Biernat do prawicowych publicystów: Wasza miłość do Izraela jest perwersyjna


Jewish land, Palestinian land - maps 1946 to 2000 - Photo rebelya.plLewica czy raczej liberalna lewica od lat wyciera sobie gębę, Żydami – jak to ujął Dawid Wildstein – nachalnie narzucając dyskurs walki z „tradycyjnym” polskim antysemityzmem, czym ociera się o karykaturę. W tym samym czasie prawica (a raczej pewna jej frakcja) robi to samo, mniej lub bardziej hałaśliwie, oskarżając wszelkich, a szczególnie lewicowych, krytyków Izraela o antysemityzm.

Lewicowa krytyka Izraela (vide:wiersz noblisty z Niemiec) bywa żenująca. Sprowadzanie każdego głosu w obronie gnębionych Palestyńczyków do wspierania Hamasu, jest równie głupie. Bardzo miło znaleźć sobie bat w kulturowej i politycznej wojnie w postaci oskarżeń, o to, kto jest większym antysemitą. Jeżeli jednak przy tym wspiera się ideologię „bicia w mordę słabszych”, to nabiera to jakiegoś niezdrowego, sowieckiego posmaku. Groteskowo tu brzmią odezwy red. Ziemkiewicza do narodu izraelskiego, że my prawica polska was obronimy przed antysemitami lewakami.

Jak w USA polityki Izraela bronią najbardziej oszołomskie odłamy protestantyzmu w imię walki z szatanem, tak nasza prawica toczy swój malutki Armagedonik. Oto, gdy niedawno kilku Żydów zostało pobitych przez arabskich chuliganów we Francji, Piotr Zychowicz nie zawahał się oświadczyć, że to wina lewicowych organizacji propalestyńskich, które eskalują antysemityzm w emigranckich gettach w Europie Zachodniej i wręcz nawołują do pogromów. Reductio ad Hitlerum było zdaje się domeną drugiej strony – jednak jak widać w polskiej debacie argument gorszy zawsze wypiera lepsze. Drugim ulubionym konikiem jest walka z zalewającym świat Islamem – przed którym ratunkiem ma być właśnie Izrael. Teza ciekawa – pochodząca z czasów, gdy nasz wielki sojusznik toczył "war on terror". Jednak po rozbiciu Al Kaidy oraz rewolucjach w krajach arabskich, w których od lat panuje pełna stagnacja we wszystkich dziedzinach oprócz może demografii i ogólne polityczne rozbicie islamu, wydaje się przykładem typowego xerowania nadpsutych zagranicznych doktryn, co z lubością stosuje choćby Tomasz Terlikowski.

Wiem jak ciężko bronić silniejszego. Ogólnie panuje zachwyt nad siłą, choć nigdy wprost dla działań Izraela. Nigdy z tekstów prawicowych admiratorów syjonizmu nie można się dowiedzieć do czego ta siła jest używana. Nasi „syjoniści” jeszcze nie mają odwagi by bronić niesławnej operacji „Płynny ołów”, czy zabicia propalestyńskich aktywistów na płynących „Flotyllą wolności”, nie wzywają do rozwiązania ostatecznego jak Debbie Schussel. Naszych wielbicieli zachwycają 15-latki z karabinami, wspominane przez Sławomira Cenckiewicza, syjonistyczne a nie tęczowe” flagi nad czołgami, i być może marsze z pochodniami na Massadzie. Przytaczane argumenty mają urok jakby rozesłanych w okólniku. Punkt rozumowania jest najczęściej taki, że „lewactwo” rozczarowało się do Żydów, którzy zamiast państwa socjalistycznego zbudowało państwo nacjonalistyczne, czyli normalne. Koncepcja się trochę sypie, bo skoro faktycznie Izrael jest normalnym krajem to nikomu nie można zabronić jego krytyki i kończymy z wszelką taryfą ulgową wynikającą z naszych wyrzutów sumienia spowodowanych zaszłościami.

Kraj normalny? Żaden kraj, który okupuje w taki sposób sąsiada nie jest krajem normalnym. Nie chcę wdawać się w dyskusję o racjach okupującego i okupywanego, prawda oczywiście jest skomplikowana. Ale mieszkańcy terytoriów okupowanych są ludźmi drugiej kategorii, pozbawionymi wielu praw. Okupacja – to nie tylko kwestia obecności wojskowej – to codzienne upokorzenie „podludzi” przez „ludzi”– tego Polakom chyba nie trzeba tłumaczyć. Ten stan trwa już kilkadziesiąt lat i można mniemać, że wywołuje głęboką psychozę społeczną u okupantów – wystarczy przypomnieć organizację „Break the silence” czy film „Walc z Bashirem”. Okupacja,czyli de facto niemal absolutna władza dana 20-letnim poborowym, deprawuje proporcjonalnie do nienawiści, jaką żywi druga strona. Okupacja nie może być wieczna: albo się kończy albo naród okupowany przestaje istnieć.

Jest też kwestia własności. Niektórych z nas męczą duchy zabitych żydowskich właścicieli. Nie wierzę, że Izraelczyków nie męczy spanie w łóżkach Palestyńczyków. Z ziemią zrównano wiejskie lepianki w niezliczonych palestyńskich wioskach, ale palestyńskie domy w Jaffie czy Ein Kerem ostały się i zaludnione są teraz izraelską klasą średnią – a byli właściciele na stałe przenieśli się do obozów, w których życie jest dyshonorem. Ale nawet na swoim Zachodnim Brzegu Palestyńczykom nie przyszło zaznać pokoju. Rozszerzające się z dnia na dzień osiedla osadników niweczą wszelkie perspektywy stworzenia dwóch odrębnych państw. Osiągnięcia Izraela na polu odbierania ziemi Palestyńczyków pozostawiają daleko w tyle skuteczność Hakaty. Warto przeczytać przejmującą książkę „Palestyńskie wędrówki”, opisującą w dość poetycki sposób brutalny, oparty na trikach prawnych, miękkiej i twardej przemocy, proces zawłaszczania ziem i szatkowania Zachodniego Brzegu.

Jeżeli europejski antysemityzm był jedną z przyczyn powstania Izraela, to również powinniśmy przeprosić Palestyńczyków – bo to oni, oprócz ofiar holokaustu, najgorzej wyszli na niechęci do Żydów. Najpierw wygnani z własnych domów – rozrzuceni po okolicznych krajach – są od lat bezlitośnie wykorzystywani do politycznych celów przez miejscowych kacyków, kupowani, sprzedawani i przekupywani – przepędzani z miejsca na miejsce, na dodatek obdarzeni marną skorumpowaną elitą. Większość rzeczy, za które prawicowi publicyści ich krytykują: a więc terroryzm, fundamentalizm islamski – to przecież nic innego jak efekt okupacji – tę samą radykalizację postaw widzieliśmy w Irlandii, Czeczenii czy choćby w XIX wieku w Polsce. Do tego Palestyńczycy stoją naprzeciw doskonale zorganizowanego narodu, który techniki okupacji podniósł do rangi sztuki. Oczywiście okupacja Izraelska to nie prymitywna rzeź (choć i czasami do rzezi dochodzi), tylko przemyślana polityka małych kroków. Akurat tego Izraelczycy się nauczyli, że bić trzeba umieć, tak by śladów było jak najmniej. Dzisiaj podstawieni przez Mossad, udający Palestyńczyków kupcy wykupują jeden dom w Hebronie – za rok osadnicy przejmują kolejne trzy. Dziś na Zachodnim Brzegu pojawi się jeden barak za trzy miesiące dom a zaraz potem dwa, nielegalne nawet w świetle izraelskiego prawa, osiedla. Dziś stawiamy żołnierza, jutro checkpoint a za miesiąc mur. Zaczystki i wieloletnie areszty administracyjne bez wyroku, te znane skądinąd narzędzia, chwały nikomu nie przynoszą.Tak to działa. Ale nasi prawicowi publicyści syjoniści widzą tylko Hamas, który chce zepchnąć nas/ich do morza.

Problem w tym, że Izrael jest tak silny, że gdyby naprawdę chciał, Hamas dawno by zżerały rekiny w Morzu Śródziemnym. Istnienie Izraela nie jest dziś zagrożone. Przy słabości krajów ościennych nękanych politycznym zamętem – Izrael ma po prostu wiele możliwości, by przerwać hańbiący dla siebie proceder poniżania swoich sąsiadów. Nie robi tego, a wręcz przeciwnie, powoli z jakąś przerażającą stanowczością, pogłębia problemy swoje i innych.

Namawiam do tego, żeby w przyszłości, gdy Izrael znowu w odpowiedzi na akty agresji aktywistów Hamasu przeprowadzi „chirurgiczne” bombardowania w terenie gęsto zabudowanym, Ci prawicowi miłośnicy Izraela przynajmniej wykorzystali okazję, żeby być cicho. Śmierć cywilów to rzecz zbyt poważna, by wykorzystywać ją do naszych polskich wojenek. Tym bardziej, że te, w tym wypadku entuzjastyczne, pochwały siły, to jeden z bardziej perwersyjnych sposobów zdjęcia z siebie odium antysemity. Podniecanie się siłą jest przecież przypadłością wieku chłopięcego.

Na zakończenie chciałbym przypomnieć pewien drobny epizod. W 2009 roku, zaraz po zakończeniu Operacji „Płynny ołów”, prezydent Kaczyński, zdecydowany admirator Izraela na koszt swojego urzędu zaprosił do Polski kilkadziesiąt dotkniętych działaniami wojennymi dzieci ze Strefy Gazy. Czy on również wspierał Hamas?

Jakub Biernat

Za: Rebelya.pl – 21.06.2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.06.24

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek