Magdalena Ziętek – Kto pod nami dołki kopie, wpadnie w nie sam…


Buchenwald-Germany-Senator Alben W Barkley of Kentucky views the evidence at first hand at Buchenwald concentration camp - Weimar Germany - photo- Wikipedia.orgUżycie przez Baracka Obamę określenia „polskie obozy śmierci” wywołało wśród Polaków falę oburzenia. Oliwy do ognia dolała dziennikarka Debbie Schlussel, która na swoim blogu umieściła wpis, w którym obarcza Polaków winą za zaplanowaną i dokonaną przez Niemców zagładę Żydów (http://wpolityce.pl/wydarzenia/29914-oto-owoce-pedagogiki-wstydu-i-klamstw-grossa-amerykanska-dziennikarka-twierdzi-ze-polacy-zamordowali-miliony-zydow). Internauci zaczeli zbierać podpisy pod listami protestatacyjnymi. Pojawiły się także inne inicjatywy, jak na przykład apel wystosowany przez kolegę blogera: http://hansklos.blogspot.de/2012/06/apel-w-sprawie-polskich-obozow.html (tym samym spełniam jego prośbę o nagłośnienie sprawy).

Akcje sprowadzające się do samego protestowania i żądania zaprzestania używania takich sformułowań (czy też wygłaszania określonych tez) na pewno nie wystarczą, aby pokonać przeciwnika. Ale nie można też ich nie doceniać. Za przykład tego, że można coś i w ten sposób zdziałać, niech posłuży sprawa broszury wydanej przez Bundeszentrale für politische Bildung (Federalną Centralę Szkolenia Politycznego) Nr 307/ 2010, pod tytułem "Jüdisches Leben in Deutschland (Życie Żydów w Niemczech). Jest to broszura z serii "Informationen zur politischen Bildung" („Informacje do politycznego kształcenia”; żeby nie powiedzieć programowania…). Pojęcie „polskich obozów koncentracyjnych” padło w niej na 59 stronie:

Marsze śmierci. Wraz ze zbliżającym się frontem zaczął się dla tych więźniów polskich obozów koncentracyjnych, [którzy przeżyli dotychczasowe represje], nowy tragiczny rozdział, czyli tak zwane marsze śmierci. Wielu z nich przypłaciło je życiem“ (Todesmärsche: „Mit der herannahenden Front folgte für die Überlebenden in den polnischen Konzentrationslagern ein neues tragisches Kapitel, die so genannten Todesmärsche. Diese "Verlegung" kostete viele das Leben”).

Co więcej, na 61 stronie umieszczono zdanie: „Także w krajach jak Polska, gdzie panował tradycyjny antysemityzm, znaleźli się ludzie, którzy ukrywali Żydów, jak donosi o tym literatura wspomnieniowa. Było tam wiele klasztorów, które ukrywały żydowskie dzieci i w ten sposób uratowały je przed śmiercią” („Auch in Ländern wie Polen, in denen es einen traditionellen Antisemitismus gab, fanden sich Menschen in der Bevölkerung, die Juden versteckten, wie aus der Memorienliteratur bekannt ist. Es gab hier zahlreiche Klöster, die jüdische Kinder versteckten und sie so vor der Ermordung bewahrten“).

Sprawa została nagłośniona przez część środowisk polonijnych. Prawdopobnie pod wpływem tych protestów (choć sprawa nie do końca jest jasna), w internetowym wydaniu broszury dokonano dwóch zmian. Po pierwsze, sformułowanie „polskie obozy koncetracyjne” zostało zamienione na „niemieckie obozy w okupowanej Polsce“ (deutsche Konzentrationslager im besetzten Polen, link do wydania inernetowego: http://www.bpb.de/izpb/7687/1933-1945-verdraengung-und-vernichtung?p=all). Po drugie, cytowanej wyżej zdanie zaczyna się teraz tak: „Także w krajach, w których istniał silny antysemityzm…” ("Auch in Ländern, in denen es einen ausgeprägten Antisemitismus gab, …“).

Niestety, w wersji drukowanej wszystko zostało po staremu. A nakład broszury to 800 tys. egzemplarzy, czyli całkiem sporo. I nic nie wskazuje na to, aby BPB zamiarzała wycofać tę pozycję z dystrybucji. Ponadto, jej autorzy nie sprostowali innej, fałszywej informacji: „Natomiast podczas Powstania w Gettcie Warszawskim, podczas którego w kwietniu w 1943 mieszkańcy getta pod dowództwem Mordechaja Anielewicza przez 5 tygodni stawiali opór oddziałom Waffen-SS, polscy przedstawiciele ruchu oporu nie udzielili Żydom pomocy. 7000 osób zostało zabitych podczas tego powstania” („Andererseits kamen beim Warschauer Ghetto-Aufstand, bei dem im April 1943 Ghettobewohner unter Führung von Mordechai Anielewicz der Waffen-SS fünf Wochen lang Widerstand leisteten, polnische Widerstandskämpfer den Juden nicht zu Hilfe. 7000 Menschen wurden bei diesem Aufstand getötet“).

Warto też zwrócić uwagę na sposób potraktowania przez media Ryszarda Czarneckiego, który nagłośnił sprawę broszury: „Broszura, która trafiła już do niemieckich szkół jako materiał dydaktyczny, zawiera na stronie 59 stwierdzenie o… »polskich obozach koncentracyjnych«" – pisze Czarnecki. Tymczasem, we wskazanym przez polityka miejscu, nie widnieje słowo "polskich", ale "w Polsce" (http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/niemcy-o-polskich-obozach-czarnecki-atak-na-nasz-k,5037818,11441271,artykul-fotoreportaz-duzy.html). Redaktorzy Onetu, jak widać, zapomnieli poinformawać swoich czytelników o istnieniu dwóch różnych wersji tej broszury.

Sprawa publikacji BPB pokazuje, jakimi treściami karmi się (w tym przypadku) niemiecką opinię publiczną. I to przez instytucję, która jest odpowiedzialna za polityczne kształcenie niemieckich obywateli (na marginesie można postawić pytanie o to, czym właściwie BPB różni się od podobnych instytucji ksztalcenia politycznego, które istniały np. w Związku Radzieckim). W ten oto sposób wsącza się w niemieckie głowy przekonanie, że pod względem nastawienia do Żydów Polacy właściwie w niczym nie ustępowali Niemcom. A kto wie, czy nawet nie byli gorsi… Z czego oczywiście ma wynikać przekonanie o czynnym i masowym udziale Polaków w przeprowadzeniu Holokaustu w „polskich” w końcu obozach kocentracyjnych. Efektem tejże „pracy edukacyjnej” (ważną rolę odgrywają tu książki „znawcy” tematu, czyli Grossa) jest tak wysoki poziom zmanipulowania mieszkanców zachodnich społeczeństw, że przedarcie się do nich z prawdą wydaje się sprawą wręcz beznadziejną (generalnie poziom zmanipulowania społeczeństw zachodnich spokojnie można porówać z tym, jaki panował w nazistowskich Niemczech czy też w Związku Radzieckim). Co więcej, w przypadku podejmowania przez Polaków akcji protestacyjnch istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zostaną one zinterpretowane jako wypieranie się własnych win. Sprawa Debbie Schlussel jest tego najlepszym przykładem.

W jaki sposób powinniśmy więc działać, abyśmy (tym razem) skutecznie obronili własną rację? W gruncie rzeczy, sprawa wcale nie jest tak trudna, jak mogłoby się to wydawać. Zacznijmy od tego, że „punktowe” atakowanie przeciwnika na pewno nie przyniesie spodziewanego efektu. Zamiast tego powinniśmy promować polskie dziedzictwo kulturalne – a ściślej polską myśl polityczno-społeczną – oraz pokazywać, w jaki sposób wpływała ona na konkretne postawy Polaków. Jednocześnie powinniśmy pokazywać światu, jakie w tym samym czasie „wyżyny” osiągnął „duch niemiecki” i co z tego konkretnie wynikało. Dlaczego taka strategia? Pamiętajmy, że Niemcy stworzyły sobie wizerunek „kraju filozofów i poetów”, a więc państwa o bardzo wysokim poziomie rozwoju kulturalnego. Zachowanie niemieckich bandytów w Polsce wybitnie nie pasuje do tego wizerunku. A wizerunek dla Niemiec jest rzeczą świetą (Niemcy w końcu dobrze wiedzą, co robią, kształtując go w taki, a nie inny sposób). Przypisywanie Polakom wizerunku niebezpiecznych bandytów ma więc na celu odwrócenie uwagi światowej opinii publicznej od tego, w jakim kierunku rozwinęła się niemiecka kultura i jakie to miało praktyczne konsekwencje. Świat niewiele wie na temat niemieckiego rasizmu i szowinizmu. Hitler był tylko wypadkiem przy pracy, efektem kryzysu gospodarczego i chwilowej słabości niemieckiej demokracji… A antysemityzm? No, to w końcu chrześcijaństwo (bez rozróżnienia na katolicyzm i protestantyzm) było odpowiedzialne za propagowanie antysemityzmu. Z kolei ten etap (tzn. chrześcijaństwo) Niemcy mają już definitywnie za sobą (z czego też są bardzo dumni). Sprawa jest jasna.

Żeby pokonać przeciwnika, musimy więc działać dokładnie w odwrotnym kierunku niż on. Zamiast zwalczać go za pomocą środków, które w gruncie rzeczy stawiają nas w pozycji defensywnej, musimy przystąpić do ofensywy. Dlatego też należy światu przypomnieć o antysemityzmie Marcina Lutra i Karola Marksa (na czym polegał antysemityzm Lutra, dobitnie pokazuje ten jego tekst: http://www.humanitas-international.org/showcase/chronography/documents/luther-jews.htm), o rasizmie Alfreda Rosenberga, militaryzmie Ericha Ludendorfa, o głoszącym kult przemocy germańskim neopogaństwie, rozwijanym przez takich autorów jak np. Felix Dahn czy Heinrich von Treitschke. I właśnie na tle tych poglądów trzeba pokazać, jak wyglądała niemiecka okupacja w Europie Wschodniej, nie tylko w Polsce.

Jednocześnie musimy popularyzować dzieła wielu polskich myślicieli, którzy mówili o istnieniu uniwersalnych wartości, na których oparty musi być prawdziwie ludzki porządek społeczny. A polską myśl polityczną trafnie scharakteryzował Łukasz Kobeszko w artykule „Wyjątkowość Polski”:

„Harmonijne i integralne połączenie poszanowania godności i wolności człowieka oraz zobowiązań wobec świata i bliźnich, poszerzanie republikanskiej polis w dążeniu do unii z pobratymczymi narodami środkowoeuropejskimi, unikalny sposób przeżywania wiary – na tym polega wyjątkowość polskiego modelu cywilizacyjnego, religijnego i społecznego” (http://rebelya.pl/post/2024/kobeszko-wyjatkowosc-polski).

I w takim właśnie kontekście należy pokazać historię Żydów w Polsce, którym naród polski udzielił gościny oraz przyznał wiele praw, o których wielu niemieckich Żydów mogło tylko pomarzyć (np. we Frankfurcie od 1462 do 1796 istniało żydowskie getto, tzw. Judengasse). (Co ciekawe, we wspomnianej wcześniej broszurze BPB, na 27 stronie wskazano na to, że w XVI wieku wielu niemieckich Żydów przeniosło się do Polski, gdyż cieszyli się tam dużą wiekszą wolnością niż w Niemczech). Warto np. głośno mówić o takich faktach jak ten, że wtedy, kiedy niemieccy Żydzi nie mieli już żadnych praw, będący żydowskiego pochodzenia Ksawery Tartakower, Mieczysław Najdorf i Paulin Frydman wspólnie z dwoma Polakami wywalczyli dla Polski srebny medal na VIII Olimpiadzie Szachowej w Buenos Aires w 1939r. (co zostało przypomniane przez Gabriela Maciejewskiego w książce „Baśn jak niedźwiedź”).

Tylko w ten sposób będziemy w stanie skutecznie obronić się przed przeciwnikiem, który działa w sposób perfidny i bezpardonowy. Żeby wykonać to zadanie, sami najpierw musimy nadrobić zaległości. Przede wszystkim musimy na nowo odkryć Polskę i jej dziedzictwo kulturowe. Jednocześnie musimy poznać ścieżki, po których kroczył „duch niemiecki” (na początek odsyłam do świetnego artykułu prof. Bogumiła Grotta „Szowinizm niemiecki jako obiektywna legitymacja reorientacji polityki polskiej dokonanej przez Romana Dmowskiego na początku XX wieku”, http://www.legitymizm.org/szowinizm-niemiecki). Ale nie tylko. Należy stanowczo podkreślić, że Niemcy nie ponoszą wyłącznej odpowiedzialności za tę wielką tragedię XX wieku, którą była II Wojna Światowa. Tak zwany „Zachód” ze swoją porewolucyjną i w gruncie rzeczy dekadencką wizją świata i człowieka jest za nią również odpowiedzialny. I ten właśnie „Zachód” przypisał sobie rolę pogromcy „faszyzmu”, mimo że dla uratowania Żydów na dobrą sprawę nie zrobił prawie nic (nie tylko więc Niemcy, ale też i „Zachód” potrzebuje „polskich obozów koncetracyjnych”). Dlatego też należy ukazać tradycję polskiej myśli politycznej nie tylko na tle tendencji społeczno-politycznych obecnych w Niemczech, ale także i tych charakterystycznych dla „Zachodu”. (Warto przytoczyć tutaj słowa prof. Jacka Bartyzela na temat filozoficzno-religijnych podstaw tzw. „cywilizacji Zachodu”: „Zsekularyzowane później, ale źródłowo purytańskie dziedzictwo republiki amerykańskiej zawierało już in nuce dwie najbardziej zgubne idee: egalitaryzmu i kontraktualizmu – można by rzec „idee – matki” wszystkich błędów politycznych, zawleczonych z Nowego do Starego Świata, niszczących właśnie cywilizację chrześcijańską, a dzisiaj także inne cywilizacje tradycyjne”. J. Bartyzel, „Judeochrześcijański neokonserwatyzm” – koń trojański demoliberalizmu, http://www.legitymizm.org/judeochrzescijanski-neokonserwatyzm).

Jak mogłoby wyglądać realizowanie takiej strategii w praktyce? Na pewno należy tłumaczyć teksty polskich autorów na języki obce albo przynajmniej umieszczać ich streszczenia w internecie. Jednocześnie należy porównywać wyrażone w nich poglądy z dziełami współczesnych autorów niemieckich, ale nie tylko. Paradoksalnie, w wykonaniu tego zadania pomocni okazać się mogą niemieccy neonaziści, którzy na stworzonej przez siebie stronie udostępnili całą „klasykę” niemieckiego nacjonalizmu (http://reichsarchiv.com/). Znających język niemiecki zachęcam do krytycznej lektury umieszczonych tam pozycji oraz sporządzania odpowiednich notatek na temat ich treści (apeluję o umiejętne korzystanie z zasobów strony, tak żeby nie narazić się na zarzut propagowania „faszyzmu”). Jednym słowem: Polska musi podbić internet.

W tej chwili mamy do czynienia z zupełnie absurdalną sytuacją, kiedy to zarówno Niemcy – sprawcy Holokaustu – jak i „Zachód” – który Żydów zostawił na pastwę Niemców – żyją w stanie błogiego i głębokiego samozadowolenia. Natomiast my staliśmy się dla nich prawdziwym chłopcem do bicia. Najwyższy czas, żeby przymnieć im o tym, co w międzyczasie tak skrzętnie zostało zmiecione pod dywan…

Magdalena Ziętek

Zrodlo: W służbie orthos lógos – Magdalena Ziętek  – Blog autorski 6.12.2012

Zdjecie: Senator US Alben W. Barkley z Kentucky, czlonek Komitetu do Spraw Badania Zbrodni Nazistowskich Kongresu USA, oglada dowody zbrodni w obozie koncentracyjnym. 24 kwietnia 1945 roku, Weimar, Niemcy. – Fotografia z dokumentacji Kongresu USA. Za en.wikipedia.org / Wybor zdjecia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2012.06.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek