Tomasz Mysłek – Walka o politykę energii


stop-dwutlenek-wegla-fot-za-naszapolska.plW UE zaostrza się konkurencja sprzecznych interesów energetycznych

W ostatnich tygodniach niemieckie organizacje ochrony środowiska (Bund für Umwelt und Naturschutz czy Greenpeace), partie (SPD i Zieloni) oraz władze niektórych landów, w tym graniczących z Polską Brandenburgii i Meklemburgii, domagają się od rządu zablokowania planów władz UE o dotowaniu rozwoju energii atomowej. Sprzeciwiają się też budowie kolejnych elektrowni atomowych – w Wielkiej Brytanii, Francji, w Czechach czy Polsce. Wywierają naciski na rząd RFN, aby sprzeciwił się dofinansowywaniu budowy nowych siłowni atomowych w krajach UE. “To jest niedopuszczalne, aby rząd Niemiec, który w ub. roku z powodu wysokiego ryzyka wyłączył własne elektrownie atomowe, jednocześnie popierał ich subwencjonowanie za granicą” – powiedziała Bärbel Höhn, wiceprzewodnicząca klubu Zielonych w Bundestagu, w wywiadzie udzielonym “Berliner Zeitung”. Z kolei wiceprzewodniczący klubu SPD, Ulrich Kelber, stwierdził, że energia atomowa jest nie tylko niebezpieczna, lecz wiążą się z nią wysokie koszty dodatkowe – m.in. przy składowaniu odpadów radioaktywnych. Przypomniał, że co prawda siłownie atomowe w produkcji energii nie emitują dwutlenku węgla do atmosfery, ale za to powstaje on przy rozkładzie uranu i “jego wartości są bardzo wysokie”.

Nową debatę o polityce energetycznej w UE rozpoczęły wysłane w kwietniu br. do Brukseli listy rządów Wielkiej Brytanii, Francji, Polski i Czech. Rządy domagają się, aby uznać energię atomową za technologię bez emisji dwutlenku węgla, a tym samym umożliwić jej subwencjonowanie. Listy sugerowały, aby planowane przestawienie całej UE (do roku 2050) na tzw. technologie alternatywne nie ograniczało się tylko do energii wiatrowej czy słonecznej. W liście rządu brytyjskiego padły też sugestie, aby popierać technologię CCS – rozwijaną w Anglii i służącą do wychwytywania i magazynowania pod ziemią dwutlenku węgla – emitowanego przez duże elektrownie opalane paliwami kopalnymi.

W odpowiedzi rzecznik komisarza UE ds. energetyki, Günthera Öttingera (b. premiera Badenii–Wirtembergii z CDU) zauważył, że każde z państw może samodzielnie decydować o własnych rozwiązaniach związanych z produkcją energii. Dodał, że aktualnie Komisja Europejska nie popiera jednak budowy nowych elektrowni atomowych. Nazajutrz niemieckie ministerstwo gospodarki poinformowało, że nie udzieli poparcia ww. planom Wlk. Brytanii, Francji, Polski i Czech. Jednak to stanowisko rządu RFN nie zyskało uznania różnych “zielonych”. Np. niemiecki Greenpeace uznał, że “ta zbyt pasywna postawa” władz Niemiec może przynieść złe skutki, bo w efekcie w Brukseli “zostanie zaprzepaszczona przyszłość energii odnawialnych”.

Założenia energetycznych planów UE są zawarte w “Energetycznej mapie drogowej 2050” (uchwalonej w grudniu). Założono w niej m.in. powstanie w Europie do roku 2050 aż 40 nowych elektrowni jądrowych, możliwość uzyskania na nie znacznego dofinansowania z budżetu UE oraz realizację 12 projektów technologii CCS do r. 2015. Komisarz Öttinger uważa, że w planowanej systematycznej redukcji emisji CO2 energia atomowa odegra równie ważną rolę, jak energia odnawialna. Jego zdaniem, bez instalacji wykorzystujących CCS, węgiel nie pozostanie długo znaczącą częścią europejskiego “miksu energetycznego”, w którego skład mają wejść: energia odnawialna, energia jądrowa i energia z gazu i węgla.

Założenia UE nie zgadzają się z założeniami Berlina, który (wbrew zdaniu wielu ekspertów i szefów niemieckich firm) podjął decyzje o: rezygnacji przez Niemcy z energii jądrowej po roku 2022 i znacznym wzroście produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Stoją też w sprzeczności z interesami b. silnego w Niemczech lobby “zielonych technologii” – to dlatego zostały ostro skrytykowane przez SPD, Zielonych czy Greenpeace.

Rozwój energii jądrowej w Europie jest bardzo konkurencyjny dla sektora energii odnawialnej, w którym na rynku europejskim największe udziały mają przedsiębiorstwa niemieckie, a potem hiszpańskie, francuskie i skandynawskie. Nie dziwi więc, że 29 marca szefowie niemieckich koncernów energetycznych, E.ON i RWE poinformowali, że wycofują się z planów budowy kilku elektrowni jądrowych w Wlk. Brytanii – oficjalnie z powodów finansowych. Władze koncernów zapowiedziały, że kilkanaście mld euro, które planowały przeznaczyć na budowę tych elektrowni, zostanie zainwestowane w farmy wiatrowe – również u wybrzeży Brytanii.

Od roku rząd Niemiec forsuje zaostrzenie kryteriów bezpieczeństwa dla elektrowni jądrowych w UE – m.in. drogą przeprowadzenia obowiązkowych testów wytrzymałości reaktorów. Negatywne wyniki testów mogą spowodować znaczny wzrost kosztów budowy nowych reaktorów (też w Polsce) i zamykanie starych (np. we Francji czy w Czechach – w rejonach bliskich granicy z Niemcami – albo np. na niepokornych Węgrzech). Władze Niemiec i innych “ekologicznych” i “wiatrowych” państw, jak np. Danii czy Holandii, mogą też dążyć do zmian traktatu o Euro-atomie i wpisaniu jego postanowień do lizbońskiego traktatu UE. Chodzi o zwiększenie kontroli nad narodowymi programami atomowymi.

Tomasz Mysłek
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze "Naszej Polski" Nr 17 (860) z 24 kwietnia 2012 r.

Za: NASZA POLSKA.PL, 24 kwietnia 2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.05.01

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek