Mirosław Kokoszkiewicz: III RP, czy­li „w do­mu wi­siel­ca nie roz­ma­wia się o sznu­rze”


Sa tematy na ktore z nikim dyskutowac nie bedziemy - Wolski - foto - forumgazetapolska.plDla­cze­go To­masz Se­kiel­ski, ten, co to nie da so­bie wmó­wić, jak się co­dzien­nie chwa­li, że bia­łe jest czar­ne i na od­wrót, nie weź­mie na swo­ją męż­ną dzien­ni­kar­ską kla­tę ta­jem­ni­czej śmier­ci Grze­go­rza Mich­nie­wi­cza, dy­rek­to­ra ge­ne­ral­ne­go Kan­ce­la­rii Pre­ze­sa Ra­dy Mi­ni­strów Do­nal­da Tu­ska?

Cze­go do­ty­czy­ły sms-y, któ­re ten wy­bie­ra­ją­cy się na ro­dzin­ne świę­ta urzęd­nik pań­stwo­wy, ma­ją­cy do­stęp do naj­taj­niej­szych do­ku­men­tów i szy­fro­gra­mów, wy­sy­łał w ten swój ostat­ni wie­czór do To­ma­sza Arab­skie­go?

To ty­tu­ło­we, bar­dzo mą­dre, po­wie­dze­nie spraw­dza się w Pol­sce jak ni­g­dzie na świe­cie.

Jest pew­na licz­ba te­ma­tów ta­bu, któ­rych się u nas pu­blicz­nie nie po­ru­sza, a „naj­wy­żej ce­nie­ni dzien­ni­ka­rze”, w tym tak­że i ci, któ­rym taj­nia­cy zle­ci­li od­gry­wa­nie ro­li dzien­ni­ka­rzy śled­czych, za­cho­wu­ją się tak, jak­by w swo­ich kon­trak­tach pod­pi­sa­li ja­kiś aneks z wy­ka­zem te­ma­tów i osób nie­ty­kal­nych.

Ileż to trze­ba się na ten przy­kład na­po­cić, aby do­trzeć do in­for­ma­cji, że w 2010 ro­ku, Pu­ti­na w je­go let­niej re­zy­den­cji w So­czi od­wie­dzi­li, Le­szek Mil­ler, Adam Mich­nik i… uwa­ga, An­drzej Ro­ze­nek.

Obec­ność te­go ostat­nie­go mo­że nie­któ­rych dzi­wić, ale już tłu­ma­czę.

Ro­ze­nek to pu­pi­lek i pra­wa rę­ka Je­rze­go Urba­na, któ­ry, ste­ra­ny wie­kiem i pod­łym, nie­go­dzi­wym ży­wo­tem, sam już w ta­kich eska­pa­dach nie uczest­ni­czy.

O czym mo­gła tam de­ba­to­wać ta okro­jo­na re­pre­zen­ta­cja okrą­gło­sto­ło­wych ge­szef­cia­rzy?

Te­go się oczy­wi­ście ni­g­dy nie do­wie­my, ale to prze­cież w 2010 ro­ku pod krzy­żem, któ­re­mu woj­nę, ja­ko pierw­szy wy­dał Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski, na­ro­dzi­ło się to coś, co dzi­siaj się na­zy­wa „Ru­chem Pa­li­ko­ta”, a czło­wiek Urba­na, czy­li Ro­ze­nek, stał się nie­daw­no po­słem, o któ­re­go roz­po­zna­wal­ność wal­czy dzi­siaj za­wzię­cie za­rów­no TVN24, jak i „Ga­ze­ta Wy­bor­cza”, dwie tu­by nie do zdar­cia, na usłu­gach es­ta­bli­sh­men­tu III RP.

Cie­ka­wi mnie rów­nież, dla­cze­go pra­sa, szcze­gól­nie ta ko­lo­ro­wa, nie opi­sze nam pięk­nej mę­skiej przy­jaź­ni, ja­ka od lat łą­czy Bro­ni­sła­wa Ko­mo­row­skie­go i Ja­nu­sza Pa­li­ko­ta?

Aż się pro­si o okra­szo­ny pięk­ny­mi zdję­cia­mi fo­to­re­por­taż w ja­kiejś „Ga­li”, gdzie ca­ła Pol­ska mo­gła­by ich uj­rzeć w pew­nej le­śni­czów­ce w La­sach Ja­now­skich, czy za­sa­dza­ją­cych się w Ro­sji na głusz­ca w to­wa­rzy­stwie pa­nów z KGB. Gdzie dzien­ni­kar­skie ma­te­ria­ły z ty­lu wspól­nych Syl­we­strów tych nie­roz­łącz­nych kum­pli?

Za­sta­na­wia mnie też, dla­cze­go pa­no­wie Lat­kow­ski i Py­tla­kow­ski, któ­rzy na­krę­ci­li słyn­ny film „Wszyst­kie rę­ce umy­te. Spra­wa Bar­ba­ry Bli­dy”, szum­nie re­kla­mo­wa­ny w me­diach i na­wet do­łą­czo­ny w po­sta­ci pły­ty do ty­go­dni­ka „Wprost”, nie zmie­rzą się z ko­lej­nym te­ma­tem?

Cho­dzi mi na przy­kład o ta­jem­ni­czą śmierć An­drze­ja Lep­pe­ra, któ­ry naj­pierw za­ży­wa ta­blet­ki, trosz­cząc się o swo­je zdro­wie, a po chwi­li się wie­sza.

Czy Lep­per to nie jest barw­niej­sza i bar­dziej zna­na po­stać niż pa­ni Bar­ba­ra Bli­da? Czyż­by ja­kimś do­dat­ko­wym zmy­słem wy­czu­wa­li owi dzien­ni­ka­rze, że tym ra­zem nie by­ło­by uro­czy­stej pre­mie­ry i pies z ku­la­wą no­gą by te­go ni­g­dzie nie wy­emi­to­wał?

Dla­cze­go To­masz Se­kiel­ski, ten, co to nie da so­bie wmó­wić, jak się co­dzien­nie chwa­li, że bia­łe jest czar­ne i na od­wrót, nie weź­mie na swo­ją męż­ną dzien­ni­kar­ską kla­tę ta­jem­ni­czej śmier­ci Grze­go­rza Mich­nie­wi­cza, dy­rek­to­ra ge­ne­ral­ne­go Kan­ce­la­rii Pre­ze­sa Ra­dy Mi­ni­strów Do­nal­da Tu­ska, któ­re­go to dzień przed Wi­gi­lią Świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia w 2009 ro­ku zna­le­zio­no po­wie­szo­ne­go na prze­wo­dzie od od­ku­rza­cza?

Cze­go do­ty­czy­ły sms-y, któ­re, ten wy­bie­ra­ją­cy się na ro­dzin­ne świę­ta urzęd­nik pań­stwo­wy, ma­ją­cy do­stęp do naj­taj­niej­szych do­ku­men­tów i szy­fro­gra­mów, wy­sy­łał w ten swój ostat­ni wie­czór do To­ma­sza Arab­skie­go?

Śmia­ło, do dzie­ła pa­nie „bez­kom­pro­mi­so­wy” dzien­ni­ka­rzu tro­pią­cy na prze­mian Ka­czyń­skie­go i Ko­ściół Ka­to­lic­ki.

Naj­now­szym te­ma­tem, a wła­ści­wie jed­nym sło­wem, któ­re­go w „pol­skim do­mu wi­siel­ców” nie moż­na dzi­siaj wy­po­wia­dać bez na­ra­że­nia się na kpi­ny i ata­ki, jest sło­wo „za­mach” zaś naj­star­sza ta­jem­ni­ca i jed­no­cze­śnie ró­wie­śni­ca III RP zwie się, „fi­nan­se So­li­dar­no­ści”.

Jak wie­my, ten stru­mień mi­lio­nów do­la­rów i ma­rek za­chod­nich, pły­ną­cych do opo­zy­cji, był ści­śle kon­tro­lo­wa­ny przez Biu­ro Ko­or­dy­na­cyj­ne „So­li­dar­no­ści” w Bruk­se­li, na któ­re­go cze­le stał gdań­ski dzia­łacz związ­ku, Je­rzy Mi­lew­ski, jak się póź­niej oka­za­ło ko­mu­ni­stycz­ny agent, TW „Fran­ci­szek”.

W III RP ro­bił za­wrot­ną ka­rie­rę i był mi­ni­strem sta­nu za­rów­no w kan­ce­la­rii pre­zy­den­ta Wa­łę­sy jak i Kwa­śniew­skie­go oraz sze­fo­wał w BBN.

Ta­kie ho­łu­bie­nia agen­ta za­rów­no przez post­ko­mu­nę jak i „kon­struk­tyw­na opo­zy­cję” nie dzi­wi, zwa­żyw­szy na je­go bez­cen­ną wie­dzę. „Gdań­ski de­sant” do dziś ma zresz­tą sil­ną re­pre­zen­ta­cję nie tyl­ko w rzą­dzie Gdańsz­cza­ni­na Tu­ska, ale i w biz­ne­sie.

Za­pew­ne owa wie­dza Mi­lew­skie­go zde­po­no­wa­na u spad­ko­bier­ców, po­zwo­li­ła­by na wy­ja­śnie­nie za­gad­ki, skąd ta­cy bied­ni opo­zy­cjo­ni­ści, jak na przy­kład Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski, czy je­go kum­pel w mar­ty­ro­lo­gii z ośrod­ka wy­po­czyn­ko­we­go „Wil­ga” w Ja­wo­rzu, ak­tor Ma­ciej Ray­za­cher, mie­li na po­cząt­ku lat dzie­więć­dzie­sią­tych dzie­siąt­ki ty­się­cy za­chod­nich ma­rek, któ­re za­in­we­sto­wa­li w kon­tro­lo­wa­ną przez WSI „ka­sę Pa­lu­cha”?

Jak to się sta­ło, że hi­sto­ryk z za­wo­du, Ko­mo­row­ski zo­stał przy­pi­sa­ny na la­ta do MON, a je­go kum­pel i ak­tor, Ray­za­cher zo­stał tam dy­rek­to­rem de­par­ta­men­tu? Ja­kież to ukry­te kwa­li­fi­ka­cje obu pa­nów o tym za­de­cy­do­wa­ły?

Mo­że też ła­twiej by­ło­by nam zro­zu­mieć, dla­cze­go wie­lu daw­nych dzia­ła­czy So­li­dar­no­ści, któ­rzy w czy­nie spo­łecz­nym i za wła­sne pry­wat­ne pie­nią­dze zwal­cza­li ko­mu­nę, kle­pie dzi­siaj bie­dę, sta­no­wi klien­te­lę MOPS-ów, a na­wet zbie­ra pusz­ki po pi­wie na śmiet­ni­kach, pod­czas gdy in­ni pła­wią się w luk­su­sach i grze­ją w bla­sku fle­szy i ka­mer?

Ja­ru­zel­ski wie­dział co mó­wi, gro­żąc, że dys­po­nu­je wie­dzą, dzię­ki któ­rej „z nie­któ­rych głów mo­gą po­spa­dać au­re­ole”.

Dla­cze­go IPN oraz kwiat dzien­ni­kar­stwa z Mo­ni­ką Olej­nik, Agniesz­ką Ku­blik, Czuch­now­skim, Li­sem, Se­kiel­skim, Mo­ro­zow­skim i resz­tą te­go „do­cie­kli­we­go” to­wa­rzy­stwa nie po­dą­ża­ją tym ar­cy­cie­ka­wym tro­pem?

Wia­do­mo.

„W do­mu wi­siel­ca nie roz­ma­wia się o sznu­rze”, zwłasz­cza gdy gra­su­je w III RP cią­gle bez­kar­ny, zbio­ro­wy sa­mo­bój­ca, „Wi­sza­tiel” i psy­chicz­nie nie­zrów­no­wa­żo­ny „syn oj­co­bój­ca”.

Mirosław Kokoszkiewicz

Zrodlo: WarszawskaGazeta, 10 lutego 2012

 

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.11

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek