Stanisław Michalkiewicz: Nasza kremlowska duszeńka


Stanislaw-Michalkiewicz-fot-naszapolska.pl-081120115 marca 1953 roku przestało bić serce Józefa Stalina – a na wieść o tym całe postępactwo dostało małpiego rozumu, że to niby „co teraz z nami będzie”. W tej wariackiej awangardzie najbardziej widoczni byli „inżynierowie dusz” – jak partia nazywała wtedy literatów. Było to określenie o tyle zagadkowe, że partia uważała, iż żadnych dusz nie ma – ale skoro nawet dzisiaj jest mnóstwo tajemnic, że wymienię tylko pierwszą z brzegu: kto właściwie zabronił premieru Tusku kandydowania w wyborach prezydenckich w 2010 roku – to cóż dopiero wtedy, kiedy prawie wszystko było tajne? Ale Józef Stalin, zanim przestało bić mu serce, sporo dokazywał i to nie tylko w wiekopomnych czynach, ale również – w przemówieniach. W jednym z takich przemówień w spiżowych słowach zauważył, że nieważne, kto głosuje, ważne – kto liczy głosy. Józef Stalin miał oczywiście rację, jak zresztą we wszystkim, co mówił, ale nie powiedział najważniejszego – że mianowicie od liczenia głosów jeszcze ważniejsze jest przygotowanie wyborcom alternatywy, to znaczy tego, co mają wybierać.

Za Józefa Stalina upowszechniła się praktyka, że aby obywateli nie wpędzać w niepotrzebne rozterki („osiołkowi w żłoby dano; w jednym owies, w drugim siano”) partia przygotowywała tylko jedną listę. Było to bardzo krytykowane przez płomiennych obrońców demokracji, toteż obecnie partia przygotowuje kilka list, między którymi obywatele mogą sobie wybierać, ile dusza zapragnie. Na przykład w naszym nieszczęśliwym kraju raz wybierają jednych, a raz drugich, ale ciekawe, że mimo tylu zmian, ustanowiony w roku 1989 w Magdalence ekonomiczny model państwa w postaci kapitalizmu kompradorskiego, ani drgnie. Skłania to do podejrzeń, że nie tylko w Zwiazku Radzieckim za Stalina, ale i w naszej młodej demokracji najważniejsze jest, kto i jaką alternatywę przygotowuje obywatelom, żeby – jak to się za moich czasów mawiało w kołach wojskowych: tak czy owak – sierżant Nowak! Podobnie w Związku Ra… to znaczy pardon – oczywiście w Rosji, gdzie niedawno wybory prezydenckie wygrał Włodzimierz Putin, którego nazwisko tak zabawnie wymawiają wymowni Francuzi. Jak wiadomo, najpoważniejszym jego konkurentem był Genady Ziuganow, przywódca rosyjskich komunistów. Jak wiadomo, zarówno nasi Umiłowani Przywódcy, jak i inżynierowie dusz z mediów głównego nurtu przyjęli zwycięstwo Putina z nieukrywanym niezadowoleniem. Czyżby wiązali jakieś nadzieje ze zwycięstwem Genadego Ziuganowa, a jeśli nie – to kogo chcieliby widzieć na Kremlu?

Stanisław Michalkiewicz

Komentarz • serwis „Pod Lupą” (www.podlupa.pl) • 9 marca 2012

Zrodlo: Strona autorska – Stanisław Michalkiewicz

POLISH CLUB ONLINE, 2012.03.08

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek