Michał St. de Zieleśkiewicz: Fejgin i fejginiątka, / Tadeusz Płużański /


W dniu 28 lipca w wieku 93 lat zmarł płk Anatol Fejgin,syn Mojżesza i Marii z domu Kacenelebogen jeden z głównych baronów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zastępca szefa Głównego Zarządu Informacji WP, dyrektor X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Zbrodniarz stalinowski

Wraz z nim odszedł, miejmy nadzieję na zawsze, komunistyczny koszmar w najgorszym, zbrodniczym wydaniu. W 1957 r. Fejgin został skazany na 12 lat więzienia za "naruszenie socjalistycznej praworządności". W III RP za swoje "zasługi" w utrwalaniu "ludowej władzy" domagał się honorowych uprawnień kombatanckich.

Z nekrologu, zamieszczonego w "Gazecie Wyborczej" dowiedzieliśmy się, że był… kochanym Mężem, Ojcem, Dziadkiem i Pradziadkiem. Na ogół takie określenia, często przecież spotykane w nekrologach, świadczą o związkach uczuciowych wśród członków najbliższej rodziny. Jako takie, nie rażą czytelnika, choć są może zbyt standardowe i puste.

Zbigniew Błażyński w książce "Mówi Józef Światło" (Światło był zastępcą Fejgina w MBP) pisał, że "Departament dziesiąty był główną bronią Stalina w Polsce", a jego zadaniem było: "wykrywanie, śledzenie i likwidowanie wszystkich zagranicznych, niesowieckich wpływów w PZPR i gromadzenie materiałów obciążających członków partii z wyjątkiem pierwszego sekretarza Bolesława Bieruta, którego kartoteka znajdowała się w Moskwie. W praktyce zadania Departamentu były bardziej rozległe. Zbierały się tutaj nici wszystkich obciążeń, którymi wzajemnie rozporządzają przeciw sobie dygnitarze reżymu".
X Departament posiadał – jak wylicza Maria Turlejska w książce "Te pokolenia żałobami czarne" – własny wydział śledczy, własny pawilon w więzieniu mokotowskim oraz własne więzienie, przerobione z willi w Miedzeszynie pod Warszawą. Na czele takiej machiny musiał stać ktoś bardzo oddany partii i Moskwie.

"Przyzwoity chłopak"

Anatol Fejgin urodził się 25 września 1909 r. w Warszawie w zamożnej rodzinie żydowskiej, jako syn Mojżesza. Maturę zdał w 1927 r., by przez dwa lata studiować na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pochodził więc z tzw. dobrego domu i był nieźle wykształcony, co na szczytach komunistycznej władzy nie zdarzało się często. Podobni Fejginowi ludzie, by wymienić pułkownika Jacka Różańskiego (Józefa Goldberga), szefa Departamentu Śledczego MBP i pułkownika Adama Humera, zastępcy Różańskiego, też stawali się potem oprawcami.

Jakub Berman w rozmowie z Teresą Torańskiej w książce "Oni" pytany o Fejgina: "Znałem go z czasów studenckich. Był przyzwoitym chłopakiem, darzyłem go sympatią. Wyróżniał się inteligencją, dość aktywnie działał w KZM-ie, siedział jakiś czas w polskim więzieniu".

Z Jakubem Bermanem,jest blisko spokrewniony polityk formacji komunistycznej III RP, Marek Borowski,syn Wiktora Borowskiego, pierwotnie Arona Bermana [marszałek Sejmu w latach od 19 października 2001 do 20 kwietnia 2004]

Już w wieku 16 lat Fejgin związał się z młodzieżowymi organizacjami komunistycznymi. Gdy miał 19 lat, w 1928 r. wstąpił do KPP i z jej ramienia działał w Warszawskim Komunistycznym Związku Młodzieży Polskiej. Za komunizm został dwukrotnie aresztowany i skazany (raz na dwa potem na cztery lata więzienia). Etatowym funkcjonariuszem KPP był aż do jej rozwiązania w 1938 r. Do wybuchu wojny pracował jako nauczyciel.

Od 1934 roku przebywał stale na tzw. stopie nielegalnej jak funk – czyli funkcjonariusz KPP na etacie, opłacanym z moskiewskich funduszy.

Któż zresztą wówczas przypuszczał, że jakiś tam KPP-owiec Radkiewicz będzie szefem bezpieki w powojennej, komunistycznej Polsce? Że Natan Kikiel-Grünspan podczas wojny zostanie majorem NKWD w sowieckich "grupach specjalnych", a bezpieczniacką karierę zakończy jako zastępca Radkiewicza? Że Mendel Kossoj, który na zlecenie kompartii popełnił liczne morderstwa, a po wojnie – już jako Wacław Komar – będzie szefem wywiadu i kontrwywiadu (cywilnego i wojskowego) Polski Ludowej? Że Mikołaj Demko (lub Mieczysław Moczar, jak kto woli) będzie wiceministrem bezpieki, ministrem spraw wewnętrznych, szefem ZBoWiD-u i jednym z głównych filarów PZPR aż do lat 80-tych? Gdyby taka wiedza – wynikająca bardziej z wyobraźni, niż chłodnej kalkulacji – wówczas, w niepodległej międzywojennej Polsce istniała, to, być może, ci drobni agenci i zdrajcy zostaliby ukarani bardziej surowo. Być może niektórzy z nich zostaliby w ogóle wyeliminowani i zostałoby po nich mniej krwi i łez…

W 1939 r. Fejgin przedostał się do Brześcia, a następnie do Lwowa, gdzie pracował jako ekonomista w tamtejszych Zakładach Artyleryjskich, a później w Państwowej Drukarni. W końcu czerwca 1941 r. ewakuował się do obwodu kujbyszewskiego i pracował w sowchozie jako ekonomista i buchalter, a następnie w Zakładach Zbrojeniowych w Kujbyszewie. W maju 1943 r. spokojne życie ekonomisty zmieniło się – Fejgin wstąpił do 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, gdzie od razu został oficerem politycznym. Brał udział w bitwie pod Lenino. Potem kariera politruka potoczyła się szybko. W lutym 1944 r. został szefem Wydziału Polityczno-Wychowawczego 3 Dywizji Piechoty im Romualda Traugutta, a w styczniu 1945 r. szefem Oddziału Personalnego w Głównym Zarządzie Polityczno-Wychowawczym WP. W maju 1945 r., co było już formalnością, wstąpił do PPR.
W dniu 24 września 1945 r. napisał podanie do szefa Zarządu Informacji WP (pisownia oryginalna):

"Proszę przyjąć mię w poczet pracowników Informacji Wojska Polskiego. Z powagi obowiązków pracownika Informacji zdaję sobie w pełni sprawę i obowiązuję się uczciwie wypełniać je".

Fejgina nie tylko przyjęto, ale zrobiono zastępcą szefa Informacji – chyba najbardziej krwawej instytucji w stalinowskiej Polsce. Cztery lata później przeniósł się do równie "zasłużonego" Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Partia doceniała takich ideowych i zdolnych komunistów – Fejgin został odznaczony Krzyżem Grunwaldu III klasy, Polonia Restituta V klasy i Virtuti Militari V klasy.

Pytany przez Henryka Piecucha (znanego publicystę, specjalizującego się w ujawnianiu komunistycznych tajemnic), były dyrektor Departamentu Specjalnego MBP, płk Fejgin uchylił rąbka tajemnicy na temat kieleckiego pogromu: Wszystkie chwyty są dozwolone, gdy się chce wygrać. (…) Jeszcze nie czas o tym mówić. Liczyliśmy na błąd naszych przeciwników. Musieli go w końcu zrobić. Nie mogliśmy jednak dłużej czekać. Potrzebny był jakiś przyśpieszacz. Stąd pogromy i inne fortele ("Reporter" nr 4, 1990 r.).

Gorsze od mafii

Anatol Fejgin wchodził w skład ścisłego grona bezpieki, tzw. Komisji Biura Politycznego do Spraw Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie zapadały wiążące decyzje o kluczowych śledztwach politycznych. Dla partii taką "centralną sprawą" był tzw. spisek w wojsku – procesy przeciwko kierownictwu WP, które miało być rzekomą "imperialistyczną agenturą" (zapadły wyroki śmierci i wieloletniego więzienia) i sprawa o "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne" przeciwko Władysławowi Gomułce, Marianowi Spychalskiemu i innym. Preparowaniem dowodów zajmował się właśnie X Departament. 16 grudnia 1952 r. Fejgin sporządził notatkę z rozmowy ze Spychalskim (pisownia oryginalna):

"Postawiono przed Spychalskim, że stwierdzono, iż w kraju zaistniał spisek powiązany z anglo-amerykańskim imperializmem, wymierzony przeciwko ustrojowi. Na podstawie drobiazgowego śledztwa i analizy faktów ustalono, że Spychalski był subiektywnie związany z zewnętrznymi siłami, które organizowały spisek, że uczestniczył w tym spisku. (…) Wykazano Spychalskiemu, że jego dotychczasowe wyjaśnienia złożone w śledztwie nie odzwierciedlają jego faktycznej roli w robocie spiskowej. Sytuacja polityczna w kraju i na świecie wymaga pełnego ujawnienia dywersji w Partii, pełnego obnażenia jego udziału w spisku…".

Sprawę prowadził początkowo Różański. Fejgin opowiadał o tym po latach:

Sprawa odchylenia prawicowego, prowokatorów w partii, była nadzwyczaj subtelna, to już nie była rozprawa z bandami, z reakcją czy z byłymi akowcami. W tamtym wypadku metody Różańskiego mogły być skuteczne. Tu zawiodły na całej linii”.

Marian Spychalski,był przetrzymywany w tej samej willi w Magdalence w , której za lat kilkanaście prowadzono rozmowy z "opozycją" Niedoszły medyk, nauczyciel , Anatol Fejgin osobiście torturował Mariana Spychalskiego i Władysława Gomułkę

Barbara Fijałkowska w książce "Borejsza i Różański

" pisze o mechanizmach działania kom-partii, co było powieleniem, choć w łagodniejszej formie, modelu sowieckiego "Berman gromadził wszelkie możliwe materiały mogące skompromitować Bieruta. Brystygierowa wyżywała się w pisaniu donosów na Różańskiego i nie tylko na niego. Różański nienawidził Fejgina, Fejgin Różańskiego, a Światło ich obydwu i jeszcze innych też. Było to chyba gorsze od mafii, bo nawet absolutna lojalność wobec szefów nie stanowiła w bezpiece żadnej gwarancji przetrwania".

Fejgin był absolutnie lojalny, ale po nim również przejechał partyjny walec.

Przestępstwa umorzone

Stalinowską wierchuszką zachwiała śmierć Stalina i ucieczka do Stanów Zjednoczonych Józefa Światły,właściwie Izaak Fleischfarb, który przeraził się posiadanej przez siebie wiedzy o kulisach bezpieki i partii. Odpowiedzialność Fejgina była szczególna – razem ze Światłą był wówczas w specjalnej misji w Berlinie Wschodnim i nie upilnował swojego zastępcy. Część kompromitujących władzę informacji Światło ujawnił na antenie Radia Wolna Europa. W kraju rozpoczęło się poszukiwanie winnych, nasiliły wzajemne oskarżenia. 10 października 1954 r. wiceszef bezpieki, generał Roman Romkowski,właściwie Nasiek (Natan) Grinszpan-Kikiel vel Natan Grünsapau–Kikiel, złożył oświadczenie:

"Od 1952 roku w różnych wynurzeniach Światły, zarówno przede mną jak i Fejginem występował coraz silniej nacjonalistyczno-żydowski sposób reagowania na niektóre posunięcia personalne w naszym państwie i w innych krajach demokracji ludowej".

W rezultacie, 7 grudnia 1954 r., Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zostało zlikwidowane.W dniu 10 lutego 1954 r. Anatola Fejgina zwolniono z MBP, przeniesiono do rezerwy, wyrzucono z partii, a w kwietniu 1955 r. aresztowano. 11 listopada 1957 r. Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy skazał go na 12 lat więzienia za to, że od początku 1950 do końca 1953 r. w Miedzeszynie i Warszawie, jako kierownik grupy specjalnej, później dyrektor Biura Specjalnego, a następnie dyrektor Departamentu X MBP bezprawnie pozbawił wolności co najmniej 28 osoby i spowodował szczególne ich udręczenie. Przetrzymywał je bezpodstawnie w więzieniu od kilku miesięcy do trzech lat i polecił podległym funkcjonariuszom bezpieczeństwa stosować wobec niektórych z nich przymus fizyczny i psychiczny. Sąd Najwyższy nie uwzględnił rewizji oskarżonego i utrzymał wyrok w mocy.
W podobnym czasie sądy skazały również innych stalinowskich zbrodniarzy, Stanisław Romkowski dostał 15 lat,Józef Różański,właściwie Józef Goldberg, najpierw 5 a potem 14 lat.

Grob-Jozefa-Rozanskiego-Grave-of-Jozef-Rozanski-fot-blokmedia24.pl

 

Grób Józefa Różańskiego na cmentarzu żydowskim w Warszawie

 

"Praworządna" władza musiała kogoś poświęcić. Większość odpowiedzialnych nie została bowiem rozliczona, np. szef bezpieki, generał Stanisław Radkiewicz nie stanął przed sądem, przeniesiono go do resortu Państwowych Gospodarstw Rolnych.

W październiku 1958 r. Najwyższy Sąd Wojskowy umorzył inne postępowanie karne wobec Fejgina i dziewięciu innych "oficerów" Głównego Zarządu Informacji WP o przestępstwa związane ze sfingowanymi sprawami "spisku w wojsku" (tzw. sprawą "bydgoską" i "zamojsko-lubelską"). Co udowodniono Fejginowi (a jest to kropla w morzu jego przestępstw):
– bił aresztowanych w sprawie "zamojsko-lubelskiej",
– polecał bić aresztowanych w tej sprawie,
– był obecny przy biciu aresztowanych, akceptując swoją obecnością stosowanie przymusu fizycznego wobec tych aresztowanych,
– groził aresztowanym zastosowaniem przymusu fizycznego, jeśli nie przyznają się do popełnienia zarzucanych im przestępstw,
– akceptował wnioski podwładnych oficerów w przedmiocie zastosowania wobec aresztowanych długotrwałych nocnych przesłuchań,
– zalecał bądź tolerował stosowanie wobec aresztowanych innych form nacisku (karcery, inscenizowanie bicia).

Pod tymi ogólnikowymi określeniami kryły się wyjątkowo brutalne i wyrafinowane tortury fizyczne i psychiczne.
Dlaczego sąd umorzył sprawę?:

"Ówczesna sytuacja polityczna, a w szczególności nasilona walka zbrojna kontrrewolucyjnego podziemia, w znacznym stopniu określała i rzutowała na postępowanie oficerów organów informacji WP w stosunku do osób stojących poza zarzutem działalności kontrrewolucyjnej. (…) Od czasu popełnienia opisanych czynów, popełnionych przez poszczególnych podejrzanych, upłynęło już około 10-ciu lat".

Inne "argumenty" na korzyść okrutników: owi "oficerowie" byli młodzi, niewykształceni, nieprzygotowani do pracy, nie byli inicjatorami przestępstw, a "metody tego rodzaju były już uprzednio w tych organach niekiedy stosowane".

3 października 1964 r. Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i pięć dni później Fejgin, a także Romkowski i Różański wyszli na wolność.

Walka o kombatanctwo

W 1985 r. Fejgin złożył wniosek o przyjęcie go do ZBoWiD i przyznanie uprawnień kombatanckich z tytułu służby wojskowej w okresie wojny w I Dywizji im Tadeusza Kościuszki, a następnie w Głównym Zarządzie Polityczno-Wychowawczym WP. Uprawnienia otrzymał.

W lutym 1990 r. Zarząd Główny ZBoWiD wznowił postępowanie weryfikacyjne i uchylił decyzję przyznającą Fejginowi uprawnienia kombatanckie. W uzasadnieniu decyzji stwierdzono, że zajmując kierownicze stanowisko w MBP stosował niedopuszczalne metody śledztwa i przemoc wobec osób zasłużonych w walce z Niemcami, a po wojnie aresztowanych. Podkreślono, że odbycie przez niego kary pozbawienia wolności i uzyskanie zatarcia skazania nie stanowi przeszkody prawnej do rzetelnej oceny jego działalności i postawy. ZG ZBoWiD powołał się na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 20 grudnia 1988 r., zgodnie z którym organ wydający decyzje nie może pominąć postaw i zachowań, które są sprzeczne z godnością człowieka oraz z podstawowymi wartościami humanizmu.

Fejgin odwołał się do Naczelnego Sądu Administracyjnego, wnosząc o uchylenie decyzji. Zarzucił ZBoWiD-owi naruszenie przepisów kpa dotyczących wznowienia postępowania, gdyż okoliczności sprawy opisane w tej decyzji musiały być znane już w dniu przyznania mu uprawnień kombatanckich, nawet gdyby były prawdziwe, czemu on zaprzecza. Stwierdził m.in., że ani w śledztwie, ani w czasie rozprawy sądowej nie udowodniono mu jego osobistego udziału w aktach przemocy. Podkreślał swoje zasługi w WP.

ZBoWiD wniósł o uchylenie skargi Fejgina, a NSA przychylił się do tego. W uzasadnieniu czytamy, że uprawnienia kombatanckie mogą być przyznane wyłącznie osobom szczególnie zasłużonym dla narodu i państwa polskiego. NSA powołał się przy tym na skazujący wyrok z 1957 r. Podkreślił, że nie zawiera on – wbrew temu, co twierdzi Fejgin – w odniesieniu do niego jakichkolwiek ocen pozytywnych. Zarówno z ustaleń Sądu Wojewódzkiego dla m. st. Warszawy, jak i Sądu Najwyższego wynika w sposób jasny i oczywisty, że po zakończeniu II wojny światowej dopuścił się on czynów zasługujących na szczególne potępienie, o rzadko spotykanej w praktyce sądowej szkodliwości społecznej, wyrządzających wielką szkodę całemu społeczeństwu polskiemu i poszczególnym ludziom.

Co wolno…

Dlaczego wierchuszkę stalinowskiej bezpieki – podstawę komunistycznych rządów, utrzymujących terror w Polsce w latach 1945-1955 stanowili Żydzi lub osoby żydowskiego pochodzenia? Wbrew pozorom powód jest prosty. Po pierwsze – ludzie ci wstąpili do partii przed wojną, a w Polsce byli to dużej części Żydzi. Po drugie – Stalin nie chciał obsadzać tych stanowisk Polakami, gdyż im nie ufał, lecz ludźmi pewnymi – wyzbytymi patriotyzmu wobec Polski, którą uważali za wrogą, kosmopolitami o niekwestionowanej lojalności wobec komunizmu.

Po artykule "Gazety Wyborczej" sprzed kilku lat, "upamiętniającym" rocznicę Powstania Warszawskiego, w którym Michał Cichy zarzucił AK mordowanie Żydów, prof. Tomasz Strzembosz napisał m. in.:

"Ile to piany z ust wytoczono w walce przeciw ludziom piszącym o Żydach – funkcjonariuszach UB, zajmujących zresztą w tej instytucji najbardziej nieraz węzłowe stanowiska i współdecydujących o torturach i śmierci setek współobywateli. O Fejginach, Różańskich, Brystygierowych, Światłach… Nie o knajakach z Woli, ale o ludziach stanowiących istotną część elity władzy w PRL. Gdybym napisał artykuł o ich zbrodniach (na pewno liczniejszych), nie interesując się zbrodniami Polaków – »ubeków«, byłbym niewątpliwie oskarżony jako ohydny antysemita, selekcjonujących ludzi według kryteriów rasowych. W drugą stronę pisać tak wolno!!!".

Bolesław Bierut, nazwisko fikcyjne, prawdziwego nie znamy, zrusyfikowany Polak, zecer, przedwojenny członek Komunistycznej Partii Polski, prezydent komunistycznej Krajowej Rady Narodowej, do 1956 r. prezydent Rzeczypospolitej.

Stanisław Radkiewicz, wykształcenie średnie, generał, członek KPP, Centralnego Biura Komunistów Polskich w ZSRS, kierownik Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, szef Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego do 1954 r.

Jakub Berman, syn Isera i Guty ( obywatel sowiecki, członek KPP, CBKP, prawnik, “numer drugi” w stalinowskiej Polsce. Pracując najpierw jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a później w Biurze KC, sprawował kontrolę nad wszystkimi organami rządu, przede wszystkim nad MBP. Posiadał bezpośrednią linię telefoniczną na Kreml i do samego Stalina.

Roman Romkowski (Natan Grunsapau-Kikiel), wiceminister MBP, generał. Przed wojną członek nielegalnej Organizacji Młodych Komunistów, przeszedł szkolenie w Kominternie – “Szkoła Lenina”. Nadzorował departamenty bezpieki: śledczy, szkolenia i inwigilacji. Jako jedyny miał dostęp do tajnego, obfitego w dolary, złoto i diamenty, skarbca Politbiura. Romkowski często osobiście przesłuchiwał więźniów, m. in. Stefana Korbońskiego.

Józef Światło (Fleischfarb), szewc, NKWD-zista, zastępca Fejgina w X Departamencie MBP. Faktycznie miał wyższą pozycję w bezpiece od swojego przełożonego, co zawdzięczał znajomości z Romkowskim jeszcze z przedwojennego Związku Młodych Komunistów (potem spotkali się w aparacie bezpieczeństwa armii Berlinga). Specjalne zadania otrzymywał wprost od Bieruta, posiadał bezpośrednie połączenie telefoniczne z Moskwą i dostęp do prawej ręki Stalina, Berii. W dwóch stalowych sejfach trzymał materiały kompromitujące wszystkich czołowych członków partii. Zbigniew Błażyński pisał: “Światło miał w swych rękach partię i rząd. Nie było tajemnicy, której by nie znał. Mógł wywindować lub złamać każdego zarówno w hierarchii partyjnej jak i rządowej”. 5 grudnia 1953 r. uciekł na Zachód.
Jacek Różański (Józef Goldberg), przed wojną urzędnik warszawskiego biura prawniczego, szef Departamentu Śledczego MBP. Osobiście przesłuchiwał więźniów stosując wymyślne tortury fizyczne i psychiczne.

Julia (Luna) Brystygier, dyrektor V Departamentu MBP, żona przedwojennego działacza syjonistycznego dr Natana Brystygiera. Swoją wysoką pozycję na szczytach stalinowskiej władzy zawdzięczała temu, że była jednocześnie kochanką Jakuba Bermana i komunistycznych ekonomistów – Hilarego Minca i Eugeniusza Szyra i Bolesława Bieruta.. Kiedy zarzuciła Różańskiemu przynależność do rodziny syjonistów, odpowiedział, że jego związki z NKWD są dłuższe

I, dalej Jana Ptasińskiego, Leona Andrzejewskiego (Lejba Ajzena), Józefa Czaplickiego (z racji szczególnego okrucieństwa wobec żołnierzy podziemia zwanego "Akowerem")… I wielu innych, których nazwiska, funkcje i czyny idą w zapomnienie, choć tak być nie powinno.

Dziwnym trafem dzieje się jakoś tak, że bezpieka traktowana jest – nadal, jak normalna służba państwowa, stojąca na straży ładu i demokracji, co jest już jawną kpiną z jej ofiar. Przede wszystkim – jej zbrodnie nie zostały rozliczone po 1989 roku, co świadczy, że zbudowany "po upadku komunizmu" system nie jest zdrowy.

Wprawdzie na skutek pewnego nacisku społecznego doszło do kilkunastu spektakularnych procesów byłych funkcjonariuszy UB (poza sprawą Adama Humera, właściwie Umera* – na ogół resortowych płotek) i kilku z nich skazano nawet na kary więzienia (niezbyt wysokie), jednakże w większości przypadków nawet niezwykle okrutnych i przerażających swą skalą zbrodni, śledztwa albo w ogóle nie zostały wszczęte, albo też – po bardzo powierzchownym postępowaniu – zostały umorzone z bardzo popularnego powodu, jakim jest… niewykrycie sprawców.

Andrzej-Krzysztof-Wroblewski-z-zona-Agnieszka-synem-Tomaszem-synowa-Beata-i-wnuczetami-agata-Filipem-fot-blogmedia24.plObecny redaktor naczelny Rzeczpospolitej, Tomasz Wróblewski, jest synem komunisty, Andrzeja Wróblewskiego, współpracownika służb specjalnych,wnukiem zbrodniarza stalinowskiego Anatola Fejgina

 

Andrzej Krzysztof Wróblewski z żoną Agnieszką, synem Tomaszem, synową Beatą i wnuczętami – Agatą i Filipem.

*Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza. tom I 1944-1956, Redakcja naukowa: Krzysztof Szwagrzyk, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2005.

http://www.asme.pl/serwis/arch/foty/pluz01.jpg " />
Tadeusz Płużański

Tekst z uzupełnieniami m.z.

Zrodlo: BLOGMEDIA24.PL – Michał St. de Zieleśkiewicz – blog – 04/01/2012

 

POLISH CLUB ONLNIE, 2012.01.05

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek