Piotr Jakucki–Policzek dla pionka


piotr-jakucki-foto-pjSłowa prezydenta USA Baracka Obamy o „polskim obozie śmierci” wypowiedziane podczas uroczystości pośmiertnego przyznania Medalu Wolności Janowi Karskiemu nie są żadną gafą, czy niezręcznością, jak uważają niektórzy polscy dziennikarze, politycy oraz Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA Jimmy’ego Cartera. Jest to po prostu policzek wymierzony nam, Polakom. I nie można tu mówić o przypadku, po pierwsze dlatego, że Obama jest absolwentem Harvarda, posiada więc odpowiednią wiedzę, a po drugie każde przygotowanie dla niego przemówienie sprawdza zawsze co do przysłowiowego przecinka.

Jan Karski, czyli Jan Kozielewski, długo czekał na docenienie go przez władze amerykańskie. Zmarł w 2000 r., Medal Wolności otrzymał dwanaście lat po śmierci i trudno nie odnieść wrażenia, że wyróżnienie najwyższym cywilnym odznaczeniem USA ma bardziej wymiar wyborczy, a więc polityczny, niż uznania jego zasług dla ujawnienia zbrodni niemieckich (niemieckich, a nie żadnych tam bezosobowych nazistowskich, czy hitlerowskich) na ludności żydowskiej.

Raport Karskiego, przedstawiony w lipcu 1943 r. amerykańskiemu prezydentowi Franklinowi Delano Rooseveltowi, spotkał się z całkowitą obojętnością gospodarza Białego Domu z Partii Demokratycznej, który – by dopowiedzieć sprawę do końca – sprzeciwił się wcześniej uchyleniu decyzji Departamentu Stanu o ograniczeniu imigracji do USA ocalałych od zagłady uchodźców żydowskich. Nie reagowały także m.in. środowiska żydowskie w USA, które po wojnie oskarżały nas o „antysemityzm” i czynią to nadal, wysuwając np. żądania zwrotu mienia pozostawionego w przedwojennej Polsce.

Nie dziwią więc słowa Baracka Obamy obrażające Polaków, a wybielające Niemców. Tym bardziej, że przyjaźń sojuszniczą i szacunek dla prawdy historycznej ze strony przyjaciół zza Oceanu poznaliśmy na własnej skórze w ostatnim sześćdziesięcioleciu kilkakrotnie. Podczas drugiej wojny światowej zostaliśmy bez mrugnięcia okiem sprzedani „wujaszkowi Joe” Stalinowi na kolejnych konferencjach alianckich. Po wojnie Amerykanie zamiatali pod dywan sprawę sowieckiego ludobójstwa dokonanego na polskich oficerach przez Sowietów w 1940 r. w Katyniu. Tzw. raport Maddena komisji Kongresu z grudnia 1952 r., postulujący powołanie międzynarodowej komisji mającej zbadać tę zbrodnię, nie doczekał się nigdy realizacji ze strony prezydenta Harry’ego Trumana, czy jego następcy Dwighta Eisenhowera. Pierwszy był demokratą, drugi przedstawicielem Partii Republikańskiej – bez znaczenia. A jeżeli, by pozostać przy ostatnich latach, przypomnimy sobie zgodę Obamy na oddanie Polski w strefę wpływów Rosji i – by określić to łagodnie – dwuznaczną postawę administracji waszyngtońskiej w sprawie tragedii10 kwietnia, to jesteśmy w domu. Obecna Polska nie jest krajem rozgrywającym w geopolityce, a krajem rozgrywanym. Stąd bierze się skrajne lekceważenie dla prawdy historycznej, stąd te wszystkie oskarżenia o pomoc Niemcom w holokauście, mimo że to Polacy mają najwięcej drzewek w Alei Sprawiedliwych w Yad Vashem, honorujących osoby ratujące Żydów podczas wojny. Na Zachodzie traktuje się nas jak ludzi, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, jedynym powstaniem w okupowanej Warszawie, jest powstanie w getcie, zaś powstanie warszawskie albo jest z nim mylone albo bagatelizowane. Podobnie z tzw. pogromem kieleckim z lipca 1946 r., który nadal funkcjonuje jako koronny przykład „polskiego antysemityzmu”, mimo że w rzeczywistości był prowokacją NKWD i UB, co wykazał m.in. Krzysztof Kąkolewski w „Umarłym cmentarzu”.

Nie byłoby tego jednak, gdyby Warszawa po 1989 r. zdecydowanie reagowała na oskarżenia. Ale o czym my mówimy, jeśli jeden z głównych reprezentantów „salonu”, mentor Radosława Sikorskiego, jeszcze niedawno twierdził, że w okupowanej Warszawie Żydzi bardziej bali się Polaków niż Niemców.

Skandal w wykonaniu Baracka Obamy nie ma precedensu w najnowszej historii stosunków polsko-amerykańskich. Cieszy więc szybka reakcja środowisk polonijnych, w tym Fundacji Kościuszkowskiej. Polonia, oprócz listów protestacyjnych, może zresztą zrobić jeszcze jedno – pokazać demokratom czerwoną kartkę w wyborach prezydenckich, tym bardziej że obecny prezydent jest senatorem ze stanu Illinois. A Illinois to największe w USA skupisko Polaków – Chicago. Z tego co wiem pojawił się pomysł, by kandydat republikanów na prezydenta otrzymał dokumentację dotyczącą sprawy „polskich obozów śmierci” i sprawę wypowiedzi Obamy wykorzystał w kampanii wyborczej. Pomysł cenny, ale inną rzeczą jest stosunek do Polaków po wyborach. Jak wiadomo kampanie polityczne rządzą się własnymi prawami z „shaking hands” z gośćmi z Warszawy i uśmiechami do kamer. Po wygranej o polityce decydują już nie wyborcy, a lobbies sprawujące polityczny rząd dusz i podejmujące realne decyzje.stefczyk.info

W sprawie „polskich obozów” głos zabrał rzecznik Narodowej Rady Bezpieczeństwa, Tommy Vietor i wyraził ubolewanie. Podobnie rzeczniczka Białego Domu, Caitlin M. Hayden. Polscy politycy, niezależnie od barw politycznych domagają się przeprosin bezpośrednio od Obamy. Zapewne się nie doczekają,a nawet gdyby, to nie zmienia to faktu, że Polska jest pionkiem na szachownicy, który jest traktowany z lekceważeniem.

Piotr Jakucki

tekst opublikowany na portalu

Słowa prezydenta USA Baracka Obamy o „polskim obozie śmierci” wypowiedziane podczas uroczystości pośmiertnego przyznania Medalu Wolności Janowi Karskiemu nie są żadną gafą, czy niezręcznością, jak uważają niektórzy polscy dziennikarze, politycy oraz Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA Jimmy’ego Cartera. Jest to po prostu policzek wymierzony nam, Polakom. I nie można tu mówić o przypadku, po pierwsze dlatego, że Obama jest absolwentem Harvarda, posiada więc odpowiednią wiedzę, a po drugie każde przygotowanie dla niego przemówienie sprawdza zawsze co do przysłowiowego przecinka.

Jan Karski, czyli Jan Kozielewski, długo czekał na docenienie go przez władze amerykańskie. Zmarł w 2000 r., Medal Wolności otrzymał dwanaście lat po śmierci i trudno nie odnieść wrażenia, że wyróżnienie najwyższym cywilnym odznaczeniem USA ma bardziej wymiar wyborczy, a więc polityczny, niż uznania jego zasług dla ujawnienia zbrodni niemieckich (niemieckich, a nie żadnych tam bezosobowych nazistowskich, czy hitlerowskich) na ludności żydowskiej.

Raport Karskiego, przedstawiony w lipcu 1943 r. amerykańskiemu prezydentowi Franklinowi Delano Rooseveltowi, spotkał się z całkowitą obojętnością gospodarza Białego Domu z Partii Demokratycznej, który – by dopowiedzieć sprawę do końca – sprzeciwił się wcześniej uchyleniu decyzji Departamentu Stanu o ograniczeniu imigracji do USA ocalałych od zagłady uchodźców żydowskich. Nie reagowały także m.in. środowiska żydowskie w USA, które po wojnie oskarżały nas o „antysemityzm” i czynią to nadal, wysuwając np. żądania zwrotu mienia pozostawionego w przedwojennej Polsce.

Nie dziwią więc słowa Baracka Obamy obrażające Polaków, a wybielające Niemców. Tym bardziej, że przyjaźń sojuszniczą i szacunek dla prawdy historycznej ze strony przyjaciół zza Oceanu poznaliśmy na własnej skórze w ostatnim sześćdziesięcioleciu kilkakrotnie. Podczas drugiej wojny światowej zostaliśmy bez mrugnięcia okiem sprzedani „wujaszkowi Joe” Stalinowi na kolejnych konferencjach alianckich. Po wojnie Amerykanie zamiatali pod dywan sprawę sowieckiego ludobójstwa dokonanego na polskich oficerach przez Sowietów w 1940 r. w Katyniu. Tzw. raport Maddena komisji Kongresu z grudnia 1952 r., postulujący powołanie międzynarodowej komisji mającej zbadać tę zbrodnię, nie doczekał się nigdy realizacji ze strony prezydenta Harry’ego Trumana, czy jego następcy Dwighta Eisenhowera. Pierwszy był demokratą, drugi przedstawicielem Partii Republikańskiej – bez znaczenia. A jeżeli, by pozostać przy ostatnich latach, przypomnimy sobie zgodę Obamy na oddanie Polski w strefę wpływów Rosji i – by określić to łagodnie – dwuznaczną postawę administracji waszyngtońskiej w sprawie tragedii10 kwietnia, to jesteśmy w domu. Obecna Polska nie jest krajem rozgrywającym w geopolityce, a krajem rozgrywanym. Stąd bierze się skrajne lekceważenie dla prawdy historycznej, stąd te wszystkie oskarżenia o pomoc Niemcom w holokauście, mimo że to Polacy mają najwięcej drzewek w Alei Sprawiedliwych w Yad Vashem, honorujących osoby ratujące Żydów podczas wojny. Na Zachodzie traktuje się nas jak ludzi, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, jedynym powstaniem w okupowanej Warszawie, jest powstanie w getcie, zaś powstanie warszawskie albo jest z nim mylone albo bagatelizowane. Podobnie z tzw. pogromem kieleckim z lipca 1946 r., który nadal funkcjonuje jako koronny przykład „polskiego antysemityzmu”, mimo że w rzeczywistości był prowokacją NKWD i UB, co wykazał m.in. Krzysztof Kąkolewski w „Umarłym cmentarzu”.

Nie byłoby tego jednak, gdyby Warszawa po 1989 r. zdecydowanie reagowała na oskarżenia. Ale o czym my mówimy, jeśli jeden z głównych reprezentantów „salonu”, mentor Radosława Sikorskiego, jeszcze niedawno twierdził, że w okupowanej Warszawie Żydzi bardziej bali się Polaków niż Niemców.

Skandal w wykonaniu Baracka Obamy nie ma precedensu w najnowszej historii stosunków polsko-amerykańskich. Cieszy więc szybka reakcja środowisk polonijnych, w tym Fundacji Kościuszkowskiej. Polonia, oprócz listów protestacyjnych, może zresztą zrobić jeszcze jedno – pokazać demokratom czerwoną kartkę w wyborach prezydenckich, tym bardziej że obecny prezydent jest senatorem ze stanu Illinois. A Illinois to największe w USA skupisko Polaków – Chicago. Z tego co wiem pojawił się pomysł, by kandydat republikanów na prezydenta otrzymał dokumentację dotyczącą sprawy „polskich obozów śmierci” i sprawę wypowiedzi Obamy wykorzystał w kampanii wyborczej. Pomysł cenny, ale inną rzeczą jest stosunek do Polaków po wyborach. Jak wiadomo kampanie polityczne rządzą się własnymi prawami z „shaking hands” z gośćmi z Warszawy i uśmiechami do kamer. Po wygranej o polityce decydują już nie wyborcy, a lobbies sprawujące polityczny rząd dusz i podejmujące realne decyzje.

W sprawie „polskich obozów” głos zabrał rzecznik Narodowej Rady Bezpieczeństwa, Tommy Vietor i wyraził ubolewanie. Podobnie rzeczniczka Białego Domu, Caitlin M. Hayden. Polscy politycy, niezależnie od barw politycznych domagają się przeprosin bezpośrednio od Obamy. Zapewne się nie doczekają,a nawet gdyby, to nie zmienia to faktu, że Polska jest pionkiem na szachownicy, który jest traktowany z lekceważeniem.

Piotr Jakucki

tekst opublikowany na portalu stefczyk.info

Za: jakuccy.pl 

*   *   *
Od Redakcji:

Tak czy owak, sierżant Nowak – jak to jest w czesto przytaczanym przez redaktora Michalkiewicza wojskowym porzekadle. Tak i w tym przypadku nie ma sensu dociekać czy Prezydent skończył tą czy inną uczelnie i zamulać sobie głowę pomyłką. Prezydent nie pisze sam swoich wystąpień, a jedynie czyta, oczywiście że jeżeli chciałby to taki lapsus mógłby pominąć. Jeżeli przyjmniemy, że z powodu braku czasu czytał publicznie ten tekst pierwszy raz. Ale popatrzmy z innej strony. Zbliżają się wybory. Czy chiałby się narażać silnemu lobby niemieckiemu? Skoro powiedział, to co powiedziała znaczy się że NIE! Tak łatwo rozgrzeszane przez prezydenta Bul-Komorowskiego wystąpienie głowy Stanów Zjednoczonych usankcjonowuje roszczenia lobby żydowskiego. Zważywszy na rodowód teścia aktualnego mieszkańca Belwederu wyrozumienie dla Obamy staje się klarowną grą w drużynie szykującej Polskę do ostatecznego oskubania.

Pamiętając o tym, że jesteśmy w czasi kampanii wyborczej i w listopadzie będziemy wybierać lokatora Baiałego Domu, nie powinniśmy pozostawić tego incydentu bez przeprosin i domagania się zwolnienia osoby, która napisała dla prezydenta Obamy prowokacyjne brednie.

Adres do Białego Domu:

The White House
1600 Pennsylvania Avenue NW
Washington, DC 20500

Fax: 202- 456-2461

Korespondencja emailowa: http://www.whitehouse.gov/contact/submit-questions-and-comments

Na stronie Bialego Domu mozesz zadeklarowac swoj protest I podpisac petycje o oficjalne przeproszenie Polakow za klamstwo publicznie wypowidziane przeciwko Polakom. Protest / Petycje mozesz podpisac   > > > > T U T A J

Waldemar Glodek
www.polishclub.org

POLISH CLUB ONLINE, 2012.06.02

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek