Jan Engelgard: Jakie filmy mają oglądać licealiści?


Engelgard-Jan-fot2-polskapartianarodowaorg„Gazeta Wyborcza” ostrzega przed filmem dokumentalnym „Ukraiński rapsod” o zbrodniach UPA na Wołyniu. Uważa, że film jest „nieuczciwy, szkodliwy i prostacki” i nie powinien być pokazywany w liceach. Dlaczego? Bo, owszem, pokazuje wydarzenia, jakie miały miejsce, ale nie daje dopowiedzi – dlaczego do nich doszło? Albowiem: „Temat jest bowiem trudny. Pisać czy robić film o zbrodniach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej nie można bez odpowiedniego warsztatu, wyczucia, a przede wszystkim bez koniecznej w tym wypadku refleksji uwzględniającej kontekst czasów, w jakich do nich doszło. To wymaga nie tylko wybitnego reżyserskiego wzroku i słuchu, ale przede wszystkim otwartej głowy – mądrości i umiejętności analizy faktów historycznych, także tych poprzedzających tragedię”.

No proszę, jaka troska o obiektywizm i kontekst epoki. „Ktoś, kto bierze się za taki temat, musi przynajmniej spróbować rzetelnie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego do nich doszło? W „Ukraińskim rapsodzie” śladu takiego pytania nie ma” – czytamy we wrocławskim wydaniu „GW”. Autora razi drastyczność scen i koncentrowanie się na mordach, sprowadzaniu wszystkiego „do opisów mechaniki zbrodni”, i brak „refleksji nad jej korzeniami”. I dalej: „Sceny są prostacko wymyślone i beznadziejnie wyreżyserowane”.

Człowiek nie znający podwójnej moralności redaktorów „GW” mógłby się nawet z niektórymi wnioskami zgodzić. Zbyt dosłowne pokazywanie strasznych zbrodni, epatowanie przemocą i krwią – może być rzeczywiście dyskusyjne i przynosić odwrotny efekt. Można by też rzeczywiście pokazać kontekst historyczny. Tak jest, tyle tylko, że „GW” jest taka troskliwa i zabiegająca o delikatność oraz „kontekst historyczny” tylko w przypadku zbrodni UPA, bo jeśli powstaje jakiś film, w którym to Polacy są zbirami, mordercami, tępym motłochem mordującym inne nacje – to jest to z reguły „arcydzieło”. Przykład? Proszę bardzo – „Róża” Wojciecha Smarzowskiego, epatujący naturalizmem, perwersyjną brutalnością, ordynarnymi scenami gwałtu i tortur. To obraz Mazur po 1945 roku – w roli oprawców Rosjanie i Polacy. Ofiary to Niemcy i Mazurzy. Obraz jest okrzyczany jako arcydzieło, choć jest jednostronny i tendencyjny. Ale to nikomu nie przeszkadza, bo ma „obalić” mit „Samych swoich”, ma pokazać, że nie byliśmy tacy cacy, że mordowaliśmy i gwałciliśmy.

Ta sama „GW”, która oburza się na film „Ukraiński rapsod” tak pisze o „Róży: „Z niespotykaną bezwzględnością ukazano bestialstwa radzieckich żołnierzy, używających sobie na „Giermańcach”. Ale czym różnią się tu gwałty rosyjskie od gwałtów niemieckich? Czym różnią się piwnice polskiego UB od katowni gestapo? Towarzysz broni Tadeusza, z innej opcji politycznej, tak samo jak on walczący z Hitlerem, po wojnie staje się jego katem. Gwałt nie zna granic, przychodzi jak fala, pobudzony przez wojnę. Smarzowski wykracza jednak poza ramy polityki historycznej. „Róża” nie zaspokoi tych, którzy chcieliby zobaczyć w niej przede wszystkim film o polskich cierpieniach, ponieważ gwałt zadają również sami Polacy”. No i proszę bardzo, nie ma domagania się „kontekstu historycznego”, nie ma żądania, żeby pokazać jakie były źródła tych gwałtów, nie ma pytania – dlaczego? I nie będzie takich pytań – bo w tym przypadku „GW” i tym, którzy propagują ten film chodzi o coś zupełnie innego. I pewnie będą żądać, żeby to obejrzał każdy licealista.

Polska po 1945 objęła wielkie tereny pod Odrę i Nysę, zajęła Prusy Wschodnie, kolebkę państwa, które doprowadziło do rozbiorów. Miliony ludzi zasiedliło te ziemie, w błyskawiczny sposób je zagospodarowano. A teraz mamy spuszczać głowy i przepraszać za to, co działo się być może naprawdę, ale z punktu widzenia tych wielkich migracji i wysiłku narodu obejmującego nowe ziemie – nie miało znaczenia. To Niemcy wywołały wojnę i same siebie doprowadziły na skraj upodlenia. I to nie my, i nie Rosjanie – za to odpowiadają. Owszem, popełniono fatalne błędy w polityce wobec autochtonów – ludzie z obozu narodowego, którzy byli zaangażowani w politykę obejmowania Ziem Zachodnich i Północnych w ręce polskie – nie godzili się z tym i protestowali (np. Władysław Jan Grabski), ale to nie jest powód, żeby przedstawiać to w taki sposób jak Smarzowski. Ten film jest przesiąknięty ideologią tzw. nowego spojrzenia na dzieje najnowsze i dzieje Polski, i jest to ideologia Polakom wroga. Nawet kinematografia niemiecka (film „Die Flucht” o ucieczce Niemców z Prus Wschodnich) nie pokazuje tych wydarzeń tak, jak Smarzowski. Naiwni „antykomuniści” oczywiście się na to nabierają (vide entuzjastyczna recenzja w „Uważam Rze”), ale to już ich sprawa. Dla nich każdy film bijący w „Ruskiego” i „komunę” jest OK. Ważniejszy jest antykomunizm niż Polska. Większą czujność wykazał „Nasz Dziennik”, który zauważył, że to film szkalujący Polaków. A „GW”? Jeszcze raz pokazała, jak rozumie swoją misję „bycia uczciwym” i „obiektywnym”. A do reżysera Smarzowskiego mam jedno pytanie – jak pan jest taki dobry w epatowaniu widza przemocą, to czy podejmie się pan nakręcenia filmu o zbrodniach UPA? Nie będzie musiał pan „podkręcać” rzeczywistości, wystarczy tylko pokazać, jak było.

Jan Engelgard
10.02.2012

Zrodlo: www.engelgard.pl

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.12

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek