Julia M. Jaskólska & Piotr Jakucki: Wielki Brat Donald


putin-i-tusk-rozmowa-w-cztery-oczy„Chyba wszyscy zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, że to co się kojarzy z PiS, to przede wszystkich podsłuchy i manie prześladowcze, które każą bać się dziennikarzy” – mówił 8 października 2010 r. premier Donald Tusk. Kolejny z wielu ataków na opozycję, która zdaniem szefa rządu powinna „wyginąć jak dinozaury”.

Ataki na PiS to stary sposób Platformy Obywatelskiej dla odwrócenia uwagi od kryzysu i dyletanctwa starego-nowego rządu. W Sejmie poprzedniej kadencji Platforma wespół z postkomunistami, uczyniła byłą posłankę SLD Barbarę Blidę, zamieszaną w aferę węglową, męczenniczką rządów partii Jarosława Kaczyńskiego, zaś komisja śledcza niższej Izby parlamentu, w której większość posiadały SLD, PSL i PO, zdecydowała o postawieniu byłego premiera i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę przed Trybunałem Stanu. A że zarzuty wobec Blidy były dość ciężkiego kalibru? Tym gorzej dla nich. Liczy się tylko to, że wyciągnęła pistolet i strzeliła do siebie podczas wizyty funkcjonariuszy „kaczystowskiej” ABW w jej domu.

Atmosfera szczucia PiS-em budowana była od dawna, jeszcze przed tragedią smoleńską, w której zginęła cała odradzająca się, po wymordowaniu w czasie II wojny światowej przez Niemców i Sowietów i powojenny reżim komunistyczny nad Wisłą, elita niepodległej Rzeczypospolitej.

Adam Michnik, tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. w tekście „Modlitwa o deszcz” snuł w „Gazecie Wyborczej” przerażającą wizję. „Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją. (…) Rządząca koalicja poszła zresztą znacznie dalej — opanowanie instytucji publicznych (np. Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Narodowego Banku Polskiego, MSZ, Najwyższej Izby Kontroli, wielu spółek skarbu państwa) posunęła do patologicznej perfekcji. Prokuratura, służby specjalne i Instytut Pamięci Narodowej — dysponent akt komunistycznego aparatu bezpieczeństwa — zostały opanowane w całości. Stały się dyspozycyjne wobec rządu. Stały się instrumentem budowania państwa podejrzliwości i strachu. Dziś w Polsce, gdy ktokolwiek słyszy dzwonek do drzwi o szóstej rano, to — inaczej niż w sławnej deklaracji Churchilla — nie ma żadnej pewności, że jest to mleczarz.”

Po 2007 r. gdy Polska jest faktycznym, a nie wyimaginowanym, państwem policyjnym, w którym ABW wchodzi o szóstej rano do Bogu ducha winnych ludzi, takich jak właściciel strony antykomor.pl w pełnym rynsztunku bojowym jak do jakiegoś mafiosa, Michnik milczy. Milczy, gdyż są to „mleczarze” z jego bajki. W Polsce Tuska duch Moczara uśmiecha się zza grobu. Gdyby nie ciągła walka rządu z prawami wolnościowymi, to pomysł rodem z Kielc z 2009 r., instalowania w windach specjalnego czujnika zatrzaskującego drzwi po wykryciu, że ktoś wewnątrz oddaje mocz, mógłby być uznany jedynie za ponury żart.

W rzeczywistości jest to jeden z przykładów na tworzenie przez Tuska z Polski domu Wielkiego Brata, likwidującego wolności obywatelskie. I, być może, ingerencja w nasze życie obejmie nawet przejazdy taksówkami. Tak jak w brytyjskim Oxfordzie, którego władze nakazały, aby wszystkie taksówki w mieście posiadały kamery oraz mikrofony, mające nagrywać wszystko, co będzie się działo podczas przewozów.

Uczniowie namierzani

Polska i Szwecja. Te dwa kraje różni nie tylko zasobność portfeli ich mieszkańców. W odróżnieniu od ekipy rządzącej w Warszawie, rząd szwedzki od 4 lat prowadzi wojnę z unijnymi planami dotyczącymi monitorowania i przechowywania wszystkich danych telekomunikacyjnych i internetowych.

Zgodnie z unijnymi dyrektywami, Szwecja powinna od 2007 r. monitorować i przechowywać wszystkie informacje pochodzące z rozmów telefonicznych i kontaktów internetowych, jednak w tym roku szwedzki parlament przedłużył zawieszenie wykonania tego obowiązku na kolejne 12 miesięcy. Koszt przechowywania takich informacji to dla wszystkich operatorów w sumie ok. 20 mln euro rocznie. Jak wyjaśnia szwedzka europosłanka Maria Ferm „wszystkie te informacje prawdopodobnie mogą być w jakimś przypadku nadużyte. To zagraża fundamentom wolnego społeczeństwa i systemu, który uważamy za demokratyczny”.

Długofalowym celem Tuska, który będzie kontynuowany w drugiej odsłonie jego rządów, jest zupełnie coś odwrotnego: nie tylko likwidacja potencjału gospodarczego Polski, ale także spacyfikowanie społeczeństwa i wyrzucenie demokracji na aut. Podąża więc drogą wytyczoną przez Putina i Łukaszenkę, i umacnia państwo służb, dając m.in. policji uprawnienia komunistycznego ZOMO. W lipcu br. ujawniona została informacja o opracowanej przez rząd nowelizacji ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej, w której dopuszczono możliwość rezygnacji przez funkcjonariusza ze strzału ostrzegawczego, także dopuszczono strzelanie do dzieci, kobiet w ciąży i osób niepełnosprawnych.

W zeszłym roku rząd zaproponował natomiast nowelizację ustawy o CBA, która pozwalałaby na gromadzenie informacji o chorobach, poglądach politycznych, przekonaniach religijnych i upodobaniach seksualnych obywateli.

Sejm zeszłej kadencji, zdominowany przez koalicję PO-PSL, zaproponował z kolei wprowadzenie do Systemu Informacji Oświatowej, obok danych m.in. o szkołach, także danych indywidulanych o uczniach, w tym tzw. danych wrażliwych, dotyczących np. opinii psychologa, informacji o stopniu niepełnosprawności. Ówczesny wicemarszałek Senatu, a od 18 listopada br. członek Trybunału Konstytucyjnego, Zbigniew Romaszewski, stwierdził, że jest to „wejście w świat Orwella, gdzie każdy już od 6 roku życia będzie obserwowany przez Wielkiego Brata".

Czym najłatwiej wytłumaczyć ludziom konieczność zaostrzenia przepisów, tak by białorusinizację uznali oni za ochronę praw obywatelskich? Instytucją starą jak świat – prowokacją. Czymże innym były zamieszki towarzyszące Marszowi Niepodległości, sprowokowane przez organizacje lewackie z Polski i Niemiec, podczas których policja jedynie markowała działanie? Prezydent i premier uzyskali pretekst nie tylko do zaostrzenia prawa o zgromadzeniach, ale także – jak to zrobił Tusk w Sejmie – do pokazania prawicy jako antypaństwowych awanturników oraz oskarżenia Jarosława Kaczyńskiego o podżeganie do kopania policjanta przez awanturników w biało-czerwonych szalikach. A że Tusk chce bronić ładu i porządku, no to postuluje m.in. wprowadzenie możliwości zakazu demonstracji, gdyby zagrażałby ona życiu i zdrowiu obywateli. Rzecz jasna, wytrych ten służyłby jedynie do uniemożliwiana manifestacji antyrządowych, np. demonstracji związkowych, czy comiesięcznego upamiętniania tragedii smoleńskiej. Szef rządu, reprezentant skrajnej lewicy i flirtujący z Palikotem, rozpoczynający walkę z Kościołem i chcący zmieniać konkordat, nie ma przecież na myśli własnego obozu: „europejskich” parad homoseksualistów i zaczadzonych lewackim postępem zwolenników równości płci.

Polska na podsłuchu

Wielki Brat z twarzą Donalda Tuska, nie tylko prowokuje ale i podsłuchuje, łamiąc przy tym prawo. I to na jaką skalę! Coraz częściej dla namierzenia przez służby polityków, dziennikarzy, i innych osób publicznych (nazywanych wrażliwymi figurantami, czyli osobami objętymi inwigilacją) stosowany jest podsłuch w samochodzie, lokalu. Wtedy nie ma problemu z legalizacją, czy pozostawianiem śladów u operatorów telekomunikacyjnych. Wykorzystywani są także prywatni detektywi, którzy często są agentami służb. Służby mają samochody, tzw. jaskółki, które podjeżdżają w rejon przebywania figuranta i dzięki wyposażeniu mogą spokojnie podsłuchiwać rozmowy telefoniczne. Na „jaskółki" sądy nie wydają zgody, bo nie mają o nich pojęcia.

Ponieważ rządy Platformy Obywatelskiej są rządami represyjnymi, nie zaskakuje, iż zajmujemy pierwsze miejsce w Unii Europejskiej pod względem stopnia inwigilacji obywateli. Potwierdza to raport Komisji Europejskiej z kwietnia br. zgodnie z którym w 2010 roku policja i służby specjalne skontrolowały, bez zgody sądu i prokuratury, ale przede wszystkim bez wiedzy osób, których akcja ta dotyczyła, 1,3 mln naszych billingów telefonicznych. Dla porównania w Czechach, we Francji czy w Wielkiej Brytanii służby zaglądały do takich danych trzy razy rzadziej, a w Niemczech aż 35 razy rzadziej.

Z kolei z danych przedstawionych w 2010 r. przez Fundację Panoptykon wynika, że służby, w ramach kontroli sądowej, sięgały ponad milion razy po billingi naszych rozmów telefonicznych i gromadziły wiedzę na temat aktywności Polaków w Internecie. Ile było działań pozaprawnych Bóg raczy tylko wiedzieć.

Wbrew propagandzie Platformy Obywatelskiej, to nie PiS budował państwo policyjne. Jak ujawnił w 2007 r. ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w 2006 r. policja złożyła o 4,6 proc. mniej wniosków o podsłuchy niż w 2005 r., a ABW – o 5,3 proc. mniej.

Platforma Obywatelska importuje zaś wzorce reżimu Łukaszenki. Trzy lata temu ówczesny minister sprawiedliwości w rządzie Tuska, Zbigniew Ćwiąkalski, w tajnym wystąpieniu w Sejmie, poinformował, iż w 2007 r. liczba wniosków policji o kontrolę operacyjną wzrosła o 18 proc., z kolei o 25 proc. wzrosła liczba takich działań policji w trybie niecierpiącym zwłoki, co potem akceptowały sądy.

20 lipca br. pierwszy zastępca prokuratora generalnego Marek Jamrogowicz przedstawił na posiedzeniu senackiej komisji praw człowieka i praworządności zestawienie przygotowane przez prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Zgodnie z dokumentem, w 2010 r. policja i inne uprawnione służby wystąpiły o zarządzenie podsłuchu łącznie wobec 6723 osób, ale samych podsłuchów było więcej, bo wnioski mogły dotyczyć tej samej osoby więcej razy, np. dlatego, że korzystała ona z więcej niż jednego telefonu. . Wobec 6453 osób sąd zarządził kontrolę i utrwalanie rozmów lub kontrolę operacyjną. Odmówił tego wobec 52,a wobec 218 zgody na wnioski o kontrolę operacyjną nie wyraził prokurator

Zgodnie z ustawą w statystycznej informacji osobno wyszczególniona jest działalność policji w dziedzinie podsłuchów. Policja wnioskowała o zarządzenie kontroli operacyjnej łącznie wobec 5824 osób, sąd zarządził taką kontrolę wobec 5594 osób, przy czym na wnioski o kontrolę operacyjną wobec 189 osób zgody nie wyraził prokurator. Z dokumentu wynika, że Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna, Biuro Ochrony Rządu, ABW, Agencja Wywiadu, Służba Kontrwywiadu Wojskowego, Służba Wywiadu Wojskowego, CBA wnioskowały o podsłuch łącznie wobec 1129 osób.

Prawa człowieka? Nic nie wart świstek papieru

Służby III RP mogą podsłuchać każdego – za zgodą prokuratora i sądu lub bez ich zgody. O tym, kogo podsłuchiwać decydują szefowie służb oraz bieżące potrzeby władzy, która chce kontrolować np. działania głównych liderów opozycji, tak jak to było chociażby w okresie rządu Hanny Suchockiej z instrukcją 0015 z 1993 r. i inwigilacją polityków Porozumienia Centrum, czy Ruchu dla Rzeczypospolitej. Jakiekolwiek próby ograniczenia tego procederu, są odrzucane, a uchwalane w czasie rządów PO-PSL ustawy przyczyniły się do zwiększenia i tak już niebotycznych uprawnień w tym zakresie.

Weźmy projekt ustawy wprowadzającej zmiany w kompetencjach dziewięciu służb specjalnych, który przewiduje m.in.. dodatkowe przywileje dla wywiadu skarbowego, będącego de facto przybudówką ABW i zakłada wyłączenie tej służby spod nadzoru parlamentarnego. Przewiduje się więc wprowadzenie w ustawie o kontroli skarbowej nowego art. 36, który dopuszcza wykorzystanie informacji z podsłuchów telefonicznych w „innych postępowaniach kontrolnych". Oznacza to, że jeśli podsłuchiwana osoba ujawni w trakcie rozmowy telefonicznej podejrzane interesy osoby trzeciej, wywiad skarbowy będzie mógł tę informację wykorzystać i na jej podstawie wszcząć postępowanie wobec tej osoby oraz zastosować wobec niej środki kontroli operacyjnej, w tym podsłuch. Takiego prawa nie posiada dziś żadna inna służba.

Pretekstem do dalszego zwiększenia inwigilacji stało się również Euro 2012, w którym znalazł się zapis pozwalający policji na „pobieranie, uzyskiwanie, gromadzenie, przetwarzanie, sprawdzanie i wykorzystywanie informacji w tym danych osobowych o osobach mogących stwarzać lub stwarzających zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego”. Choć ustawa powstała w związku z turniejem Euro i dane zgromadzone przez służby winny zostać zniszczone po jego zakończeniu, przewiduje się możliwość ich dalszego wykorzystania „jeśli okażą się przydatne dla policji”.

Gdy w październiku 2009 roku ujawniono, że ABW podsłuchiwała rozmowy Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego, prowadzone z telefonu Wojciecha Sumlińskiego, premier Tusk natychmiast zapowiedział przeprowadzenie kontroli i złożył deklarację zmiany przepisów dotyczących zakładania podsłuchów. Wykazał się przy tym, jako nadzorujący służby specjalne i biorący za nie całkowitą odpowiedzialność, kompletną ignorancją przyznając, że nie ma żadnej wiedzy na temat liczby stosowanych podsłuchów, ponieważ się tym nie interesował.

O zmianę przepisów dotyczących podsłuchów zwracał się wówczas do premiera Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, alarmując, iż „stosowania tzw. podsłuchów pozaprocesowych nie gwarantują konstytucyjnego prawa obywateli do prywatności, wolności i ochrony tajemnicy komunikowania się”. Kilka miesięcy później, pięcioosobowy skład Trybunału Konstytucyjnego wydał postanowienie sygnalizacyjne w sprawie przepisów regulujących stosowanie podsłuchów przez ABW. Trybunał sugerował Sejmowi podjęcie prac nad doprecyzowaniem zapisu ustawy, który stanowi, iż do zadań ABW należy rozpoznawanie, wykrywanie i zapobieganie przestępstwom „godzącym w podstawy ekonomiczne państwa". Przepis ten, zdaniem Trybunału, „naruszał standardy demokratycznego państwa prawnego, wynikające z konstytucji i orzecznictwa TK" bowiem przy wystąpieniu ABW do sądu o zarządzenie kontroli operacyjnej, czyli np. podsłuchu telefonicznego lub tajnego podglądu, nie wymaga sprecyzowania rodzaju przestępstwa, a tym samym „uniemożliwia identyfikację typów przestępstw określonych przez ustawę karną”.

Na początku stycznia 2011 r. nowa Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz, przekazała premierowi Tuskowi analizę prawną, z której wynikało, że przepisy o pobieraniu danych telekomunikacyjnych są sprzeczne z konstytucją. Postulowała zatem wprowadzenie wielu ograniczeń i zmianę prawa. Jacek Cichocki w rządzie Tuska minister spraw wewnętrznych i administracji, a wówczas sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych przy premierze odrzucił te postulaty.

Przed tworzeniem w Polsce państwa policyjnego przestrzegła także Naczelna Rada Adwokacka w raporcie „Retencja danych: troska o bezpieczeństwo czy inwigilacja obywateli", opublikowanym 12 maja 2011 r. „Poważne wątpliwości budzi nieograniczony i niekontrolowany dostęp do danych telekomunikacyjnych nie tylko tych podmiotów, które zajmują się ściganiem najpoważniejszych przestępstw. Szczególne poważne zagrożenia powstają dla podmiotów zobowiązanych do zachowania tajemnicy zawodowej tj. dziennikarzy, lekarzy, adwokatów, radców prawnych czy notariuszy. Ustawodawca bowiem nie wyłączył żadnej z tych grup z kategorii podmiotów, o których dane telekomunikacyjne służby mogą wystąpić, podczas gdy dane te mogą być objęte tajemnicą zawodową. W przypadku dziennikarzy, np. przekazanie billingów oznaczać może ujawnienie tożsamości informatora, która to tożsamość objęta jest tajemnicą dziennikarską” Autorzy zwrócili ponadto uwagę, że „prawo unijne, które miało porządkować rozwiązanie dotyczące retencji danych, w Polsce zostało wykorzystane do zwiększenia roli służb. Podstawowym celem Dyrektywy Retencyjnej miało być ściganie najpoważniejszych przestępstw oraz zwalczanie terroryzmu. Tymczasem Polska, implementując Dyrektywę do krajowych porządków prawnych, wykorzystała sytuację do stworzenia bardzo restrykcyjnych przepisów umożliwiających 24-godzinną inwigilację każdego obywatela. Takie rozwiązania powodują poważne zagrożenie dla poszanowania praw i wolności jednostki, a w szczególności prawa do prywatności, W tym tajemnicy korespondencji.”

Przeciwko narastającemu totalitaryzmowi zaprotestowała ponownie Rzecznik Praw Obywatelskich, zaskarżając w czerwcu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy pozwalające służbom specjalnym zdobywać w tajny sposób, głównie podsłuchem, dane o obywatelu, których zakresu precyzyjnie nie określono. Jak podkreśliła, przepisy te naruszają konstytucyjne prawo do prywatności.

Krytyką układ się nie przejmuje. Służby rządzą więc nie zamierzają kłaniać się w pas jakimś tam zasadom demokracji. Stąd wiceszef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, płk Jacek Mąka, w sierpniu bieżącego roku w kwartalniku „Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego” bez żenady napisał, że „to nie podsłuchy, ale działania tajnych agentów czy „prowokacje policyjne” najbardziej godzą w prywatność jednostki”.

Skrytykujesz rząd, ujawnisz aferę, to cię zablokują

W XXI wieku jedynym wolnym środkiem komunikacji, jako tako niepoddający się cenzurze, pozostał Internet. Tusk wziął się więc raźno za jego usidlenie według scenariusza chińskiego. Tam, jak poinformował „New Scientist”, władze monitorują już rozmowy telefoniczne i automatycznie je przerywają, gdy pojawi się słowo takie jak „protest” , jak również zakłócają działanie gmaila oraz filtrują ruch w sieci za pomocą wielkiego firewalla, ale chyba jest coraz bliżej. Jednak jest już chyba coraz bliżej, oczywiście po hasłami obrony wolności obywatelskich.

Już niedługo, być może, okaże się, że wizja reżysera Barei z „Rozmów kontrolowanych” przeżyła ustrój komunistyczny. Rząd prawdopodobnie uzyska ustawowe narzędzie cenzury Internetu, czyli znowelizowaną ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz poprawiony kodeks cywilny. Zmiany pozwolą na wniosek „osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej” zablokować każdą, niewygodną dla władzy informację umieszczoną w sieci internetowej. Tu, podobnie jak przy podsłuchach, Tusk wykroczył poza przepisy UE. Dodany rozdział 3a ustawy, autorski pomysł jego rządu, (przywołana dla uzasadnienia nowelizacji unijna Dyrektywa 2000/31/WE nie zawiera sposobu blokowania informacji, pozostawiając jej określenie państwom członkowskim) charakteryzuje „procedurę powiadomienia i blokowania dostępu do bezprawnych informacji”. Zgodnie z nim każdy, kto „posiada informację o bezprawnych treściach zamieszczonych w sieci Internet” będzie mógł zwrócić się do usługodawcy internetowego z wnioskiem o zablokowanie takiej informacji. O tym, co podlega pod definicję „informacji bezprawnej” decydować będzie wnioskodawca, zaś usługodawca może, choć nie musi przychylić się do jego wniosku. Na decyzję o zablokowaniu informacji, użytkownik sieci internetowej będzie miał możliwość złożenia sprzeciwu. Oznacza to, że jeśli np. bloger na swoim blogu zamieści wpis krytykujący premiera bądź prezydenta, ujawni przekręty gospodarcze, czy polityczne, to „osoba uprawniona” – a więc np. polityk, zarząd firmy lub szef służb, może zgłosić do wniosek o zablokowanie dostępu do wpisu, uzasadniając iż zawiera on „bezprawną informację”. Co zrobi administrator portalu? Oczywiście, treść zablokuje, nie chcąc narażać się władzy państwowej. Niedaleki więc być może jest moment, gdy podobnie jak w Chinach zabronione stanie się korzystanie z wyszukiwarki Google.

Komputery z wirusem ABW

Podsłuch i blokowanie stron internetowych to i tak pestka w porównaniu z nowym pomysłem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. „Gazeta Wyborcza” z 15 października poinformowała, że MSWiA opracowuje projekt pod nazwą „Autonomiczne narzędzia wspomagające zwalczanie cyberprzestępczości”, finansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Da on służbom nieograniczoną inwigilację prywatnych komputerów i laptopów, począwszy od zdalnego włamywania się na dyski twarde przy użyciu specjalnych programów szpiegujących, poprzez blokowanie stron internetowych, aż po kontrolowanie zawartości każdego pliku przesyłanego w sieci.

Gdzie ci aktorzy i celebryci?

„Przede wszystkim trzeba PiS dokładnie rozliczyć za ostatnie dwa lata. Nikt przecież wtedy nie myślał, że (…) do władzy dojdą ludzie, którzy będą wykorzystywać podsłuchy i służby do celów politycznych, i którzy, mając większość w Sejmie, zaczną rozwiązywać wszystko, co zechcą. Dlatego teraz trzeba wypunktować wszystkie te błędy, pokazać wyraźnie ludziom, do czego PiS doprowadziło swoimi rządami, i nie dopuścić, by coś takiego się powtórzyło.” Grzmiał najgorętszy zwolennik obecnego rządu Lech Wałęsa tuż pod dojściu do władzy PO-PSL, gdy rozkręcano spiralę antypisowskiej histerii.

Dziś, gdy Tusk wprowadza porządki rodem z Białorusi, czy Chin, Wałęsa milczy.

Podobnie jak milczą intelektualiści, artyści, salonowi celebryci znani głównie z tego że są znani, którzy jeszcze nie tak dawno budowali w mediach wizję państwa terroru PiS i protestowali przeciwko PiS-owskiej atmosferze podejrzliwości i inwigilacji.

Julia M. Jaskólska
Piotr Jakucki

http://jakuccy.pl

Zdjecie:
W. Putin I D. Tusk w trwajacej 30 minut rozmowie w cztery oczy, bez udzialu tlumaczy I dzinnikarzy, 1.09.2009 r.
Za: http://ndb2010.wordpress.com/page/2/ – wybor wg

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek