Dr hab. Romuald Szeremietiew: Pochwała plam na honorze.


szachyW maju 1939 r. minister Józef Beck odrzucając „umiarkowane” – jak dziś twierdzą Rosjanie, żądania Hitlera, które miały sprowadzić Polskę do roli wasala Niemiec powiedział, że w życiu narodów i państw jest rzecz cenniejsza niż pokój, jest nią honor.

W siedemdziesiąt lat później młody dziennikarz uprawiający publicystkę historyczną, absolwent historii Uniwersytetu Warszawskiego Piotr Zychowicz, napisał książkę w której twierdzi, że Beck popełnił „koszmarny błąd” bowiem ten honor w 1939 r. należało splamić i Hitlerowi ustąpić. Autor tego poglądu, przedstawianego na 350 stronach książki z okropnym tytułem „Pakt Ribbentrop – Beck” (Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2012) powołuje się na wybitnych historyków Jerzego Łojka i Pawła Wieczorkiewicza. Odwołuje się do myśli politycznej Adolfa Bocheńskiego i Władysława Studnickiego. Podpiera się cytatami z Mackiewiczów, pisarza Józefa i publicysty Stanisława – Cata. Zapewnia też, że swoje opowieści o pakcie z Hitlerem pisał z „pozycji polskich”. Entuzjastyczną recenzję książki na łamach „Uważam Rze” napisał znany historyk Sławomir Cenckiewicz.

Książkę Zychowicza bez wątpienia można umieścić w nurcie tzw. alternatywnej historii, w której rozważa się inny przebieg zdarzeń historycznych niż one rzeczywiście miały miejsce zakładając, że jakiś istotny fakt powodujący różne następstwa miałby inny charakter, np. co by się stało, gdyby w 1920 r. Polacy przegrali bitwę warszawską z Sowietami.

To trudny sposób zajmowania się historią bowiem łatwo można popaść w dywagację nie mające wiele wspólnego z historią, a bliższe science fiction.

Zychowicz zastanawia się, co by się stało, gdyby Polska w 1939 r. zerwała sojusz z Francją, przyłączyła się do Niemiec i razem z nimi napadła na Związek Sowiecki. Wg Zychowicza drugą wojnę światową Polacy kończyliby jako obywatele mocarstwa: „Polska stała się potężna. Na konferencji pokojowej, która odbyła się w polskim kurorcie nadmorskim Jurata, karty rozdawali Winston Churchill, Harry Truman i Edward Śmigły-Rydz. Do historii przeszło zdjęcie tych trzech panów siedzących obok siebie w wiklinowych fotelach”. Nie wiem czy w willi ministra Becka w Juracie były jakieś wiklinowe fotele, ale widok marszałka Śmigłego jako jednego z trzech wielkich światowej polityki jest nęcący. Jak do tego miałoby dojść?

Mocarstwo w ekspresowym tempie.

Piotr Zychowicz przekonuje, że warto było sprzymierzyć się z Hitlerem zostawiając „trzęsącą łydkami” Francję i „podstępny” Albion na pastwę Niemiec zapominając na pewien czas o „rozpowszechnionej” w Polsce dumie narodowej,. Nie trzeba było – mówi Zychowicz – narażać się „polonofilowi” Hitlerowi, który po nieudanych zalotach do Polski, jak każdy zawiedziony w miłości znienawidził obiekt swych westchnień i zaczął Polaków mordować. Do tego Beck swym nierozważnym postępowaniem „wepchnął” Hitlera w łapy Stalina i tak naprawdę to on, polski minister, sprokurował pakt Ribbentrop – Mołotow. Tego można było łatwo uniknąć oddając Hitlerowi co chciał; Gdańsk, który i tak nie był nasz i zgadzając się na wybudowanie przez polskie Pomorze niemieckiego eksterytorialnego połączenia drogowego do Prus Wschodnich. Trzeba też było zgodzić się na „uzgadnianie” z Niemcami polskiej polityki zagranicznej, co wprawdzie ograniczałoby polską suwerenność, ale to była cena warta zapłacenia. Takie posunięcie owszem trochę „poplamiło by” nieszczęsny polski honor, ale dałoby też rozliczne korzyści. Najpierw we wrześniu 1939 r. nie byłoby wojny na polskich granicach. Niemcy natomiast „wiosną 1940 r.” napadłyby na Francję, zajęły całą Europę Zachodnią, Anglicy musieliby rejterować na swoją „wyspę”, za Kanał La Manche, a w tym czasie Polacy żyliby w spokoju czytając w gazetach jak inni dostają od Niemców łupnia. Ta sielanka pokojowa nie trwałaby jednak zbyt długo bowiem już następnego roku („czerwiec 1941”) trzeba byłoby wspólnie z Hitlerem napaść na Sowiety. Jednak byłaby to kampania zakończona sowiecką klęską, samobójstwem Stalina i polsko-niemiecką defiladą zwycięstwa na Placu Czerwonym. Niemcy na spółkę z Japonią okupowaliby całą Rosję, a Polsce przypadłaby „na pewno” Ukraina i „być może” Białoruś. Zychowicz twierdzi, że Niemcy musieliby uwzględnić dawną przynależność tych ziem do Rzeczypospolitej więc Mińsk, Kijów oraz dostęp do Morza Czarnego byłyby w polskich rękach. O ile jednak niemiecka okupacja oznaczałaby realizację obłędnego planu uczynienia z podbitych narodów niewolników, to Polacy w swojej strefie zastosowaliby „liberalny reżim” planując w bliskiej przyszłości stworzenie federacji Polski, Białorusi i Ukrainy. W efekcie na terenie okupacji niemieckiej szalałby hitlerowski terror wywołujący potęgujący się rosyjski ruch oporu, a w polskiej strefie panowałaby zgoda, spokój i współpraca. Gdyby mimo to jacyś ukraińscy nacjonaliści usiłowali mordować Polaków to zostaliby „rozerwani na strzępy przez polskie bagnety”. „A drzewa na całej długości drogi od Łucka do Stanisławowa uginałyby się pod ciężarem powieszonych na nich oprawców”.

I tak Polska umacniałaby swoją potęgę na okupowanych terytoriach, a Niemcy byłyby coraz słabsze tocząc wojnę z Anglią i USA. W 1944 r. doszłoby do inwazji aliantów w Europie Zachodniej. Wówczas wg Zychowicza Polska powinna była znienacka napaść na Niemcy i teraz jako sojusznik Zachodu zniszczyć Rzeszę hitlerowską oraz przyłączyć do Polski państwa nadbałtyckie. Przy tym o ile współpraca z Hitlerem i wspieranie jego zbrodniczego reżimu trochę plamiło honor Polski, to podstępna napaść na Niemcy jest przedstawiona jako czyn chwalebny. Kuriozalny jest przy tym pogląd Zychowicza jakoby Polska mogła w ciągu trzech lat (1941-44) nie licząc się z Niemcami zbudować mocarstwo na ziemiach spustoszonych niedawnymi działaniami wojennymi i z ludnością wyniszczoną przez reżim sowiecki (wielki głód na Ukrainie). Mocarstwo – dodajmy – zdolne śmiertelnie zagrozić Niemcom, które miały w 1944 r. potężną armię liczącą 9,42 mln żołnierzy.

Poszło źle – byłby PRL.

Zychowiczowi wydaje się, że zachowuje obiektywizm rozpatrując warianty rozwoju sytuacji, niekorzystne dla Polski, np. Sowietów nie udało się pokonać w 1941 r. i w efekcie Polacy jako sojusznicy Hitlera przegrywają wojnę wraz z Niemcami. Mogłoby tak być, ale to jednak wcale nie oznacza, że byłoby gorzej niż zdarzyło się naprawdę w 1945 r. – zapewnia Zychowicz. Cóż władzę w Polsce objęliby komuniści i w końcu powstałaby PRL, tak jak inne demoludy. Skoro mimo współpracy różnych państw z Hitlerem nie powstały w ramach ZSRR sowiecka republika węgierska, słowacka, czy rumuńska, to dlaczego miałby Stalin utworzyć „polską republikę”– pyta Autor.

Prof. Kucharzewski pisząc o historii Rosji zatytułował swoje dzieło „Od białego caratu do czerwonego”. Stalin był spadkobiercą Rosji imperialnej. Europejskimi sojusznikami Hitlera były państwa, które nigdy nie znajdowały się we władaniu Moskwy i dlatego nie znalazły się w granicach ZSRR. W składzie rosyjskiego imperium były natomiast Estonia, Litwa, Łotwa oraz Polska i… Finlandia. Te kraje Stalin chciał włączyć w skład ZSRR, ale nie wszystko mu się udało. Finlandia potrafiła stawić tak skuteczny opór w czasie tzw. wojny zimowej (1939-40), że w konsekwencji Stalin zgodził się uznać jej status państwa odrębnego z ograniczoną suwerennością, natomiast co do Polski sojuszniczki Anglii i USA nie mógł zastosować bezpośredniego wcielenia do ZSRR; Churchilla i Roosevelta gryzło sumienie, że zdradzają Polskę więc naciskali na Stalina, aby Polacy zachowali swoją państwowość, a ten odpowiadał, że gwarantuje istnienie Polski „niepodległej”, oczywiście oczyszczonej z „elementów faszystowskich”.

Stalin wiedział też, że wcielenie Polski do ZSRR może mieć negatywne konsekwencje w przyszłości. Kiedy Wanda Wasilewska, członkini PKWN namawiała Stalina na utworzenie sowieckiej polskiej republiki usłyszała – Wanda, a któż przy zdrowych zmysłach wnosi do domu gniazdo os? W 1980 r. powstała „Solidarność” zagrażająca rządom PZPR wówczas gen. Jaruzelski usłyszał od Breżniewa, że reżim komunistyczny w Polsce sam musi sobie poradzić. Marszałek Kulikow powiedział – Polacy to nie Czesi, interwencji nie będzie. Można więc sądzić, że status Polski jako członka koalicji antyhitlerowskiej oraz Powstanie Warszawskie i wyśmiewana przez Zychowicza Akcja „Burza” skłoniły Stalina do porzucenia planów tworzenie Семнадцатой Польской Республики. Inaczej mogłoby być, gdyby Polska jako sojusznik Hitlera została zajęta przez Sowiety i nie tylko domy, ale morale narodu było zdruzgotane. Czekałby Polaków dużo gorszy los niż to, co spotkało ich w Jałcie – na konferencji jałtańskiej nie byłoby po prostu żadnego polskiego problemu, bo dla Zachodu Polski by nie było.

"Ostrożny" Stalin.

Kluczową kwestią w scenariuszu Zychowicza jest zachowanie się Sowietów. Autor napisał rozdzialik „Czy Stalin czekałby na wyrok?”, a więc czy zachował by się biernie do czerwca 1941 r., tj. do dnia ofensywy niemiecko – polskiej na ZSRR. I Zychowicz odpowiada – czekałby! Stalin był ostrożny i zamierzał wkroczyć do wojny dopiero wówczas, gdy strony walczące na Zachodzie wykrwawią się w walkach, a Sowieci będą mogli bez trudu zająć zniszczoną wojną Europę. Ponadto armia sowiecka była nic nie warta i trudno byłoby Stalinowi ją uruchomić zanim Francja upadła, a po klęsce Francji Sowiety nie odważyłyby się atakować Polski i Niemiec. Więc agresja sowiecka na Polskę, sojuszniczkę Niemiec, była niemożliwa – mówi Autor książki.

Piotr Zychowicz myli się w kwestii tej ostrożności Stalina. Kiedy w kwietniu 1939 r. Sowieci prowadzili poufne rozmowy z państwami zachodnimi w sprawie układu antyniemieckiego (najpierw w Paryżu, później w Moskwie) Stalin zażądał od Anglii i Francji wymuszenia. na Polsce i Rumunii zgody na przemarsz Armii Czerwonej przez terytoria tych państw oraz na udostępnienia Flocie Bałtyckiej portów i wysp należących do państw bałtyckich. Państwa zachodnie nie mogły przyjąć takich zobowiązań bowiem nie uzyskały zgody na to rządów Polski i Rumunii. Oferta Hitlera dawała Stalinowi to, czego Anglicy i Francuzi nie mogli mu dać. Gdyby Ribbentrop zamiast w Moskwie wylądował w Warszawie i podpisał pakt z Beckiem, a nie z Mołotowem, to ten udałby się do Paryża lub Londynu i uzyskał aprobatę sowieckiej agresji na Polskę. Wówczas w razie ataku niemieckiego na Francję Polska zostałaby też zaatakowana, tyle że na wschodniej granicy.

Zychowicz twierdzi jednak, że Sowieci ze względów mobilizacyjnych nie byliby zdolni atakować Polski w momencie niemieckiej napaści na Francję, a skoro ta szybko poniosłaby klęskę więc „ostrożny” Stalin tym bardziej nie doważyłby się zadzierać z Polską i jej zwycięskim sojusznikiem Niemcami. Jak więc było z tą sowiecką gotowością do atakowania?

W 1938 r. w czasie kryzysu sudeckiego Europa znalazła się na krawędzi wojny. Wówczas Sowiety, które jeszcze w 1935 r. zawarły sojusze wojskowe z Francją i Czechosłowacją przygotowywały się do interwencji zbrojnej. W czerwcu 1938 r. Główna Rada Wojenna Armii Czerwonej przekształciła graniczące z Polską i Rumunią białoruski i kijowski okręgi wojskowe w „okręgi specjalne”, co oznaczało przygotowanie do rozpoczęcia działań wojennych. Rozpoczęto formowanie sześciu grup armijnych i przeprowadzono mobilizację rezerwistów. W końcu września zgrupowano w pierwszym rzucie 17 dywizji piechoty, 10 dywizji kawalerii, 7 brygad pancernych, jedną zmotoryzowaną. Następnie zostały rozwinięte siły drugiego rzutu: 30 dywizji piechoty, 6 dywizji kawalerii, 3 korpusy i 15 brygad pancernych. Wojska te dysponowały potężną obroną przeciwlotniczą (2 korpusy, 4 brygady, 31 pułków i liczne samodzielne dywizjony OPL). Zgromadzono silne lotnictwo – planowano przerzucenie 4 brygad lotniczych (548 samolotów) do Czechosłowacji. Zebrane wojska miały podjąć działania wówczas, gdy Francja wystąpi zbrojnie w obronie Czechosłowacji. Polska zabiegała o zwrot Zaolzia i była postrzegana jako sojusznik Niemiec więc gdyby Francja chciała bronić Czechosłowacji, to Stalin decydował, że jego wojska wkroczą na terytorium Polski idąc na pomoc Czechom. Do interwencji nie doszło bowiem Francja zgodziła się na rozbiór Czechosłowacji w Monachium.

Wbrew więc temu co sądzi Autor omawianej książki Stalin nie koniecznie by czekał bezczynnie, aż zostanie napadnięty. Zarzuca się zresztą Stalinowi, że myślał o działaniach ofensywnych poza granicami ZSRR i zaniedbał przygotowania do obrony kraju. Dziś wielu historyków skłania się do poglądu, że niemiecka agresja w czerwcu 1941 r. miała w istocie charakter prewencyjny bowiem Stalin gromadził swoje wojska, aby zaatakować Niemcy. Decyzja taka zapadła po nieudanych rozmowach z Hitlerem. Przebywający w Berlinie w grudniu 1940 r. Mołotow domagał się zgody Niemiec na aneksję Finlandii i południowej Bukowiny (należącej do Rumunii). Wyraził zainteresowanie sojuszem z Bułgarią i domagał się baz wojskowych w rejonie Dardaneli i nad Bosforem. Wskazywał na interesy Rosji w Grecji, Jugosławii, na Węgrzech i w Rumunią. Hitler namawiał Sowiety do udziału w wojnie z Anglią kusząc zdobyczami w koloniach brytyjskich. Rozmowy nie dały żadnego rezultatu. Strona sowiecka nie doczekała się niemieckiej odpowiedzi. Hitler zaś doszedł do wniosku, że próba wciągnięcia Stalina do wojny z Wielką Brytanią nie powiedzie się i nakazał przygotowania do najazdu na Sowiety. W tym czasie Stalin zarządził przygotowania do wojny określając gotowość do ataku na 1 lipca 1941. Hitler zaatakował wcześniej, 22 czerwca 1941 r. Ta sytuacja pokazuje też fałszywość założenia Zychowicza, że Polska mogłaby w spokoju budować swoją mocarstwowość na zdobytych terenach obserwując jak Niemcy wykrwawiają się w wojnie z Anglikami. Skoro zachowanie takiej pozycji „obok wojny” nie udało się Związkowi Sowieckiemu, to jakie szanse miałaby dużo słabsza od Sowietów Polska?

Kupa gnoju.

Kwestią bezsporną jest natomiast marna jakość sowieckiej armii i jej uzbrojenia. To jednak okazało się dopiero w czasie agresji sowieckiej na Finlandię. Zdaje się fiński marszałek Carl Mannerheim nazwał ówczesne wojsko Stalina kupą gnoju. Trzeba jednak pamiętać, że to była bardo duża kupa … nawozu. Nawet najlepsze wojsko, ale dużo mniejsze zostałoby przykryte taką masą ludzi i sprzętu. Tego w końcu doświadczyła Finlandia skoro musiała kapitulować.

W 1939 r. Stalin miał ponad dwa miliony żołnierzy z możliwością szybkiego zwiększenia tej liczby do 6,5 miliona. Sowieci mieli 98 dywizji piechoty (Polska 30) – polski wywiad oceniał zdolności mobilizacyjne na 130 dywizji piechoty – Polska miałaby 39 dywizji. Piechotę sowiecką wspierała liczna artyleria – 25,2 tys. dział (w Polsce było 4,5 tys. dział). Sowieci mieli 26 dywizji kawalerii – Polska 11 brygad jazdy. Jeszcze większa była sowiecka przewaga w broni pancernej – 39 brygad wobec dwu polskich brygad pancerno-motorowych. Sowieci mieli też przewagę w lotnictwie. W trzech armiach lotniczych 5500 samolotów – Polska trochę ponad 400 samolotów.

Zapewne do marca 1940 r. trochę wzrosłaby liczba polskich czołgów i samolotów, ale nie byłoby przecież dywizji pancernych i nie byłoby na polskim niebie zakupionych w Anglii i Francji samolotów. Nikt by ich nie sprzedał sojusznikowi Hitlera, Polsce. Zważywszy natomiast na wielkie potrzeby armii niemieckiej trudno przypuszczać, aby Niemcy dostarczyli Polsce swoje samoloty i czołgi. Polacy musieliby więc odpierać atak sowiecki siłami zbliżonymi do tych, jakim dysponowała Polska we wrześniu 1939 r.

Piotr Zychowicz zapewnia, że nawet gdyby doszło do sowieckiej napaści, to Wojsko Polskie przećwiczone według planu wojny z Rosją „Wschód” dałoby sobie radę, a wojna toczyłaby się poza terytorium Polski. Zajęlibyśmy Mińsk i Kijów, a Wilno i Lwów nie byłyby zagrożone – zapewnia. Wydaje się, że Autor nie widział żadnej mapki obrazującej plan operacyjny „Wschód”. Przewidywał on działania obronne prowadzone na własnym terytorium. Jednostki polskie miały zorganizować obronę na linii rzek: Stryj, dalej przez rejon Lwowa, wzdłuż Styru, Jesiodły, Kanału Ogińskiego, Szczary i Niemna do granicy litewskiej. To oznacza, że walki toczyłyby się na polskim terytorium, a Wilno i Lwów znalazłyby się w ich bezpośrednim zasięgu.

Można więc sobie bez trudu wyobrazić, że po zawarciu przez Polskę sojuszu z Niemcami Stalin odnowiłby sojusz wojskowy z Francją z 1935 r. i przygotował wojska do napaści na Polskę w momencie ataku niemieckiego na Francję. Nie mógł przewidzieć, że Francja tak szybko się załamie, a nawet gdyby tak się stało, to byłby natychmiast głównym sojusznikiem Anglii w wojnie z Niemcami i Polską (!). Od początku byłby w koalicji antyhitlerowskiej. Dalsze losy wojny mogłyby więc potoczyć się tak, jak to się stało po czerwcu 1941 r. O budowaniu polskiego mocarstwa, ale chyba i o PRL można by było wówczas zapomnieć.

Strategia Hitlera.

Cenckiewicz twierdzi, że autor Zychowicz wykazał się wielką znajomością strategii i geopolityki. Obawiam się, że ten wybitny historyk pomylił się w ocenie.

Zychowicz nie ma wiedzy w dziedzinie wojskowej i nie rozumie na czym poległa strategia Hitlera oraz jakie były powody decyzji podejmowanych przez polskie władze i ministra Becka. Wydaje mu się, że Beckiem i Hitlerem powodowały emocje, zawiści, kiepskie rozeznanie, ba nawet głupota. Wytyka, zwłaszcza Beckowi brak realizmu, a Hitlerowi niezrozumienie Polaków i wpędzanie ich w konflikt z Niemcami. Tylko on Zychowicz wie co należało zrobić i surowo to wykazuje niemądremu Beckowi oraz innym niezbyt lotnym umysłowo przywódcom Polski. Tymczasem lektura „Mein Kampf” (jest wymieniona w bibliografii więc Zychowicz to czytał) powinna wskazać, że celem Hitlera było zdobycia panowania nad światem. To dostrzegł nawet angielski premier Neville Chamberlian, niestety dopiero po konferencji monachijskiej w 1938 r.: „Hitler to wściekły pies, on chce panować nad światem”. Dążąc do tego celu wódz narodowych socjalistów wiedział, że musi zgromadzić odpowiedni potencjał, aby pokonać mocarstwa dominujące w światowej polityce. Zamiary Hitlera znamy z przebiegu tajnej narady z listopada 1937 r. zapisanej w protokole przez adiutanta Hitlera pułkownika Hossbacha. Hitler stwierdził wówczas, że zakończył pierwszy etap swej polityki dokonując remilitaryzacji Niemiec i zajmując Nadrenię. Teraz zamierza zjednoczyć wszystkich Niemców przyłączając Austrię i Sudety. Stwierdził, że głównym przeciwnikiem Niemiec jest Francja, która nie zgodzi się na budowę niemieckiego mocarstwa. Francję będzie wspierała Anglia, której nie udało się znaturalizować. Niemcy muszą więc dobrze przygotować się do wojny, którą będzie można rozpocząć w 1943-44, a więc za sześć – siedem lat. Znamienne, że polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji z 1934 r. miała obowiązywać do 1944 r.

Sporo uwagi na naradzie poświęcił Hitler roli Polski, która w jego planach na czas rozprawy z Francją miała osłonić Niemcy od strony ZSRR. „Rozmiary i szybkość naszej akcji zbrojnej zdecydują o stanowisku Polski. Polska nie będzie skłonna wystąpić przeciwko zwycięskim Niemcom mając Rosję na zapleczu” – mówił Hitler nie będąc pewnym, jak Polacy zachowają się.

Podstawowym założeniem strategii Hitlera było niedopuszczenie do wojny na dwa fronty co wg niego było przyczyną klęski Niemiec w I wojnie światowej. Dlatego w okresie poprzedzającym wybuch wojny Hitler zamierzał nie tylko zbudować potężne siły zbrojne, ale także związać z Berlinem państwa Europy Środkowej i Południowej wśród których kluczowymi były Włochy i Polska.

Stosownie do zamiaru Hitlera niemieckie władze wojskowe zaplanowały rozbudowę armii do 1943-44 roku. Wojska lądowe do 300 dywizji, lotnictwo – prawie 15 tys. samolotów. Okręty Kriegsmarine miały mieć łączną wyporność miliona ton, wśród nich 4 lotniskowce, 25 pancerników i 249 okrętów podwodnych. Planowano też zgromadzenie milionów ton zapasów surowcowych, rudy żelaza, aluminium, kauczuku, paliw płynnych. Jak wspomina gen. Muller-Hillebrandt : „W końcu 1938 r. (w okresie wysunięcia żądań pod adresem Polski – RSz) Hitler kategorycznie zażądał od dowódcy wojsk lądowych, aby w ciągu dłuższego czasu skupił całą uwagę na podniesieniu poziomu szkolenia armii, gdyż jak oświadczył, nie przewiduje użycia sił zbrojnych w ciągu najbliższych lat.” Hitler zamierzał wykorzystywać Wehrmacht w swojej polityce, ale tylko jako instrument nacisku, szantażu, zdając sobie sprawę, że wojny nie może jeszcze prowadzić. Dlatego uwaga Becka, że Hitler „promenuje” po Europie „dziesięcioma dywizjami” wymuszając różne ustępstwa była jak najbardziej słuszna.

Jednak plany Hitlera uległy przyspieszeniu kiedy okazało się, że w cztery miesiące od narady listopadowej Niemcom udało się opanować Austrię, a szesnaście miesięcy później Czechosłowację. Hitler uznał, że Francja i Anglia nie są zdolne do oporu i należy natychmiast silnie związać z Niemcami Polskę, aby podjąć ostrą rozgrywkę z Francuzami.

Strategia Becka.

Polska usiłowała realizować politykę „równych odległości” z Warszawy do Berlina i Moskwy zdając sobie sprawę, że przyłączenie się do jednego z sąsiadów oznaczało atak na Polskę drugiego. Jednocześnie Marszałek Piłsudski, a za nim płk Beck wiedzieli, że taka sytuacja nie będzie trwała bez końca. Między Hitlerem a Stalinem trwała „wojna religijna” – jak mówił Beck – i było wiadome, że przyszłości musi dojść do rzeczywistej wojny niemiecko-rosyjskiej. Hitler w Sowietach widział tereny dla osadnictwa niemieckiej „rasy panów”, natomiast Stalin nie ukrywał, że chce „zwycięstwa socjalizmu” na świecie, a zwłaszcza na terenie Niemiec. Przy czym w opinii Piłsudskiego słaba relatywnie Polska mogła liczyć na wsparcie Zachodu w razie konfliktu z Niemcami i byłaby tego pozbawiona w konflikcie z Rosją

Zamiary Hitlera, uważanego przez Piłsudskiego za opryszka, były dobrze rozpoznane przez polskie kierownictwo. Dlatego w 1933 r. Piłsudski usiłował nakłonić Francję do wywołania wojny prewencyjnej, obalenia Hitlera i zmuszenia Niemiec do przestrzegania postanowień Traktatu Wersalskiego. Kiedy to nie powiodło się Marszałek, dysponując zawartym w 1932 r. paktem o nieagresji z Sowietami, postanowił w ten sam sposób uregulować stosunki z Niemcami. Hitler przystał na polską propozycję chcąc Polaków użyć do realizacji swoich planów.

Kolejną próbę zbrojnego spacyfikowania Niemiec proponował Beck Francuzom w 1936 r., gdy Hitler realizował ryzykowną akcję zajęcia zdemilitaryzowanej Nadrenii. Francja nie podjęła polskiej propozycji.

Plan Hitlera przekształcenia Niemiec w światowe mocarstwo i wojna z Sowietami niosła dla Polski śmiertelne zagrożenie. Rozbicie przez Niemcy potencjalnych sojuszników Polski na Zachodzie zostawiało ją na łasce zbrodniczego hitleryzmu. Wspieranie Hitlera kierującego się chorym rasizmem i stosującego brutalną przemoc, mordy – właśnie zlikwidowano w Niemczech kierownictwo nazistowskiej przecież S.A. – byłoby postępowaniem samobójczym. Zapanowanie totalitarnego hitleryzmu nad totalitarnym komunizmem w niczym nie poprawiało położenia Polski, czyniło je beznadziejnym.

Piłsudski, który zmarł w maju 1935 r. zostawił Beckowi ważną wskazówkę postępowania: „Balansujcie jak długo się da, a gdy się nie da podpalcie świat”. Na początku 1939 r. okazało się, że dłużej balansować się nie da. Podporządkowanie się Niemcom i rezygnacja z suwerenności były niemożliwe nie tylko ze względów emocjonalnych – jak uważa Zychowicz. To był wzgląd jak najbardziej racjonalny i najtrudniejsza oraz najcięższa z możliwych polska realpolitik.

Beck uznał, że nie można dopuścić do utworzenia niemieckiego supermocarstwa. W 1939 r. przygotowania niemieckie do wojny wykonano w 36 procentach. Hitler zdołał sformować 106 dywizji, w części z rezerwistów bez przeszkolenia wojskowego. Miał nieco ponad 4 tys. samolotów (2500 w pierwszej linii), 57 okrętów podwodnych i żadnego lotniskowca. Fatalnie wyglądały zapasy wojenne. Dowiadujemy się z raportu niemieckich służb zaopatrzenia z 31 sierpnia 1939 r., że paliwa lotniczego było na 4,8 miesiąca walki, do silników czołgowych na 4,9 miesiąca, ale olejów silnikowych zaledwie na 2,6 miesiąca wojny. W magazynach armii brakowało 60 proc. amunicji karabinowej, 75 proc. pocisków do dział i aż 95 proc. do działek przeciwpancernych.

Odrzucenie przez Becka podporządkowania się Niemcom i podpisanie aliansu z Anglią oraz rewitalizacja sojuszu wojskowego z Francją przekreśliło strategię Hitlera. Słabością tego pociągnięcia było zawarcie przez Hitlera antypolskiego paktu ze Stalinem. Na szczęście Zychowicz nie mówi, że Beck mógł do tego nie dopuścić przytulając się do Stalina,

"Nieudolny" Śmigły.

Trudne zadania w zbliżającym się konflikcie z Niemcami ze względu na dysproporcje sił otrzymały polskie siły zbrojne dowodzone przez marszałka Śmigłego-Rydza.. W latach 1933-1939 Polska wydała na wojsko 5.9 mld zł w tym samym czasie Niemcy przeznaczyły na zbrojenia 51.6 mld marek, tj. 110 mld zł (jedna marka=2,13 zł). Dwadzieścia razy więcej niż Polska! Armia niemiecka nie przeważała nad polską dwudziestokrotnie, jednak jej przewaga w lotnictwie i broni pancernej była ogromna: czterokrotna w samolotach, w czołgach – sześciokrotna.

W 1937 r. w Sztabie Głównym WP opracowano Studium „Niemcy” pt. „Ocena sytuacji strategicznej Polski i Niemiec i wynikających z tej sytuacji możliwości działań obydwóch stron”. Autorzy opracowania sądzili, że niemieckie wojska lądowe będą zdolne do wojny z Polską w 1940 r., nie wykluczano jednak, że może to nastąpić już w 1939 r. Stwierdzano, że celem polskich działań powinna być wspólna z Francją ofensywa na Niemcy. Jednak stan Francji i jej armii nie gwarantowały natychmiastowej reakcji w razie pojawienia się zagrożenia. Dlatego: „Polska musi wytrzymać główny wysiłek niemiecki i przygotować sobie możliwość do strategicznej ofensywy w łączności z Francją”. Władze polskie upatrywały szanse na zwycięstwo dopiero po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez sojuszników Polski. Utworzenie koalicji antyniemieckiej było sposobem na „podpalenie świata”, jak zalecał Piłsudski, czyli przekształcenia konfliktu polsko -niemieckiego w wojnę światową. Celem strategicznym Polski było więc zmuszenie Zachodu do wypowiedzenia wojny Niemcom. W takiej wojnie Hitler musiał przegrać.

W maju 1939 r. dowództwa wojskowe Polski i Francji uzgodniły harmonogram działań w razie wybuchu wojny. W protokole podpisanym przez szefa Sztabu Generalnego Francuskiej Obrony Narodowej gen. Gamelin i ministra spraw wojskowych RP gen. Kasprzyckiego ustalono:

w przypadku agresji Niemiec przeciwko Polsce lub niemieckiej próby zajęcia Gdańska „armia francuska rozpocznie automatycznie działania”, tj.

  • natychmiast podejmie akcje bojowe lotnictwo francuskie;
  • trzeciego dnia od rozpoczęcia mobilizacji francuskie wojska lądowe podejmą ograniczone działania zaczepne;
  • natomiast piętnastego dnia mobilizacji nastąpi ofensywa siłami głównymi armii francuskiej.

W dwa dni po podpisaniu w Moskwie paktu Ribbentrop-Mołotow, 25 sierpnia 1939, Polska zawarła układ o wzajemnej pomocy z Wielką Brytanią. Strony układu zobowiązywały się do udzielenia sobie natychmiastowej pomocy w razie agresji innego państwa. W tajnym protokole precyzowano, że agresorem mogą być Niemcy. Ustalono, że wspólne działania stron mają zagwarantować bezpieczeństwo także Belgii, Holandii, Litwie, Łotwie i Estonii. Określono też relacje z Rumunią, sojuszniczką Polski, której Anglia udzieliła gwarancji bezpieczeństwa. W trakcie rozmów sztabowych wojskowi polscy i brytyjscy dokonali wymiany informacji, w tym o brytyjskiej pomocy dla Francji i ustalili formy współdziałania sił powietrznych obu państw.

Zadania stojące przed siłami zbrojnymi RP dowodzonymi przez marszałka Śmigłego były następujące:

  • uniemożliwić Niemcom stworzenie faktów dokonanych na terenie Wolnego Miasta Gdańska;
  • w razie agresji na Polskę zachować jak najdłużej zdolności bojowe i sprawność armii w obronie;
  • podjąć kontrofensywę po rozpoczęciu ofensywy sojuszników na Zachodzie.

kontynuacja (z uwagi na ograniczenia techniczne blox.pl) na: http://szeremietiew.nowyekran.pl/post/74780,pochwala-plam-na-honorze

Dr hab. Romuald Szeremietiew

Za:  Blog Romualda Szeremietiewa, 22 wrzesnia 2012.

Autor jest profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, doktorem habilitowanym nauk wojskowych, byłym wiceministrem obrony narodowej, politykiem, posłem Sejm III kadencji.

POLISH CLUB ONLINE, 2012.09.22

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek