Mamy stan zagrażający suwerenności – ostrzega Romuald Szeremietiew w wyiadzie dla “Uwazam Rze”


W ubiegłym miesiącu byla kojeną rocznica podpisania Traktatu Lizbońskiego, w którym Polska zrzekla się podstawowych atrybutow kraju wolnego. Wielu uważa, że już samo wejście do Unii Europejskiej było krokiem samobójczym i to był początek utraty wolności. Wcale nie odosobnieni są prezentujący opinie, że ostatni raz Polska była wolna do 1 września 1939 roku.  Faktem jest, że po tym dniu jawniej lub bardziej zakamuflowanie przekonuje się Polaków do tego, że żyja w suwerennym kraju. Wywiad udzielony tygodnikowi “Uważam Rze” przez  Romualda Szeremietiewa, byłego wiceministra obrony narodowej takie odczucia pogłębia. Polska nie należy do krajów stanowiących o swoim istnieniu I dzien po dniu jeszcze bardziej sie uzaleznia.

Wg/PCO

*     *     *
Moskwa życzyła zwycięstwa Komorowskiemu

Z Romualdem Szeremietiewem byłym wiceministrem obrony rozmawia Jan Piński

Prezydentowi Komorowskiemu ufa już 69 proc. Polaków. Boli to Pana?

Jeżeli te dane są prawdziwe, to bardzo mnie dziwi ta popularność. Czy można ufać komuś, kto jak Komorowski ustawicznie mija się z prawdą; kto twierdzi, ze nie miał czasu nauczyć się angielskiego, bo w PRL siedział za kratami (przez miesiąc), chociaż przedtem w danych sejmowych podaje, że zna trzy języki? Czy można ufać komuś, kto ogłasza się jako doktor nauk, a następnie przez siedem lat nie jest w stanie napisać pracy doktorskiej? Jednocześnie zapewni, ze w czasie studiów pracę magisterską napisał w 11 dni. Pamiętam, jak rozbawił tym moich studentów na seminarium magisterskim.

Komorowski był też hrabią…

Właśnie był i nie jest. Pamiętamy artykuł tygodnika „Polityka” ociekający wazeliną przedstawiający kandydata PO jako hrabiego herbu Korczak. Kiedy jednak znawcy heraldyki zajęli się drzewem genealogicznym kandydata, ten nagle i bez słowa przestał udawać arystokratę.

W sprawie zaufania ma pan też własne doświadczenia…

W przeszłości miałem wątpliwą przyjemność współpracy z panem Komrowskim w MON – on był ministrem, a ja sekretarzem stanu, pierwszym zastępcą ministra, czyli formalnie jego najbliższym współpracownikiem. Źle na tym wyszedłem. W lipcu 2001 r. w mediach zostałem oskarżony o korupcję, a Komorowski nie tylko temu dał temu wiarę, ale też odegrał bardzo aktywną rolę w zniszczeniu mnie. Wiedział bardzo dobrze, że mam za sobą lata bezinteresownej służby dla Polski; w okresie PRL byłem jednym z przywódców niepodległościowych, doświadczyłem prześladowań, w tym kilkuletniego osadzenia w ciężkim więzieniu. Wiedział, że nie mam tzw. lepkich rąk. Znał mnie bardzo dobrze, a nie tylko nie kiwnął palcem w mojej obronie, ale jeszcze zastawiał na mnie pułapki i robił wszystko, żeby się mnie z MON pozbyć. Mówił zresztą w wywiadzie dla Wągrowskiej*, że obejmując stanowisko, starał się u premiera Buzka, aby mnie zwolnił ze stanowiska, ale premier powiedział, że nie może mnie ruszyć bowiem stoi za mną murem przemysł zbrojeniowy. Komorowski – jak widać – nie zrezygnował u znalazł sposób na usunięcie mnie.

Szeremietiew ogloszenie wyrokuZarzuty okazały się nieprawdziwe.

Tak, ale zanim zostałem przez sądy uniewinniony, minęło wiele lat. Infoirmacje o uniewinnieniu były cichutkie i najwyraźniej nie dotarły do tych, którzy dziś ufają Komorowskiemu. Skutki tego, co zrobił Komorowski, trwają. Nie mam szans, aby zając się tym, na czym najlepiej się znam: wojskiem i obroną narodową.

Sąd ogłasza wyrok -jestem niewinny


Komorowski jest człowiekiem honoru?

W lipcu 2001 r. Komorowski naciskany przez dziennikarzy zobowiązał się publicznie, że gdyby okazało się, iż nie miał racji obwiniając mnie, to zrezygnuje z kariery politycznej. Opowiadał, że podejmował ryzykowną, ale konieczną decyzję w mojej sprawie i gdyby okazało się, że popełnił pomyłkę, to honor, właśnie honor, nie pozwoliłby mu na zajmowanie stanowisk w służbie publicznej. Zostałem uniewinniony, Komorowski o tym wie i jest prezydentem – jaka więc może być odpowiedź na pańskie pytanie?

To może warto mu o tym przypomnieć?

Trudno to zrobić, skoro wyparł się, że składał takie zobowiązanie. Miałem informację, że TVN ma nagranie tego zdarzenia, ale kiedy znajomy zaczął go szukać, powiedziano mu, że niczego nie ma.

Dużo mówił pan o słabości obecnego prezydenta do dawnego WSI.

Komorowski jest autorem kuriozalnej tezy, że Sowieci nie mieli w PRL swoich agentów, więc tym samym po rozpadzie ZSRR Rosja nie ma swojej agentury w Polsce. Coś takiego twierdził człowiek, któremu podlegały tajne służby jako wiceministrowi obrony w rządzie Mazowieckiego. Skoro więc Rosja w Polsce agentów nie ma, to WSI nie musiało ich szukać. Komorowski używał wojskowych tajniaków, przygotowując usunięcie mnie z MON. Chwalił się tym nawet w rozmowie z dziennikarzem. Obecny prezydent jest znany z oportunizmu, a w wypadku WSI podszedł pod prąd. W głosowaniu w Sejmie w sprawie rozwiązania WSI jako jedyny poseł PO był przeciw. Wymowny był entuzjazm byłego szefa WSI gen. Marka Dukaczewskiego zapowiadającego, że szampanem uczci zwycięstwo Komorowskiego w walce o prezydenturę, a gen. Jaruzelski nawet twierdził, że Komorowski jest obdarzony jakąś charyzmą. Zwracam też uwagę, że zwycięstwa Komorowskiemu życzono w Moskwie. 

Pana tekst o możliwości agresji Rosji i Białorusi na Polskę odbił się szerokim echem także za granicą. Naprawdę grozi nam wojna?

Dziś oczywiście nie. Jednak rozważając kwestie dotyczące bezpieczeństwa w przyszłości, musimy uwzględniać niekorzystne tendencje. Stara rzymska zasada „Si vis pacem para bellum” przecież obowiązuje. Nie rozważa się scenariuszy korzystnych: będzie bezpiecznie, tylko czarne: trzeba przygotować się na najgorsze. Zaniepokoiło mnie, że wojska rosyjskie i białoruskie odbywają ćwiczenia, w których wrogiem są Polacy. Założenia tych ćwiczeń – polski bunt na Białorusi jako pretekst do wojny z Polską – to poważna sprawa. Cóż z tego, że obecnie Rosja nie ma szans, aby jakiś militarny wariant realizować. Nie tak dawno Gruzini też myśleli, że Rosjanie nie odważą się na wojnę. Jesteśmy w lepszym położeniu, bowiem mamy gwarancję bezpieczeństwa w NATO, ale to amerykańscy analitycy ostrzegają nas, że nie są one takie pewne, i namawiają do przygotowania samodzielnej obrony.

Jak pan ocenia polską politykę obronną? Na zbrojenia w najbliższych latach wydamy fortunę.

Na siły zbrojne wydajemy rzeczywiście sporo, jednak efekt z wielu powodów jest mizerny. Zdaje się, że tak będzie nadal. Przyjęto bowiem nieodpowiedni model sił zbrojnych. W zasadzie zrezygnowano z przygotowań do obrony kraju, np. zlikwidowano wojska obrony terytorialnej i nastawiono się na tworzenie sił ekspedycyjnych do działań daleko od kraju. Służymy, że udział żołnierzy w misjach zagranicznych służy obronności Polski, bowiem wojsko uczestniczy w działaniach bojowych i tym samym nabiera doświadczenia wojennego. Zapomina się jakie to jest doświadczenie. Ci żołnierze doskonalą się w zwalczaniu partyzantów. Taką armię maiła Gruzja w 2008 r. i zawiodła ona całkowicie w starciu z regularnymi wojskami rosyjskimi. Przekonanie, że doświadczenie naszego wojska z operacji na terenie Afganistanu przydadzą się w obronie Polskie byłoby prawdziwe, gdyby napaści dokonali jacyś partyzanci.

Czy można mówić o zagrożeniu suwerenności?

Stan sił zbrojnych i możliwości obronne to główne kryterium oceny pracy rządu i sił politycznych decydujących o polityce państwa. Jeśli więc siły zbrojne są w zapaści, koncepcja obrony oparta na fałszywych założeniach, a ludzie odpowiedzialni za obronność i przemysł obronny zachowują się tak, jakby nie dostrzegali zagrożeń, to wnioski są jednoznaczne. Mamy stan zagrażający suwerenności.

Ile lat pokoju mamy przed sobą?

Nie ma odpowiedzi na tak postawione pytanie. Trzeba pilnie śledzić zmiany w światowej polityce i ustalać, jakie mogą mieć znacznie dla naszego bezpieczeństwa. Państwo z naszym potencjałem musi zachowywać szczególną czujność, bo każda zmiana w ładzie międzynarodowym może mieć dla nas negatywny skutek. Państwo polskie odrodziło się po zakończeniu I wojny światowej, która zburzyła trzymający Polaków w niewoli sojusz zaborców. Polska istniała dopóki trwał tzw. porządek wersalski. W 1939 r. za sprawą Niemiec i Rosji został on zburzony. W wyniku II wojny światowej powstał nowy ład nazywany jałtańskim, w którym Polska znalazła się jako satelita Sowietów, zachowując symboliczne atrybuty odrębnego państwa. Rozpad porządku jałtańskiego znowu dał Polakom wolność i można być pewnym, że zmiana obowiązującego dziś ładu może zagrozić naszemu bezpieczeństwu. Przywódcy Rosji wspominający nostalgicznie sowieckie supermocarstwo kierują jednym z państw, które dążą do zmiany obecnego ładu. Można sobie wyobrazić, że rozpad Unii Europejskiej i zaangażowanie Amerykanów w Azji mogą stworzyć warunki, w których Rosjanie dostrzegą szansę opanowania tzw. bliskiej zagranicy. Kiedy to może nastąpić` nie wiadomo, wiadomo jednak, że to może się stać. Odbudowa sił zbrojnych i opracowanie strategii obrony kraju jest więc zadaniem bardzo pilnym i ma podstawowe dla przyszłości Polski znaczenie. Czy ci ufający Komorowskiemu to dostrzegają? 

(przedruk na [“Blog Romualda Szeremietiewa”-dop. PCO] za wiedzą i zgodą redakcji [tyg. “Uwazam Rze”-dop. PCO])

* W tygodniku wydrukowano pomyłkowo „Torańskiej”. Wywiad przeprowadzała Maria Wągrowska  patrz: Prawą Stroną – życie, polityka, anegdota, Wyd. "Rytm" 2005 r.

Za: Romuald Szeremietiew – blog autorski, 29 stycznia 2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.01.30

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek