Waldemar Glodek: Pod batutą Putina


vladimir-putin-foto-interTo, że w krajach byłego Układu Warszawskiego nadal królują służby specjalne nie jest żadną nowością. Ludzie tychże służb lub ich przedstawiciele pełnią najwyższe stanowiska w tych krajach i o obliczu takowych decydują. Polska jednak należy do grona nieszczęśliwych pogromców komunizmu, których ludzie służb mają zwierzchników gdzie indziej i nie są zainteresowani rozwojem kraju a raczej jego grabieniem. Tak, czy owak ludzie służb wzbogacili się obficie na prywatyzacjach wszelkiej maści zasobów państowych. Przejmowali dorobek państwa komunistycznego, który powstał z latami trwającego “wyzysku ludu pracującego miast i wsi.” O wyzysku słyszeliśmy że jest ale w krajach kapitalistycznych, w żadnym przypadku nie w “obozie szczęśliwości.” Dzisiaj, za przyzwoleniem, od czasu do czasu dowiadujemy się o nowych przekretach. O tym, że prywatyzacja to jeden wielki przekręt “nie wie” tylko ten co albo się obłowił albo udaje ślepca. Od czasu do czasu jakiś optymista rozpisuje się o konieczności ścigania i ukarania winnych. Waly bez pardonu w Jaruzelskich i Kiszczaków i całe ich komando. I w zasadzie na pisaniu sprawa poprzestaje. Spektakli sądowych widzieliśmy wiele. Nikomu z tego towarzystwa nie zaszkodziły. Ale skoro służby nieprzerwanie panują nad wyrokami “niezawisłych sądów” to trudno aby kogoś z grona tych co prywatyzację mają już w kieszeni jakakolwiek kara spotkała. No, oczywiście za wyjątkiem tych co w odpowiednim momencie się nie podzielili.

Przegladając ostatnio troche publicystki o putinowskiej Rosji doszukałem się interesujących spraw. Wszyscy gromia Putina, napadają słownie, pisemnie i telewizyjnie a ten molodiec Vołodia poukładał u siebie lepiej niż Jaruzelski i Kiszczak u nas. Zresztą oni układali u nas na zasadzie kolonii, a Vołodia buduje nowej wersji sovieckie mocarstwo.

Rozliczeń, jak i z kim dzielą się ci co zgarnęli cały nasz majątek nie podają. Ale w służbach zazwyczaj jest jakiś szef. A nad szefem szef. Czy już Putin, czy jeszcze Angela nikt dokładnie nie będzienam tłumaczył.

Doświadczenie agenturalno-służbowe Wladimira Putina nie pozwala mu na bagatelizowanie spraw i lekceważenie problemów “ludu pracującego miast i wsi.” Taki powiedzmy rosyjski oligarcha Borys Bieriezowski miał rublej skolko ugodno, oczywiście miał i dolarów też skolko ugodno. Można powiedzieć, że nie wiedział co z pieniędzmi robić. I ta niewiedza, a właściwie niedoiwestowanie zaplecza okazało się dla niego zgubą. Człowiek jak nie wie to szuka, szuka nieraz daleko. Tak też robił Bieriezowski  ze skombinowanymi pieniędzmi. Ponieważ kieszenie miał wypchane więc zaniedbał to, że Putin nie Jelcyn i zechce doradzać biznesmenom powstałym na sowieckiej prywatyzacji. A skoro Putin chciał doradzać to i doradzał.

Służbowo-niezawisła prokuratura i takiż sam sąd w Moskwie ustaliły niezaprzeczalnie, że Bieriezowski w latach 90. zdefraudował ok. 2 mln dolarów. Nad Wisłą jeden z dobrze ustawionych mówił, że na rozruch wystarczy “sprywatyzować” 1 milion i to złotych, ale nad Newą okazuje się to za mało. Więc Borys zgarnąl 2 mln, i to zielonych. A Putnin nie Jelcyn, na służbie nie pije. Tak więc Bierezowskiemu moskiewski sędzia niezawisły zaaplikował 13 lat łagru, a ponieważ zdążył wcześniej prysnąć kibitka będzie na niego czekała do stosownej okazji.

Michaiłowi Chodorkowskiemu, byłemu właścicielowi koncernu naftowego Jukos, którego bogactwo również ma początki w gangsterskiej prywatyzacji Rosji, karta nie przyszła i do 2017 władza zapewniła mu wikt i opierunek z kasy państwowej Rosji. Politykowanie w czasach Putina poza jego plecami nie należy do czynności bezpiecznych, tym bardziej jak się uczestniczy w wielkich biznesach organizowanych pod egidą KGB. Dlatego tamże co bardziej nerwowi w usamodzielnianiu się dostają po uszach.

Zrozumiał to Michaił Prochorow, który najpierw stał na czele partii Słuszna Sprawa, którą zamierzał wprowadzić do Dumy Państwowej, jednak za namową Kremla zrezygnował z kierowania tym ugurpowaniem. Oczywiście zapodał, że była to jego prywatna decyzja. Tak zresztą zapewne samodzielna jest i ostatnia, że teraz będzie startował w walce o prezydenturę jako kontrkandydat Putina, jednak nie będzie wykorzystywał w celach politycznych i krytykował jego okresu premierowania. Taki braterski dogovor. Z tego też powodu zapewne, zdecydował się oznajmić, że nie obawia się podzielić losu Michaiła Chodorkowskiego. Jak zapowiedział, w kampanii będzie mówił jedynie o tym co uważa za konieczne do zrobienia i co jest realnie wykonalne. Podkreślił, ze za swój obywatelski obowiązek uważa poinfomować co dzieje się w świecie i Rosji, a także jak wyjść na drogę, która uczyni nasz kraj (Rosję) prosperującym i silnym – zapodał ze zrozumieniem.

Kandydaturę Michaiła Prochorowa do marcowych wyborów na prezydenta Rosji bardzo optymistycznie potraktował Bierezowski, który jak powiadają oświadczył, że nawet nosi się z zamiarem powrotu do Rosji już w 2012 roku. Zapewne mniej licząc na wygraną Prochorowa, jak na te jego umiejętności dogadywania się z Kremlem. A wtedy może uda się, i Putin zarządzi rozprzęgnięcie czekającej na niego kibitki.

Zachowawszy się po dżentelmeńsku miliarder Roman Abramowicz, wcześniej partner biznesowy Bierezowskiego, też był oskarżony po dojściu Putina do władzy. Nie był jednak samolubem. Kto wie z jakiego powodu? Może w ramach takiego komsomolskiego żalu za grzechy wcześniejszego niecnego zachowania się przy prywatyzacji i zgarniania nachalnego rubli i dolarów? Nie mniej za namową Putina pobyt na Syberii zaliczył jako dobrowoliec, został gubernatorem Czukotki i zainwestował w nią ponad 1 miliard dolarów “własnych” pieniędzy na cele społeczne. Rozliczony z Putinem żyje sobie spokojnie za granicą, Rosję odwiedza regularnie, a dla rozrywki kupił sobie piłkarską drużynę FC Chelsea Londyn z kilkoma niezłymi grajcarami.

Frajda zasiadania na głównej trybunie własnego folwarku piłkarskiego spodobała się innemu rosyjskiemu miliarderowi. Najmłodszy, liczący 43 lata Oleg Deripaska z kasą 19 miliardów dolarów pomyślał sobie o Arsenal FC. Deripaska uchodzi za przyjaciela Putina. Kilka lat temu na konferencji prasowej dla dziennikarzy zagranicznych wyznał, że gdyby zaszła taka potrzeba, lub gdyby władza tego zażądała, byłby gotów oddać cały swój majątek w ręce państwa. Wot mołodziec! A co do piłki, to po rozmowie z Putinem zdecydował się na zainwestowanie w FK Moskwa.

Привислинский край ma ciągle kolonialnych władców. Taka sobie warszawska LEGIA, nie dośc że za friko z rąk armijnych generałów przeszła w ręce agenturalnych czynowników to jeszcze miasto w rytmie waltza pobudowało im nowy stadion za pieniądze wyduszone z kieszeni podatników; zamiast metra i modernizacji szlaków komunikacyjnych. Wot diewuszka krasawica!

Waldemar Glodek
www.polishclub.org
2011.12.18

POLISH CLUB ONLINE, 2011.12.18

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek