Andrzej Solak: Umrzeć za Polskę


Gen Franciszek Kleeberg Foto za Strony HistoryczneByli gotowi do walki. Ich deklaracja wywołała zdumienie w dowództwie polskim. Wszak pochodzili z kraju, który od kilku stuleci toczył z Polakami morderczy bój.

Kiedyś, przed ponad trzema wiekami, ich ojczyznę upokorzyli sarmaccy skrzydlaci jeźdźcy. Ulicami ich stolicy, Moskwy, przechadzali się dumni polscy zwycięzcy. W komnatach ich władców rozbrzmiewała polska mowa… Potem koleje losu odwróciły się. Także potomkowie zdobywców Kremla zaznali goryczy klęski; posmakowali rozpaczy, kiedy ich kraj wymazywany był z mapy Europy.

Historię stosunków miedzy oboma państwami tworzyły dwa łańcuchy krzywd, żalów i potworności. Ich ogniwami były głowy ucięte obrońcom Staroduba i knuty spadające na grzbiety katorżników, łupiestwa lisowczyków i kozackie gwałty, połcie ludzkiego mięsa pod powałami moskiewskiego Kitajgrodu i dzieci nadziewane na piki na warszawskiej Pradze… Było tego dość, by zbudować mur nienawiści.

A jednak setka Rosjan, która pod koniec września 1939 roku dołączyła do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”, chciała walczyć za Polskę.

SGO „Polesie”

Powołana 9 września 1939 roku Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” generała Franciszka Kleeberga szła z odsieczą oblężonej Warszawie. Po drodze toczyła boje zarówno z Niemcami, jak i z Sowietami. 28 września do dowództwa Grupy dotarła wiadomość o kapitulacji stolicy. Generał Kleeberg postanowił kontynuować walkę.

Nazajutrz, pod Parczewem, Polacy zderzyli się z sowiecką 143 Dywizją Strzelców. We wsi Jabłoń wzięli do niewoli pięćdziesięciu bolszewików. Następnego dnia w Milanowie pojmali kolejnych sześćdziesięciu. Polacy nie mieli możliwości przetrzymywania jeńców. Zamierzali puścić ich wolno. I wówczas zdarzyła się rzecz nieoczekiwana. Jeńcy poprosili o… wydanie im broni i wcielenie ich w polskie szeregi!

Wspólnota samotnych

Przesłuchanie ujawniło, że jeńcami byli młodzi żolnierze w wieku od 21 do 22 lat, służący w 487 oraz 635 pułkach strzeleckich Armii Czerwonej. Poznali na własnej skórze „dobrodziejstwa” komunistycznych rządów. Teraz chcieli wykorzystać okazję do wzięcia udziału w walce ze znienawidzonym systemem.

„Przysięgali, że będą nam wierni i pójdą wszędzie z nami” – wspominał pułkownik Adam Epler, dowódca 60 Dywizji Piechoty.

W polskim dowództwie postawę jeńców przyjęto z zaskoczeniem i konsternacją, które szybko zaczęły zabarwiać się prawdziwym wzruszeniem. Bo w tych dniach Polska konała w osamotnieniu pod ciosami niemieckich i sowieckich najeźdźców. Wielu przedstawicieli mniejszości narodowych – Niemców, Żydów, Ukraińców – witało kwiatami napastnicze wojska. Zawiedli angielscy i francuscy sojusznicy. „Najpotężniejsza armia świata siedziała cichutko, ukryta za potężnymi fortyfikacjami Linii Maginota, podczas gdy dzielny do szaleństwa sprzymierzeniec ginął!” – napisze po latach zachodni historyk.

I oto w tych dniach garść Rosjan postanowiła umrzeć wraz z Polakami.

Salwy pod Kockiem

2 października zagrzmiały działa pod Kockiem. Wojsko generała Kleeberga zwarło się tam w boju z niemieckim XIV Korpusem Zmotoryzowanym. Osiemnaście tysięcy Polaków stanęło naprzeciw trzydziestu tysięcy Niemców.

Pod Serokomlą atak piechoty Wehrmachtu powstrzymało kontruderzenie Pułku Ułanów Grochowskich; wzięto 200 jeńców. Nazajutrz polska dywizja kawalerii „Zaza”, wspierana siłami 50 Dywizji Piechoty „Brzoza” uderzyła na wroga. Zniszczono stanowiska nieprzyjacielskiej artylerii we wsi Poznań, ale natarcie trzeba było zatrzymać z powodu braku amunicji.

Batalia przybierała na intensywności i rozmachu. Pod Wolą Okrzejską 3 Pułk Strzelców Konnych im. Hetmana Stefana Czarnieckiego rozgromił podjazd pancerny wroga. Trwała zaciekła bitwa o cmentarz w Woli Gułowskiej.

5 października w Warszawie Adolf Hitler osobiście odbierał defiladę zwycięstwa Wehrmachtu. A pod Kockiem wciąż trwał zajadły bój. 60 Dywizja Piechoty „Kobryń” pułkownika Eplera złamała lewe skrzydło Niemców. Polacy szli do ataku ze swymi oficerami na czele, „jak na ćwiczeniach w Rembertowie” – odnotował naoczny świadek.

Brygada kawalerii „Edward” śmiałym zagonem wdarła się na tyły wroga. „Nieprzyjaciel rzuca broń i rynsztunek, i cofa się w popłochu” – meldowali kawalerzyści.

Niemiecki dowódca wydał rozkaz odwrotu, nie chcąc dopuścić do rozbicia swej jednostki.

Ostatni rozkaz

Mimo taktycznego sukcesu sytuacja Polaków stawała się krytyczna. Amunicja była na wyczerpaniu. Wróg otrzymał posiłki. Rankiem 6 października polskim żołnierzom odczytano ostatni rozkaz ich dowódcy:

„Żołnierze! – pisał generał Kleeberg. – […] Wykazaliście hart i odwagę w czasie zwątpień i dochowaliście wierności Ojczyźnie do końca. Dziś jesteśmy otoczeni, a amunicja i żywność są na wyczerpaniu. Dalsza walka nie rokuje nadziei, tylko rozleje krew żołnierską, która jeszcze przydać się może. Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie. Dziś biorę ją w tej najcięższej chwili – każąc zaprzestać bezcelowej walki, by nie przelewać krwi żołnierskiej nadaremnie. Dziękuję Wam za Wasze męstwo i Waszą karność – wiem, że staniecie, gdy będziecie potrzebni. Jeszcze Polska nie zginęła i nie zginie.”

Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie” złożyła broń jako ostatnie zgrupowanie Wojska Polskiego. Wśród tłumu żołnierskiej braci maszerującego do niewoli niemieckiej byli też rosyjscy ochotnicy spod Jabłonia i Milanowa. Tutaj urywa się ich ślad. Czy udało im się ukryć w masie jeńców? Czy może Niemcy wydali ich sowieckiemu sojusznikowi?

„Bili się z nami do końca, byli wiernymi i oddanymi do końca nam towarzyszami – zaświadczył pułkownik Epler. – Poszli z nami do niewoli niemieckiej i tam dopiero mogła zacząć się ich tragedia.”

„Wzrastanie” wrzesień 2012

Andrzej Solak
www.krzyzowiec.prv.pl

Zrodlo: http://cristeros1.w.interia.pl/crist/militaria/umrzec_za_polske.htm

Zdjecie: Gen. Franciszek Kleeberg, fot. za www.strony.com – Wybor zdjecia wg/PCO

Przeczytaj rowniez:

Polecamy wiecej na stronie www.krzyzowiec.prv.pl

POLISH CLUB ONLINE, 2012.09.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek