Tomasz Rowiński: Rozczarowani polscy katolicy


Dozynki 2010 Jasna GoraOd 1989 roku zaangażowani politycznie polscy katolicy nieustannie się rozczarowują. Podczas kolejnych kadencji przekonywali się, że nie są w stanie skutecznie realizować swoich postulatów w ramach dużych partii. Dlatego teraz strategią dla katolików powinien stać się nonkonformizm i organizowanie szerszego poparcia dla postulowanych przez siebie zmian – pisze Tomasz Rowiński*.

Sytuacja polityczna polskiego katolicyzmu od roku 1989 do dziś niewiele się zmieniła natomiast jest zupełnie inna niż przed rokiem 1989. Zanim doszło do zmian ustrojowych związanych z ustaleniami okrągłostołowymi Kościół po raz kolejny w historii był czymś w rodzaju „interregnum” – utrzymywał w swoich zasobach symbolicznych i swojej pamięci utracone Królestwo – czyli normalnie funkcjonujące Państwo Polskie.

Sens polityczny działalności Kościoła katolickiego w Polsce nie był w czasach PRL w zasadzie podważany. Dotyczyło to zarówno opozycyjnej prawicy jak i lewicy, która flirtowała z Kościołem w sposób niejednokrotnie szczerze zaangażowany. To, że Kościół katolicki w Polsce sam siebie także postrzegał jako nośnik polskości w jej pełnej formie – zarówno narodowej jak i państwowej, a także spoiwo na czas historycznej zawieruchy znajduje potwierdzenie nie tylko działalności papieża Jana Pawła II i prymasa Stefana kardynał Wyszyńskiego, ale już w powojennych postulatach konstytucyjnych Episkopatu z RP 1946.

Jakiego rodzaju to były postulaty? Przekonanie, że Polacy powinni odbudowywać swoje państwo na podobnych zasadach ustrojowych, na jakich oparta była Druga Rzeczpospolita. Nie była ona państwem idealnym, ale z pewnością była rzeczywistym państwem Polaków, zbierającym szerokie tradycje patriotyzmu, a także zachowującym chrześcijański charakter. Podobne stanowisko zajmowała znaczna część opozycji w czasach PRL, a także zapewne większość Polaków. Być może odbywało się to bez świadomości łączności z Drugą RP, ale ta łączność miała swoją realną ciągłość przez patriotyczno-religijny charakter działalności przeciw komunistycznej dyktaturze. Jak pisał jakiś czas temu jeden z uczestników dawnej opozycji, a dziś aktywny polityk: „Chcieliśmy normalnego państwa – uznającego Boga, świadomego swych korzeni historycznych w walce narodu o wolność przez półwiecze 1939-89, uznającego publiczne prawa Kościoła, prawa rodziny, prawo do życia; państwo republikańskie – oparte na odpowiedzialności silnej opinii publicznej identyfikującej się z jego zasadami i na poczuciu wspólnoty również z tymi, którzy tylko częściowo podzielają jego zasady.

Rok 1989 przyniósł jednak zerwanie z XX-wieczną tradycją (o jeszcze starszych korzeniach) polskiego myślenia o polityce i państwie. W zmianie tej wzięli udział także przedstawiciele środowisk katolickich. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy źródło ich postawy wiązało się z amnezją, jaka musiała dotknąć naród przynajmniej częściowo przez pięćdziesiąt lat komunistycznego ucisku, czy z powodu środowiskowego oportunizmu lub ideowej naiwności, czy może w przekonaniu, że dotychczasowe podstawy katolickiej myśli politycznej zostały zmienione przez kolejne interpretacje dokumentów Soboru Watykańskiego II. Okazało się, że dla zwycięskiej części opozycji państwo chrześcijańskie jest wręcz przeszkodą do realizacji dobra wspólnego, a nie zbieżnym z tym dobrem celem. Przywołajmy jeszcze raz przytaczanego już autora: „Ze zdziwieniem słyszałem wtedy wypowiedzi liberalnych osobistości katolickich, dla których źródłem napięć społecznych w rodzącym się [po 1989 roku] państwie był nie postkomunizm, ale poglądy tych, którzy chcieliby oprzeć wolność na porządku prawnym podobnym do utraconej niepodległości. Z tej perspektywy komunistyczną dechrystianizację należało uznać nie za relikt niewoli, ale za obowiązujący element pluralizmu. W imię takich poglądów jako „integryzm” atakowano już nie krytykę rewolucji francuskiej, ale przywiązanie do polskiej tradycji i przekonanie, że państwo demokratyczne powinna i może ukształtować opinia katolicka – zgodnie z uniwersalizmem zasad, za które odpowiada”.

Jakiego rodzaju strategie przyjmowali i przyjmują katolicy myślący o sytuacji politycznej Polski? Pierwszy fundamentalny wybór to pytanie o akceptację istniejącego państwa. Nie w znaczeniu jego rozwiązań ustrojowych, ale przekonania, że niepodległa Rzeczpospolita odrodziła się w sposób kulawy. Wydaje się, że bardziej zasadnicze odrzucenie istniejącej Polski pojawiło się dopiero w ostatnich latach u pozostającego pod wpływem pogańskiej perspektywy Jarosława Marka Rymkiewicza i Wojciecha Wencla. Dla obu autorów Polska prawdziwa jest Polską idealną, na miarę ich wyobrażeń. Jednak główny nurt myślenia katolickiego o polityce zaakceptował status quo jakim jest zerwanie z dotychczasowymi tradycjami. Katolicy angażowali się w politykę pod różnymi sztandarami mając przekonanie, że nadszedł czas załatwiania drobnych spraw, a skończyła się epoka zasadniczych dyskusji o metafizyce państwa. Wsparciem dla tych postaw były ideologie końca historii niosące przekonanie, że religijne i etyczne fundamenty państw i narodów nie mają znaczenia dla ich szerokorozumianej pomyślności.

Przyjęcie tej postawy sprawiło, że czasy Rzeczpospolitej po roku 1989 okazały się okresem nieustannych rozczarowań zaangażowanych politycznie katolików, którzy podczas kolejnych kadencji przekonywali się, że nie są w stanie skutecznie realizować swoich postulatów cywilizacyjnych w ramach dużych formacji partyjnych, a równocześnie tracą wyrazistość rozmywając się w szerszym nurcie zniuansowanych przekazów medialnych tych partii.

Kłopot powiększa jeszcze bardziej, gdy politycy deklarujący się jako katolicy są wpychani w projekty dalekie od reprezentowania tego co Benedykt XVI nazwał „wartościami nienegocjowanymi”. Dobrym przykładem może tu być sprawa ustawowego uregulowania problemu in vitro, ale nie tylko. Byliśmy świadkami sytuacji, gdy przedstawiciele partii parlamentarnych w sposób jawny przeciwstawiali się nauczaniu Kościoła lub wyrażali się o jego przedstawicielach w sposób pozbawiony szacunku. Zwykle nie spotykało się to z reakcją katolickich przedstawicieli tych partii, którzy czuli się związani strategiami swoich liderów. W taki oto sposób uwiąd, który dotyka Państwo Polskie zbiegł się z uwiądem opinii katolickiej mogącej być najważniejszym elementem odnowienia spraw narodowych.

Strategią katolików powinien być zatem nonkonformizm, ale także organizowanie szerszego poparcia dla postulowanych przez siebie zmian, bez utraty tożsamości politycznej. W dzisiejszej sytuacji szczególnie ważne jest by opinia katolicka miała swój odrębny głos, który ze swej istoty będzie głosem polskiej tradycji politycznej – katolickiego republikanizmu, skupionego na sprawiedliwym państwie.

Taka odrębność nie oznacza odrzucenia zastanej Rzeczpospolitej, ale odbudowę w niej cywilizacji chrześcijańskiej, której zawsze była częścią – krok po kroku, przez trafianie do opinii publicznej jako odrębny głos w debacie i wspieranie wszelkich instytucjonalnych i prawnych zmian anihilujących neokomunistyczną gangrenę.

Tomasz Rowiński

*Autor jest redaktorem pisma Christianitas i sekretarzem redakcji kwartalnika Fronda.

Na zdjęciu: dożynki na Jasnej Górze w 2010 roku

Za: Rebelya.pl, 28 wrzesnia 2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.09.30

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek