Aleksander Ścios: POD PATRONATEM WSI


Logo_WSIW piśmie z lipca 2010 roku skierowanym do ministra obrony, nowa rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz informowała ministerstwo, że wpływają do niej skargi od żołnierzy byłych WSI, w których podnoszony jest zarzut, „iż z powodu braku weryfikacji złożonych przez nich oświadczeń zostali decyzją Ministra Obrony Narodowej zwolnieni z zawodowej służby wojskowej albo też nie zostali wyznaczeni na stanowiska przez Pełnomocników SKW lub SWW, pomimo wyrażonej przez nich chęci zatrudnienia w nowopowstałych służbach.

Troska RPO o żołnierzy byłych WSI wydawała się niezrozumiała, ponieważ uchwalona w czerwcową noc 2008 roku nowelizacja ustawy o SKW i SW faktycznie zakończyła proces weryfikacji i otworzyła przed ludźmi WSI drogę do nowych służb. Intencje rządu Tuska zostały wyraźnie sformułowane w ówczesnym komunikacie MON, w którym napisano, iż „ministerstwo stoi na stanowisku, iż żołnierzom WSI nie można odbierać szansy udowodnienia, że są dobrymi fachowcami, a ich wiedza i doświadczenie mogą być w dalszym ciągu wykorzystywane w odnowionych służbach wywiadu i kontrwywiadu wojskowego”.

Od czasu objęcia władzy przez PO-PSL, priorytetem nowego rządu stała się reaktywacja układu byłych WSI. Pod koniec 2007 roku rozpoczęto kombinację operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, szefostwa ABW oraz ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, nazwaną przeze mnie aferą marszałkową. Polegała na działaniach zmierzających do uzyskania dostępu do tajnego aneksu Raportu z Weryfikacji WSI, a gdy okazało się to niemożliwe, na zdyskredytowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej. Natychmiast też przystąpiono do zablokowania prac Komisji. Już w listopadzie 2007 roku wyłączono system komputerowy umożliwiający przetwarzanie informacji niejawnych, a od stycznia 2008 zablokowano prace tajnej kancelarii. W końcowym komunikacie Komisji poinformowano, że działania te „stanowiły istotną przyczynę iż dokończenie procedur weryfikacji w wyznaczonym terminie nie było możliwe”.

Wprawdzie gen. Marek Dukaczewski, w liście do Donalda Tuska z maja 2011 roku musiał przypominać, że „do chwili obecnej nasze problemy nie zostały rozwiązane mimo deklaracji przedwyborczych partii Pana Premiera", to miesiąc później dziękował premierowi za uchylenie zarządzenia wydanego w okresie rządów PiS i wyrażał nadzieję, „że sprawa skrzywdzonych przez Raport Antoniego Macierewicza i Komisje Weryfikacyjna żołnierzy i pracowników WSI zostanie w końcu rozwiązana zgodnie z zasadami obowiązującymi w demokratycznym państwie”.

Z odpowiedzi sekretarza stanu w MON Czesława Mroczka, udzielonej w marcu br. na interpelację posła PiS Stanisława Pięty wynika, że w okresie od października 2006 r. do 31 grudnia 2011 r. na stanowiska służbowe w jednostkach organizacyjnych MON wyznaczono 195 byłych żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych, spośród których 141 nadal pełni służbę. W tym samym czasie do Służby Wywiadu Wojskowego skierowano 264, a do Służby Kontrwywiadu Wojskowego – 461 byłych żołnierzy WSI. Łącznie na stanowiska służbowe wyznaczono lub skierowano w celu wyznaczenia 920 byłych żołnierzy WSI.

Biorąc pod uwagę, że WSI liczyły ok. 2,5 tys. żołnierzy i funkcjonariuszy, dane te świadczą, że za czasu PO-PSL do służby przywrócono prawie połowę stanu tej formacji, a wojskowy wywiad i kontrwywiad jest dziś zdominowany przez ludzi WSI. Z odpowiedzi MON wynika również, że w służbach wojskowych nadal pozostaje 35 żołnierzy przeszkolonych przez sowieckie GRU lub służby innych krajów Bloku Sowieckiego.

Warto zauważyć, że brylujący w rządowych mediach były szef WSI gen. Dukaczewski tworzy obraz całkowicie odmienny od faktów i twierdzi, że „oficerowie WSI znaleźli się w drugim obiegu, potraktowano ich bardzo źle, wielu ma problemy ze znalezieniem pracy, mają negatywne sygnały w swoich środowiskach, w swoich rodzinach”.

W proces reaktywacji WSI zaangażowane jest szczególnie środowisko Belwederu. W ramach tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN) opracowano plany dogłębnej reformy służb, zmierzające do ich integracji i „zaciśnięcia” wszystkich formacji wokół jednej struktury, kontrolującej pozostałe i kontrolowanej przez ośrodek prezydencki. Z połączenia Agencji Wywiadu ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego miałaby powstać nowa, potężna służba. Wszystkie stanowiska dowódcze – zgodnie z prezydenckim projektem -byłyby obsadzane przez żołnierzy zawodowych, co w praktyce oznacza, że na jej czele stanęliby oficerowie byłych WSI. W rekomendacjach powstałych w ramach SPBN, likwidację tej służbyuznaje się za akt „szkodzący bezpieczeństwu państwa polskiego”.

Istotna wydaje się informacja, że Kancelaria Prezydenta rozsyła obecnie pisma do urzędów i służb podległych premierowi pytając je o lokalizację materiałów badanych przez Komisję Weryfikacyjną WSI. Poseł Marek Opioła kierując w tej sprawie interpelację z 27 czerwca br. chciał m.in. wiedzieć, o jakie konkretnie materiały pyta Kancelaria i jaka jest podstawa prawna i faktyczna tego żądania. Jeśli zauważyć, że środowisko byłych WSI dąży do podważenie procesu likwidacji, zdyskredytowania Komisji Weryfikacyjnej oraz sporządzenia nowego kontr – raportu, w którym działalność formacji zostanie przedstawiona zgodnie z wolą „pokrzywdzonych” – te działania Kancelarii Prezydenta nabierają szczególnego kontekstu.

Reaktywacja wpływów WSI nie ogranicza się tylko do służb specjalnych. Jej najważniejszym elementem wydaje się zamysł powierzenia ludziom tej formacji nadzoru nad technologiami wojskowymi oraz zaangażowanie środowiska w procesy gospodarcze związane z modernizacją Sił Zbrojnych. Wiele wskazuje, że nie tylko prezydencki projekt „polskiej tarczy antyrakietowej”, ale również obecne zawirowania polityczne mogą wpisywać się w ten scenariusz.

Warto przypomnieć, że w sierpniu 2011 roku, prof. Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla 5 numeru pisma „Rzeczy Wspólne" podzieliła się myślą, która w ustach osoby kojarzonej z opozycją mogła wydawać się co najmniej zdumiewająca. Mówiąc o różnicach między Bronisławem Komorowskim a Donaldem Tuskiem, Staniszkis stwierdziła, że lokator Belwederu „mógłby – i powinien – patronować odbudowie polskiego przemysłu”, dodając, że „kołem zamachowym naszej gospodarki mogłyby być technologie wojskowe”. Zachęcając czytelników do „spojrzenia na polską rzeczywistość z lotu ptaka”, prof. Staniszkis uznała, że „to, co było dotychczas dla mnie jedną z największych wad prezydenta Komorowskiego, to, że w jego otoczeniu są ludzie z dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych, być może okaże się zaletą".

Słowa te nie spotkały się wówczas z należną reakcją. Nikt nie zamierzał ich skomentować, a tym bardziej dopytać pani profesor – na czym opiera swoje przeświadczenie o tak niezwykłej misji Bronisława Komorowskiego oraz skąd wzięła się opinia o korzyściach płynących z lobbingu ludzi WSI? Nie zapytano również, dlaczego w czerwcu 2011 roku, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, Jadwiga Staniszkis uznała, że „jest szansa na chłodną kooperację między prezydentem Bronisławem Komorowskim a opozycją”. Jej zdaniem mogło to nastąpić, jeśli Komorowski „wystąpi zdecydowanie z wizją technologicznego rozwoju”. Podstawą tych działań miałyby stać się programy „przygotowane przez środowisko Wojskowej Akademii Technicznej i nowoczesne firmy zbrojeniowe zawierające wizję, jak należy dopasować państwo do strategii, która da szanse rozwoju i nowoczesności”. Zdaniem Staniszkis jest to wizja bliska PiS –owi, może jednak powodować napięcia między premierem a prezydentem. "Komorowskiemu ze względu na niektórych ludzi w otoczeniu, ale także jego dawne związki z wojskiem ta wizja rozwojowa wydaje się znacznie bliższa niż Tuskowi. Bo premier myśli tylko w kategoriach krótkowzrocznych i antyrozwojowych, typu ciąć mechanicznie deficyt. Na dłuższą metę to ich podzieli" – orzekła pani profesor.

Gdybyśmy przyjęli zachętę Jadwigi Staniszkis i spróbowali spojrzeć na polską rzeczywistość z lotu ptaka, mogłoby się okazać, że wydarzenia ostatnich miesięcy nie tylko przyniosły potwierdzenie jej przewidywań, ale stanowią wręcz realizację scenariusza „rozwoju i nowoczesności” w oparciu o środowisko Belwederu. Projekt „polskiej tarczy antyrakietowej” wpisuje się wówczas w intencje uczynienia z technologii wojskowych „koła zamachowego polskiej gospodarki”. Pomysł Komorowskiego uzyskał ponadpartyjny konsensus i został zaakceptowany przez opozycję. Konsultacje szefa BBN gen. Stanisława Kozieja z delegacją Klubu Parlamentarnego PiS w dniu 26 września br.,, potwierdzają słowa Jadwigi Staniszkis, że „jest to wizja bliska PiS-owi”. Wygląda na to, że zgłoszony przez Komorowskiego projekt ustawy o modernizacji i finansowaniu armii zostanie wsparty głosami Prawa i Sprawiedliwości. „Program ten jest szansą rozwojową dla przemysłu zbrojeniowego” – podkreślono w dokumentach BBN – „Jednak wszędzie tam, gdzie możliwości polskiej „zbrojeniówki” będą niewystarczające, pożądany będzie udział partnerów zagranicznych”.

Wyrażoną przeze mnie na łamach „Gazety Polskiej” opinię, że projekt „polskiej tarczy antyrakietowej” wychodzi naprzeciw oczekiwaniom Kremla, jest wymierzony w amerykańskie plany obrony przeciwrakietowej, wymusza redukcję obecności USA w Europie i stawia nasz kraj w roli „poligonu” w relacjach NATO-Rosja – można uznać za nietrafną lub nieistotną.

Nie sposób jednak ignorować faktu, że inicjatywa ośrodka prezydenckiego będzie ściśle powiązana z interesem środowiska byłych WSI, a zatem doprowadzi do wzmocnienia ich wpływów w przemyśle zbrojeniowym, a w ostatecznym kształcie może zakończyć się dopuszczeniem rosyjskich firm zbrojeniowych do prac nad „polską częścią tarczy”.

Wówczas – jakakolwiek próba uczynienia z Komorowskiego „patrona odbudowy polskiego przemysłu” lub przyzwolenia na rolę decydenta w sprawach bezpieczeństwa narodowego – oznacza akceptację dla reaktywacji WSI i wiedzie do wepchnięcia Polski w orbitę wpływów moskiewskich

Artykuł opublikowany w nr 42 Gazety Polskiej.

Aleksander Ścios

Za: Aleksander Scios – Bez Dekretu – strona autorska , 18 października 2012

POLISH CLUB ONLINE, 2012.10.18

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek