Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Pacyfikacja związków zawodowych


Czas letnich wakacji nie sprzyja podnoszeniu ważnych spraw publicznych. Ale – paradoksalnie – sprzyja kombinacjom, które chce się ukryć przed publicznością.

Z długoletniej praktyki funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości wiadomo, że sprawy – „wstydliwe” pod względem polityczno-prawnym – rozpatrywane są wówczas, kiedy większość zainteresowanych pakuje walizki lub cieszy się urlopem.
Taką sprawą polityczno-prawną jest próba likwidacji związków zawodowych w Polsce, a ściślej biorąc – sprowadzenie ich do roli nic nie znaczącej – ani dla rządu, ani dla pracowników – ornamentyki ustrojowej.

Rzecz nieprawdopodobna i zdumiewająca? Nic podobnego. Przed dwoma miesiącami mieliśmy prawdziwy pokaz tego, jak władze państwowe w Polsce traktują związki zawodowe, było to w trakcie protestów wobec zwanej „reformy emerytalnej” (bo to żadna reforma). Wtedy padły wulgarne słowa, które nigdy nie powinny paść z ust premiera Donalda Tuska adresowane do przewodniczącego „Solidarności”. Nie będę ich przypominał, bo i po co. Albo słowa Leszka Balcerowicza, że „Solidarność” to główny hamulcowy. Do tego dochodzi jego arogancka reakcja na protest związkowców. Cytuję: „To jest droga do kompromitacji tej organizacji, która nosi nazwę tak dumną. Bo proszę sobie wyobrazić, co Polacy sobie pomyślą, pomyśleliby, gdyby takie warcholstwo miało miejsce”. To przypomina retorykę polityczną PZPR z 1976 roku. A Balcerowicz – współtwórca zabójczej dla Polski terapii szokowej – ciągle wiele znaczy.

Pomysł na likwidację związków zawodowych wcale nie jest nowy, o czym napiszę za chwilę. Polega on na tym, aby znieść ochronę prawną działaczy związkowych, nieodzowną do wykonywania funkcji związkowych. Bo nie ulega najmniejszej wątpliwości, że działacze związkowi są szczególnie narażeniu na konflikty z pracodawcami. Istota tego pomysłu sprowadza się do tego, aby takich działaczy w kozi róg zapędzić za pomocą oskarżenia o naruszenie dóbr osobistych… zakładu pracy.

Warto przypomnieć, że na taki pomysł wpadła wcześniej Agora wydająca Gazetę Wyborczą, formułując podobne oskarżenie przeciwko Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi – poecie, jednemu z największych współczesnych intelektualistów polskich. Jak wiadomo, proces sądowy zakończył się skazaniem poety. Nic nie znaczyło dla sądu, że nie Agora była przedmiotem jego krytyki, lecz grupa prominentnych dziennikarzy Gazety Wyborczej. Ten moment ma szczególne znaczenie: krytyka kierownictwa firmy może być uznana za krytykę firmy. Mamy więc precedens.

Panowie związkowcy? Czy wiecie co to znaczy?
Oto 18 czerwca odbyła się rozprawa sądowa z powództwa Polskich Linii Lotniczych LOT przeciwko przewodniczącej związku zawodowego pilotów liniowych polskich linii lotniczych LOT Joannie Modzelewskiej o … naruszenie dóbr osobistych LOT-u. Na temat sytuacji w LOT-cie jest sporo dostępnych publikacji, więc można pominąć szczegóły. Tutaj warto przytoczyć jednak istotne stwierdzenie z pisma procesowego wspomnianych związków zawodowych, które brzmi następująco: „ sprawa niniejsza może stać się potencjalnie niebezpiecznym precedensem, w którym jakakolwiek realna realizacja uprawnień wynikających z przepisów ustawy z dnia 23 maja 1991 roku o związkach zawodowych będzie niemożliwa, bo każde wystąpienie będzie się kończyło mającym wszelkie cechy nadużycia prawa w rozumieniu artykułu 5 kodeksu cywilnego, to jest skierowaniem przeciwko przedstawicielom związków zawodowych pozwów o naruszenie dóbr osobistych, tylko po to, aby ich «uciszyć» w momencie oczekiwanym przez aktualny zarząd, nie zaś w celu ochrony jakichkolwiek dóbr osobistych danej spółki”.

Rodzi się pytanie, czy ruch związkowy w Polsce jako całość, czy związek „Solidarność”, czy OPZZ, czy także inne związki zawodowe, mają skłonności samobójcze? Czy przeciwnie, potrafią skutecznie przeciwstawić się perfidnym próbom ich pacyfikacji? Czas pokaże.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Za: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor – 2012-06-27

Zobacz rowniez:

POLISH CLUB ONLNIE, 2012.06.27

Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński