Rafał Ziemkiewicz: Brzydka panna daje za nic


Rafal Ziemkiewicz fot pinger.plNiby niczego lepszego po takiej władzy nie należało się spodziewać, ale sekwencja zdarzeń śmieszy niepomiernie. Kiedy polscy internauci połapali się, że władza po raz kolejny (trzeci już, jeśli dobrze liczę) przymierza się do wzięcia ich za twarze, najpierw wystąpił rzecznik Graś i zapewnił, że w sprawie ACTA "nic nie jest jeszcze przesądzone". Zaraz potem wystąpił minister Boni i powiedział, że ACTA podpisać musimy, bo wszyscy inni już podpisali. Kiedy ci dwaj nie wystarczyli, sam Tusk zapowiedział, że może nie ratyfikujemy, a może dopiszemy do ACTA swój własny protokół.

Wszystkie trzy wypowiedzi były typowym dla PO traktowaniem Polaków jak idiotów. Graś odpowiadał byle co, Boni powiedział nieprawdę, a Tusk próbował zbyć krytyków grepsem, bo pakt międzynarodowy się podpisuje albo nie, a to, co tam sobie kto dopisze na swojej kopii, ma dokładnie takie samo znaczenie, jak to, co o dokumencie powie przy śniadaniu żonie. Równie dobrze mógłby premier obiecać, że ambasador podpisując skrzyżuje palce lewej dłoni.

Potem – jeśli dobrze pamiętam kolejność – sięgnął Tusk po inną z przećwiczonych sztuczek: udawanie szeryfa co to w imię spokoju zamiata kolejną, po handlarzach dopalaczy i "kibolach", grupę awanturników – "chamów i złodziei internetowych". Tupnął, że podpisanie ACTA jest kolejnym polskim sukcesem, i chwilę poodgrażał się, że nie ustąpi ani guzika choćby nie wiem co, ale tylko chwilę, bo jak zobaczył, ilu tych "chamów internetowych" jest, to się wystraszył. I zaczął łagodzić, że po podpisaniu się przeczyta, co podpisaliśmy, i jeśli się okaże, że faktycznie coś zagrażającego wolności, to sobie ustanowimy swoje własne przepisy.

Moim skromnym zdaniem, gdyby Donald Tusk postawił bilbord z ogłoszeniem: "Polacy, zrobiliście swoim premierem pętaka", może bardziej by się to rzucało w oczy, ale byłoby z tą wypowiedzią równoznaczne. Wczoraj się zapierał, że to dobre, przedwczoraj kazał podpisać, ale nie ratyfikować, a dziś mówi, że no jak już tak protestujecie, to weźmie i przeczyta. I coś tam postanowi, chociaż, jak wspomniałem, jak się już podpisało, to można tylko albo uskutecznić tzw. wykon, albo odważyć się nie ratyfikować, co w normalnym kraju byłoby równoznaczne z posłaniem do diabła premiera, który podpisać kazał.

Inna sprawa, że po "pakcie fiskalnym" stawianie takiego bilbordu jest naprawdę całkowicie zbędne. Cała Europa mówi Sikorskim – wygraliśmy, będziemy tam, gdzie zapadają decyzje – nie podpiszemy, jeśli nie dostaniemy miejsca przy stole – okej, podpisaliśmy i to jest częściowy sukces… U zarania swych rządów uznał Tusk, że skoro Niemcy idą na hegemonię w Unii, to trzeba się im podlizać. W imię przypodobania się Berlinowi zniweczył do cna podstawy dotychczasowej polskiej polityki zagranicznej – zrezygnował z jakichkolwiek prób odgrywania roli regionalnego lidera, skłócił nas z dotychczasowymi partnerami, pokornie zgodził się na rurę blokującą polski port, wszystko, aby tylko pokazać Niemcom, że Polska jest ich bezwzględnie wiernym giermkiem. I oto właśnie za tę wierność spektakularnie został kopnięty w d… To jest, przepraszam, "odniósł częściowy sukces". Podobnie, jak wcześniej "częściowym sukcesem" zapłacił mu Putin za graniczącą ze zdradą uległość, jaką wykazał po tragedii smoleńskiej.

Polska polityka lat ostatnich oparła się na mądrości pana Władysława Bartoszewskiego, że Polska jest "brzydką panną bez posagu", więc musi być łatwa. Skończyła się tak, jak to zwykle lądują dziewczyny z niską samooceną, przekonane, że muszą się godzić na wszystko, bo nic lepszego się nie trafi. Wydutkali jak chcieli, i nie czują się zobowiązani już nie tylko – gdzie tam! – do małżeństwa, ale nawet do wręczenia jakiegoś drobnego prezentu, choćby pary pończoch.

Jak uczą zeszłowieczne powieści o upadłych kobietach, po takim początku kolejnym krokiem na drodze upadku jest pozowanie do ACTów… Premier zapewne nie zrozumie, co może kogoś dziwić w rozdzierającej szczerości, z jaką przyznaje, że pojęcia nie ma, co jest w międzynarodowej umowie, którą kazał podpisać. No, przecież skoro mu przysłali coś do podpisania, z Zachodu – to jakże by mógł nie podpisać? A skoro trzeba podpisać, to po co wcześniej czytać? Zwłaszcza że to w jakimś trudnym języku. Bezwarunkowo trzeba podpisać, co każą. A poddanym, ot, powie się byle co… I tak jutro zapomną, a choćby nie, to Igor wymyśli jakąś wrzutkę…

PS. Przy okazji nie mogę powstrzymać się od złożenia tysiącom warszawiaków, którzy przyszli świętować otwarcie Stadionu Narodowego, serdecznych gratulacji, że mieli szczęście i uszli z życiem. Właśnie przyszła wiadomość, że stadion uznany został przez policję, straż pożarną i sanepid za niespełniający norm bezpieczeństwa. Czy parę dni wcześniej spełniał, czy też ktoś zaryzykował życiem kilkudziesięciu tysięcy ludzi, żeby Donald się znowu nie wściekł? Wśród budowniczych stadionu krąży powiedzenie, że strażak, który podpisze zgodę na użytkowanie tego obiektu, zostanie ministrem, ale potem będzie do końca życia żył z duszą na ramieniu, bo wystarczy jedna niefortunna iskra… Cokolwiek by gadać, fryzjer pani minister-paprotki od razu na początek urzędowania ma zgryz, jaką by tu "wrzutkę" wymyślić.

Polska nie jest "brzydką panną bez posagu". Polska jest cała 36. specjalnym pułkiem lotniczym w przeddzień. Nie dajmy sobie wmawiać, że nikt za to nie odpowiada.

PS 2 (proszę wybaczyć jeszcze jeden, odrabiam zaległości z urlopu). W sprawie ACTA od Tuska i tak jeszcze śmieszniejszy jest facet, którego salon i jego media wyraźnie wyznaczyły – proszę mi wierzyć, siedzę w tej branży i widzę pewne nieomylne oznaki – na lidera zbuntowanej młodzieży. Jak to śpiewał kiedyś Wojciech Młynarski, gdy się nowy statek spuszcza na wodę, od razu jakieś g… się przykleja do dna – i to jest właśnie wspomniany lider młodego pokolenia, Palikot. Klip, na którym w asyście orszaku kamerzystów usiłuje się umościć na czele demonstracji i szczęśliwie zostaje przez jej uczestników przegnany, należy do najweselszych w całym necie, zwłaszcza gdy się zestawi to, co tam widać, z relacją w oficjalnych mediach.

Nie pozostało cwaniakowi, lansowanemu już dziś przez salon na następcę Tuska i lidera przyszłej "odnowy" III RP, nic innego niż pajacowanie z zasłanianiem twarzy Jezusa maską, choć co ma Jezus do ACTA, nie raczył objaśnić. Po wygłupie z "zapaleniem w Sejmie trawki" wiadomo, jak to będzie wyglądać – Palikot stanie z kamerą TVN jakieś sto metrów od pomnika i wetknie w kadr palec tak, żeby zasłaniał głowę figury. I będzie to znowu w jedynie słusznych mediach głównym newsem dnia.

Rafał Ziemkiewicz

Zródło: INTERIA.PL

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.04

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek