Dr Jerzy Jaśkowski: Na marginesie pisania książek czyli czego się nauczyłem albo skąd mamy wiedzę brać.


targi-ksiazki-fot-histmag.orgNa rynku wydawniczym znajduje się bardzo dużo różnych publikacji, cieńszych i grubszych, dotyczących historii. Przeciętny Czytelnik, zagoniony walką o utrzymanie, nie ma czasu ani ochoty na analizowanie przeczytanych pozycji . Biorąc pod uwagę, że szczególnie w okresie ostatnich 30 lat aż 80% społeczeństwa posiada tylko wykształcenie zawodowe, problem właściwej oceny przeczytanego materiału staje się jeszcze większy i pilniejszy.

Powstaje rozdwojenie jaźni pomiędzy tym co się czyta w książkach, różnych publikacjach i tym czego się dowiadujemy od bezpośrednich świadków wydarzeń.

Dlaczego taka sytuacja ma miejsce? Otóż trzeba sięgnąć do początków powstania Polski . Zacznijmy tylko od 1944 roku, czyli usytuowania w Polsce sowieckiej agentury zwanej Komitetem Lubelskim. Jak sama nazwa wskazuje [„Komitet”], powstał on w Moskwie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_Komitet_Wyzwolenia_Narodowego

Moskwa doskonale wiedziała, jaką rolę spełnia propaganda i ludzie kultury. Dlatego na stanowiskach w rozmaitych departamentach zajmujących się kulturą i sztuką powstawiała swoich agentów. W pierwszym okresie był nim niejaki Borejsza brat osławionego Różańskiego, szefa X Departamentu UB czyli NKWD.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Borejsza

Już to świadczy jak wielką wagę przywiązywano do myśli. Prawdopodobnie wtedy także powstało pojęcie – poprawności politycznej. Każdy historyk zajmujący się jakimkolwiek problemem musiał pisać poprawnie politycznie i obowiązkowo umieszczać „myśli”, w zależności od okresu, albo Lenina albo Stalina jako wybitnego naukowca.

Wiadomo, że ministerstwo istniało w dwu celach:

1. po pierwsze przyznawało papier tylko piszącym poprawnie politycznie, czyli tak jak właśnie chciało ministerstwo. Przykładami są tutaj Henryk Jabłoński [piszący o Stalinie: „ A nasz ojczulek Stalin ma usta słodsze od malin” w podręcznikach dla dzieci, za co awansował na profesora i przewodniczącego rady Państwa], czy późniejsza noblistka Szymborska;

2. nagrody i awanse społeczne były tylko dla swoich.

Ten system wcale się nie zmienił po 1990 roku. Nie po to gensek W. Jaruzelski pseudonim WOLSKI nadał już w pierwszym roku stanu wojennego 1320 nominacji profesorskich, aby nie trzymać tego “inteligenckiego ………. [wstawić właściwe pojęcie]“ za przysłowiowy pysk. W ten sposób stworzył na uczelniach system promowania miernych, biernych, ale wiernych socjalizmowi. Wszelkie recenzje nawet w okresie już niedziałania oficjalnej cenzury wykonywali ci sami eksperci –profesorowie – mianowani przez juntę. Jak niektórzy obecnie się tłumaczą, oni nie byli agentami oni byli konsultantami, czyli wykonywali robotę na z góry ustawioną tezę. To jest znacznie gorsze niżeli zwykłe szpiclowanie.
http://www.wprost.pl/ar/?O=77492&C=71
http://www.kafelkowanie.olsztyn.pl/Wojciech_Jaruzelski.html
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt10235.html

Innymi słowy wydawane były tylko pozycje “właściwych” historyków w rodzaju Wojciecha Roszkowskiego. Pan ten w wydanej 3 tomowej Historii Polski od 1918-1990 nawet nie wspomniał o rządzącej Polską od 1943 roku Informacją Wojskową córką GRU. To najlepiej świadczy o jakości tej publikacji. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_Roszkowski

Lub Friszke zawodowy telewizyjny komentator historii, uważający, że mordowanie cywilów w tzw. „Mordach Katyńskich“ to nie ludobójstwo.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Friszke
http://www.rp.pl/artykul/448652.html
http://lubczasopismo.salon24.pl/zagadkipolityczne/post/360998,polerowanie-historii-albo-czy-prof-friszke-morduje-swiadkow

Innymi słowy, sytuacja w Polsce od 21 lat jest następująca. Właściwe dzieła w rodzaju wspomnień Wojciecha Jaruzelskiego, CzeKiszczaka są wydawane w nakładach kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy i są znacząco dofinansowywane z różnych źródeł, czyli są tanie dla kupującego, a wspomnienia biednej Sybiraczki wydawane są jej własnym sumptem, w nakładzie 100 – 200 egzemplarzy, ponieważ Sybiraczka z renty nie jest w stanie wydać nic więcej. Tak więc te wspomnienia są jednostkowo dla kupującego bardzo drogie.

Za 20-40 lat żadnych wspomnień na półkach bibliotek, już nie będzie, postarają się o to fachowcy z firmy CzeKiszczaka, zostaną natomiast jego “dzieła”. I w oparciu o te dzieła nasze wnuki będą omawiały na lekcjach historię.

Innym problemem jest system punktacji naukowców. Stworzono typowo administracyjny system wartościowania ludzi nauki polegający na liczbie cytowań danej pracy. Oczywiście, że “koledzy” z firmy gen. CzeKiszczaka w “teamie popierajmy się” cytowani są dużo częściej aniżeli autorzy opierający się na pamiętnikach Sybiraczki.

Mają więc więcej punktów i dostają większe granty, ponieważ granty przyznaje urzędnik wg bliżej niesprecyzowanego kodu [dawniej to się nazywało czerwonym telefonem]. Wiadomo, że urzędnik najczęściej nie ma zielonego pojęcia o temacie. Tak naprawdę to zupełnie go nie interesuje temat książki czy publikacji, czeka na premię lub wziątkę. Ale jest panem rozdzielnictwa społecznych pieniędzy.

Skutkiem takiego schematu działania systemu jest finansowanie swoich i niszczenie przeciwników. Wyraźnie to wystąpiło po publikacji przez Pawła Zyzaka książki na temat Bolka-Wałęsy, agenta – prowokatora firmy gen. CzeKiszczaka. Jeszcze przed ukazaniem się publikacji człowieka zwolniono z pracy i rozpoczęto nagonkę medialną. A przecież nie napisał nic nieprawdziwego.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Paweł_Zyzak
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/zyzak-dla-onetpl-nie-moglem-pominac-watku-nieslubn,1,3502478,wiadomosc.html
http://niepoprawni.pl/blog/425/pawel-zyzak-i-jego-biografia-lecha-walesy

Jakie ma szanse na wydanie wartościowej pozycji przeciętny obywatel? Żadne!

Po pierwsze; musi sam wszystko zrobić od zdobycia papieru, zebrania materiału, do wydruków itd.
Po drugie musi wyłożyć własne pieniądze i opłacić zarówno skład redakcyjny jak i druk.
Jeżeli już to przejdzie i znajdzie jakieś środki to wyda publikację w nakładzie kilkuset egzemplarzy. Jest to ilość zupełnie marginalna i nie mająca ŻADNEGO wpływu na zmianę świadomości społeczeństwa. vide pozycja “Sprawa FOZZ
http://darski.niezalezna.pl/node/3208
http://jerzyprzystawa.salon24.pl/8099,fozz-dobra-ciocia-polskich-afer
http://blogmedia24.pl/node/50232
http://www.komk.ovh.org/obywatel_13.html
http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/zginal,_bo_naglosnil_sprawe_okradania_narodu_14375
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2471&Itemid=55
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=51
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1176&Itemid=55

Jeżeli już odbierze książki z drukarni, to nie ma ŻADNEGO wpływu na kolportowanie i sprzedaż tej publikacji, co najwyżej może ją rozprowadzać wśród znajomych, ponieważ musi ciężko pracować, aby pospłacać długi zaciągnięte na drukowanie książki.

W ten sposób powstaje błędne koło uniemożliwiające stworzenie niezależnego od polityków poprawnych politycznie, obiegu czytelnictwa.

Czyli każda książka wydana w dużym nakładzie i tania ma za zadanie indoktrynację polityczną, ponieważ ktoś musiał zlecić napisanie takiej pracy i ją opłacić [ vide “pamiętniki Wałęsy” etc] . Warto więc przed zakupem w księgarni poznać wydawnictwo i nakład książki.

Dr Jerzy Jaśkowski
23 listopada 2011

Wybor zdjecia wg

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek