Mirosław Kokoszkiewicz – „Podczas kryzysów strzeżcie się agentur”


Osrodek wojskowy nad Solina Cichnie zgiełk i opada kurz po tegorocznych obchodach 31 już rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Tym razem Salon postanowił, jako hasło przewodnie rocznicy zaproponować Polakom przekaz zatytułowany „nieinternowany Jarek u mamusi po kołderką”.

Kiedy żył jeszcze Lech Kaczyński Jarosławowi było nieco lżej gdyż ataki rozkładały się na dwóch braci. Dzisiaj Jarosław Kaczyński jest już sam i niestety widać wyraźnie, że establishment III RP oraz służące mu media rozpoczęły jazdę na czołowe z nim zderzenie.

To bardzo niekonsekwentne ze strony włodarzy PRL-bis, że od przeszło dwudziestu już lat marnują cenną energię i zwalczają zaciekle, kompletnie, jak sami twierdzą, niegroźnego nieudacznika i tchórza, który tak za komuny jak i teraz jest tylko żałosną karykaturą opozycjonisty uciekającym w chwilach trudnych pod kołderkę do mamusi.

Poza tym jest wrogiem demokracji, no bo kto to słyszał, żeby w demokratycznym państwie największa opozycyjna partia dążyła do przejęcia władzy i jeszcze na dodatek głośno o tym mówiła.

Dlatego wszyscy ci salonowcy wierni demokratycznym wartościom krzyczą zgodnym chórem, że w obronie demokracji trzeba zrobić wszystko, aby opozycja nigdy tej władzy nie zdobyła. Nie wiem czy zdaje sobie ta, tym razem nieumundurowana zgraja różnych Kuźniarów, Lisów, Wołków, Durczoków, Czuchnowskich, Olejnikowych, Kolend-Zaleskich i Paradowskich, że w rzeczywistości mentalnie nie różnią się od zdrajcy Jaruzelskiego, który w podobny sposób postanowił kiedyś bronić demokracji ludowej w myśl hasła mówiącego, że „władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy”.

Cały ten geszeft z polską transformacją ustrojową rozpoczęty właśnie w noc z 12 na13 grudnia polegał na sztuczce znanej i stosowanej tak przez carską ochranę, Gestapo, NKWD jak UB i SB.

Jeżeli ma już istnieć jakaś opozycja czy konspiracja to niech ona sobie i będzie, ale obsadzona naszymi ludźmi, których tak uwiarygodnimy, że nie zabraknie wśród nich ani wielkich strategicznych „opozycyjnych” mózgów, ani „bohaterskich patriotów”, co to nie straszne im więzienne kraty czy brawurowe ucieczki i ukrywanie się przed esbekami nagłaśniane oraz transmitowane przez media i tworzące piękne opozycyjne legendy. Buja(k)ć to oni potrafią.

Ale wracajmy do 13 grudnia 1981 roku.

Po to, aby mogła powstać III RP, czyli PRL –bis należało zlikwidować „Solidarność”, która co prawda zinfiltrowana była mocno przez agenturę, ale nie na tyle by kontrolować mogła ona całkowicie ten 10 milionowy ruch, w którym tak zwane doły mogły okazać się nieobliczalne i wybierać sobie na przywódców kogo im się zechce.

Jednym słowem droga do PRL-bis mogła prowadzić tylko przez nową, agenturalną „Solidarność -bis”.

A najlepiej ten plan unaocznia nam tajna depesza ambasadora komunistycznej NRD, który informuje swoich pryncypałów:

SZYFROGRAM AMBASADORA NRD W WARSZAWIE DO KIEROWNICTWA NRD Z 2 GRUDNIA 1981 ROKU

Tow. Ciosek, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi, oświadczył w rozmowie z 1 grudnia [1981 roku]:

„ Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa koegzystencja pomiędzy "Solidarnością" w obecnej formie a socjalizmem realnym już niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieuchronna. Wybory do rad narodowych muszą zostać przesunięte. Aparat "Solidarności" musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji „Solidarność” mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez ambicji sięgnięcia po władzę. Być może – kontynuował Geremek – tak umiarkowane siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane. Po konfrontacji nowa władza państwowa mogłaby w innej sytuacji politycznej kontynuować pewne procesy demokratyzacyjne.”

Oto „autorytet”, „guru”, „doradca” Solidarności Geremek, przedstawiany do dziś, jako niezłomny bojownik o niepodległość osobiście podpowiada komunistom rozwiązanie siłowe i zlikwidowanie niepodległościowego zrywu Polaków, w którym podobno sam uczestniczy.

To tak jakby Kościuszko przed bitwą pod Racławicami poszedł potajemnie do generała majora Tormasowa i podpowiedział mu, z której flanki powinien zaatakować powstańców by wybić ich w pień.

No i jak już wiemy, zgodnie z sugestiami Geremka umiarkowane siły zostały zachowane, a nawet przechowane w Arłamowie, Jaworzu czy Darłówku zaś niepokorni ginęli z rąk nieznanych sprawców, zostali w liczbie miliona patriotów zmuszeni do emigracji bądź dzisiaj grzebią po śmietnikach.

Co roku w marcu Salon III RP rozpacza nad 15 tysiącami Polaków żydowskiego pochodzenia, którzy wyemigrowali w latach 1968-72 po antysemickiej nagonce, a nikt nie mówi o tym milionie patriotów o solidarnościowym rodowodzie zmuszonych do wyjazdu z Polski po stanie wojennym.

Zadziwiające, że czynnie zaangażowany w obie haniebnie wymuszone fale emigracji, bandyta Jaruzelski nigdy nie został oskarżony czy posądzony przez „michnikowy salon” o antysemityzm? Czyżby dlatego, że zrehabilitował się przekazując po 1989 roku w dużej mierze tym środowiskom Polskę w pacht? 

A może o miłości „elit” do dyktatora zadecydowały wypowiedziane przez niego słowa, „Niech uważają, bo pospadają aureole”, będące reakcją na wytoczony jemu i Kiszczakowi proces?

Coś w tym musi by skoro „aureole”, nieco przybladłe, pozostały na swoich miejscach, a zdrajcy do dziś nie ponieśli kary?

Zauważmy pewną charakterystyczną prawidłowość.

Media głównego nurtu, jak zwykle najmniej czasu poświęciły z okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego śmiertelnym ofiarom junty Jaruzelskiego i tym 10 milionom Polaków, którzy tworzyli ruch pierwszej „Solidarności”. Przekaz był jasny – Chwała internowanym „bohaterom” i to ściśle wyselekcjonowanym oraz wstyd i hańba nieinternowanemu Jarosławowi Kaczyńskiemu..

Mało Polaków ma wiedzę o tym, że z jakichś powodów część internowanych trafiała do zwykłych zakładów karnych, aresztów śledczych i miejsc gdzie czasami przymarzali do prycz podczas srogiej zimy, podczas gdy ci najbardziej dzisiaj znani i epatujący najgłośniej swoją martyrologią trafili do ośrodków sanatoryjno-wypoczynkowych takich jak ten w Jaworzu na Pojezierzu Drawskim czy Darłówku.

Ilu rodaków wie dzisiaj, że w tych komfortowych „internatach” nie tylko nie było krat, ale i nikt nie zamykał pomieszczeń, w których przebywali dzisiejsi najbardziej znani kombatanci zaś posiłki serwowano tam w jadalni do stolików?

Czy rzeczywiście już sam fakt internowania jest dowodem bohaterstwa, niezłomności i bezdyskusyjnej opozycyjności?

Przyjrzyjmy się niektórym naszym „bohaterom”, których Kiszczak „zapuszkował” w wojskowym domu wczasowym w Jaworzu, a później w ośrodku sanatoryjnym „Gniewko” w Darłówku.

Byli to między innymi: Władysław Bartoszewski, Andrzej Celiński, Andrzej Drawicz, Bronisław Geremek, Jerzy Holzer, Jerzy Jedlicki, Henryk Karkosza, Bronisław Komorowski, Waldemar Kuczyński, Lesław Maleszka, Aleksander Małachowski, Tadeusz Mazowiecki, Stefan Niesiołowski, Maciej Rayzacher, Andrzej Szczypiorski, Piotr Wierzbicki, Wiktor Woroszylski.

Dzisiaj wiemy już dzięki Instytutowi Pamięci Narodowej, że wśród tych panów znajdowali się wyjątkowo niebezpieczni i oddani komunistom płatni kapusie o pseudonimach „Ketman”, „Monika”, „Mirek”, „Jam”, „Kowalski”, „Zbigniew”, a osobisty nadzór nad ośrodkiem sprawował pułkownik Romanowski, adiutant generała Kiszczaka.

Kiedy wieść o warunkach internowania tych przyszłych „elit” PRL-bis wydostała się na zewnątrz i zaczęła krążyć po Polsce ci dziwni „osadzeni”, aby się jakoś uwiarygodnić napisali do Kiszczaka list, który oczywiście podpisali również internowani tajni współpracownicy SB.

Oto fragment:

,,Widzimy w tym próbę świadomego dzielenia nas na lepszych i gorszych. Protestujemy przeciwko temu podziałowi. Jeśli stworzenie takich samych warunków wszystkim nie jest możliwe, gotowi jesteśmy dzielić los pozostałych naszych kolegów”

Oczywiście swoje zastrzeżenie mogli natychmiast zgłosić adiutantowi Kiszczaka, ale list-protest „wyciekający” do społeczeństwa miał uwiarygodnić to „oburzenie” „internowanych inaczej”.

Jak to się stało, że Bronisław Komorowski w zasadzie tylko podwładny Antoniego Macierewicza w redakcji konspiracyjnego miesięcznika „Głos” trafił do tej „Elity” w Jaworzu, zaś jego zwierzchnik umieszczony został w więzieniu, z którego zresztą brawurowo zbiegł?

Przecież w porównaniu z Macierewiczem Komorowski to tylko opozycyjny pionek. Czy jakiś udział w „awansie” Komorowskiego mieli jego teściowie o bezpieczniackim rodowodzie? Fakt faktem, ktoś usilnie i starannie instalował nad jego głową „aureolę”.

Co za intuicja kierowała Kiszczakiem, że wiedziony jakimś dodatkowym zmysłem w jednym miejscu jakimś cudem umieścił przyszłego premiera, prezydenta, dwóch ministrów spraw zagranicznych, prezesa telewizji publicznej, szefa doradców premiera i ministra przekształceń własnościowych III RP?

Kiszczak niczym nadwiślańska Pytia przewidział w czyim rządzie sam będzie ministrem i to dopiero za 9 lat?

Czy internowanie Lecha Kaczyńskiego i pozostawienie na wolności bardziej nieprzejednanego Jarosława było już wtedy zabiegiem dokonanym z premedytacją by ten fakt stal się jednym z wielu pretekstów w tej już dwie dekady trwającej na niego nagonce?

Wiemy o grupie celowo„internowanych” agentów SB, a co z tymi zwerbowanymi bezpośrednio przez KGB i Stasi? Gdzie oni teraz są i jakie funkcje pełnią?

Gdzie dzisiaj podziewają się, „Olin”, „Minim” i „Kat”, rosyjscy szpiedzy usadowieni na politycznych polskich szczytach, o których z sejmowej mównicy informował w 1995 roku Minister Spraw Wewnętrznych, Andrzej Milczanowski? Jednym z tych szpiegów według niego miał być były premier Józef Oleksy.

W każdym poważnym państwie dzisiaj za kratkami przebywałby albo Oleksy, jeżeli działał na rzecz obcego wywiadu, albo Andrzej Milczanowski, jeżeli jako minister konstytucyjny skłamał. Jak to się dzieje, że obaj panowie mają się dobrze i cieszą się wolnością, a o „Olinie”, „Minimie” i „Kacie” słuch oraz ślad zaginął?

Trzech rosyjskich szpiegów wśród wpływowych polskich polityków przestało już by zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa?

Podwaliny pod „Smoleńsk” zostały położone już przeszło trzy dekady temu, a Polacy do dziś nie są w stanie pojąc, że III RP to chory twór gdzie karty rozdaje obca agentura oraz większego lub mniejszego kalibru miejscowi zdrajcy, zaprzańcy i karierowicze.

„Nigdy nie zapomnę wrażeń moich, jako Naczelnika Państwa, gdy nasz hymn narodowy, nasz sztandar narodowy był nico śmieciuchem, rzuconym w kąt dla sztandarów obcych i dla hymnów obcych, tak jakby Polacy pokazać chcieli, że to są mniejsze wartości, aniżeli wszystko, co nie jest polskie. Widziałem starania ustawiczne i stale idące bez ustanku w jednym i tym samym kierunku, aby agentury obce, płatne, były możliwie na górze państwa. Lecz zwycięstwa nad agenturami nie odnieśliśmy wcale. Agentury, jak jakieś przekleństwo Idą dalej bok w bok i krok w krok.

Moi panowie, gdym wziął za temat tę prawdę, wybrałem ją rozmyślnie i nie dla czego innego, jak dlatego, aby kropkę nad <i> postawić, aby nie było powiedziane, że my musimy menażować prawdy agentury (…) Polskę, być może, czekają i ciężkie przeżycia.

Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.”

Józef Piłsudski (Zjazd Legionistów, Kalisz, 7 sierpnia 1927)


Mirosław Kokoszkiewicz

Artykuł opublikowany w ogólnopolskim Tygodniku Warszawska Gazeta

Polecam moją nową książkę, "Polacy, już czas" ozdobioną rysunkami Arkadiusza "Gaspara" Gacparskiego, jak i poprzednią “Jak zabijano Polskę”.

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl, United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227, Tel. 502 202 900  – MK.

Za: NIEPOPRAWNI.PL, 21 grudnia 2012

Na zdjeciu Osrode

POLISH CLUB ONLINE, 2012.12.21

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek