciał samolotem Atlantyk, między Nowym Jorkiem, a Paryżem i to osiągnięcie wyparło z pamięci niedawny olbrzymi wyczyn amerykańskiej pływaczki.

W 1928 roku zaczęło się pasmo nieszczęść Gertrudy. Najpierw po doznanym załamaniu nerwowym niemal zupełnie ogłuchła (kłopoty ze słuchem, spowodowane chorobą na odrę, miała już od dziecka), pojawił się również problem ze wzrokiem. W 1933 roku spadła ze schodów; w wyniku upadku uszkodziła kręgosłup i przez wiele miesięcy leżała w gipsie. Nigdy nie odzyskała całkowitego zdrowia, straciła więc to, co było jej pasją: możliwość uprawiania sportu. Następnie została okradziona niemal ze wszystkich sportowych nagród. Ale tak, jak podczas pokonywania przeciwności na morzu, wzięła się w karby. Odzyskała duchową równowagę, zajęła się szyciem, przyjmowała duże zlecenia z całego Nowego Jorku. I nie zrezygnowała całkowicie ze swojej sportowej pasji; wiele lat życia poświęciła na nauczaniu pływania dzieci z wadami słuchu. Dożyła sędziwego wieku, zmarła w 2003 roku mając 98 lat.

Jednym z niewielu ocalałych z kradzieży sportowych trofeów był okazały puchar z wyrytym napisem:

„Gertrudzie Ederle, pierwszej kobiecie, która przepłynęła kanał La Manche, uznanej przez cały świat za najwybitniejszą osobistość naszej epoki”.

Krzysztof Kraśnicki

Zrodlo: Dobry Znak, Wydanie 20 (78) / 2011

Read in English: A Look at Gertrude Ederle

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek