Jaroslaw Szarek: „Musimy Polskę zmóc i usunąć”


Wrzesien 1939 Spotkanie niemieckich i sowieckich zolnierzy w Samborze For Forum za PCh24pl17 września 1939 roku milion sowieckich żołnierzy dokonało agresji na Rzeczpospolitą, walczącą już od początku miesiąca z Niemcami. Tym samym losy niepodległej Polski zostały przesądzone. Bolszewicka napaść była konsekwencją paktu Ribbentrop-Mołotow, podpisanego na Kremlu niespełna miesiąc wcześniej.

W tajnym protokole – dołączonym do paktu – Niemcy i Moskwa dzieliły się po połowie terytorium Polski. Początkowo między agresorami istniały różnice zdań co do dalszych losów podbitej Rzeczypospolitej. Niemcy byli skłonni do utworzenia niewielkiego, marionetkowego i kadłubowego państwa, Sowieci chcieli całkowitej likwidacji II Rzeczypospolitej i wcielenia jej ziem do obu zaborców. I tak też postąpili.

Podpisanie na Kremlu przez ministra spraw zagranicznych Niemiec Joachima von Ribbentropa i komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa niemiecko-sowieckiego paktu o nieagresji z dodatkowym tajnym protokołem zakończył uroczysty bankiet. Józef Stalin wzniósł na nim toast: Wiem jak bardzo naród niemiecki kocha swego Führera; dlatego pragnąłbym wypić za jego zdrowie. Tuż przed odlotem do Berlina Ribbentrop dodał: Niemcom i Rosji powodziło się dawniej zawsze źle, gdy żyły ze sobą w nieprzyjaźni, a dobrze, gdy łączyła ich przyjaźń. Wczorajszy dzień był epokowy dla obu narodów. Führer i Stalin opowiedzieli się za przyjaźnią.

Dla Polaków miała ona katastrofalne skutki. Symboliczną ich ilustracją może być los Brześcia. Miasto ostrzeliwała zarówno artyleria niemiecka i sowiecka. Po zdobyciu przez żołnierzy Wehrmachtu zostało odstąpione Sowietom. To w Brześciu 22 września 1939 roku odbyła się wspólna defilada. Ówczesną prasę obiegły zdjęcia uśmiechniętych i serdecznie się witających żołnierzy obu armii. Kilka dni później, 28 września w Moskwie, Ribbentrop i Mołotow podpisali kolejny dokument. Jego częścią był „Dodatkowy tajny protokół poprawiający tajny protokół z dnia 23 sierpnia 1939 roku”. Wytyczono nową granicę między obu agresorami i zgodnie wyrażono, iż obie strony nie będą tolerowały na swych terytoriach jakiejkolwiek agitacji polskiej, która by dotyczyła terytoriów drugiej strony. Będą one tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej agitacji oraz informować się wzajemnie o zastosowaniu w tym celu odpowiednich środków. Była to zapowiedź późniejszej współpracy NKWD i gestapo, a ich skutkiem akcja AB, Palmiry, Katyń, wysiedlenia, zsyłki – fizyczna likwidacja polskiej elity intelektualnej, duchowej i państwotwórczej.

„Nowy rozbiór Polski jest celem obu rządów”

Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow otwierało nowe możliwości wymiany gospodarczej, wojskowej między obu państwami, przerwanej na sześć lat po dojściu Hitlera do władzy. Wpisywało się jednak w o wiele dłuższą tradycję „przyjaźni” na ruinach Polski, sięgającą poprzednich stuleci, choćby wieku XVIII.

Konsekwencje zbliżenia niemiecko-rosyjskiego – bez względu na to, jaką formę przybierały rządy w tych krajach – były dla Rzeczypospolitej zawsze złowrogie i tragiczne. Tak stało się również po zakończeniu I wojny światowej, kiedy istnienie niepodległej Polski stanowiło największą przeszkodę w realizacji założeń polityki zagranicznej Niemiec i Rosji Sowieckiej. Wyraził to wprost Gustaw Hilger, pierwszy powojenny przedstawiciel Niemiec w Sowietach i późniejszy, wieloletni – do 1941 roku – radca ambasady Rzeszy w Moskwie. „Wspólne, wrogie uczucia w stosunku do Polski stanowią najmocniejszą więź między Berlinem a Moskwą, a nowy rozbiór Polski jest celem obu rządów…”.

Od początku lat dwudziestych XX wieku, aż do objęcia władzy przez Hitlera w 1933 roku oba państwa – mimo różnych korekt polityki zagranicznej, zmieniających się rządów, ministrów – prowadziły tajną współpracę wojskową. Współdziałanie niemieckiej Reichswery z Armią Czerwoną dawało Niemcom możliwość obejścia zakazów, jakie wynikały z Traktatu Wersalskiego, a dla bolszewików okazały się szansą wyjścia z międzynarodowej izolacji.

Pierwsze kontakty miały miejsce już w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Większość Niemców życzyła Polsce klęski, robotnicy strajkowali, aby nie dopuścić do Polski transportów broni, a rząd niemiecki ogłosił zakaz przewozu przez swoje terytorium wszelkiego zaopatrzenia wojennego. Natomiast moskiewska „Prawda” zapowiedziała, że Niemcy otrzymają z powrotem wszystko, co musieli oddać Polsce po 1918 roku. W Prusach Wschodnich, kiedy otarliśmy się o nie, płynęły do nas setki i tysiące ochotników, spartakusów i robotników bezpartyjnych, pod sztandary czerwonej armii, tworzącej w niej niemiecką brygadę strzelców… Tak więc Niemcy kipiały i dla ostatecznego wybuchu czekały tylko, aby dotknął ich zbrojny potok rewolu­cji – pisał Michaił Tuchaczewski, który wzywał: Idźcie i we krwi zmiażdżonej armii polskiej utopcie zbrodnicze rządy Polaków. Na Wilno, Mińsk, Warszawę, marsz!

Już wtedy Berlin tworzył tajną sekcję do spraw Rosji – Sondergruppe „R” (Russland) i prowadził z Moskwą rozmowy na temat budowy na sowieckim terytorium fabryk należących do trzech niemieckich firm zbrojeniowych: Kruppa – karabinów i amunicji, Albatross Werk – samolotów oraz Blohm i Voss – okrętów podwodnych. Pomysł ten zaaprobował sam Lenin.

W 1921 roku Sowieci przeznaczyli na bazy służące niemiecko-sowieckiej kooperacji stocznie i zakłady zbrojeniowe Piotrogrodu, były one jednak tak zniszczone, a robotnicy tak wygłodzeni, że Niemcy nie podjęli się współpracy. Do Moskwy przybyli wysłannicy fabryk Junkersa, omawiając kwestie założenia fabryki samolotów pod Moskwą, a kilka tygodni później koncesję na budowę eksperymentalnej fabryki ciężkich traktorów koło Rostowa otrzymał Krupp.

Pęknięta skrzynia w szczecińskim porcie

Po podpisaniu układu w Rapallo w kwietniu 1922 roku i nawiązaniu niemiecko-sowieckich stosunków obie strony oficjalnie zaprzeczyły, iż dokumentowi towarzyszyły tajne klauzule wojskowe. Cały czas toczono negocjacje na temat podpisaniu układu, dotyczącego współpracy wojskowej i realizowano wcześniej podjęte projekty. W 1923 rząd sowiecki podpisał umowę z Junkersem. Fabryka miała rocznie produkować 300 samolotów, z tego 20 proc. na potrzeby sowieckie. Wyższy personel techniczny stanowili Niemcy, a strona sowiecka dostarczała surowce i robotników. Produkcję uruchomił także Krupp. Koło Samary zainstalowała się sowiecko-niemiecka spółka do produkcji gazów bojowych „Bersol”, niepowodzenia techniczne spowodowały, co prawda zaniechanie ostatniego przedsięwzię­cia. Powrócono do niego kilka lat później w bazie o kryptonimie „Tomka” pod Saratowem.

Pod koniec dekady planowano wspólną produkcję czołgów T-24 w Charkowskich Zakładach Budowy Lokomotyw. Z kolei Niemcy przekazali Sowietom plany kilku okrętów podwodnych. Deklarowali także wysłanie ekspertów technicznych, pomogli w zakupie materiałów. Nie zrealizowano pomysłu bazy szkoleniowej dla załóg niemieckich U-botów nad Morzem Czarnym.

W tle tych kontaktów zawsze pojawiała się kwestia Polski i wzajemnej pomocy na wypadek wojny. Moskwa oferowała, iż jeżeli doszłoby do konfliktu niemiecko-polskiego, to jej flota zablokowałaby Zatokę Gdańską, natomiast jeżeliby włączyłaby się Francja, to sowiecka Flota Czarnomorska przeniosłaby swe działania na Morze Śródziemne.

Wspólna produkcja zbrojeniowa napotykała jednak na trudności, m.in. kwestie ekonomiczne. Ponadto w grudniu 1926 roku brytyjski „Manchester Guardian” opublikował sensacyjne informacje odsłaniające tajne powiązania Reichswery i armii czerwonej. Wśród nich były m.in. kontrakty Junkersa z Moskwą, budowa fabryki gazów bojowych, wymiana oficerów. W artykule „Sowieckie granaty dla niemieckich dział” opisał także wypadek w porcie w Szczecinie, gdzie zawinęły z ówczesnego Leningradu statki: „Kolberg”, „Gotthenburg”, „Artushoff”. Podczas rozładowywania rozbiła się jedna ze skrzyń, z której wysypały się granaty z trującymi gazami. Okazało się, że było ich w całym transporcie 300 tysięcy. Robotnikom zapłacono, aby zachowali sprawę w tajemnicy, ale oni zawiadomili centralę SPD w Berlinie, sprawa trafiła do parlamentu, wybuchł międzynarodowy skandal, tym większy, że Niemcy w tym czasie – po Locarno – realizowali politykę poprawnych stosunków z Zachodem.

Sowieci przebrani za „Bułgarów”

Nie przerwało to jednak wojskowej współpracy, tylko została ona bardziej utajniona. Dbano staranniej o kamuflaż. W ćwiczeniach na terenie Związku Sowieckiego oficerowie Reichswery występowali bez mundurów, jako „niemieccy działacze komunistyczni”, natomiast Sowieci przyjeżdżali do Niemiec, jako – „Bułgarzy”. Cały czas odbywała się wzajemna wymiana personelu naukowego i oficerów, ich grupy były coraz liczniejsze. Wspólnie pracowano m.in. nad konstrukcjami dział przeciwlotniczych, uzbrojenia samolotów, technologiami gazów bojowych.

Przez niemieckie kursy Sztabu Generalnego przeszło, co najmniej 120 wyższych oficerów sowieckich. W 1931 roku jeden z nich zapomniał w berlińskiej taksówce teczkę zawierającą wojskowe materiały i notes ze swoimi notatkami. Sprawa stała się głośna, ale wytłumaczono, iż bagaż należał do kapitana Reichswery uczącego się języka rosyjskiego.

Przez kilka lat główny ciężar współpracy został przeniesiony z przemysłowej produkcji wojskowej na kwestie szkoleniowe. Ich efektem był dalszy rozwój trzech doświadczalno-szkoleniowych ośrodków Reichswery w Związku Sowieckim: w Lipecku szkoły lotniczej, pod Saratowem ośrodka doświadczeń z gazami bojowymi, a w Kazaniu pojazdów bojowych.

Szkołę w Lipecku – około 400 km od Moskwy – zaczęto organizować na starym sowieckim lotnisku, które Niemcy przekształcili w nowoczesny kompleks z hangarami, warsztatami, zakładami, hamownią silników. Zbudowano bocznice kolejowe, szpital wyposażony w najnowocześniejsze urządzenia, centrum łączności. Szkolący się niemieccy lotnicy mieszkali w pobliskiej kolonii, stanowiąc personel rzekomo sowieckiej 4 Eskadry Lotniczej. Zarządzenie i eksploatacja obiektu były wyłącznie niemieckie. Cały teren był dokładnie zamknięty i strzeżony przez sowiecką milicję. W okresie letnim przebywało w Lipecku około 200 Niemców: 60 osób kadry, 70-100 osób personelu technicznego i 50 osób z kolejnego szkolącego się rocznika. Głównymi zadaniami placówki było odpowiednie przygotowanie pilotów, wy­kładowców lotnictwa myśliwskiego i personelu technicznego dla Luftwaffe oraz taktyczno-techniczne próby samolotów bojowych. Współ­praca z Rosjanami polegała na udziale niemieckich samolotów w sowieckich manewrach, współdziałaniu z sowiecką artylerią. Lipeck był najlepiej zorganizowanym tego rodzaju niemieckim obiektem w Sowietach. Wielu wyszkolonych tam pilotów walczyło następnie przeciwko Polsce po wybuchu II wojny światowej.

Szkoła czołgów w Kazaniu została zorganizowana na podobnej zasadzie. Jednak początkowo miała duże trudności ze sprzętem, w końcu czołgi zostały kupione prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii. Jeszcze w 1933 roku ćwiczył tam płk Heinz Guderian i jego pancerniacy.

„Rozdeptać” Polaków

Tymczasem w 1930 roku bolszewicki generał Hieronim Uborewicz wraz z delegacją odwiedził Niemcy zapoznając się ze sprzętem oferowanym dla armii czerwonej przez różne firmy m.in. CarlZeiss Jena, Ruhla, Rheinmetall – ten ostatni zastąpił koncern Kruppa, gdy nie udało się z nim wynegocjować kolejnego, korzystnego kontraktu. Rząd sowiecki podpisał, zatem układ z Rheinmetallem. Bolszewików ogarnął entuzjazm. Spity podczas przyjęcia w Berlinie, Uborewicz krzyczał, że teraz można już zmienić granice i „rozdeptać” Polaków. Na to trzeba było poczekać jeszcze niemal dekadę. On sam nie doczekał, rozstrzelany przez Stalina jako niemiecki szpieg w 1937 roku. Czas na wspólne „rozdeptanie” i powrót do starej przyjaźni przyszedł znów po pakcie Ribbentrop-Mołotow.

Jej symbolicznym obrazem był plakat, rozklejany w połowie lat dwudziestych XX wieku w bolszewickiej Rosji. Granicę rosyjską i niemiecką dzielił wbity między nie klin – była nim Polska. Po stronie niemieckiej stał robotnik z maszynami rolniczymi, a po stronie rosyjskiej chłop chcący nimi pracować. Niemiec mówił: „Musimy Polskę zmóc”, a Rosjanin, za którym stał żołnierz: „Musimy Polskę usunąć”. Ta wizja urzeczywistniła się po 17 września 1939 roku.

Dzisiaj mamy czas niemiecko-rosyjskiej przyjaźni, a rządzący posmoleńską Polską już nie przeszkadzają, nawet nie myślą o wbijaniu klinów. Znów aktualne są słowa Ribbentropa: „Niemcom i Rosji powodziło się dawniej zawsze źle, gdy żyły ze sobą w nieprzyjaźni, a dobrze, gdy łączyła ich przyjaźń”.

Jarosław Szarek

Za: PCh24.pl, 2012-09-17

POLISH CLUB ONLINE, 2012.09.17

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek