Tomasz Formicki: „Żelazna Dama” – Meryl Streep uratowała film


Meryl Streep wins a BAFTA but almost loses a shoe – The British Academy Film Awards 2012 – BBC One

Na ten film czekałem z niecierpliwością. Z dwóch powodów. Po pierwsze głównym bohaterem jest Margaret Thatcher, która odcisnęła swoje piętno na polityce międzynarodowej w latach 80-tych ubiegłego wieku. Tak więc uzasadnione były oczekiwania na ukazanie w filmie nie tylko samej sylwetki Żelaznej Damy, ale niuansów polityki brytyjskiej zarówno na niwie wewnętrznej, jak i globalnych zmagań na arenie międzynarodowej w ostatniej dekadzie Zimnej Wojny. Drugim powodem jest fakt, że główną rolę odgrywa jedna z najlepszych aktorek na świecie Meryl Streep.

Meryl-Streep-as-Margaret-Thatcher-Photo-Alex-Bailey-Pathe-Production-APPewnym punktem odniesienia dla filmu „Żelazna Dama” może być obraz „Królowa” z Helen Mirren w roli głównej. Twórcy „Królowej” plastycznie ukazali specyfikę oraz pewne delikatne aspekty polityki wewnętrznej Wielkiej Brytanii, a także relacje pomiędzy rodziną królewską, a stojącym na gruncie demokracji premierem Tonym Blair’em oraz jego zapleczem politycznym. Reżyserowi „Królowej” Stephenowi Frears’owi oraz scenarzyście Peterowi Morganowi wręcz perfekcyjnie udał się balans pomiędzy ukazaniem niuansów prywatnego życia rodziny królewskiej oraz premiera Wielkiej Brytanii, a zachowaniem szacunku dla instytucji i osób ich reprezentujących. I to stanowi o sile filmu „Królowa” i jego wyjątkowości.

Wracając do „Żelaznej Damy”, to sam pomysł twórców filmu, aby fabułę obrazu osadzić we współczesnych realiach, gdy Margaret Thatcher jest na zasłużonej emeryturze i z tej perspektywy ocenia polityczny dorobek swego życia wydawał się być całkiem dobrą koncepcją. Jednakże nie jest, bowiem przedstawiono byłą premier Wielkiej Brytanii jako staruszkę, która ma halucynacje i w tychże halucynacjach rozmawia ze swoim nieżyjącym mężem Denisem. Tutaj reżyser Phyllida Lloyd przesadziła, bo wykreowała główną bohaterkę (żyjącą przecież) na podeszłą wiekiem dziwaczkę momentami ocierającą się o egzaltację, a nawet histerię. Oglądając te sceny można odczuwać duży niesmak, chociażby z tego względu, że Margaret Thatcher żyje. W tym kontekście protesty rodziny Thatcherów odnośnie tego filmu nie dziwią i wydają się być jak najbardziej zrozumiałe i usprawiedliwione.

Jednakże trzeba oddać honor twórcom obrazu, że znakomitym pomysłem jest koncepcja przedstawienia Denisa Thatcher – męża Margaret jako swoistego, nadwornego stańczyka, który przez całą polityczną drogę Żelaznej Damy mówi jej wprost (momentami w bardzo dowcipny sposób) to, czego boją się powiedzieć partyjni koledzy oraz ministrowie. Tym niemniej wszystko psuje przedstawienie Margaret Thatcher jako zdziwaczałej staruszki. Wydaje się, że tutaj przekroczono granice dobrego smaku i szacunku dla żyjącej byłej premier. Na tej płaszczyźnie twórcom „Żelaznej Damy” nie udało się to, co znakomicie zrealizowali reżyser i scenarzysta filmu „Królowa” – zachowanie szacunku dla osób przedstawianych w obrazie.

Kolejnym słabym punktem filmu jest samo ukazanie politycznej drogi oraz tła historyczno – politycznego wydarzeń na szachownicy globalnych zmagań Zimnej Wojny, których jednym z głównych bohaterów była Żelazna Dama. Ujęto je w bardzo powierzchowny, by nie rzec infantylny sposób. Zabrakło ukazania tego, co od wieków charakteryzuje brytyjski sposób prowadzenia polityki – zimną, beznamiętną kalkulację opartą o interes Wielkiej Brytanii. I tak oglądający „Żelazną Damę” zamiast otrzymać lekcję polityki realnej made in Great Britain otrzymuje zlepek prawoczłowieczych sloganów propagandowych płynących z ust głównej bohaterki. Żenujący jest fragment, gdy przedstawiono wątek konfliktu na Falklandach, który miał geostrategiczne znaczenie dla Wielkiej Brytanii. Margaret Thatcher w obecności wysokiej rangą wojskowych karmi ich PR – owymi frazesami o wolności…

Zdumiewa, że twórcy omawianego filmu nie ukazali działań Żelaznej Damy w polityce międzynarodowej. Przecież ewenementem na skalę światową jest fakt, że kobieta kierowała polityką jednego z największych państw na świecie i najwięksi, czyli przywódcy USA i ZSRR musieli się z nią liczyć. Niestety nie ukazano tej płaszczyzny i sprowadzono ją do fragmentu, gdy Margaret Thatcher tańczy z Ronaldem Reaganem.

Całokształt filmu ratuje nieprzeciętna kreacja Meryl Streep, która po raz kolejny udowodniła, że jest jedną z najlepszych aktorek w historii kina. Sposób w jaki odegrała Żelazną Damę zarówno w czasach jej politycznej świetności, jak i na emeryturze musi budzić podziw dla jej kunsztu aktorskiego. Meryl Streep po prostu genialnie wcieliła się w postać Margaret Thatcher. Od sposobu poruszania się przez gestykulację i mimikę aż po sposób modulowania głosu. I to właśnie jej gra uratowała ten film i stanowi o jego sile oraz wartości. W tym miejscu należy podkreślić, że także zespół charakteryzatorów, którzy pracowali na planie filmowym zasługuje na podziw i szacunek kinomanów, bo ze swojego zadania znakomicie się wywiązali.

Reasumując: film nie spełnił pokładanych w nim nadziei i momentami jest po prostu infantylny. W przeciwieństwie do obrazu „Królowa” twórcom „Żelaznej Damy” nie udało się ukazać pewnych mechanizmów i niuansów brytyjskiej polityki. Co więcej, przekroczyli granice dobrego smaku przedstawiając Margaret Thatcher na emeryturze jako egzaltowaną, mającą zwidy staruszkę. W tym kontekście film jest po prostu niesmaczny. Całość uratowała niesamowita gra aktorska Meryl Streep, która udowodniła, że w światowej kinematografii jest prawdziwą żelazną damą, bowiem to jej kreacja powoduje, że mimo wszystko ten film warto obejrzeć.

Tomasz Formicki

„Żelazna Dama”, reżyseria: Phyllida Lloyd, scenariusz: Abi Morgan. W rolach głównych: Meryl Streep, Jim Broadbent, Olivia Colman, Roger Allam, Susan Brown, Nick Dunning. Czas trwania: 105 min. Produkcja: Wielka Brytania, Francja (2011).

Zrodlo: Diarium.pl, Film, “Zelazna Dama” – Merl Streep uratowala film, Tomasz Formicki, 15 lutego 2012

 

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.15

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek