Prof. dr hab. Artur Śliwiński – Katolicy a ekonomia


RYS.1dKrach ekonomii neoliberalnej coraz częściej skłania ekonomistów do poszukiwania nowego paradygmatu. Czy katolicka myśl ekonomiczna może stać się inspiracją dla rozwoju ekonomii w Polsce?

W tych dwóch krótkich zdaniach kryje się wiele problemów. Sygnalizując krach ekonomii neoliberalnej, prowokujemy pytanie o przyczyny tego krachu. Nie wystarczy głosić, iż nastąpił on wskutek zderzenia dominującej w latach 1980-2007 doktryny ekonomicznej z globalnym kryzysem światowym. Fakt, że kryzys zaowocował faktami zaprzeczającymi podstawowym twierdzeniom tej doktryny może być zaledwie punktem wyjścia do krytycznej analizy błędów metodologicznych i teoretycznych, które przyczyniły się do fałszywej interpretacji zjawisk gospodarczych. Chociaż większość tych błędów jest znanych co najmniej od lat trzydziestych ubiegłego wieku, ekspansja ekonomii neoliberalnej zamieniła je w materiał archiwalny.

Dalej, poszukiwania nowej ekonomii są różnorodne i coraz intensywniejsze. Skutkiem tego są próby (często nadzwyczaj powierzchowne) ożywienia wcześniejszych teorii ekonomicznych, w tym ekonomii keynesowskiej, marksistowskiej, ordoliberalnej, a nawet maltuzjanizmu. Dopiero w tym kontekście można udzielać odpowiedzi na sformułowane wyżej pytanie o perspektywy katolickiej myśli ekonomicznej. Z tym pytaniem także są związane problemy. Dla wielu ekonomistów wykształconych w okresie indoktrynacji marksistowskiej i następnie liberalnej określenie „katolicka myśl ekonomiczna” może być zaskakujące lub niejasne (a cóż dopiero mówić o doktrynalnych uwarunkowaniach tego nurtu ekonomii).

Problemy te są raczej omijane, niż rozwiązywane. Myślenie o ekonomii jest w Polsce niezwykle płytkie, co częściowo jest konsekwencją wyjałowienia intelektualnego spowodowanego przez ekonomię neoliberalną. Jeszcze gorzej jest z uzgodnieniem teologii, dogmatów wiary i etyki katolickiej z twierdzeniami ekonomii. Pod tym względem sytuacja wydaje się wręcz schizofreniczna. Na ogół dominuje pozytywny (choć łatwowierny) stosunek katolików do twierdzeń ekonomii neoliberalnej, chociaż jawnie kwestionuje ona takie kategorie, jak na przykład: dobro wspólne, sprawiedliwość społeczna, własność publiczna czy słuszna płaca. To z jednej strony zawęża spojrzenie na zjawiska społeczno-ekonomiczne , a z drugiej strony jednostronnie wytrąca katolikom silne argumenty w sporach ekonomicznych. Nie jest to jednak przypadkowe, lecz wynika z istotnych rozbieżności metodologicznych i światopoglądowych.

Niemal wszyscy polscy akademiccy ekonomiści nie mają najmniejszego pojęcia o zależnościach zachodzących między teologią i filozofią moralną a ekonomią. Z drugiej strony znaczna większość teologów dystansuje się od ekonomii, a w najlepszym razie stara się zachować neutralną postawę względem różnych prądów i kontrowersji ekonomicznych, nie wspominając o polityce gospodarczej.

Dyskomfortowa sytuacja katolików

Ta zaledwie luźno zarysowana sytuacja jest dla katolików aktywnie uczestniczących z życiu społecznym i gospodarczym bardzo dyskomfortowa. Towarzyszy im przykra świadomość, że w kwestiach ekonomicznych nie reprezentują jasno określonego stanowiska. I tak są też odbierani. Tym bardziej przykre, iż nie mają realnych możliwości wcielania w życie gospodarcze społecznego nauczania Kościoła, a to z wielu powodów.
Katolicy są łatwo wytrącani z równowagi „naukowymi” argumentami ekonomicznymi.

W ślad za doktrynami ekonomicznymi idzie odpowiednia praktyka: prawna, polityczna, biznesowa. Często jest to praktyka ograniczająca stosowanie zasad nauczania kościoła lub jaskrawo sprzeczna z tymi zasadami. Nawet jeśli katolicy ujawniają te ograniczenia i sprzeczności, to na ich kontestację nie zwraca się należytej uwagi. Ciąży też przekonanie, jakoby katolicy byli niezdolni do wypracowania niezależnej od obowiązujących trendów myśli ekonomicznej, a tym bardziej fałszywy pogląd, iż kraje katolickie (w przeciwieństwie do krajów protestanckich) są mniej sprawne ekonomicznie.

Sygnalizowany skrótowo dyskomfort nie jest jedynym, ani nawet najważniejszym powodem przygotowania niniejszej publikacji. Wskazuje on bowiem tylko na jedno pęknięcie w świadomości polskiego katolika: między wymogiem aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym i gospodarczym a przygotowaniem (teoretycznym i w konsekwencji również praktycznym) do tego uczestnictwa. Rozbieżności występujące między światopoglądem katolickim i doktryną ekonomiczną (teorią ekonomii i kanonami polityki gospodarczej) są zbyt wielkie, aby możliwe było harmonijne podejście do tego zagadnienia. Tutaj zaznaczymy jedynie, że jest to m.in. kwestia wyrażania sprzeciwu wobec niezgodnej z przekonaniami praktyki gospodarczej, a zarazem niemożności ograniczenia tej – uznawanej za niepożądaną lub szkodliwą – praktyki bez narażenia się na wykluczenie z życia gospodarczego.

Przy takim nastawieniu do życia gospodarczego trudno nawet marzyć o aktywnym zaangażowaniu społecznym i gospodarczym.
Bezradność pojawia się nie tylko w obliczu problemów gospodarczych. Daje znać o sobie także z powodu „wyłączenia etyki” ze sfery życia gospodarczego i polityki gospodarczej. „Wyłączenie etyki” jest również pokłosiem założeń metodologicznych ekonomii neoliberalnej. Otwiera ono szerokie pole nadużyć władzy politycznej wobec katolickiego społeczeństwa i Kościoła. Decyzje motywowane ekonomicznie i finansowo są obecnie wypróbowanym sposobem walki z Kościołem.

Teologia a ekonomia

Chociaż wydaje się dostatecznie jasne i przekonywujące, że główną drogą do przezwyciężenia sygnalizowanych trudności jest integralne pojmowanie teologii i ekonomii, ciągle jesteśmy na bocznym szlaku. Na tym „wysokim” piętrze dociekań naukowych słabo rysują się konsekwencje praktyczne postulowanej integracji. Często owocuje to błędnym przekonaniem, że dociekania „filozoficzne” mają nikłe znaczenie i nie warto się nimi interesować. Na przykład słyszymy od jednego z ekonomistów, że Friedrich August von Hayek był filozofem, a nie ekonomistą (co ma rzekomo dezawuować jego dorobek ekonomiczny).

Tymczasem jest to kwestia jakości nauki. Grozi nam znowu preferowanie niskiej jakości, właśnie z powodu niedoceniania dociekań „filozoficznych”.

Trudno zatem zaprzeczyć, że taki kierunek rozwiązania problemów ekonomicznych – w zgodzie z teologią – z góry zapowiada wiele przeciwności, ale także potrzebę zorganizowanego wysiłku. Mimochodem także ujawnia, na czym polega istotny niedostatek uczelni katolickich w zakresie nauczania ekonomii i praktyki gospodarczej (finansów, zarządzania, marketingu), które jest poddawane zaledwie kosmetycznej obróbce w duchu etyki katolickiej albo przyjmuje bezkrytycznie obowiązujące „standardy nauczania” lub wprowadza zewnętrzne uzupełnienia, często z nimi sprzeczne albo wyprane z realizmu. Tak jest wykładany np. marketing (jako technologia manipulacji konsumentem), ale dodatkowo przywołuje się „etykę marketingu”. W większym czy mniejszym stopniu dotyczy to wszystkich przedmiotów ekonomicznych. Aprobata nieetycznych zaleceń jest uzupełniana jałowym postulatem etycznego postępowania.

Teologiczne i etyczne podstawy ekonomii

Warto teraz zwrócić uwagę na istotne, lecz pomijane elementy historii myśli ekonomicznej. Wbrew potocznym zapatrywaniom, rozdźwięk między teologią i ekonomią jest zjawiskiem stosunkowo nowym, powstałym dopiero w latach 60-tych ubiegłego wieku. To oznacza, że nie jest on czymś trwałym i nieuchronnym. Przeciwnie, z perspektywy krachu utrwalającej ten rozdźwięk ekonomii neoliberalnej, jest zjawiskiem anormalnym.
Konieczne jest dodanie ważnego zastrzeżenia. Ukazanie rozdźwięku między teologią i ekonomią wymaga zwrócenia uwagi przede wszystkim na zagadnienia metodologiczne, ponieważ właśnie na płaszczyźnie metodologicznej jest on najbardziej widoczny. Jednak w tym punkcie napotykamy na poważną trudność : ogólny brak zainteresowania kwestiami metodologicznymi i skłonność do oceny zasadności teorii ekonomicznych w sposób czysto pragmatyczny. Do większości ekonomistów w Polsce nie dociera metodologia nauk ekonomicznych. Przyjmują ekonomię jako zestaw oferowanych im gotowych teorii. Trudność tę pogłębia fakt, że nieliczne współczesne prace metodologiczne dotyczące ekonomii są niestety mocno tendencyjne, eliminujące „kontekst religijny”.

Z historii myśli ekonomicznej możemy się dowiedzieć, że klasyczna ekonomia angielska (do której sięgają współczesne nurty ekonomii liberalnej) była ufundowana na dwóch podstawach: teologii naturalnej oraz filozofii moralnej. Dla wielu współczesnych ekonomistów może być to sporym zaskoczeniem. Religia była podstawowym źródłem poglądów na świat. Światopogląd zaś stanowił ramy dla zrozumienia rzeczywistości oraz osoby ludzkiej. Ekonomia klasyczna – poczynając od Adama Smitha – miała charakter religijno-światopoglądowy. Przypomnieć warto, że według Smitha filozofia moralna jest „zdecydowanie najważniejsza ze wszystkich gałąź filozofii”. Istotnie, to w wydanej w 1756 roku „Teorii uczuć moralnych” prezentuje siebie jako filozofa i teologa, a 17 lat później jako autora „Bogactwa narodów”. Można byłoby tutaj przytoczyć wiele wypowiedzi wskazujących na taką rolę Smitha, lecz ograniczymy się do jednej: „Szczęście ludzkości, jak również wszystkich innych istot rozumnych, wydaje się być pierwotnym celem wyznaczonym przez Autora natury, kiedy doprowadził do ich istnienia. Żadne inne zakończenie nie wydaje się godne najwyższej mądrości i łaskawości boskiej, którą koniecznie Mu przypisujemy, a to jest opinia, do której jesteśmy doprowadzeni przez abstrakcyjne rozważanie Jego nieskończonej doskonałości, coraz jeszcze bardziej potwierdzanej przez badania dzieł natury…”. Jednak fakt, że w „Bogactwach narodów” owa podstawa metodologiczna jest niejednoznaczna, ma później duże znaczenie dla rozwoju ekonomii liberalnej.


Ekonomia … jako doktryna protestancka

Jest bezspornym faktem, że ekonomia klasyczna (albo szerzej – anglosaska) wywodzi się z teologii naturalnej i filozofii moralnej pojmowanych w duchu protestantyzmu, co tutaj ma istotne znaczenie. Chociaż nie popieramy poglądu jakoby „kapitalizm jest wytworem protestantyzmu”, to jednak nie możemy ignorować tego, że to protestantyzm inspirował powstanie i rozwój ekonomii klasycznej, o czym świadczą prace Adama Smitha, Tomasa Malthusa, Jean-Baptiste Say’a, Alfreda Marshalla i wielu innych ekonomistów protestanckich). Dwóch okoliczności nie należy pomijać. Pierwszej, iż kierunek ten szybko zyskał uznanie i rozwinięcie wśród agnostyków (David Ricardo, Karol Marks i inni).
Drugiej, że ich prace wyrażają mocno krytyczne stanowisko wobec Kościoła rzymsko-katolickiego (zwłaszcza prace Adama Smitha i Jean-Baptiste Say’a).

Ciąg dalszy w następnym numerze EEM.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński
30 listopada 2012

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor,2012-11-30

Zobacz rowniez:

POLISH CLUB ONLINE, 2012.12.06.

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek