Łukasz Wielicki: Rozróba w miejsce pracy u podstaw


rekonstrukcja-Stan-Wojenny-fot-diarium.plKolejna rocznica wprowadzenia Stanu Wojennego w Polsce jak co roku jest celebrowana przez całą opcję postsolidarnościową: od środowisk związanych z dawną Unią Wolności skupionych wokół Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego przez Platformę Obywatelską aż po PiS i IPN. Jako że historię piszą zwycięzcy, to młodemu pokoleniu przekazywany jest „jedynie słuszny” model postawy w latach 1980 – 1989, czyli opozycji wobec PRL.

W kilku największych miastach Polski urządzane są tzw. rekonstrukcje walk ulicznych z okresu Stanu Wojennego. Jak taka rekonstrukcja wygląda? Ano jedna grupa ludzi udaje ZOMO pałujące kogo popadnie, a druga symuluje, iż rzuca do nich kamieniami. W ten sposób młodemu pokoleniu Polaków wtłacza się do głów jak w latach 80. „walczyło się o wolność”. Pomińmy groteskowość tego zjawiska i wmawianie nam przez różnej maści solidarnościowych „kombatantów”, że to było patriotyczne, bo każdy kto ma jakiekolwiek pojęcie o historii doskonale wie, że nigdy na ulicach, w ulicznych zajściach nie dokonała się żadna pozytywna zmiana, która poprawiłaby los szarego, przeciętnego człowieka.

Tego typu ruchawki służą najczęściej do przetasowań na szczytach władzy i przeprowadzenia rewolucji po której nic się nie zmienia. Chyba, że na gorsze. Zresztą to, co stało się po 1989 roku z polskim państwem, gospodarką, zapaścią demograficzną, kilkumilionową emigracją za chlebem i systemem bezpieczeństwa Polski (w którym nawet głowa państwa nie jest bezpieczna, vide: Smoleńsk) jest najlepszym tego dowodem. Takie są pokrótce efekty rewolucji solidarnościowej.

Groteskowe, a zarazem żałosne ze strony solidarnościowych „kombatantów” są próby porównywania swoich czynów z lat 80. ubiegłego wieku do działań walczących o niepodległość Polski przed 1918 rokiem. Jest to dlatego żałosne i groteskowe, bo porównajmy chociażby warszawską Cytadelę, w której siedzieli walczący o niepodległość Polski przed 1918 r. (nie mówiąc o zesłaniu na Sybir) z kilkumiesięcznym pobytem w ośrodkach dla internowanych w Stanie Wojennym. Jest to więc ze strony solidarnościowych „kombatantów” dodawanie swojej działalności większego znaczenia niż faktycznie miało i stawianie się w jednym szeregu z wybitnymi ludźmi walczącymi o niepodległość Polski przed 1918 rokiem. Wydaje się, że temu właśnie procederowi służy też hurtowe rozdawnictwo wysokich odznaczeń państwowych dla solidarnościowych „kombatantów”. Jak to nazwać? Pycha? Megalomania? Cwaniactwo?

hipolit-cegielski-fot-diarum.pl

A może wszystko po kolei? Bo żeby było jeszcze bardziej pikantnie, to ponad rok temu mass media obiegła informacja, że jeden z solidarnościowych „kombatantów” Jan Maria Rokita otrzyma odszkodowanie w kwocie 25.000 zł za to, że w Stanie Wojennym był przez pół roku internowany. Casus Rokity, to nie jedyny tego typu przypadek, bowiem takie sumy, albo i większe otrzymali od państwa polskiego inni działacze „Solidarności”.

Fot. Hipolit Cegielski

Wyobraźmy sobie gdyby ktoś z zesłanych na Sybir, albo siedzących w Cytadeli za działalność niepodległościową przed 1918 r. po odzyskaniu niepodległości w dwudziestoleciu międzywojennym domagał się pieniędzy za walkę z zaborcą. Taki osobnik od razu byłby skończony nie tylko we własnym środowisku politycznym, ale także przed całą opinią publiczną. Wszak dla tych ludzi największą nagrodą za cierpienia i katorgę była odrodzona Polska. I to jest właśnie zasadnicza różnica pomiędzy ludźmi walczącymi z zaborcami o niepodległość Polski, a solidarnościowymi „kombatantami”.

Wracając do kwestii rekonstrukcji zajść ulicznych i demonstracji „Solidarności” w Stanie Wojennym, to warto zastanowić się czy w dzisiejszej epoce jest to dobry wzorzec do przedstawiania młodzieży. Żyjemy w epoce rewolucji informacyjno – naukowej i rzucanie kamieniami na ulicach nijak ma się do wymagań, jakie stawia przed ludźmi chcącymi mienić się patriotami współczesna epoka.

Franciszek-Stefczyk-fot-diarium.pl

Do wyzwań współczesnej epoki wydaje się bardziej pasować model codziennej, ciężkiej, żmudnej, ale efektywnej pracy u podstaw. Patriotyzmu gospodarczego i naukowego. W dzisiejszych czasach wzorami dla młodego pokolenia powinni być raczej ludzie symbolizujący walkę o niepodległość poprzez pracę u podstaw jak Hipolit Cegielski czy Franciszek Stefczyk, a nie rzucający kamieniami w ZOMO demonstranci z lat 80. Tak samo jak bardziej adekwatną dla obecnych czasów od IPN – owskich opracowań lekturą dla młodzieży wydaje się być chociażby „Sztafeta” – książka o polskim pochodzie gospodarczym autorstwa Melchiora Wańkowicza.

Fot. Franciszek Stefczyk

Chyba, że komuś na tym bardzo zależy, aby młodym Polakom patriotyzm kojarzył się z kultem nieudanych, z góry skazanych na klęskę powstań czy rzucaniem kamieniami w ZOMO, a nie z pracą u podstaw. Pracą, która w dzisiejszej epoce jest synonimem prawdziwego patriotyzmu: wykuwaniem nowoczesnej myśli naukowej w zaciszu ośrodków akademickich, opracowywania nowoczesnych technologii w laboratoriach, tworzeniem własnych podmiotów gospodarczych i działalności środowiskowej w swoich lokalnych społecznościach.

Świat idzie do przodu: rozwija się naukowo, technologicznie, gospodarczo. A my? Zacietrzewieni, tkwiąc w dawno nie istniejących, anachronicznych i nijak mających się do rzeczywistości podziałach na „komunę” i „antykomunę” skaczemy sobie do oczu. Parafrazując słowa klasyka: świat jedzie samochodami, a Polska idzie piechotą.

Łukasz Wielicki
13.12.2011

Zrodlo: diarium.pl

 

 

POLISH CLUB ONLINE, 2011.12.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek