Myśl Polska: Generał Denikin przewidział, jaki los nas czeka – rozmowa z Janem Engelgardem


Jan-Engelgard-Klatwa-gen-denikina-okladkaDo czasu napisania powieści „Klątwa generała Denikina” był pan znany jako publicysta i autor naukowych książek historycznych. Co pana skłoniło do napisania powieści?

– Powieść daje większe możliwości wypowiedzenia swojego poglądu na historię. Praca naukowa ma swoje rygory, musi być udokumentowana, oparta na źródłach. Historyk może domyślać się, że mogło coś się wydarzyć, czego nie można udokumentować, ale nie może tego napisać. A w powieści margines swobody jest większy. Nawet wtedy, kiedy piszemy, tak jak w moim przypadku, powieść opartą na autentycznych wydarzeniach. To pierwsza przyczyna. jest i druga – przez przystępnie napisaną powieść można łatwiej dotrzeć do większej liczby odbiorców. Dzisiaj mało kto czyta grube opracowania z ogromną ilością przypisów, co najwyżej wąskie grono historyków. A powieść jeszcze się nie przeżyła, sięgają po nią chętniej ludzie, którzy książki naukowej nawet by nie tknęli. Jak pokazują nasze (i nie tylko nasze) dzieje, bardzo często autorzy powieści mieli większy wpływ na kształtowanie poglądów ogółu niż poważni historycy, by wymienić Sienkiewicza, Kraszewskiego czy Bunscha.

Ale wcześniej pan nie pisał powieści, czy łatwo jest przestawić się z pisania tekstów naukowych czy popularno-naukowych na powieść?

– Jeśli człowiek pisze od 30 lat, tak jak w moim przypadku, w dodatku głównie teksty publicystyczne, to nie jest to aż tak trudne. To kwestia wprawy pisarskiej. Jest rzecz jasna pewne niebezpieczeństwo – pisania publicystyki właśnie. Ale z drugiej strony powieść to dialogi, opisy przyrody, architektury, to opisy stanu duchowego i odczuć, emocji bohaterów – bardzo szybko można się przestawić. Poza tym, mnie to zwyczajnie zaczęło wciągać. Pisać dialogi bohaterów, to także możliwość wkładania w ich usta pewnych poglądów i ocen. Bardzo szybko zrozumiałem, że w tej powieści mogę przekazać znacznie więcej niż gdybym pisał pracę naukową.

A temat, dlaczego akurat ten epizod historii? Wojna domowa w Rosji, rozgrywka między wywiadem wojsk Denikina, a polskim kontrwywiadem, czy tajny układ między Piłsudskim a Leninem…

– Bo to jest temat, który „kręci” mnie od lat. To temat na sensacyjny film, na thriller polityczny. To nie były zwyczajne wydarzenia, to był w moim głębokim przekonaniu jeden z najbardziej kluczowych momentów historii Polski i świata XX wieku. Co więcej, to był czas, w którym naprawdę prawie wszystko zależało od nas. Owszem, ówcześni polscy politycy, głównie Piłsudski, nie musieli tego wiedzieć, ale byli tacy, którzy przewidzieli to, co nastąpi.

Czy był to gen. Anton Denikin, bohater pana powieści?

– Tak, to fragment z jego listu do Piłsudskiego z 1919 roku i cytat z wydanej w 1937 roku jego broszury „Kto uratował władzę radziecką od upadku?” – stał się dla mnie inspiracją do napisania powieści i do nadania jej takiego tytułu – „Klątwa generała Denikina”. Bo jeśli w 1919 roku pisze on do Piłsudskiego, że jeśli Polska nie pomoże w rozbiciu bolszewików, to wkrótce zwali się na nią taka potęga, która zagrozi samemu jej bytowi, a w 1937 dodaje, że naród polski ciężko zapłaci za błędy swoich przywódców – to rzeczywiście brzmi to niczym klątwa, która w dodatku się spełniła.

Temat, który porusza pan w swojej powieści podniósł już Józef Mackiewicz w książce „Lewa wolna”. Czy inspirował się pan jego twórczością?

– W pewnym sensie. Moja powieść dotyczy tego samego tematu, jest jednak zupełnie inna – mnie interesuje wielka rozgrywka polityczna i wywiadowcza, Mackiewicz kreśli bardziej literacko losy bohaterów wojny domowej, a kwestia tajnego paktu Piłsudskiego z Leninem jest tylko epizodem. Poza tym Mackiewicz nie znał jeszcze wielu dokumentów na ten temat, które ujawniono potem. Jednak jego generalna ocena jest zgodna z tym, co ja piszę – nie dopomożenie Denikinowi i pakt z bolszewikami były nie tylko wielkim błędem, było działaniem przeciw polskim interesom narodowym. Jędrzej Giertych określił do bardziej dosadnie w liście właśnie do Józefa Mackiewicza – to była zbrodnia.

Ile w pana powieści jest fikcji, ale i udokumentowanej prawdy?

– Wszystkie wydarzania polityczne i militarne jakie opisuję miały miejsce w rzeczywistości. Starałem się w sposób maksymalny być wiernym faktom. Jeśli cytuję, co pisały ówczesne gazety („Robotnik”, „Gazeta Warszawska”) – to nie jest to moja projekcja, są to cytaty autentyczne. Oczywiście autentyczny jest zamieszczony w całości list Denikina do Piłsudskiego z 28 listopada 1919 roku. Autentyczne są postaci historyczne – Dmowski, Piłsudski, Dowbor-Muśnicki, Dzierżyński, Denikin, gen. Romanowski… Także daty, które otwierają kolejne fragmenty książki są autentyczne. Fikcyjna jest para głównych bohaterów – płk Piotr Goremkin i jego przyjaciółka Maria Biełozierska, fikcyjny jest kpt Tadeusz Zieliński, Dowborczyk, który dociera do informacji o tajnych rokowaniach Piłsudskiego z bolszewikami w Mikaszewiczach oraz płk Konstanty Przecławski (choć ten ma swojego odpowiednika – płk. Zygmunta Podhorskiego). Kulisy tajnych rokowań są także prawdziwe, myślę, że mogłem o nich napisać trochę więcej, ale tak można by potraktować jeszcze inne wątki. Powieść nie może być jednak za obszerna, bo traci wyrazistość.

Postacią jednoznacznie negatywną jest w pana powieści Józef Piłsudski. Nie boi się pan, że to „odrzuci” wielu czytelników w Polsce, którzy pozostają pod wpływem kultu tej postaci?

– Nie, nie obawiam się. Wszystko co piszę w tej powieści na temat Piłsudskiego miało miejsce, niczego nie wymyślam, żeby go dodatkowo pogrążyć. Zresztą, wie pan, reakcje bywają różne. Dałem tę powieść do przeczytania znajomemu, który uwielbia Piłsudskiego i wie pan, jaka była jego reakcja? „Słuchaj, to jest świetne – jak ten Piłsudski ograł tych Ruskich, znakomite”. Uśmiałem się po pachy, okazało się, że ten mój znajomy wyciągnął po lekturze zupełnie inne wnioski, niż chciałem, żeby czytelnik wyciągnął. Ale i tak bywa. Ważne jest, że on to przeczytał, zapoznał się z faktami, o których nie wiedział. Nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać.

Czy ta powieść jest prorosyjska? Ktoś napisał już, że widać w niej fascynację białą Rosją?

– Moim celem było pokazanie, jak na te dramatyczne wydarzenia, jakie działy się w roku 1919, na Polskę i jej politykę – patrzyli biali Rosjanie, w dodatku Rosjanie przychylni Polakom. Bo zarówno sam gen. Denikin, jak i para głównych bohaterów – są nastawieni propolsko. I to jest także prawda historyczna – ośrodek Denikina był najbardziej propolski. Chciałem także, żeby spojrzeć szerzej na polsko-rosyjskie relacje w wieku XIX i na początku XX. To także mój głos w dyskusji współczesnej na ten temat, u nas bardzo tendencyjnej i jednostronnej. A jeśli chodzi o fascynację białą Rosją. Wie pan, ojciec mojej babki był oficerem armii rosyjskiej; opowiadała mi, jak w lecie 1917 przyjechał ostatni raz z frontu do Moskwy. Odjeżdżając zostawił obrączkę i powiedział, że pewnie już nie wróci. I tak się stało – zginął na dworcu w Borysowie zabity przez zrewoltowanych żołnierzy. Z kolei mój dziadek, Jan, był także żołnierzem armii rosyjskiej, a potem służył w I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Oba wątki – los białych oficerów i Dowborczyków – są obecne w mojej książce. Jeśli to jest fascynacja – to tak, zgadzam się z tą opinią.

Rozmawiał: Jarosław Kornaś

Zrodlo: Mysla Polska – najstarszy polski tygodnik

POLISH CLUB ONLINE, 2012.03.09

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek