Łukasz Adamski: Edukacja seksualna wybawieniem?


Edukacja-seksualna-fot-debata.olsztyn.plKilka tygodni temu brałem udział w programie telewizyjnym, w którym wystąpiła również lewicowa działaczka i pisarka Manuela Gretkowska. W ferworze dyskusji zasugerowała ona, że nie ma nic przeciwko wprowadzeniu edukacji seksualnej już do przedszkoli. Edukacja seksualna jest dziś traktowana przez środowiska lewicowe jako antidotum na wszystkie problemy seksualne nastolatków. Okazuje się jednak, że edukowanie seksualne dzieci od najmłodszych lat nie jest wcale skuteczne, za to coraz częściej staje się demoralizujące.

Antykoncepcyjne lobby

Niemal w każdej debacie na temat coraz wcześniejszych inicjacji seksualnej młodych Polaków, nielegalnych aborcjach, gwałtach dzieci na dzieciach, pedofilii czy wszelkich innych przestępstw seksualnych, lewicowi działacze, feministki i wielu seksuologów przekonuje, że winą za wszystkie problemy należy obarczyć brak edukacji seksualnej w naszych szkołach, która w najlepszym razie jest prowadzona przez „zacofanych katechetów”. W wielu przypadkach zwolennicy tej tezy to ideolodzy, którzy uwierzyli w pewien dogmat, którego bronią z sekciarskim zaangażowaniem. Inni wydają się zaś być swoistymi „przedstawicielami handlowymi” producentów środków antykoncepcyjnych. Wciąż gorącą sprawą jest współpraca z providerami aborcji, organizacji, której szefowała Wanda Nowicka. Jednak również Kazimiera Szczuka powiedziała 2 lata temu w piśmie „Slajd”, że „feministki, w odróżnieniu od ekologów, nie mogą dogadać się z jakimś dużym biznesem, który da nam pieniądze na naszą działalność, a my w zamian będziemy głosić idee, które będą rozkręcały biznes. Poza producentami prezerwatyw albo pigułek antykoncepcyjnych (…)". Naukowcy Marc-André Gagnon i Joel Lex¬chin z Uniwerysytetu York w Toronto obliczyli, że przemysł farmaceutyczny wydaje dwukrotnie więcej na promocję niż na badania naukowe. Trudno podejrzewać by nie sponsorował niektórych organizacji. Wiele empirycznych faktów przeczy również tezie o zbawczej roli edukacji seksualnej w szkołach. Przykładem są takie kraje jak Wielka Brytania czy Hiszpania, gdzie edukacja taka jest prowadzona od wczesnych lat szkolnych.

Ciąża mimo edukacji

4 lata temu szkoccy seksuolodzy przebadali pod kątem stosowania antykoncepcji prawie 3 tysiące ciężarnych kobiet, planujących urodzić dziecko i 900 kobiet zamierzających poddać się aborcji. Okazało się, że przeciętnie co trzecie dziecko pochodził z tzw. „wpadki”, która była spowodowana nieumiejętnością używania prezerwatyw. Okazało się też, że 75% kobiet, które zamierzały dokonać aborcji stosowało prezerwatywy. Natomiast badanie prowadzone od 1997 roku w Hiszpanii pokazało się ,że mimo wzrostu na przestrzeni dziesięciu lat poziomu stosowania antykoncepcji z 49,1 proc. do 79,9 proc oraz większej wiedzy o niej, liczba aborcji przypadających na 1000 kobiet wzrosła z 5,52 do 11,49 proc. Podobne dane możemy zaobserwować również w Wielkiej Brytanii. Już w 2008 roku brytyjscy politycy przyznali, że system edukacji seksualnej w Wielkiej Brytanii nie zdaje egzaminu. „Daily Telegraph” informował, że „każdego roku w Wielkiej Brytanii prawie 50 tys. dziewcząt poniżej 18 roku życia zachodzi w ciążę. Krytycy polityki rządu podkreślają, że podjęte działania związane z propagowaniem „bezpiecznego seksu” przyniosły skutek odwrotny. Ich zdaniem liczba dzieci poczętych przez nastolatki jest znacznie wyższa niż 10 lat temu”. Mimo wczesnej edukacji seksualnej, która kosztuje 150 milionów euro rocznie, Wielka Brytania prowadzi w rankingach pod względem ilości młodocianych matek w Europie Zachodniej i liczby aborcji wśród nastolatek. Lewicowi politycy zamiast poszukać rzeczywistych przyczyn tego stanu rzeczy zaproponowali jedna zwiększenie środków antykoncepcyjnych rozdawanych niepełnoletnim, w tym wczesnoporonnych tabletek „dzień po”. Gdy podałem w bardzo skróconej wersji ten przykład w przywołanej na początku tekstu debacie, eksperci od seksu w szkołach przekonywali mnie, że dane w Wielkiej Brytanii zawyżają m.in…wagarowicze, którzy uciekają z lekcji. Wagarowiczów musi być na wyspach wielu bowiem w Wielkiej Brytanii zwiększa się liczba chorób przenoszonych drogą płciową (przypadki syfilisu wzrosły o 1000 procent). Według statystyk co dziesiąty nastolatek ma jakiś rodzaj choroby wenerycznej. Co roku odnotowuje się około 700 tysięcy takich przypadków. Nieroztropna jest teza, że to edukacja seksualna powoduje niechciane ciąże i choroby weneryczne. Jednak jak widać w wielu miejscach na ziemi wcale przed nimi nie chroni, a do tego została przecież powołana. Trudno zaprzeczyć, że dopóki nie będzie się promować wierności partnerowi seksualnemu i wstrzemięźliwości, co w libertyńskiej kulturze jest trudne, to problem będzie narastał. Jednak, gdy fakty są przeciwko edukacji seksualnej to można powiedzieć, że fakty mają problem. Edukacja seksualna przybiera bowiem coraz bardziej absurdalne i szkodliwe dla dzieci formy.

Dziecko ze sztucznym penisem w ręku

Przypadków dotyczących edukacji seksualnej, które mogą oburzać Polaków jest bardzo wiele. Każdego dnia o drastycznej indoktrynacji informują konserwatywne media. Warto jednak przytoczyć kilka faktów, które potwierdzają jak daleko posuwa się nasza cywilizacja. Kilka tygodni temu władze Filadelfii postanowiły uruchomić program edukacji seksualnej, która polega na rozdawaniu 11 letnim dzieciom prezerwatyw. „Departament Publicznego Zdrowia” uruchomił nawet stronę internetową, gdzie młodzież może zamówić darmowe prezerwatywy klikając w zakładkę „ Wyślij mi kondomy”. Na początku tego roku podczas obrad ONZ-owskiej Komisji ds. Statusu Kobiet amerykańscy nauczyciele z “National Education Association” przekonywali, że należy wprowadzić „graficzną” edukację seksualną, na której dzieci dowiadywałyby się czym jest orgazm i seks oralny. Jednak to nie USA jest przodownikiem walki o seksualne wyedukowanie młodzieży. W jednej ze szwedzkich szkół w 8 klasie w ramach nauczania o seksie i współżyciu, biologii oraz języka szwedzkiego ( sic!) kazano dzieciom swoje inicjację seksualną albo erotyczne fantazje. Ci uczniowie, którzy nie przeżyli jeszcze swojego „pierwszego razu”, mieli podzielić się refleksjami, jak go sobie wyobrażają lub napisać opowiadanie o seksie. Jednak wszystkie „hardcorowe” przykłady z „postępowej” Skandynawii przebił sposób na edukowanie małych Szwajcarów. Tam już przedszkolaki musiały się bawić drewnianym penisem i gąbczastą waginą. Ponad 30 przedszkoli i szkół w Bazylei otrzymało zestawy „sex boxów” a w ramach zapoznawania się z tym czym jest seks przedszkolaki miały masować i dotykać miejsca intymne. „Dzieci mają nauczyć się rozróżniać męskie i żeńskie organy płciowe, wiedzieć, jak płodzi się dziecko i jak wygląda poród, zrozumieć, ze dotyk części ciała może wywoływać także namiętność” – bronił pomysłu Daniel Schneider, dyrektor ds. przedszkoli w kantonie Bazylei. Przykład Szwajcarii nie był jednak wcale tak szokujący. 3 lata wcześniej znana norweska przedszkolanka Pia Friis przekonywała w wywiadzie, że dzieci powinny móc “patrzeć na siebie wzajemnie i poznawać ciała innych dzieci. Oni mogą bawić się w lekarza, naśladować matkę i ojca, tańczyć nago i masturbować się”. Najbardziej szokujące było jednak to, że kobietę poparł publicznie znany psycholog Thore Langfeldt, który przekonywał, że “dzieci muszą uczyć się seksualności, w innym wypadku może się to źle skończyć.”

Polskie środowiska lewicowe i feministki bardzo chętnie się powołują na przykład krajów skandynawskich, które rzekomo znakomicie radzą sobie z seksem swoich obywateli. Jednak według raportu Komisji Europejskiej sprzed dwóch lat to właśnie Szwecja jest krajem z proporcjonalnie najwyższą liczbą gwałtów. Jednak już Roland Hunford w swoim słynnym dziele z lata 70-tych „Nowi totaliści" pisał o presji seksualnej na dzieci, które są niemal zmuszane do uprawiania seksu. „Zgoda na kopulowanie doprowadziła do seksualnej obsesji, która przeniknęła całe szwedzkie życie, zaś w jej następstwie ucierpiało zdrowie psychiczne wielu ludzi. Schorzenia umysłowe na tle seksualnym to temat, o którym milczą autorytety, zaś organizatorzy edukacji seksualnej udają, że nie istnieje. Mimo to w wielu kręgach uważa się, że przyczyną coraz większej liczby przypadków neurozy wśród uczniów szkół i studentów wyższych uczelni jest prawdopodobnie niepowodzenie w seksualnym „wyścigu szczurów"- pisał. Niestety głosy podważające mity dotyczące edukacji seksualnej są traktowane w najlepszym przypadku jak katolickie oszołomstwo. Coraz częściej dochodzi do tego, że za brak akceptacji tego „antidotum” spotykają krytyków kary. Niedawno media czeska nauczycielka Arjana Shametiová dowiedziała się, że może stracić pracę za krytykę systemu edukacji seksualnej w publicznej TV natomiast dwa lata temu niemieckie władze nakazały wysokie grzywny oraz kilkudniowy pobyt w więzieniu kilku ojcom, którzy nie zgodzili się posyłać swoje dzieci na edukację seksualną. W USA przykładów karania rodziców za sprzeciw wobec edukacji seksualnej jest jeszcze więcej.
Polacy dziś nie muszą jeszcze iść drogą Szwajcarii czy Szwecji. Możliwe, że nigdy nie będziemy mieli takich skrajności w polskich szkołach. Jednak do niedawna nie wyobrażaliśmy sobie w Sejmie posłów z „Faktów i Mitów”. Do niedawna w naszym kraju nie było również gier planszowych dla nastolatków, która polega na dokonaniu aborcji…

Łukasz Adamski

Tekst w zmienionej formie pojawił się w grudniu w "Uważam Rze"

Zrodlo: DEBATA – Publicystyka – 5 lutego 2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.06

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek