Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Odpływ pierwszej fali kryzysu


sliwinski-artur-prof_foto_interJuż w końcu 2010 roku wielu obserwatorów procesów społecznych i gospodarczych posługiwało się literą W jako symbolem podwójnej recesji. Określenie „druga fala” jest jednak umowne. Kryzys trwa nieprzerwanie od 2008 roku, zaś obecnie wzmaga się.

To nie znaczy, że nie nastąpiły istotne zmiany w reakcji na kryzys. Warto je odnotować równolegle z przebiegiem kolejnych etapów kryzysu.

Najpierw, już w 2008 roku rozwiała się iluzoryczna nadzieja, że obecny kryzys światowy ma charakter krótkotrwały. Wynikało to z sygnalizowanego w poprzednich fragmentach Raportu przekonania, że jest to kryzys obejmujący tylko sektor finansowy. Mimo, iż właśnie w tym sektorze kryzys uzewnętrznił się najsilniej, tego poglądu nie dało się dłużej utrzymać.

Po wielokrotnych zapewnieniach podawanych w oficjalnych wystąpieniach przedstawicieli rządów, międzynarodowych instytucji finansowych i spotkaniach G-20, że koniec kryzysu jest już za drzwiami, nastąpiła zmiana nastawienia do kryzysu. Teza, iż kryzys jest i będzie zjawiskiem trwałym stanowi istotny przełom w określaniu jego charakteru i znaczenia. Ten przełom jeszcze się nie skończył, ale już można się spodziewać, że zaowocuje on rewizją rozległych obszarów polityki społeczno-gospodarczej, zwłaszcza w Europie.

Dzisiaj poważne analizy ekonomiczne przyjmują perspektywę kryzysu przynajmniej w pełnej dekadzie 2010-2020. To oznacza, że takie „dane”, jak dotychczasowa pozycja Wall Street i London City, obecne przywództwo krajów europejskich, a także funkcjonowanie instytucji międzynarodowych (nie mówiąc o roli dolara jako waluty światowej) nie są na tyle wiążące, aby się nimi przejmować. A z drugiej strony, negatywne konsekwencje społeczne kryzysu (te będą się pogłębiać) muszą być brane pod uwagę w znacznie większym stopniu, zarówno jako kumulacja nieprzezwyciężonych problemów, jak również jako coraz silniejszy czynnik zmian.

Głównym skutkiem rozszerzającej się krytyki redukowania kryzysu do „kryzysu finansowego” było otwarcie oczu na problemy dotykające gospodarstwa domowe, a szczególnie młode pokolenie. Dolegliwość tych problemów była zbyt wielka, aby mogły być one zbagatelizowane. Wraz z niepowodzeniami niezwykle kosztownej polityki przeciwdziałania kryzysowi pojawiły się dwa nowe elementy.

Pierwszy, to zachwianie dotychczasowego, charakterystycznego dla polityki ekonomicznej krajów Zachodu, optymizmu. Wskutek wyrwania z letargu przez kryzys większości społeczeństw zachodnich, nastąpił silny wzrost zainteresowania … rzeczywistością. Ta okazała niestety się inna, niż się dotychczas większości wydawało; gorsza i groźniejsza. Nic dziwnego, że następnym godnym uwagi etapem kryzysu była fala powszechnej, ostrej krytyki skierowanej głównie pod adresem dwóch ośrodków władzy (finansowej i politycznej). Ujawniono wcześniejsze i obecne manipulacje układu bankowego (Wall Street, London City), Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz rządów chroniących, wspierających, a nawet wręcz forsujących ich oszukańcze praktyki. Trudno jednak nie zauważyć, że wspomniana krytyka miała dotychczas minimalny wpływ na zmiany w finansach i polityce. To wszystko obdarło społeczeństwa zachodnie ze złudzeń (ale nie z naiwności).

Należy dostrzegać różnicę między znaczeniem optymizmu w „krajach dobrobytu” i w krajach doświadczonych historycznie i współcześnie kryzysami. W „krajach dobrobytu” optymizm jest niejako czynnikiem konstytuującym spójność społeczną i przyzwolenie dla uprawianej w nich polityki ekonomicznej, którego usunięcie może mieć poważne reperkusje społeczne i polityczne. W krajach doświadczonych przez kryzysy reakcje społeczne są bardziej stonowane, widoczne jest także bardziej pragmatyczne podejście do istniejących problemów. Często jednak różnica ta nie jest brana pod uwagę, wskutek czego powstaje wrażenie, że społeczeństwa „krajów dobrobytu” bardziej aktywnie dążą do przeprowadzenia zmian.

Drugi, to upadek głównego nurtu ekonomii, a mianowicie ekonomii neoliberalnej. Już wcześniej zwracaliśmy uwagę na słabość tej ekonomii. W tekście „Czym jest neoliberalizm gospodarczy”(EEM nr 4/2009(4)) sygnalizowaliśmy, że odpowiedź na pytania dotyczące perspektyw gospodarczych „wymaga jasnego określenia stosunku do dominującego dotychczas neoliberalizmu ekonomicznego. Niewątpliwie ujawnią się postawy zachowawcze, związane z dotychczasowym „dorobkiem” dzikiego liberalizmu i niechęcią do ponoszenia odpowiedzialności za dotychczasowe słowa i czyny. Ale muszą także odzyskać siłę opiniotwórczą poglądy przeciwstawne, krytyczne wobec neoliberalizmu w życiu politycznym i gospodarczym. W tym samym numerze EEM pisaliśmy, że „Wskutek światowego kryzysu ekonomicznego ujawniła się nie tylko fałszywość ideologii neoliberalnej, nie tylko jej służebność wobec wielkich korporacji finansowych i rządów „głównych” krajów…”.

Podkreślaliśmy także (patrz: EEM nr 3/2011), że obok nieprzydatności ekonomii neoliberalnej do przeciwdziałania kryzysowi, przemawiają przeciw niej także inne względy. „Po pierwsze, neoliberalna doktryna ekonomiczna, a bardziej dobitnie – jej tezy propagandowe w postaci tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, są w polskiej tradycji myśli ekonomicznej obcym ciałem. Nie tylko blokują odrodzenie tej tradycji, lecz ponadto wprowadzają do świadomości społecznej destrukcyjne „pewniki” ekonomiczne. Neoliberalizm z ostatnich dwudziestu lat był rażąco sprzeczny z polską tradycją i kulturą narodową (w szerokim znaczeniu). Polska kultura narodowa ma charakter wspólnotowy. Niemożliwe jest współistnienie tej kultury i apologetyki wolnej konkurencji oraz skrajnego indywidualizmu. Po drugie, doświadczenie minionych dwudziestu dwóch lat jest poważnym doświadczeniem historycznym, które będzie coraz silniej określało świadomość społeczną. W tym kontekście krytyka doktryny neoliberalnej jest sprzężona z dwoma dochodzącymi do głosu czynnikami. Jednym z nich jest doświadczenie społecznych i ekonomicznych skutków „transformacji ustrojowej”, w tym szczególnie prywatyzacji (przejęcia polskiego kapitału przez interesy zewnętrzne i mafijne).

Na gruntowną przebudowę ekonomii trzeba jeszcze poczekać. Jednak już do głosu zaczęli dochodzić ludzie poważni: historycy gospodarczy oraz ekonomiści uprawiający nurt ekonomii realnej (zbliżony do tzw. szkoły historycznej). Dla nich zasadniczym wsparciem okazało się… doświadczenie historyczne. Doświadczenie historyczne jest najlepszym źródłem wiedzy ekonomicznej, o czym sobie właśnie przypomniano.
Nie są to jedyne nowe elementy. Proces zrozumienia współczesnych realiów gospodarczych jest ciągle daleki od finału.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński
2011.10.21

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny

Przeczytaj rowniez:

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek