Kazimierz Murasiewicz: Przed kolejnym Świętem


marsz-fot-interZ tekstem niniejszym trzeba było mi odczekać aż emocje po Marszu Niepodległości opadną bo w spokojniejszej atmosferze zwiększa się szansa na włączenie do myślenia rozumu, a nie emocyj jedynie.

Po doświadczeniach związanych z marszem tegorocznym – zarówno tych poprzedzających jak i w trakcie, jawi się przed nami pytanie: ile trzeba mieć złej wolni, nienawiści do własnego kraju, lub samej tylko głupoty, aby niepodległość utożsamiać z faszyzmem. Jak nisko trzeba upaść duchowo i intelektualnie aby głosić iż niepodległość = faszyzm. Na ten upadek, głównie ludzi młodych „ktoś” wiele lat pracował.

Z pewnością do tych zapracowanych w złej sprawie zaliczyć należy władze stolicy wydające zezwolenie na kontr manifestację w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Tę decyzję można uzasadniać na dwa sposoby. Albo pani prezydent Warszawy podjęła ją z głupoty, albo z planowanym zamiarem sprowokowania rozróby. Ponieważ nie godzi się podejrzewać aby na eksponowanych stanowiskach u nas zasiadały osoby głupie (sama „bohaterka” wydarzeń ma wyższe wykształcenie prawnicze i habilitację z ekonomii), w dodatku doszukiwać się oznak głupoty u kobiety, mogłoby naruszać jakieś parytety i równouprawnienie płci, przeto pozostaje tylko drugie uzasadnienie podjętej przez nią decyzji.

Po stronie władzy, a więc m.in. p. prezydent Warszawy lojalnie stanęły siły porządkowe, zdając sobie sprawę iż ochronie nie ma podlegać legalna manifestacja patriotyczna, lecz ci którzy będą ją blokować i prowokować burdy. Bez względu na to kim są – anarchistami, lewakami, czy tęczowymi postępowcami. Ustawienie się policji po jedynie słusznej stronie nie powinno dziwić, gdyż instrukcje otrzymała i przyjęła do realizacji od władzy a nie od organizatorów marszu. Poza tym zawczasu przygotowano policjantów ideowo i intelektualnie poprzez lekturę broszury „Przestępstwa z nienawiści”, dzieła które wyszło spod piór organizacji dla których patriotyzm tożsamy jest z faszyzmem. Tamże symbole polskiego ruchu narodowego zaprezentowane są wespół z nazistowskimi, czyli zagrażającymi porządkowi publicznemu. Gdy weźmie się pod uwagę, że wydawcą tego kuriozalnego „dzieła” jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, to nie może dziwić ani decyzja p. prezydent, ani działania policji.

Nie może też dziwić zachowanie mediów – od podżegania do blokady marszu, po tendencyjne relacje. Nie dziwi gdyż od roku 1989 kłamstwo jest normą obowiązującą w mass-mediach. Jednolitofrontowy fałsz medialny objął nie tylko redakcje polskojęzyczne, ale również i te które oczekują od nas opłat abonamentowych (abyśmy sami opłacali okłamywanie nas). Media aby mogły pełnić rolę IV. władzy muszą się tej formalnej, rządzącej wysługiwać. Tak było za PRL-u, tak jest i teraz – nihil novi sub sole. Oczywiście w kłamstwie też można bić rekordy bezczelności, czego dowiodła TVN ustami swojej dziennikarki wg której hasło: „Bóg – Honor – Ojczyzna” świadczyło o intencji agresji.

Trudno w tej sytuacji uznać marsz za sukces medialny, ale też z góry było do przewidzenia, że inaczej nie będzie. Nie będzie dopóty, dopóki społeczeństwo nie dorobi się własnych mediów w wymiarze masowym. Sukcesu natomiast upatrywać należy po stronie frekwencji, tyle że organizatorzy powinni odrzucić leninowskie przeświadczenie iż „ilość automatycznie przechodzi w jakość”. Masowy udział w marszu wraz z powszechną a rzetelną zeń relacją złożyłyby się dopiero na pełny sukces. Tym razem nie był on możliwy do osiągnięcia.

Zachodzą jednak obawy, że nie tylko w tym roku. Mass-media nadal będą wyrazicielami „elit” rządzących i ich pupilów. Nie jest tylko polską specyfiką sojusz demoliberałów z trockistami, czy uzależnienie mediów od wpływowych środowisk których fizyczna nieobecność podczas obchodów nie oznacza zmiany sympatii i osłabienia wpływów. Niestety można wręcz zaobserwować pewną ciągłość lub powtarzanie się historii. Bo jakże inaczej określić ten fragment przemówienia Ignacego Paderewskiego wygłoszonego w USA, w październiku 1918r.:

Gdy w listopadzie 1905 została nadana Polsce tak zwana konstytucja, gdy lud w Warszawie zdobył się na obchodzenie tego wydarzenia, pierwszego przebłysku słońca od wielu lat, uroczystym pochodem, liczne bandy młodych chuliganów pokazały się na ulicach, starając się rozerwać pochód, plując na naszą flagę, symbol narodu białego orła Polski, krzycząc „Precz z tą gęsią”, „Precz z Polską”.

Wówczas nie byli to zaimportowani Niemcy, ani rodzimi wrogowie ojczyzny. W tym roku trzeba było „antyfaszystom” bandy tutejsze wzmocnić poprzez zaproszenie zagranicznych aby w szerszym gronie móc bezkarnie niepodległość przyrównywać do faszyzmu. Nawet i to nie może dziwić skoro u steru władzy w Polsce stoi osobnik dla którego – „Polska to nienormalność”.

Wśród radujących się z niepodległości uczestników marszu jeszcze utrzymują się dwie fale – wznosząca entuzjastów i opadająca krytyków. Bez względu na oceny pozostaje otwarte pytanie o kolejne Święto Niepodległości. Właściwie jest to cały zestaw pytań do organizatorów, wynikających z dotychczasowych doświadczeń i wspólnej chęci aby za rok było lepiej. Czy dotychczasowa formuła powinna pozostać bez zmian? Czy do grona organizatorów nie należałoby doprosić jeszcze inne środowiska? Czy stać organizatorów na zwiększenie własnych sił porządkowych? Czy nie są potrzebne alternatywne plany na wypadek zmian w prawie lub decyzji władz miasta uniemożliwiających przeprowadzenie marszu? Przykro byłoby gdyby na marsz pod pomnik Dmowskiego zgodę dostali anarchiści i inne męty, a patrioci skierowani na obrzeża stolicy. Zresztą tych pytań w trosce o przyszłość marszu byłoby więcej.

Jednak zasadniczym i wciąż otwartym pozostaje pytanie z początku tekstu – jakie są źródła nienawiści, wobec własnej ojczyzny. Nie da się ukryć, że winę za wychowanie, a de facto jego brak i za stan wiedzy ponosi dom i szkoła. Jakoś stało się tak, że dzieci bohaterów i prześladowanych z czasów II wojny światowej i komunistycznego mroku nie potrafiły wychować swoich dzieci, a wnuków tych którzy przelewali za Polskę krew lub cierpieli w obozach, łagrach, więzieniach. Stało się jakoś tak, że szkoła chce być bardziej europejska niż polska. Zniewolenie nauczycieli i niechęć do narażania się obowiązującym trendom, jak i chęć dołączenia do ”elity” nakłada się na zaniechania rodzin. Niestety okazuje się, że zawołanie generała Hallera – „Chcemy Polski polskiej”, pozostaje wciąż w sferze niespełnionych marzeń.

Kazimierz Murasiewicz
24 listopada 2011

Zrodlo: USOPAL, Publicystyka


POLISH CLUB ONLINE, 2011.12.01


Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek