Adam Kruczek: Na indeksie Armii Krajowej


Oddzial-Wybranieckich-w-lesie-pod-Antoniowej-sierpien-1944-foto-swietokrzyskie-regiopedia.plSąd koleżeński Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Kielcach nie ugiął się pod medialną nagonką "Gazety Wyborczej" i wydalił ze swoich szeregów Henryka Pawelca za publiczne oskarżanie swoich kolegów o bandytyzm i mordowanie Żydów. Czeka go jeszcze proces sądowy o zniesławienie

Na indeksie Armii Krajowej

Gdyby wziąć pod uwagę częstotliwość ukazywania się prasowych tekstów na temat Henryka Pawelca w kieleckim dodatku do "Gazety Wyborczej", przeplatanych doniesieniami w ogólnopolskim wydaniu gazety i w "Tygodniku Powszechnym", można by odnieść wrażenie, że Kielecczyzna od nowego roku żyje wyłącznie problemem wykluczenia kombatanta ze ŚZŻAK. Sążniste wywiady i komentarze, codzienny monitoring stanu postępowania przed sądem koleżeńskim, niepochlebne wypowiedzi pod adresem jego członków, gloryfikacja Pawelca jako jedynego sprawiedliwego wśród kieleckich akowców w sposób oczywisty miały na celu wymuszenie na sądzie koleżeńskim odstąpienia od ukarania kombatanta za nazwanie mjr. Mariana Sobiesiaka ps. "Barabasz", dowódcy legendarnego oddziału AK "Wybranieccy" działającego na Kielecczyźnie, zbrodniarzem. Solidarność z Pawelcem w formie listu otwartego ogłoszonego w "Gazecie Wyborczej" zamanifestowało stu kilkudziesięciu różnego kalibru tropicieli rzekomego polskiego antysemityzmu z Wojciechem Mazowieckim, Dariuszem Libionką czy Tadeuszem Słobodziankiem na czele. Sugerowali oni mafijny charakter kieleckich struktur ŚZŻAK, a zgodne ze statutem wydalenie szkodzącego związkowi członka nazwali "omertą".

Tymczasem okazuje się, że oskarżenia akowców o "zbrodnie" na Żydach oparte zostały na bardzo kruchych podstawach. Zaczęło się od tego, że dwie panie związane z Centrum Badań nad Zagładą Żydów – jedna w stopniu profesora, druga doktora – na podstawie analizy akt trzech stalinowskich procesów i paru relacji pochodzących m.in. z Instytutu Yad Vashem wysnuły hipotezę, jakoby żołnierze zasłużonego dla Kielecczyzny oddziału Armii Krajowej "Wybranieccy" w "pięciu lub sześciu przypadkach" zabili Żydów z przyczyn antysemickich i w celu zagarnięcia ich mienia, a nie – jak było to dotąd przyjęte – na podstawie wyroków Podziemnego Państwa Polskiego. Choć jednoznacznych dowodów na to nie przedstawiły, ich teza została ukazana jako udokumentowany fakt.

Do akcji przeciwko "Wybranieckim" i ich dowódcy został wplątany sędziwy 90-letni kombatant walczący ongiś w inkryminowanym oddziale. Umiejętnie podpuszczony, nazywany przez badaczki holokaustu "ucieleśnieniem polskiego ideału ułańskiego" i człowiekiem o "nieposzlakowanej opinii", nagle napiętnował w "Tygodniku Powszechnym" swojego dowódcę mianem "zbrodniarza". Podchwyciła to "Gazeta Wyborcza". Ponieważ wspierany przez członków Towarzystwa im. Jana Karskiego i wynoszony na piedestał przez "Gazetę Wyborczą" wiekowy kombatant nie reagował na upomnienia kolegów i nie zamierzał swoich oszczerstw odwołać, został wykluczony z szeregów Światowego Związku Żołnierzy AK, a teraz czeka go jeszcze proces sądowy o zniesławienie, zapowiadany przez rodzinę pomówionego dowódcy. Zapewne koncern Agora nie pozostawi go bez dobrego prawnika.

Barabasz i jego chłopcy

"Wybranieccy" byli jednym z pierwszych oddziałów partyzanckich AK powstałych i walczących na Kielecczyźnie. Początkowo niewielki, bo liczący 7 ludzi oddział został utworzony wczesną wiosną 1943 r. przez inspektora kieleckiego obwodu Kierownictwa Dywersji (Kedywu) kaprala podchorążego Mariana Sołtysiaka "Barabasza". Marian Sołtysiak to postać bohaterska, a zarazem niezwykle barwna. Poeta należący od 1936 r. do kieleckiej grupy literackiej "Gołoborze", harcerz, podchorąży II dywizji Piechoty Legionów, uczestnik Kampanii Wrześniowej ujęty przez Niemców pod Zamościem, uciekł z niewoli i już w listopadzie został zaprzysiężony w konspiracyjnej Służbie Zwycięstwu Polski. W konspiracji pozostał do końca okupacji hitlerowskiej. Przez jego oddział przeszło prawie 300 żołnierzy. Jak większość jednostek AK "Wybranieccy" ochraniali ludność cywilną przed bandami rabunkowymi i niemieckimi akcjami pacyfikacyjnymi, przeprowadzali akcje dywersyjne, likwidowali konfidentów i funkcjonariuszy hitlerowskich. Nie sposób zliczyć wszystkich ich dokonań. Już w kwietniu 1943 r. wsławili się opanowaniem Chęcin i uwolnieniem więźniów z aresztu. Potem spalili koszary Baudienstu w Rykoszynie, dokonali napadu na posterunek żandarmerii w Bielinach. W czerwcu 1944 r. opanowali Chmielnik, gdzie rozbili magazyny wojskowe, w lipcu rozbili oddział żandarmerii w Niestachowie. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji oddziału była zwycięska bitwa pod Antoniowem, która uratowała wieś przed pacyfikacją, choć kosztowała 6 zabitych. Potem przyszły jeszcze walki pod Zaborowicami czy Radkowem. Ogółem "Wybranieccy" przeprowadzili ponad 100 udanych akcji bojowych, w tym szereg miejskich w Kielcach. Oddało w nich życie ponad 30 żołnierzy. Na podstawie wyroków Podziemnego Państwa Polskiego zlikwidowali kilkudziesięciu konfidentów.

28 września 1944 r. rozformowano zgrupowanie 2. Dywizji Piechoty Legionów AK, w składzie której od czasu akcji "Burza" jako 4. pułk piechoty Legionów AK pozostawał oddział "Wybranieckich". Partyzanci zostali zdemobilizowani, część z nich powróciła do swoich miejscowości i rodzin, reszta kontynuowała walkę z okupantem niemieckim, a potem sowieckim.

Po wkroczeniu Sowietów, gdy rozpoczęło się polowanie na kadrę dowódczą Polski Podziemnej, ukrywający się "Barabasz" przedostał się na Zachód, lecz wkrótce, gdy w kraju jego żona urodziła dziecko, wrócił do Polski. We Wrocławiu próbował podjąć studia, lecz w 1949 r. został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. O ciężkim śledztwie trwającym 2 lata mówił: "Byłem na dnie piekła". W sfingowanym procesie w 1951 r. został skazany na 7 lat więzienia, z których odsiedział 5. Dwukrotnie zrehabilitowany: po odwilży w 1956 r. i po przemianach w 1989 r., zmarł w 1995 roku. Jest patronem ulicy w Kielcach, szkoły w Daleszycach, ma kilka pomników i tablic.

Pięć albo sześć przypadków

Wykluczenie Henryka Pawelca ze Światowego Związku Żołnierzy AK to reakcja na jego wypowiedź w reportażu Zuzanny Radzik w "Tygodniku Powszechnym" z lipca ubiegłego roku, gdzie nazwał swojego byłego dowódcę Mariana Sołtysiaka zbrodniarzem. Być może autorka reportażu pozoruje rzekomo przypadkowe spotkanie z jakoby nieznanym sobie kombatantem. Okazuje się, że świat jest bardzo mały i zarówno ona, jak i kombatant są już po lekturze i pod silnym wrażeniem nieopublikowanego jeszcze artykułu napisanego dla rocznika "Zagłada Żydów. Materiały i Studia" przez dr Alinę Skibińską i prof. Joannę Tokarską-Bakir. Zarówno Zuzanna Radzik, jak i Henryk Pawelec zgadzają się z tezami artykułu, że oddział "Wybranieckich", a zwłaszcza jego dowódca ma na rękach krew niewinnych Żydów zabitych w celach rabunkowych.

Tezy te nie są całkiem nowe, gdyż przed 60 laty sformułował je również Sąd Wojewódzki w Kielcach, skazując żołnierzy AK na długoletnie więzienia na podstawie dekretu "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego", wydanego przez zainstalowany w Polsce przez Stalina marionetkowy Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Choć stalinowskie wyroki zostały już dawno unieważnione, twórcza analiza akt procesowych pozwoliła paniom Skibińskiej i Tokarskiej-Bakir nie tylko na stwierdzenie winy żołnierzy AK, ale na znaczne rozszerzenie aktu oskarżenia. Z dezaprobatą piszą o stalinowskim sędzi skazującym akowców na wieloletnie wyroki jako człowieku "życzliwym oskarżonym", a np. wyrok 5 lat więzienia dla Edwarda Skrobota ps. "Wierny" uznają za "nadzwyczaj łagodny". Skibińska i Tokarska-Bakir stanowczo odrzucają wszelkie wyjaśnienia akowców, że we wszystkich zarzucanych im "morderstwach" wykonywali wyroki śmierci wydane przez Polskie Państwo Podziemne. Aż strach pomyśleć, co by czekało "Barabasza" i jego żołnierzy, gdyby to te panie znajdowały się w czasie procesu w 1951 r. na miejscu sędziego.

Trudno odmówić osobom z cenzusami naukowymi, jakimi są panie Skibińska i Tokarska-Bakir, prawa do prowadzenia nawet w tak emocjonalny sposób badań historycznych. Naukowcy mogą stawiać różne kontrowersyjne tezy, ale traktowanie ich jako prawdy obiektywnej, a następnie wykorzystywanie w celu mieszania z błotem nieżyjących już osób, to poważne nadużycie. Zwłaszcza gdy tezy te nie zostały poddane pod dyskusję i zweryfikowane przez innych naukowców, niekoniecznie z Centrum Zagłady Żydów. Kielecka delegatura IPN przygotowuje obszerne opracowanie dotyczące zarzucanych oddziałowi "Wybranieckich" i jego dowódcy "zbrodni", a także wiarygodności wniosków wyciąganych na podstawie akt stalinowskich procesów.

"Sierpniówki" mało wiarygodne

Analizy opublikowane przez prof. Tokarską-Bakir i dr Skibińską w roczniku "Zagłada Żydów. Materiały i Studia" to kontynuacja metody rozsławionej przez prof. Jana Tomasza Grossa, który w swoich książkach oskarżających Polaków o zbrodnie przeciwko Żydom powoływał się na materiały procesowe z tzw. sierpniówek. "Sierpniówki" to potoczna nazwa procesów prowadzonych po zajęciu Polski przez Sowietów na podstawie wydanego w sierpniu 1944 r. dekretu "O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy". Na podstawie "dekretu sierpniowego" sądzeni i karani byli hitlerowscy oprawcy, np. komendant obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu Rudolf Höss, ale również żołnierze Armii Krajowej. Najsłynniejszą "sierpniówką" był pseudoproces gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", szefa Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK (Kedywu), zakończony – jak wiadomo – mordem sądowym.

Zdaniem prof. Jana Żaryna, po rozbiciu przez komunistów podziemia niepodległościowego, a szczególnie po 1949 r., żołnierze AK, NSZ czy BCh bardzo często byli oskarżani właśnie na podstawie "dekretu sierpniowego" o współpracę z hitlerowcami. Oprócz tak spektakularnych procesów jak rotmistrza Pileckiego czy gen. Fieldorfa odbyło się wiele spraw, w których na prowincji skazywano żołnierzy niższych szczebli.

– Miało to służyć jako tuba propagandowa do haniebnego pomawiania organizacji Państwa Podziemnego i jego kadry dowódczej o kolaborację z Niemcami – twierdzi prof. Żaryn. – Jedną z form takiej kolaboracji miał być udział w eksterminacji Żydów – precyzuje.
Zdaniem historyka, materiały procesowe "sierpniówek" są w dużym stopniu niewiarygodne, co nie znaczy, że nie można tam znaleźć również prawdziwych informacji. Praktyką stalinowskiego departamentu śledczego było wymuszanie na oskarżonych i świadkach zeznań zgodnych z politycznym zapotrzebowaniem. Często dręczeni akowcy częściowo lub całkowicie przyznawali się do stawianych im zarzutów. Dochodziła do tego jeszcze ubecka agentura, która – powoływana w charakterze świadków – miała za zadanie wspierać prokuratorskie oskarżenia. Niestety, wszystko to przeważnie umyka badaczom "sierpniówek". Interesuje ich głównie zdobywanie informacji potwierdzających, że ktoś kiedyś zastrzelił osobę narodowości żydowskiej i w ten sposób uczestniczył w zagładzie Żydów.
– Akcja oczerniania żołnierzy AK w stalinowskich gazetach jest dziś niejako reaktywowana – konkluduje prof. Żaryn. – Niektórzy robią to z ignorancji, ale niektórzy cynicznie i w pełni świadomie.

Profesor Żaryn przygotowuje opracowanie dotyczące metodologii badań nad "sierpniówkami". Zapewnia, że zapozna się i uwzględni w swoim opracowaniu również analizy dr Skibińskiej i prof. Tokarskiej-Bakir.

Najgorsze świństwo

Konflikt między Henrykiem Pawelcem ps. "Andrzej" a członkami kieleckiego Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej trwa już od końca lat 90. Pawelec jako dowódca zwiadu konnego przeszedł wraz Marianem Sołtysiakiem "Barabaszem" cały szlak bojowy "Wybranieckich". Później przedostał się na Zachód. Do Polski wrócił w 1992 r. i do śmierci Sołtysiaka wręcz manifestował swoją przyjaźń i oddanie byłemu dowódcy.

W miarę upływu lat od śmierci dowódcy "Wybranieckich" Pawelec coraz intensywniej zaczynał podważać dotychczas niekwestionowany autorytet dowódcy, za co został nawet wykluczony z jednego z kół ŚZŻAK w Kielcach i przeniesiony do innego. Ale nie posuwał się wówczas do oskarżania "Barabasza" o zbrodnie na Żydach, co robi dopiero od lipca ub.r. i za co właśnie wyrzucono go z kieleckiego okręgu ŚZŻAK.

– Rzucać kalumnie po śmierci na swojego dowódcę to jest najgorsze świństwo, jakie żołnierz może zrobić – uważa Włodzimierz Gruszczyński ps. "Jach", 92-letni kombatant z oddziału "Jędrusie", młodszy o 4 lata kolega szkolny Mariana Sołtysiaka. – Jest to obraza nie tylko samego "Barabasza", ale całej Armii Krajowej. Podkreśliliśmy to w naszym wniosku o wykluczenie Pawelca ze związku.

– Zarzucanie "Barabaszowi", że wydawał rozkazy zabijania Żydów dlatego, że byli Żydami, to kompletna bzdura – przekonuje mieszkająca we Wrocławiu Danuta Nowak ps. "Danka", łączniczka w oddziale najpierw "Barabasza", a później dowódcy okręgu mjr. "Wyrwy". – Przecież cały czas był z nami w konspiracji Żyd dr Lepszy, który nawet ratował mnie po wypadku na motocyklu. Wszyscy wiedzieli, że jest Żydem, i jakoś nikt do niego nie strzelał. Przeciwnie, bardzo go wszyscy kochaliśmy – dodaje Nowak.

Adam Kruczek

Zrodlo: NASZ DZIENNIK, 22 lutego 2012, Nr 44 (4279)

Wybor zdjecia wg/PCO za: regiopedia.pl

 

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.21

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek