Tomasz Gabiś – ANTYFASZYŚCI, KOMUNIŚCI I TROCKIŚCI


ksiazka-fot1-interWśród kandydatów na prezydenta RFN – obok Joachima Gaucka popieranego przez główne partie i Olafa Rose popieranego przez NPD – znalazła się dziennikarka i antyfaszystowska aktywistka Beate Klarsfeld, której kandydaturę wystawiła Partia Lewicy. Urodzona w 1939 roku Beate Künzel, od 1963 roku żona francusko-żydowskiego antyfaszystowskiego aktywisty Serge’a Klarsfelda, weszła do historii politycznej Niemiec jako ta, która 7 listopada 1968 roku na zjeździe CDU w Berlinie wdarła się na podium, i wykrzykując, „nazista, nazista”, spoliczkowała kanclerza Kurta Georga Kiesingera. Był to ważny gest w ramach polityki symbolicznej prowadzonej przez, ruszające wtedy po władzę, pokolenie 68.

Klarsfeld już wcześniej prowadziła kampanię przeciwko kanclerzowi Kiesingerowi, m.in. 2 kwietnia 1968 roku z trybuny dla gości w Bundestagu krzyknęła do niego „Ustąp nazisto!”. Przypomnijmy tutaj, że Kiesinger wstąpił do NSDAP w lutym 1933 roku, od roku 1940 pracował w MSZ jako zastępca dyrektora jednego z wydziałów. Oprócz formalnej przynależności do partii narodowosocjalistycznej i pracy w aparacie państwowym na mało eksponowanym stanowisku żadnych innych politycznych grzechów nie popełnił. Klarsfeld policzkowała nie „nazistę”, lecz patriotycznego chrześcijańsko-narodowego, konserwatywno-liberalnego polityka, gdyż takie pozycje ideowe reprezentował wówczas kanclerz Kiesinger, stojący na czele rządu wielkiej koalicji (CDU-SPD) – wicekanclerzem i ministrem spraw zagranicznych był Willy Brandt.

Klarsfeld po spektakularnej akcji (z prawnego punktu widzenia była to zwyczajna chuligańska napaść i naruszenie nietykalności cielesnej), która odbiła się szerokim echem w światowych mediach, stała się gwiazdą lewicy. Kontynuowała przez jakiś czas swoją krucjatę przeciwko prawicowemu kanclerzowi, którą potem przekształciła w – mające szerszy ponadnarodowy wymiar polityczny – „polowanie na nazistów”. Odznaczono ją wieloma orderami, otrzymała Legię Honorową od prezydenta Mitteranda. Jej syn Arno jest osobistym doradcą obecnego prezydenta Francji. Jako ciekawostkę podajmy, że kandydatka na prezydentkę opowiada się za zdelegalizowaniem Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD), z którą związany jest prawnik Horst Mahler – to właśnie on, w tamtych czasach działacz radykalnej lewicy, był w 1968 roku adwokatem Beate Klarsfeld (obecnie ten 76-letni prawicowy radykał odsiaduje wyrok 12 lat więzienia za wypowiedzi polityczne i historyczne).

Kandydowanie znanej antyfaszystki na prezydentkę Niemiec spowodowało, że zajęto się kulisami jej akcji sprzed 44 lat. Już od wiosny 1968 roku Klarsfeld utrzymywała kontakty tzw. biurem Nordena, które prowadziło pracę propagandowo-agitacyjną na „odcinku zachodnim”; jego głównym zadaniem było udowodnienie „brunatnego” charakteru RFN. Członek Komitetu Centralnego i Biura Politycznego SED Norden urodził w 1904 roku w Mysłowicach. Należał do wybitnie zdolnych komunistycznych propagandystów, był uczniem genialnego komunistycznego fałszerza Willego Münzenbergera. Na początku lat 20. XX wieku wydawał pisemko „radykalnej socjalistycznej młodzieży żydowskiej”, awansował potem do rangi jednego z czołowych działaczy Komunistycznej Partii Niemiec. W latach 60. kierował pracą całego aparatu propagandowego i medialnego NRD. I to on sprawował ogólny polityczny nadzór nad akcją Beate Klarsfeld.

Klarsfeld udała się do Berlina Wschodniego, aby tam, wynika z dokumentów partyjnych, „naradzić się w sprawie przygotowania akcji przeciwko Kiesingerowi i otrzymać odpowiednie wsparcie”. W maju przekazano jej sfałszowane (lub celowo fałszywie zinterpretowane) materiały mające dowodzić, że Kiesinger jest „przestępcą wojennym”. O wszystkim był poinformowany sam Walter Ulbricht oraz, co zrozumiałe samo przez się, enerdowska bezpieka. Postanowiono „udzielić pani Klarsfeld wszelkiego rodzaju rzeczowej pomocy”. Jak wynika z notatek służbowych, Klarsfeld prosiła także o pieniądze, ale jej odmówiono. Władze NRD miały zapewnić odpowiednią propagandową oprawę operacji, m.in. wydrukowano 25 000 egzemplarzy broszury „Prawda o Kurcie Georgu Kiesingerze”, 250 plakatów informacyjnych, 5 000 naklejek oraz inne materiały.

Kontekst polityczny stanowiła zakrojona na większą skalę operacja propagandowo-polityczna przeciwko kanclerzowi Kiesingerowi – enerdowscy komuniści chcieli doprowadzić do jego ustąpienia, rozbić wielką koalicję i utorować drogę do władzy pierwszemu w RFN socjaldemokratycznemu kanclerzowi, bardziej życzliwemu komunizmowi i NRD. Już wcześniej, wykorzystując gazety szwedzkie i holenderskie oraz uruchamiając agenturę wpływu w RFN, zainicjowano kampanię oszczerstw wobec Kiesingera. Beate Klarsfeld, odgrywającą swoją rolę w tym „montażu”, oceniano w centrali jako „politycznie naiwną” i traktowano raczej jako „pożyteczną idiotkę”, którą należy maksymalne wykorzystać propagandowo. Uznano, że dobrze wykonała swoją robotę, o czym świadczy notatka Nordena sporządzona siedem dni po spoliczkowaniu Kiesingera i wysłana do wydziału finansowego KC SED z prośbą o dyskretne przekazanie Klarsfeld 2000 marek na jej dalsze inicjatywy. W notatce stwierdza się, że ze względów bezpieczeństwa otrzyma ona pieniądze oficjalnie jako honorarium za artykuł dla „DDR-Reuve” – czasopisma adresowanego do zagranicy. I rzeczywiście w kilka tygodni później pismo opublikowało artykuł podpisany przez Beate Klarsfeld, w którym chwali się „demokrację w NRD”, zaś o RFN mówi się jako o „ostoi przeciwników demokracji”.

Antyfaszystka Klarsfeld była jedynie pionkiem wykorzystywanym przez SED do realizacji własnych celów politycznych. Kandydując na prezydentkę z ramienia Partii Lewicy, której trzonem są dawni członkowie i aktywiści SED, w pewnym sensie powróciła do źródeł.

Na łamach „Die Welt” w artykule zatytułowanym Pod urokiem Stasi dziennikarz, socjolog i politolog Reinhard Mohr przypomniał, że nie tylko Klarsfeld, ale i inne „postępowe siły” wspierane były przez enerdowskie władze. Wiemy dzisiaj, że ponad 10 000 obywateli RFN z przekonania pracowało dla komunistów z NRD, wśród nich wielu artystów, dziennikarzy i pisarzy. Do tego dochodzą setki milionów marek, za pomocą których SED próbowała wpływać na politykę RFN, na zakładanie partii i organizacji, finansowanie akcji i inicjatyw politycznych, wydawnictw, gazet i czasopism. Biuro Polityczne SED założyło i finansowało Niemiecką Partię Komunistyczną, pismo radykalnej lewicy „Konkret” dostawało na każde wydanie 40 000 marek z Berlina Wschodniego.

Szczególnie podatne na urok towarzyszy z Biura Politycznego SED i Stasi – pisze Mohr – były kręgi intelektualne, żeby wymienić choćby Bernta Engelmanna (1921-1994), autora, wydawanych także w Polsce za rządów PZPR, lewicowych agitek, z których najbardziej znana to Wy na górze, my na dole – jej współautorem był Günter Wallraff, prowadzony przez Stasi jako TW „Wagner”. Engelmann był przewodniczącym Związku Pisarzy Niemieckich, członkiem prezydium niemieckiego PEN-Klubu, a jako TW „Albers” pracował dla Stasi – enerdowska bezpieka dostarczała mu materiałów, na podstawie których pisał książki. Engelmann to, zdaniem Mohra, modelowy „agent wpływu” NRD w RFN.

Mohr przypomniał zachowanie wielu prominentnych przedstawicieli lewicy w RFN, którzy pragnęli przetrwania NRD, ponieważ nie chcieli tracić „rewolucyjnego zaplecza”. Zwalczali zawsze krytykę NRD, ponieważ kto krytykuje „państwo robotników i chłopów”, ten żywi „antykomunistyczne resentymenty”, a antykomunizm to prosta droga w „otchłań reakcji”.

Wprawdzie NRD już nie istnieje, ale pozostały – jakby po niej odziedziczone – pewne struktury mentalne, obyczaje polityczne i ideowe sympatie. Świadczy o tym sprawa wydania w Niemczech przekładu, opublikowanej trzy lata temu przez Harvard University Press, biografii Lwa Trockiego autorstwa Roberta Service’a. Service, profesor historii Rosji na uniwersytecie oxfordzkim, specjalista od historii rewolucji rosyjskiej, opublikował m. in. trzytomową biografię Lenina i biografię Stalina, jak również A History of Twentieth-Century Russia. W Polsce Znak wydał jego książkę Towarzysze.
Niemieckie wydanie biografii przygotowało znane wydawnictwo Suhrkamp-Verlag; już od dawna na jego stronie internetowej można było przeczytać informację, że książka wkrótce się ukaże. Jednak ciągle nie może trafić do księgarń. Być może ma to związek z listem otwartym, jaki latem zeszłego roku 14 historyków, politologów i socjologów wystosowało do właścicielki wydawnictwa pani Ulli Unseld-Berkéwicz, w którym zwracają się do niej o odstąpienie od wydania książki, ponieważ jej celem jest „zdyskredytowanie” Trockiego. Autorzy tego kuriozalnego listu zarzucają autorowi błędy rzeczowe i faktograficzne oraz nazbyt dogłębne zajmowanie się żydowskim pochodzeniem Leo Bronsteina, co może być „wodą na młyn antysemitów”. W sumie wychodzi na to, że Service kontynuuje tradycje „stalinowskiej propagandy”.

Inicjatorem listu i całej kampanii na rzecz zablokowania wydania książki w Niemczech jest Hermann Weber emerytowany profesor uniwersytetu w Mannheim, były członek Komunistycznej Partii Niemiec. Pozostali sygnatariusze listu to m. in. Peter Steinbach (także z uniwersytetu w Mannheim), Bernhard Bayerlein, Heiko Haumann, Mario Kessler, Hartmut Mehringer, Oskar Negt. Zamiast poddać autora miażdżącej krytyce po ukazaniu się książki, profesorowie żądają wstrzymania jej publikacji, działając tym samym jako funkcjonariusze nieformalnego urzędu cenzury prewencyjnej. Jeśli takie standardy, taka etyka naukowa panuje w środowiskach naukowych i intelektualnych w RFN, to Europa rzeczywiście powinna się obawiać nadmiernych wpływów niemieckich.

Jest rzeczą oczywistą, że niemieccy wielbiciele Trockiego pragną zapobiec publikacji książki, ponieważ autor dokonuje ostatecznego demontażu jednej z wielkich postaci rewolucji bolszewickiej i ruchu komunistycznego. Service pokazuje go jako wodza rewolucji i człowieka o skomplikowanej osobowości a jednocześnie szkicuje portret bezlitosnego, podłego i zbrodniczego funkcjonariusza, który wprowadził w Rosji najokrutniejsze metody terroru. Książka jest zatem sztychem w samo serce współczesnej lewicy, w oczach której Trocki jako nie-stalinowiec, pozostaje „dobrym bolszewikiem”. Jak napisał, komentując całą sprawę, jeden z konserwatywnych niemieckich publicystów, nie chodzi tylko o to, że rewolucja bolszewicka traktowana jest z ogromnym szacunkiem przez sporą część erefenowskich historyków, ale o to, że Trocki wciąż jest dla lewicy inkarnacją dobrych stron bolszewików, ucieleśnieniem marzenia o prawdziwym socjalizmie, rewolucjonistą pokonanym przez brutalnego Stalina, który okazał się zdrajcą ideałów socjalizmu. Wówczas, wraz z Trockim, przegrała idea prawdziwego socjalizmu, a ponieważ przegrała, to nie zdążyła się skompromitować, pozostaje więc niezbrukana. Skoro wtedy istniała szansa na dobry socjalizm, to może jeszcze kiedyś pojawić się ponownie.

Książka Service’a pokazująca Trockiego nie jako alternatywę dla Stalina, ale jako drugiego Stalina, który przegrał, niszczy marzenie o lepszym, wciąż niezrealizowanym socjalizmie. Dlatego chce się przeszkodzić jej wydaniu. Czy się to uda, nie wiadomo. Jak na razie wydawnictwo nadal umieszcza książkę w swoich zapowiedziach. Ma się ukazać latem tego roku.

Tomasz Gabiś

Pierwodruk: „Opcja na prawo”, 2012 nr 4.

Za: Strona autorska – Tomasz Gabis, 05.31.2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.06.04

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek