HansKlos–Sprawa nr 4


duch-puszczy-fot-hansklos-blogspot.comBrunner podszedł do stolika, nalał sobie z karafki bimbru do szklanki, wypił duszkiem, po czym siadł na kanapie i zaczął gadać od rzeczy. – Nie ma niejawnych spisków. Zamachy są tylko na filmach, a te które się zdarzają to katastrofy naturalne. Nie ma celowego trucia, a przypadkowe trucie nie jest szkodliwe. Jedzenie jest coraz lepsze, a najlepsze jest GMO. – zakończył i wypuścił powietrze z siebie. Też nalałem sobie bimbru, chociaż Sołtysównie obiecałem pić nieco mniej, pociągnąłem mały łyczek, popatrzyłem troskliwie na Brunnera i słuchałem. A Brunner był podobny rysiowi rannemu, który zaraz ma skoczyć w oczy myśliwemu.-) Patrzyłem i milczałem i tego milczenia zdaje się Brunner najbardziej nie mógł znieść, więc zaczął znowu od rzeczy pleść – Żyjemy wciąż coraz dłużej i jest coraz lepiej. Niedługo wynajdą lekarstwo na raka i na wizy do USA. Chcę pracować do końca życia, a dopiero potem przejść na emeryturę. Komórki są bezpieczne i nie ma alergii. Chemia nie jest szkodliwa, a naukowcy opracowali bezpieczne metody produkowania za jej pomocą jedzenia. Dzieci najlepiej odbierać rodzicom, i jak najwcześniej posyłać do szkół, których mamy za dużo, a potem za granicę. Te, które mają ADHD to tylko z winy rodziców. Telewizja mówi prawdę. Nie potrzebuję żadnej prywatności i nawet lubię być śledzony. – skończył, po czym westchnął głęboko i zamilkł. – Się porobiło! – pomyślałem. Takich cudów to nawet to nowe zioło wykradzione przez Stirlitza z KGB nie wyciśnie z człowieka. Musiało coś się stać i przezornie zapytałem – Czy ty Brunner aby nie lecisz do Nowego Jorku? – zapytałem. – Lecę, właśnie lecę i przygotowuje sobie odpowiedzi na co ważniejsze pytania. Polska jest wszystkim winna co najmniej przeprosiny. Rząd się o mnie troszczy. Tusk mnie kocha, a wybory są uczciwe. Żydzi są biedni i prześladowani i dlatego wojny są potrzebne. Nikt nie pragnie naszej bezpłodności, chociaż mówią że jest przeludnienie. – tego już ja nie wytrzymałem i wypiłem duszkiem cała szklankę bimbru, po czym nalałem bimbru do szklanki Brunnera, chociaż tak naprawdę to chciałem dać mu w mordę, ale w ostatniej chwili dopadło mnie chrześcijańskie miłosierdzie.-) Brunner popatrzył na mnie i na pełną szklankę po czym wybełkotał – Nie biorę leków na zgagę, trawienie, na wątrobę, sraczkę, hemoroidy i na ból głowy, no to pić chyba mogę?! – i duszkiem wypił szklankę bimbru po czym się rozpłakał. – Coś ten bimber słabiutki – pomyślałem.Sołtysowa pewnie znowu rozcieńczała. Pijemy go tutaj szklankami i dopiero po drugiej Szkop zaczął płakać i na dodatek wcale nie przepraszał za II wojnę światową. Szykuje się pewnie jakaś zwałka i zostawiwszy płaczącego Niemca powlokłem się go gabinetu.

Na wykresach na początku niewiele było widać. Potem zauważyłem jak fala płynaca z Grecji zahacza o Francję i zwala z indeksu prawie 3%, a następnie rozdziela się i zalewa spadkami Wyspy Brytyjskie oraz Niemcy. Do Polski wpada czoło fali i WIG spada o ponad 2% i rośnie kurs euro i dolara. Kilka takich fal i zacznie się w Polsce robić niewesoło. Otworzyłem szufladę i popatrzyłem na nowe złote monety. Fale wzrostowe i spadkowe na kruszcach trwają zwykle po 20 lat, no to jeszcze kilka lat zbieractwa, a potem z górki. Pomyślałem o Sołtysównie i o małym szkrabie, który ma się wkrótce pojawić. Trzeba będzie popracować i to zapewne nad demografią. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, może by tak trzy, albo jeszcze lepiej pięć – rozmarzyłem się. Pól piątej i szóstej klasy się nakupi i osikowym lasem obsadzi. Będzie i na gonty i na wesela, i na kołki dla polityków, a reszta posłuży za opał pod nową destylarnię Sołtysa. Za bardzo związałem się z tymi ludźmi, aby wyjeżdżać do Szwajcarii. Skupię się zatem na kruszcach, żarciu i alkoholach, a jak Brunnerowi przejdzie, co trzeba coś będzie przedsięwziąć w temacie otwarcia niemieckiego i francuskiego rynku na nasz bimber.-) Kontroli granic przecież nie ma, a we Francji jeszcze picia nie zakazali, a i w Niemczech puki co nadal można żreć golonkę.-) Popatrzyłem na zegar- prawie druga w nocy – i na kartkę z kalendarza – 9 maja, dzień zwycięstwa i dopisałem na marginesie – sprawa nr 4, po czym cichutko po schodach udałem się do sypialni. Wślizgnąłem się pod kołdrę, a Sołtysówna tylko się przeciągnęła i zamruczała – bez ciebie trudno mi zasnąć. – No to ze snu nici.-)

HansKlos

Za: HansKlos – blog, 9 maja 2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.05.09

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek